Jaaga
Members-
Posts
19199 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Jaaga
-
Dzieki lekturze książki Sowy dopiero zdałam sobie sprawę dlaczego mój najukochańszy i najwredniejszy Beniuś ma w doopce, to, co do niego mówię, np. "Beniusiu, synu nie wolno, nie gryź mamusi po nogach, bo mamusię boli i potem ma sińce". Beniuś ma 1,5 kg. radzę sobie ze wszystkimi innymi, z nim nie. Tak to już jest z tymi mikrusami, ze je inaczej traktujemy i potem mamy za swoje. Nawet jak coś mówimy, to tylko słowami, bo cała reszta przekazu może być inna, bez przekonania. Ja tez jakoś żyję z tymi co dzień powstałymi nowymi sińcami, mówię sobie a muzom, więc moje wywody odbijają się o mur beniusiowej obojętności. Nadal staczam walkę o każde czyszczenie beniusiowych oczu czy zębów. Chociaz wszystkim innym robię to od początku bez żadnego problemu. Tolu, Marzena pisała kilka dni temu, że wpłaciła deklarację na ad. wirtualną.
-
Mozesz ją tam pokazac i prowadzić wątek? jesli tak, to przesłałabym Ci zdjecia. Ja nie mam już na to czasu, mam za duzo do ogarnięcia. Na Miau, tak jak tu, trzeba bywac, pisac i utrzymywac wątek. Kotka przyjechała do nas, bo nie było w Zamościu innej opcji, a dług za jej pobyt w lecznicy gigantycznie rósł. Ona może sobie mieszkac w domu, bo ogarnia kuwete i już nie chce uciekać, tylko bez psów, których obnecność nadal ją stresuje. Z doswiadczenia wiem, że bezdotykowego kota nawet na dokocenie nikt nie chce z normalnych ogłoszen. tu jeszcze jest kwestia, ze ona nie przepada za innymi kotami. Moje dwie nic sobie nie robią z jej syczenia i warczenia, ale jak ktoś mam jednego kota, który nie przywykł do takiego traktowania, to byłby problem. Jej nie da się dotknąć, zbliżyc się bezpośrednio nawet, nie mówiąc o zapakowaniu np. do transporterka.Nie jest to kot do zwykłej adopcji.
-
Cierpienie nie zna granic, postrzelona Linda na wózku, Kaj są z nami.
Jaaga replied to Jaaga's topic in Psy do adopcji
-
Gdybym znała przyjazne kotom miejsce rzeczywiste, a nie "wygdybane", to z wielką ochota dałabym tam tą kotkę. Nie chcecie nawet wiedziec, jak ją nazywam ;) Zazwyczaj jest to Wścieklica-kurwica. To samo mówi o jej cechach charakteru. Bardzo chciałabym, żeby mogła bytować w bezpiecznym miejscu i jeśli ktoś wie o jakimś konkretnym, to prosze o info, bo podrzucenie jej do elik, jako tu wymienionej, nie wydaje mi się w porzadku (wobec Eli oczywiście, bo kotce byłoby pewnie super). Z nią jest ten problem, że domaga się od człowieka jedzenia i tego lepszego. Stoi i złości się do czasu, aż je dostanie. przy feromonach korzysta ładnie z kuwety, nie skacze po oknach, nie próbuje się wydostać. idealny byłby dom niewychodzący bez psów, tylko skąd go wziąć?
-
Ja niestety oprócz nas takiego miejsca w okolicy nie znam. Bo to własnie do nas w ciągu roku zostały podrzucone/przyszły 3 koty. Mieszkamy na uboczu, nie mamy sasiadów na razie. Za naszym domem podzielono i sprzedano pola i własnie ruszył ciężki sprzęt do kopania drogi, wkrótce bedą budowane domy. Las nie jest bezpiecznym miejscem dla kota, który całe zycie dostawał pożywienie dostarczane przez człowieka. U nas sa nieduże skrawki lasu i stale w nich polują. Kot jest traktowany przez mysliwych jako szkodnik. I tak odnosze wrażenie, że mysliwych tu jest więcej, niż zwierząt. Z wielką chęcią umiesciłabym kotkę w bezpiecznym i bezstresowym dla niej miejscu.
-
Wstawiałam tu wczesniej ogłoszenie Bolka i Lolka do wyróznienia, ale chyba pozostało niezauwazone, bo dalej jest niewyróznione. Chłopaki nadal szukają wspólnego domu, bez pokazywania ich na olx, zostaną w schronisku :( https://www.olx.pl/oferta/bracia-bolek-i-lolek-w-schronisku-blagaja-o-wspolny-dom-adopcja-CID103-IDEpySr.html
-
Tylko od razu zaznaczcie o warunkach transportu, zeby nie było, ze ktos sobie z fiolkami surowicy do pracy pojedzie. To nie takie proste znaleźć kogos, kto może teraz przekroczyć granicę i od razu przewieźć surowice w temperaturze lodówkowej.
-
Niestety, trudna sytuacja. Tym bardziej, ze kotka musi być jeszcze odrobaczana. Odrobaczenie w przychodni, gdzie początkowo była umieszczona, nic nie dało i aż wymiotowała pasożytami. gdyby od razu została wtedy wypuszczona na wolność, to pewnie już byłoby po niej. Raczej też nie zajada stresu. Od początku lubi dużo i dobrze zjeść, a teraz bez lokatorów w srodku i przy minimalnym ruchu wszystko sie odkłada. Jak długo jest tylko samo suche w misce, to na mnie wrzeszczy i złości się. Uspokaja się po czymś lepszym. Raczej traktuje mnie jak sługę ;) Ona boi się Lindy, ale co zrobić, my mamy tylko takie mozliwości. Jedyny pokój, gdzie psy nie maja wstępu jest córki, ale ona ma gołębia i króliki. Kot wiec tam nie moze byc z tego samego powodu, co psy.
-
https://www.olx.pl/oferta/lukas-idealny-piekny-pies-w-schronisku-czeka-na-dom-adopcja-CID103-IDEVe1O.html Lukas prosi o wyróznienie :)
-
Niestety, nie ma takiej możliwości, już Tola o tym pisała. Decyzję podejmuje Tola, jedna czekamy jeszcze dlatego, że obawiamy się że może sobie nie poradzić w całkowicie odmiennych warunkach. gdyby ona miała gdzie wrócic, to ja podpisałabym sie pod tym obiema rekami,sama nalegała. Od razu z Tola brałysmy po uwagę taką opcję. Jednak zyła w mieście, w przychodni, dokarmiana przez człowiek. Tam już nie będzie takiej mozliwości, a wypuszczona u nas, gdzie są prawie same pola, nie wiadomo czy sobie poradzi. Dlatego jeszcze czekamy. Postepem jest, że juz załatwia się zawsze w kuwecie. Nie próbuje się wydostać, uciekać. Szukałysmy jakiegoś lokum bez psów i z małą ingerencją człowieka, ale nic się nie znalazło. Ludzie nie chcą adoptować domowych kotów z mniejszymi problemami, DT zapchane.
-
Tolu, są całkiem inne niż ich matka. Chodzą normalnie po podłodze, wykładają się na niej, czyli czują się w miare bezpiecznie. U nas nie ma mowy o czymś takim. Na każde zbliżenie się do kotki, ona reaguje syczeniem i agresją, uszy ma położone na głowie. Jest dobrze, jak nie próbuje trzaskać łapą. Do tego jest już bardzo gruba, bo dużo je i prawie sie nie rusza. Chłopaki zdecydowanie są lepsze i rokują adopcyjnie. Tylko teraz znowu sezon na maluszki i mogą czekac do jesieni, zeby ktoś nimi zainteresował się. Koteczce u Szafirków ciekną łzy z porfityną. Może pomyslicie o preparacie na herpesa? Trudniej będzie o adopcję z takim oczkiem, bo ludzie mogą obawiać się leczenia.
-
Basiu, nikt z nas nie przejdzie bez kwarantanny. Trzeba by poszukac kontaktu na Dolnym śląsku, jesli tam się da przekroczyć granicę. Tu nie ma szans. Czesi też jak u nas przekroczą granicę, to mają miec kwarantannę. Nikt z Cieszyna, Wisły czy okolic nie pomoże w przewiezieniu surowicy. Mam ten sam problem z odbiorem psów z Ukrainy, bo Słowacja nie otworzyła granic tylko dla Polski, a Czechy z wyłączeniem Śląska. Mieszkamy w okolicy największej liczby zakażeń, naprawdę nie jest ciekawie.
-
Cierpienie nie zna granic, postrzelona Linda na wózku, Kaj są z nami.
Jaaga replied to Jaaga's topic in Psy do adopcji
Też się ciesze, że są takie postępy. Dziś pierwszy raz na wózku bawiła się pluszakiem Kaja. Dotąd tylko rozrywała i niszczyła wszystko, co się dało. Teraz sobie podrzucała miśka pysiem. No i orarnia przestrzeń, już nie klinuje się w kazdym mozliwym miejscu. -
Ogłoszenia są tez pilne, bo pozwalają psom wydostac się ze schroniska bezpośrednio, bez opłacania hotelików, szukania DT. U mnie własnie zakończyły sie wyróznienia ogłoszeń: https://www.olx.pl/oferta/bracia-bolek-i-lolek-w-schronisku-blagaja-o-wspolny-dom-adopcja-CID103-IDEpySr.html https://www.olx.pl/oferta/lukas-idealny-piekny-pies-w-schronisku-czeka-na-dom-adopcja-CID103-IDEVe1O.html https://www.olx.pl/oferta/malutki-fistaszek-czeka-na-ciebie-adopcja-CID103-IDExnOa.html
-
Cierpienie nie zna granic, postrzelona Linda na wózku, Kaj są z nami.
Jaaga replied to Jaaga's topic in Psy do adopcji
Dziękuję Elu za udostepnienie tutaj. Wiecie, ze mnie niesamowicie wzmacniacie? Wybrałam Lindę z filmiku schroniskowego, bo siedziała jako jedyna w kącie boksu i nie bardzo reagowała na cokolwiek . Inne, bez łapek bawiły się, szalały, a ona raz się poruszyła, wlekąc ten swój cały tył za sobą, jak nadmierny bagaż. Chciałam dac szansę takiemu w najgorszej sytuacji i chyba udało mi się. Myslałam wtedy, przetrawiałam swoją sytuację i mozliwości. Niby lepsza byłaby wersja soft, czyli pies bez łapek i juz zdiagnozowany i zabezpieczony. W sam raz przy psach, kotach i dzieciach. Jednak człowiek może czasem więcej, niż mu sie wydaje. Wychodze z załozenia, że jak musi, to potrafi. I stąd w głowie została mi tylko Linda. Wczoraj widziałam z okna, jak Linda wręcz zapierdziela w tempie wyscigówki po ogrodzie goniąc Kaja. Nie to co na moich filmikach, ona po prostu szalała. Od roku staram się zapewnić jej największy komfort zycia w jej sytuacji. Czasem ręce mi opadały i nie miałam motywacji. Wtedy mi bardzo pomagacie. Pierwszy wózek, z Admirała, był wielkim rozczarowaniem. Ciężki, Linda spłoszona, nawet nie próbowała sie w nim poruszać. Potem dałam sobie spokój i chodziła jedynie w nosidełku Trixie. Gdziś w głowie miałam Malawaszkę z jej sznaucerkowymi smigającymi wózeczkami. W koncu udało się i my mam. To była najlepsza decyzja. Linda ożywa. 3 razy dziennie zmienia sie z Kopciuszka w królewnę. Niestety, wózek u dużego psa ma ograniczenia i nie nadaje sie na normalnie zameblowanych pomieszczeń domowych. Jest super tylko w opcji wyjść na zewnątrz. Jednak to duzy postep. Wołam tylko: "Linduś, księżniczko moja" i już jest gotowa. Od "czasu wózka" zaczęłyśmy też spacery zewnętrze. Linda płoszy się spacerowiczami, rowerzystami, autami. Jednak wtedy ją uspokajam, trzymam wózek, żeby nie zjechała do rowu i mam nadzieję, że przywyknie do normalnego życia. Plusem tych wypadów jest tez uświadamianie ludzi. Mieszkamy teraz na totalnej wsi. W wiekszosci miejscowych domostw są kojce z budą, nierzadko tez w tych wypasionych, nowych, wybudowanych przez miastowych. tyle,że zrobione przez firmę, z lepszymi budami. Typowa opcja alarmow zamiast firmy ochroniarskiej. My przełamujemy stereotyp psa na wsi. ludzie jadą na rowerach, przechodza i komentują: "o, popatrz pies na wózku", " chyba nie chodzi", " ten pies jest kaleką",. Linda jest więc jakby ambasadorem psiej sprawy na wsi. Daje do myslenia. Ludzie ją widzą i zastanawiają sie, ze pies ma swoje potrzeby, może żyć inaczej, nie trzeba poddac eutanazji chorego psa, może żyć w miarę swoich potrzeb. Linda wiec motywuje ludzi do myslenia i reakcji, wyrywa ze stereotypów. To jest też ważne. Minał własnie pełny rok. Dla mnie nadal niewyobrażalny jest stopień jej skrzywdzenia. Przez rok w miłości i normalnych warunkach osiągnelismy : pełną akceptację mnie i mojej młodszej córki, wzgędną akceptacje starszej i mojego męża w domu. Na zewnątrz Linda mnie obserwuje i odbiera moje sygnały, jesli chodzi o innych ludzi, akcepuje Paulę, natomiast co do pozostałych osób, jakby wyłącza się i reaguje instynktownie lękiem i ucieczką. Andrzej wykazuje się ogromna cierpliwością, jednak kiedy ma ją sam wyciągac z wózka, to musi ją przytrzymać za wózek, żeby uniemozliwic ucieczkę, Linda wtedy sika ze strachu, jemu jest przykro. Słysze czasem, jak mówi do niej, czemu się go boi, bo on jej nic nie zrobi. Ja się ciesze z kazdego jej sukcesu, reszcie rodziny trudno jest to dostrzec. Jak widac na filmikach, wsparciem dla Lindy jest Kaj. przyjechał do nas na DT, ale więź w czasie tej koszmarnej, 11 dniowej podrózy, jaka między nimi powstała, spowodowała że zdecydowaliśmy się go zostawić. był trudnym szczeniakiem, z dziko zyjącego, odłowionego miotu. Odprężał się tylko przy innych psach. Dla nich obojga opcja bycia razem była chyba najlepsza. Dziś, po roku, kaj jest nadal związany z Lindą, traktuje ją jak swoją matkę, mimo ze jest dorosły. Dziękuję Wam wszystkim, zaglądającym na wątek, piszącym, wspierającym, doradzającym. Dzięki Wam dajemy razem radę. Od 24 lat zajmuje się pomocą zwierzakom w potrzebie i to, co najbardziej jest dla mnie widoczne to fakt, że najłatwiej pomaga sie wspólnie. Wtedy wszystko sie układa i sie po prostu da. Nie kazdy może wziać zwierzę do siebie, nie każdy może je wesprzeć finansowo, ale najlepsze efekty są, jak robi sie to wspólnie, w miare swoich mozliwości. Jak wiecie, czekam, aż przyjedzie do mnie kolejny ukraiński młodzik lub dwa psiaki. To zalezy od możliwego transportu w dobie wirusa. Bardzo prosze, bądźcie ze mną wtedy razem. Jestem silna dla nich, wiem, że jak coś umysle sobie, to dam radę. Jednak samemu czasem jest trudno, razem bywa łatwiej. tym bardziej, ze drugi z psiaków ma uszkodzony kręgosłup.Na razie porusza się samodzielnie, ale z czasem nie mozna wykluczyc opcji, że siły miną i zostanie wózek. Wizja drugiego duzego psa na wózku działa studząco, ale naprawdę, uwierzcie, że nie mogłam podjać innej decyzji. Gdyby umarł w schronisku, jak jego kojcowy kolega husky, to miałabym wyrzuty sumienia cały czas. Tak naprawde, to jego jedyna szansa na normalne zycie i wyjście z kojca niepełnosprawnych psiaków. Dziękuję bardzo serdecznie każdemu za czas czy środki poświęcone dla Lindy. Powiem, że było warto. Każdy jej postep, uśmiech w oczach, wywalony radośnie jęzor jest nagrodą za zaangażowanie. Staram się tym dzielić z Wami w miare mozliwości. jednak chyba i tak widac róznice między sparaliżowanym strachem psem, jaki do nas przyjechał, a prawie normalną Lindą dziś. -
Cierpienie nie zna granic, postrzelona Linda na wózku, Kaj są z nami.
Jaaga replied to Jaaga's topic in Psy do adopcji
Elu, wejdź na mój profil, link też mi tu nie wchodzi. -
Cierpienie nie zna granic, postrzelona Linda na wózku, Kaj są z nami.
Jaaga replied to Jaaga's topic in Psy do adopcji
Na Fb wstawiłam filmiki Lindy na wózku. Niestety, tu nie potrafię ich pokazać :( -
Zachęcam wszystkich, odkąd mam aktywną aplikację, to zebrało mi się już ponad dwieście darowizn na ZEA ;) Niby groszowe kwoty, ale sumują się.
-
Cierpienie nie zna granic, postrzelona Linda na wózku, Kaj są z nami.
Jaaga replied to Jaaga's topic in Psy do adopcji
Dziękuję Ci slicznie. Zdecydowałam się wziac dwa psy, ale są ogromne kłopoty z ich dotarciem do nas. Raczej nie uda się otwarcie granicy w połowie miesiąca, jest możliwy transport lotniczy, ale wtedy moga leciec tylko dwa, czyli jeden do koleżanki i jeden do nas. Koszt transportu samochodem na Zaporoże jest tak duzy, ze trzeba by wziać kilka psiaków, a niestety nie znam nikogo, kto wziąłby jakiegos na siebie. W najgorszej sytuacji sa szczenięta, im czas upływa bezlitośnie, mija mozliwość socjalizacji, poznania zwykłego zycia. Mariona pisała, że tam stale leje. Na filmiki bable mają waski wybieg, budę i błoto. Takie slicznotki tam są. Tylko gdyby ktos dał im szansę. Wszystko rozbija się o pieniądze w obecnej sytuacji. -
Fajnie byłoby z Wojtyszek, ale tam trzeba jechac samemu, bo podaje się dane do wprowadzenia chipa na nowego opiekuna. Ja przez naszą wspólną znajomą ( jak chcesz dane, to zadzwoń) mam wzięte Lemura i Adę. tylko wtedy jechała ona sama po inne psy i brała je na fundację, potem wysłała moje dane do zmiany własciciela. jest tez grupa na FB, gdzie są pokazywane psiaki wojtyszkowe, moze udałoby się połączyć transport.
-
Cierpienie nie zna granic, postrzelona Linda na wózku, Kaj są z nami.
Jaaga replied to Jaaga's topic in Psy do adopcji
Dziękuję Nadziejko i wzajemnie życzę Ci wszystkiego, co najlepsze. Jak tylko sie uda, to przyjadą kolejne biedy i mam nadzieję, że im także los będzie sprzyjał i szczęśliwie dotrą. Też uważam jest piękny. W moim ulubionym typie. -
Cierpienie nie zna granic, postrzelona Linda na wózku, Kaj są z nami.
Jaaga replied to Jaaga's topic in Psy do adopcji
-
Polecam ortopedę dr Grzebinogę w Oświęcimiu do konsultacji łapki Nadii. Kikut wygląda nieciekawie, moze konieczna będzie kortekta. Tam byliśmy też konsultowac kikut Nadii, która była u nas. No i oczywiście Linda tam była operowana. To ja ogłoszę Fistaszka.
-
To ja tez jakiegos poprosze na maila, bo jest świeże wyróznienie Molly. chciałabym ją szybko usunąć, bo mam dość durnych wiadomości. Wczoraj pani pytała, czy wiemy cos o rodzicach Molly, która jest 1,5 rocznym psem w schronisku. Pytanie raczej odpowiednie przy zakupie szczeniaka z hodowli, a nie adopcji dorosłego psa ze schronu. Juz widze pracowników schroniska, jak robią wywiad srodowiskowy przy przyjęciu kazdego psa i pytaja o jego rodziców. Pomijam fakt, ze w ogloszeniu jest info, że ogłaszam je grzecznosciowo, nie mam kontaktu z psami i prosze, zeby w związku z tym nie pisac do mnie pytań. Dziś widzę nowe powiadomienia i nawet nie chce w nie zaglądać. Niestety, na telefonie zdjęcia nie otwierają mi się, stad prośba zeby mi przesłac na maila. Basia ma adres, bo ja dzis raczej nie dam rady tu juz zaglądnać..
-
Tak, rozmawiałam z Basią i jest pani nia zainteresowana, więc trzymajmy kciuki. Czekam aż Basia dostanie zdjecia tej malutkiej suni bez kawałka łapki, od razu ją ogłoszę. Może zdarzy się cud i ktoś się na nia zdecyduje.