Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Posts

    19196
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    104

Everything posted by Jaaga

  1. Nadziejko, slicznie dziękuję za bazarek. to bardzo duża pomoc dla Barytona.
  2. Nikt się nie odezwał z kliniki, więc znowu zadzwoniłam. Dr Niedzielski przekazał Barytona do konsultacji dr Gizie - głównej ich neurolog, a ona jest na urlopie do połowy sierpnia. jednak klinika nie umawia jej konsultacji, nie wiedza jakie ma terminy. Zaraz wysyłam maila, ale ponoć nie wiadomo, kiedy odpisze i kiedy bedzie konsultacja. Trochę mnie dołuje ta sytuacja. Dr Olender wskazała dr Niedzielskiego jako neurochirurga do operacji. Nie chcę konsultowac Barytona z innymi lekarzami, bo w jego przypadku to poważny problem i chce, żeby badanie przeprowadził lekarz, ktory ewentualnie będzie przeprowadzać neurochirurgiczną operację. gdyby to była np łapa czy jakiś standardowy zabieg, to na pewno zgłosiłabym się do innych lekarzy, tu jednak nie jest kwestia uzyskania sprawności tylko życia - operacja lub eutanazja. Nie wiem, czy Baryton może tyle czekać. Do Tychów do dr Olender tez nie potrafię się dodzwonić. Czy jest jakiś inny neurochirurg, do którego szybciej mozemy pojechać.
  3. Bardzo chcialabym, bo mimo ze słodziak z niego, to jest absorbujący. Postaram się go jak najszybciej ogłosić na olx, z FB nikt się nie odezwał.
  4. Paragon z apteki, nie cała kwota dla Barytona, ale zaznaczone leki za 85,51 zł.
  5. Niestety, ona sama się nie zagoi. Chciałam pokazac ją przy konsultacji, żeby ewentualnie usunąć przy okazji operacji. Nadal z kliniki nie skontaktowano się ze mną. Tam nikt inny nie może mnie umowic, musi to zobaczyć dr Niedzielski. Czasem sama siebie podziwiam ;) Bo nie żyjemy normalnie, ale na tym etapie już się nie da. Wszystko jest podporzadkowane pod psy. Praca od rana do nocy, ciągłe noszenie psów, sprzątanie, ileś prań dziennie, ciagłe remonty i drobne poprawki tego, co psy zniszczą. Pracownicy w schronisku po 8 godz. idą do domu, my to mamy całą dobę, cały rok. Są wakacje, ale nie dla mnie. O ile kolezanka hodowczyni oferowała ze zostanie przy małych, rasowych gdybyśmy mieli wyjechac, to już z moimi adoptowanymi duzymi nie mogłabym nikogo obcego zostawić. Nie wspominając o Lindzie i jej wkładaniu i wyciąganiu z wózka, załatwianiu się w domu na podłogę, no i teraz Barytonie. Tylko ja go moge podnosić, żeby wniećś i wynieść. Andrzejowi już się nie da, bo kłapie zębami. Pocieszające chociaz, że mieszkamy na wsi, choc szczerze mowiąc jeszcze w tym roku nie siadłam na leżaku czy z kawą w ogrodzie. O godz.22.00 marzę, żeby już móc paść, a od rana kierat.
  6. Nadziejko, ślicznie dziękuję. Nie mam mozliwości teraz często tu zaglądac, więc jestem podwójnie wdzięczna za zrobienie i prowadzenie bazarku. Zdjęcia Bostona
  7. Gabapentynę i steryd. Dotąd w zastrzyku, jutro zaczynamy w tabletkach.
  8. Sowo, trafiłas w punkt z tym imieniem. On już po filmikach ze schroniska miał się nazywac Devil lub Bies, bo taki diabełek był z niego. Jednak w założeniu, ze szukamy mu domu, doszlismy do wniosku, ze niech zostanie neutralny Boston. Z tym, ze każdy któremu mówię, ze mam do adopcji Bostona, to myśli o rasie a nie o imieniu psa ;) Czy ktoś pomoże mi w piątek z ogłoszeniem Bostona? Na weekend jest najwieksze zainteresowanie. Zrobię mu kolejne zdjecia, żeby serwis nie usunął. Mysle, że go ogłoszę na Bielsko. Niedaleko i ludzie często mieszkają w domach, bo on do centrum miasta czy bloku nie nadaje się. Nie wiem, skąd aktualnie jest największy odzew z ogłoszeń? Teoretycznie moznaby na Wrocław, bo tam pojedziemy pewnie na konsultację z Barytonem. Moj tekst ogłoszenia Bostona: BOSTON - półroczny szczeniak szuka odpowiedzialnego domu. Zdrowy, zaszczepiony, odrobaczony, przed adopcją zostanie wykastrowany. Posiada paszport. Boston ma wrażliwe usposobienie, wymaga cierpliwych, spokojnych opiekunów. Jego delikatna psychika spowodowana jest trudami życia, jakich doświadczył, zanim dotarł do Polski. Szuka domu bez dzieci do 13 lat, powinien zamieszkać w domu z ogrodem, nie nadaje się do życia w tłoku miasta. Jest przylepny do opiekunów, szczególnie do kobiet, jednak nie można dac mu wejsć sobie na głowę, choćby ze względu na jego wage i wielkość. Boston waży już ponad 20 kg. i jeszcze rozwija sie. Nie nauczony wcześniej życia z człowiekiem, teraz nadrabia, zachowuje się jak dwumiesieczny szczeniaczek, wskakuje na kolana, kanapę, lubi przytulać się. Nie przepada za obcymi osobami, czasem płoszy się w nieznanych sytuacjach, miewa lęki. Jest bardzo mądrym i pojętnym psem i nadrabia szybko stracony czas. Potrafi chodzić na smyczy. Boston zostanie przekazany wyłącznie do domu, gdzie bedzie kochanym członkiem rodziny. Nie zostanie wydany do kojca czy budy, do mieszkania na zewnątrz. Moze zamieszkać z innym większym lub średnim psem. Ogłoszenie ma na celu znalezienie najlepszego domu dla psa. Jego dotarcie do domu, gdzie aktualnie przebywa, wymagało zaangażowania wielu ludzi, wiele trudu i pieniędzy. Proszę to uszanować, jesli potencjalny chętny nie spełnia warunków koniecznych do adopcji, to zachęcam do udania się do schroniska. Tam jest wiele innych psów czekających na dach nad głową. Obowiązuje procedura adopcyjna, podpisanie umowy z fundacją. Kontakt w sprawie adopcji: 660124623.
  9. Dzis mam oczekiwać tel odnośnie konsultacji. Jest nieźle. Baryton funkcjonuje sprawnie jak na swoje mozliwości, ładnie je, nauczył się sam wchodzić do domu. Podchodzi, wodzi za mna wzrokiem, czyli nawiązuje kontakt jak zwykły pies. Wczoraj wywalił się na trawie i dał brzuch do głaskania. Jak dla mnie zmienił się całkowicie. Kupiłam mu drugą dawkę Advocate na dirifilarie - 50 zł. Wyłożyłam na razie, bo wolałabym opłacić to na fakturę ze zbiórki. Tu mam jeszcze do rozliczenia paragon za leki - dziś wstawię. Niestety Baryton, to starszy pies, mało kogo wzrusza. Zbiórka idzie bardzo opornie. Poudostepniałam ją na wielu grupach, efektem są emotki lub udostepnianie, bez wpłat. Wpłaty pochodzą głównie od znajomych moich lub Oli. Zrobiłam ogłoszenie Bostonowi na FB i tez efekt zerowy. Dotąd nie było o niego żadnego zapytania. To wspaniały podrostek, ale nie mogę napisac euforycznego tekstu o psie dla wszystkich, bo to nie mała maskotka, tylko pies który stale rosnie, nabiera masy i na razie nie jest świadom swoich mozliwości. Ma swoje lęki, więc potrzeba na tyle odpowiedzialnego domu, żeby złym podejściem na siłę nie wywołać w nim agresji lękowej w sytuacjach stresowych. Bardzo szybko wszystkiego uczy się. No i rozmiar też może kusić tych, co chcą oszczędzić na alarmie i szukaja psa do uwiazania przy budzie czy zamknieciu w kojcu. W piątek zrobię mu OLX. Trzymajcie kciuki za moją cierpliwość do dzwoniących. Coraz bardziej mi jej brakuje.
  10. Tak, sam chodzi. ładnie je, daje sie głaskać. Dostaje regularnie 3 razy dziennie. inne psy maja przed nim respekt. Nie podejdą, jak coś ma do jedzenia, bo tak je sobie ustawił. Sowa, Tyś (ka), macie rację. Jest tak, jak opisujecie. Taka mieszanka wrażliwości z potencjałem energii i siły. Małe dzieci odpadają, bo jak skoczy czasem jeszcze na mnie, to naprawdę musze utrzymywac równowagę. Dziecko nie poradzi sobie. Zresztą nawet nie bardzo interesuje się moimi córkami, nie reaguje na nie i jest obojętny. Chyba jeszcze jednak rośnie, bo jest wyższy w kłębie od Lindy i identyczny na wysokość jak Kaj. Stale sie teraz z nim siłuje. Ma słabosć do gonienia małych psów, jak Freya. Musze pilnowac, bo zawału przy nim dostają, a on biega za nimi, jak tylko jest okazja. Co dziwne, bo kury go w ogóle nie interesują, choc są podobnej wielkosci i pierzaste. No i mysle o kastracji przed adopcją, tylko z funduszami kiepsko, a to jednak wiekszy pies. Nie kastrowałabym go jeszcze, ale jakoś do ludzi nie mam zaufania. Najpierw wszyscy obiecują, a potem nie wykonują zabiegu. Jak u brata Ciapciaka. Ja go szybko wykastrowałam i mam stablinego, zrównowazonego przewodnika stada, a osoba wyadotowujaca jego brata tego nie zrobiła i pies 3-letni wrócił z adopcji z powodu agresji do ON, ktorego ludzie sobie sprawili później. Oczywiście nie wykastrowane oba dorosłe samce. Wiem, że znowu wylądował w hoteliku i długo czekał na dom. Nie mam pojęcia, jak w koncu zakończyła sie jego historia, czy znalazł się ktoś kolejny do adopcji. mam tylko nadzieje, ze nie wylądował w schronisku. Dziękuję slicznie, juz zaglądam.
  11. Na razie bez zmian (na szczęście). Nadal czekam na odpowiedź z Wrocławia. Chyba dzis popołudniu zadzwonię tam podpytac, czy neurolog juz widział jego dokumentację. Pies całkiem bezproblemowy, jesli tylko 3 razy dziennie podaje się leki i posiłki, wnosi i wynosi go. Przywiozłam mu z Katowic materac z łożeczka po moich córkach. Teraz na nim ciągle spi. Nie macie kogos chętnego, sprawdzonego na wiekszego szczeniora? Jutro zabiorę sie chyba za ogłaszanie Bostona. Ciezko mi to idzie. Przepadam za nim. Sama nie wiem,co mam mówić i jak szukac domu. Z jednej strony jest bardzo niepewny i lękliwy wobec obcych, z drugiej taki pies musi być dobrze prowadzony, zeby nie zrobić z niego psychola. To półroczny pies, który wazy ok 25 kg. Ma łapy wielkości mojego 43 kg Ciapciaka. Już jest wysokości Kaja w kłębie i od kilku dni zaczyna go zaczepiać. Do mnie jest cudowny, przytula się, daje całuski, milosnie mruzy oczy. Kiedy ktos przyjeżdża lub zbliza się do domu i psy alarmuja o tym, to Boston ucieka za dom lub do mnie i chowa się za mną. Bardzo szybko jednak uczy się. Przedwoczoraj jak przyjechał kurier, to zaczał pierwszy raz szczekać. Dudniacym, głębokim głosem. Po odjeździe kuriera, zaczął oszczekiwac mojego męża. Trwało to kilka godzin, ale wyglądał groźnie i nieciekawie.Jesli trafi na laików, to wyrośnie na terrorystę i owinie sobie ludzi wokół palca. Nie chcę tego. Zostawiłam go z jedzeniem w pokoju, gdzie mam sunie ze szczeniakami. Za chwilę słysze wycie, jojczenie i totalna histerię. Najpierw myslałam , że to Linda gdzies wózkiem się zaklinowała. Potem zorientowałam się, ze to Boston. lece na pietro, a on biedactwo siedzi wkomponowany w barierke w drzwiach i zawodzi z żalu, że został sam, bez ludzi i zamknięty. Nie mozna go na chwile zostawić samego. Takie przerosnięte dziecko, które wróciło do straconego w schroniskowym kojcu dzieciństwa. Naprawdę nie wiem, co ująć w ogłoszeniu i jak szukac mu domu z kochającymi ludzmi, ale takimi, którzy są rozsądni i nie zrobią mu wody z mózgu. Nie zmarnują tego masywnego podrostka z delikatna psychiką. Zabieram sie do tego i jakoś nie mogę.
  12. Ta sunia o ile dobrze zrozumiałam została zaszczepiona w schronisku. Tam niestety wszystkie w stresie, a szczepic muszą. Normalne schronisko najpierw odrobacza psy umieszczone na kwarantannie i nie dokłada do kojaca kolejnych, z których każdy może donieść wirusa na te juz z trwająca kwarantanną. Dopiero potem szczepią. Wirus ciągle tam krąży. Po szczepieniu, jesli jest parwo, to niestety ale objawy są nasilone. Niestety, ale choćby ze względu na brak legalnej surowicy żadne schronisko nie ma opcji podawania jej w niepewnych przypadkach. Powodzenia, trzymam kciuki! Dajcie tez znac o sytuacji Anecie, zeby wirus nie przeniósł się na suni na jakiegos innego niezaszczepionego psa lub na szczeniaczka w hoteliku. Lepiej dmuchac na zimne.
  13. Dostąłam 30 zł od MDK8 dla barytona, slicznie dziękuję.
  14. Jesli były wczesniej zaszczepione, to pewnie nic im nie bedzie. Tym bardziej, że niektóre pewnie kiedys, w przeszłości mogły byc juz szczepione. Niestety, ale jesli wirus był w organizmie, to najprawdopodobniej własnie szczepienie pogłębiło objawy. Dlatego zasadna jest 14 dniowa kwarantanna przed szczepieniem i nie dokładanie kolejnych psów w tym czasie do boksu. Nie ma co snuć teorii o chorobie poszczepiennej, bo ileś osób przeczyta i ze strachu przestanie szczepić swoje psy, a to może skutkowac jeszcze większą liczbą zachorowań. O ile nosówka to dziś rzadkość, to parwo stale jest zmorą. Bardzo żal sunieczki, ale nie mogłyście nic zrobić. Winni są ci, ktorzy ją na to schronisko skazali.
  15. Po prostu musiała byc wczesniej zarażona i szczepienie pogłębiło objawy. Jestem hodowcą 24 lata i nigdy żaden dorosły pies ani szczeniak nie zachorował po szczepieniu. Tam niestety parwo jest cały czas w okolicy i w schronisku tez pojawia się. Przykro bardzo, sunia tak była blisko nowego życia.
  16. Napisałam maila do Wrocławia, czekam na odpowiedź. I już martwię się, jak zebrać tyle pieniędzy na operację. Patrząc jak on teraz funkcjonuje, podstawia mi głowę do głaskania, wpycha pysio pod pachę, żeby mieć kontakt, bierze jedzenie z ręki wiem, że jeśli tylko neurochirurg podejmie sie, to muszę tak to zorganizowac, żeby te pieniądze na operację zdobyć.
  17. Po przyjeździe nie było lepiej. Pisałam o tym. Tamtego dnia dostał tylko steryd, bez Gabapentyny, żeby obserwowac reakcję na pojedynczo wprowadzane leki. Poprawa nastąpiła po jej wprowadzeniu. Lekarka dlatego ją dała, że przewidywała efekt w tym rodzaju bólu. Na razie to tylko efekt leku, ale mam nadzieję, że uda się coś z tym na stałe zrobić. Płytkę niestety będę chyba musiała wysłać do Wrocławia poczta, bo w przychodni tez nie potrafią przesłąć w oczekiwanej we Wrocławiu formie.
  18. Baryton to lowelas, dziś zakochał się w Neli. Uśmiałam się, bo latał za nią, wręcz frunął. Nela nie była zachwycona, to stateczna 13-latka. Zdążyłam tylko uchwycić go za znikającą Nelką. Na FB wstaiwłam filmik.
  19. 304 zł za wizytę u dr Olender chcę wziać na fakturę, żeby opłacić ze zbiorki. Do czasu wizyty nie dostałam danych, więc wzięłam zwykłe potwierdzenie i wyłozyłam tą kwotę. Nie wstawiam więc tego w rozliczeniu na razie. Z tu zebranych pieniędzy chcę opłacić paliwo i bramki do Wrocławia na konsultację, bo tego na fundację nie rozliczę. Kontaktowałam się z przychodnią na maila mam wysłać zdjecia w pliku medycznym, ale ja potrafię tylko same zdjecia, jak tu. Nie potrzqafię przesłac zawartości całej płytki. Musze więc dzwonić do Tychów i prosić, żeby przychodnia w wolnej chwili przesłąła tam te zdjęcia w wymaganej postaci.
  20. Boston został zaszczepiony wirusówką - koszt 35 zł.
  21. Chwała lekarce, która zna się na rodzajach bólu i ich tłumieniu. Raczej żaden zwykły wet nie wpadłby na podanie Gabapentyny. Gabapentyna
  22. Własnie on też dostawał i róznica była tylko taka, że spał. Nie chodził sam, nie podnosił się i głowy, nie chciał jeść, miał zalegający w jelitach kał. Wczesniej u nas cimalgex zawsze działał na inne rodzaje bólu. Baryton teraz zrobił obchód całego ogrodu po wieczornym spacerze psów, wszystko obwachał. Dostał michę, podszedł do mnie bez problemu, wziął z dłoni kulkę mięsa z kapsułką. W czesniej przy mnie nie tykał wcale jedzenia, nie mówiąc żeby z ręki. Naprawdę widac różnicę. No i stale chodzi praktycznie od godziny.
  23. To nie wiedziałam nawet. miałam zrobiony roztwór i przemywałam kiedyś gardła szczeniakom, wetka nic nie mówiła. Nie wiesz dlaczego? Mam taką fajną, tłustą maść. Tak, odpowiednio dobrany lek na taki rodzaj bólu i reakcja niesamowita. Ola podała mi w sumie trzy leki, jakie stosuje się w takich przypadkach i tez bardzo pozytywnie wyrazała się o działaniu tego leku na ten rodzaj bólu. jej pacjenci też to biorą. chciałam jeszcze wprowadzić mu olejek cbd, bo Ola sprawdziiła, że nie ma przeciwskazań, ale gdzieś schowałam i nie potrafię znaleźć.
×
×
  • Create New...