Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Posts

    19285
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    104

Everything posted by Jaaga

  1. Może juz po prostu przez lata jest doświadczona zachowaniem pracowników, skoro tam tkwi tak długo? Dla mnie absolutnie nie wygląda na dzikusa. Wiem, jak reagują moje dzikie Ada i Jimmy, nie nawiązuja kontaktu wzrokowego, odwracają głowe, ciało, boją się aparatu w ręce. Ta sunia za każdym razem pięknie wychodzi, jest wpatrzona w człowieka, ma takie wyczekujące spojrzenie. Naprawdę bardzo mi jej żal. Normalnie zupełnie nie podobają mi się szorstkowłose psy, ale ona jest wyjątkiem.
  2. Ślicznie Ci dziękuję. Własnie teraz zaglądałam na fundacyjną zbiórkę i jest zebrana połowa, jeszcze przed potrąceniem procentów za zbiórkę. Zrobiłam nowe zdjęcia, udostępniłam na ponad 40 grupach pomocowych i z 86 udostępnień, jest jedna wpłata. Już chyba nic więcej nie zdziałam.
  3. Tak, zarasta. Włoski są już może 1/3 długości reszty sierści. Tylko na razie rosną te dłuższe, twarde, bez podszerstka.Juz na szczęście nie przypomina sępa ;) Po operacji wyglądał żałośnie. Nie dość, że wkoło łysy, to jeszcze łapy całe pogolone. Wszyscy, którzy do nas przyjeżdżali, wzruszali się jego wyglądem.
  4. Tak, w piątek jedziemy do Warszawy i zabieramy Fiszke przy okazji. Była bardzo zestresowana i płakała, ale zabrałam ją wieszać pranie do ogrodu z innymi psami. Poznanie było moment dla niej stresujące, kucnęłam z nią na kolanach, potem dałam obok. Wystartowała z zębami do Ciapciaka, najdłużej bała się Lindy, która koniecznie chciała sie z nia bawić, ale była bez wózka, więc małą spłoszył jej sposób poruszania się. Za to po chwili juz z zazdrości przybiegła, kiedy głaskałam Barytona. No i tak już zaakceptowała moje psy. Jest teraz cichutko. One własnie najgorzej reagowały na inne psy. Do ludzi sa super, ale tylko ze sobą tak dobrze czuły się. mysle, więc, że inny pies i tak nie zastapiłby tej ich siostrzanej więzi.
  5. W znaczniej mierze tak błyskawiczne adopcje były możliwe dzięki Jo37, która sprawdziła domy. Właśnie wyjechali do Katowic. Fiszka jest całkiem zdezorientowana i zawodzi.
  6. Dziś obie sunie Andrzej zawozi do Katowic, skąd je odbiera nowa pańcia Fiolki i jadą do Warszawy. Zostaje na razie Fiszka. Zachipowałam sunie, koszt znakowania trzech - 36 zł.
  7. O której suni piszesz? Ta szorsciaczka nie ma żdanej opcji, juz dawno temu ja pokazywałam na FB i bez efektu. Ram tylko mi siedzi w sercu. I smurno mi, kiedy od lar ją widzę na zdjeciach. Psa onka wysłałam do Marzeny.
  8. Są wybredne. Podchodzą do miski wąchają, wybierają zębami. Miałam paczkę wieprzowych kawałków z Wiejskiej zagrody", to dałam wczoraj i wciągnęły od razu, patrzyły za jeszcze. I puszkę też jedza z apetytem. jednak suchą karmę czy przygotowany posiłek to nieszczególnie. Zaobserwowałam, że dwie robia ładne, twarde kupy, ale jedna bardziej miękką i takiego szarawego, gliniastego koloru. Wydaje mi sie, że to może Fiolka, bo jest najchudsza i najbardziej koścista. Tylko nie mam pewnosci. W super kondycji jest ruda Finka, najmasywniejsza z nich. Jej nic nie brakuje. Rano jak wyparowały na spacer, to był niezły widok. Z rykiem, z najeżonymi grzbiecikami zbiegły migiem po schodach, duże psy odsuwały się zdumione tymi trzema pchłami. Andrzej, który z nimi był, nazwał je po tym spacerze rozbójnikami. To jest niesamowite, jak one mają zgrany każdy ruch i kazde działanie. Dzis zrobię im zdjecia do ogłoszeń, a chociaz postaram się, bo ładnie pozuje tylko najspokojniejsza Finka, a ona akurat jest zarezerwowana.
  9. Biedaczka, pewnie pogryziona. Chciałabym, zeby dostała swoją szansę. Generalnie, te zdjęcia są bardzo smutne. tyle istnień ram bezsensownie wegeruje, takie smutne, zaniedbane pysie :( Oneczka podsyłam Marzenie od owczarków. masz Tolu więcej jego fotek?
  10. Tak, jedna juz ma zapewniony DS, tylko był problem z transportem z Zamościa do Warszawy. Dla drugiej dom czeka na wizytę. Mam więc nadzieje, że i dla trzeciej szybciutko rodzinka sie znajdzie. Na pewno domowe zdjęcia zwiększą zainteresowanie.
  11. Jeszcze wczorajsze zdjęcia, których nie potrafiłam wysłac Toli. Chciałam dziś zrobić aparatem, nie telefonem do ogłoszeń, ale na razie jest ulewa i tak ciemno, że nie ma szans na dobre zdjęcia w sztucznym świetle. Fiszka przewodzi i stanowią idealnie zgrane stado. Poruszają sie zgranie jak ławica ryb. Nigdy nie rozdzielaja się, chyba że Finka zostanie na końcu i czegoś się wystraszy.Są niesamowicie czujne, o czym przekonujemy sie od wczoraj. Na razie maja ogromny problem z akceptacją innych psów. Ujadaja, jazgoczą rozstawione w wachlarz i tym hałasem atakują każdego. Wyglądają jak psy mysliwskie otaczające zwierzę. Moje duże psy są zdezorientowane, bo takie małe toto, a tak zajadłe. Na pewno więc musza się oswoic z obecnościa psów. Dobrze, że moje sa przećwiczone na małych jazgotnikach i nie reagują na zaczepki. Do ludzi są super, oblepiają wręcz i zacałowują, a za mną kiedy moga, to ida krok w krok. Zaanektowały od razu kanapę. Są niewybrażalnie wręcz skoczne, co jest tym dziwniejsze, że mają stosunkowo krótkie łapki. Tolu o tym musisz uprzedzić nowe domy, żeby zabezpieczyli im przestrzeń. Po schodach też śmigają bez problemu. Pręgowane mają z niedoborów guzełki na stawach łapek i wystające żebra, ale nie są zbyt chętne do jedzenia. Wczoraj dostały przygotowany ciepły posiłek, to jadły, ale bez szału. Dziś suchy Starter RC i tego wcale się nie tknęły, co dziwne, bo większość zwierząt za nim przepada. Znowu więc zrobię im jedzenie. Przygotowałam im wczoraj duze kości do gryzienia, to też nimi się nie zainteresowały. Siusiu były ładnie zrobione na podkład, ale kupa tylko jedna, więc rano je wypuściłam na spacer. Poskutkowało, ale tak nie całkiem, bo kupy zrobiły, tylko na schodach za drzwiami. Kupy normalne. Ogólnie są bardzo pocieszne i sympatyczne. To chyba tyle relacji.
  12. Jestem u dziewczynek. Czekam na nie. Jak dojadą dam znać. Małe są wzruszające, te ich oczy, uszy. Jak je zobaczyłam, to mnie ujęły. Jutro, kiedy odsapną po podróży, postaram się zrobic im zdjęcia do ogłoszeń. Jadę do Warszawy, więc moge je zabrać, oprócz tego zgodziła się tez przewieźć w razie potrzeby szczeniorka rodzina, która z Warszawy przyjeżdża do mnie po szczeniaka. Jeszcze miałabym opcję transportu do Krakowa, gdyby tam znalazł sie dom.
  13. Dziękuję Nadziejko w swoim imieniu za powitanie Oli. Dobrym aspektem całej ostatniej sytuacji jest pojawienie się Jej na dogo. Podziwiam Olę za to, co robi, za jej nieustające zaangażowanie i pomoc. Ola jest, mozna to nazwac "przedstawicielem na Polskę" w kontaktach z Mariną. To do Niej kieruję każde pytanie, zawsze pomocna i uczynna, mimo swoich obowiązków zawodowych. Mogę również zawsze liczyć na Jej wsparcie w trudnych chwilach. To Ola opłaciła, uwierzcie że ogromne koszty transportu Barytona i Bostona do Polski. To był ostatni transport, jaki mógł wyjechać z Ukrainy i dzięki któremu chłopcy dostali nowe życie. Zajmuje się dodatkowo stałym bazarkiem na FB na pomoc schronisku Mariny. Przy poprzednich transportach do nas Lindy, Kaja i 3 kotów, też ona zajęła się zbieraniem funduszy na opłacenie przewoźników. To własnie dzięki Oli te wszystlie umęczone zwierzaki dostają swoją szansę.
  14. Dziekuję za potwierdzenie wpłat. Zaraz zaznaczę na pierwszej stronie, że te pieniądze z mojego bazarku i zebrane na dogo są już na fundacyjnym koncie. Dziś dostałam, fakturę za ostatnie badania krwi 100 zł. Niestety, znowu mi tu skan nie wchodzi. Wyslę więc na fundacyjnego maila i prosze Tolu o wstawienie, jesli dasz radę. Dziś rano dostałam odpowiedż od prof. Wrzoska, że usunął jeden cały pocisk i dużą częśc drugiego, te które powodowały ucisk. Został malenki fragment tego drugiego, który jest umiejscowiony tak, że nie chciał ryzykować dostania sie do niego. jednak ten malenki fragment nie powoduje reakcji bólowej, więc Baryton smiało może miec robiony zabieg i załozony kołnierz. O taka informację mi chodziło. zobowiązał się także do przekazania informacji do kliniki, zeby wysłali opis.
  15. Dzięki pośrednictwu Oli dostałam własnie fakture na Vivę za tomografię doc_FAKTURA_181_01_2020-viva-bryton.pdf
  16. Dlaczego mam byc pokorna? Że chciałam pomóc temu umęczonemu i skatowanemu przez innych ludzi psów i prosiłam o pomoc dla niego? Tak, jestem pokorna - dla niego. Proszę innych o wsparcie, żeby on mógł żyć w miarę jak najlepszym komforcie i szczerze wszystkim za to dziękuję. 24 lata zajmuję się bezdomnymi zwierzakami. Kosztem normalnego dla większości ludzi, życia. Kosztem mojej rodziny. 02.09, kiedy moja córka szła pierwszy raz do nowej szkoły, nas nie było przy niej, bo był wyznaczony termin operacji Barytona. Przez tą operację wcześniej mąż musiał jechac do Katowic i z Miriam ćwiczyć jazdę na tasie szkoła-dom autobusem, żeby udało jej się samej wrócic do domu. Dotąd mieszkała na wsi i obce, duze miasto było dla niej jak labirynt. Wiedziałam jednak, że termin następnej mozliwej operacji na Ślasku będzie pewnie za kilka mies. Miriam zarzuciła mi, że dla mnie ważniejszy jest pies, niz ona. Tylko inna matka wie, co wtedy mogłam czuć, jak to bolało. Ona też potrzebowała nas w tym czasie. Dlatego prosiłam prof Wrzoska o jak najpóxniejszą godzinę operacji, żeby tylko jedną trase moje dziecko musiało pokonac samo. Tak więc nie tylko ja , ale i mimo ich woli, wszyscy członkowie mojej rodziny są zaangazowani w pomoc i ponoszą konsekwencje. Napisałam wyraźnie, że wysłałam wiadomość do prf. Wrzoska który gościnnie operował w Orzeszu i czekam na odpowiedź. Nie zrobiłam nic złego. Nie wydałam na siebie, ani na swoje zwierzęta zebranych pieniędzy. Nie obraziłam się, bo nie o to w pomaganiu chodzi. Mam nadzieje, że sytucję wyjaśniłam, ile się dało. W międzyczasie zobaczyłysmy z Olą kolejną sunię od Mariny, której moze i dałoby się pomóc, ale wymaga to wspólnego zaangazowania i jej badania, chciałam je wysłac prof. Wrzoskowi do konsultacji razem z proba o informację dotyczącą wizyty Barytona.
  17. Dzięki Poker, dotąd nie dostałam wiadomości od prof. Wrzoska, może w weekend odpisze. Nie wiem co i jakie info ma klinika. Dziękuję findacji ZEA za bezinteresowną pomoc i zaangażowanie. Mimo, ze sami maja mnóstwo zgłoszeń, problemów i mało mozliwości, to zawszesą chętni do pomocy. Nadziejko, bardzo dziękuję za pomoc Barytonowi. Pomagasz wszystkim tym biedaczkom. Podam Ci na PW konto do ZEA. Jesli dasz radę zrobic jakis jeszcze bazarek, to bede wdzięczna, bo szykujemy sie do kolejnej operacji - usunięcia zmiany z dirofialrią. W ostatnich dniach, kiedy odzyskał sprawność, stale interesuje się tą raną i trzeba działac, póki jej nie zakazi bakteryjnie. Czekam tylko na informacje od prof. Wrzoska, czy bedzie mógł miec kołnierz po zabiegu.
  18. Tolu możesz potwierdzić , czy wpłyneła wpłata z mojego bazarku roslinkowego? Wysłałam również na konto ZEA całość pieniedzy, które zebrałam tu na moje konto czyli 2559 zł - 1234,41 (wydatki) =1325,41 zł Bede równiez wdzięczna później za potwierdzenie. Pierwszy i ostatni raz zbierałam tu, na dogo pieniądze na swoje konto, bo nie miałam żadnej zaufanej organizacji, a sytuacja była pilna. Tola z ZEA, jak pewnie większosć z Was wie, była wtedy bez dostepu do internetu na wsi. Każda wpłata, jaką otrzymałam, została tu ujęta w rozliczeniu na pierwszej stronie. Po wpłaceniu na ZEA tych zebranych na dogo wpłat, oświadczam, że nie posiadam żadnych pieniędzy zebranych na Barytona. Wyłożyłam 182 zł za szpital + 4718 zł za operację, które musiałam opłacić gotówką, czyli w sumie 4900 zł. Mam nadzieję, że karta wizyty, jeśli zostanie przesłana przez klinikę na ZEA, usatysfacjonuje te osoby, które podają w wątpliwość moja uczciwość. Bo na razie zostałam z prywatnym długiem na 4900 zł, a faktury stwierdzające, że osobiście zapłaciłam za wszystko gotówka zostały tu przez Tolę udostepnione. Co do nagonki na moją ocenę "adopcyjności" Barytona. Tak, napisałam, że mam nadzieję na jego adopcję, ale w odniesieniu do trudnych przypadków, jakie ma Marina - psy bez kończyn, bez kufy, nie potrafiące utrzymac równowagi z powodów neurologicznych itp. Tylko nie czarujmy się, jesli są tysiące psów do adopcji na OLX młodych, zdrowych, pieknych, to szansa na adopcję Barytona - 10 letniego psa, po operacji neurochirurgicznej, z zaawansowaną spondylozą, całkowicie pozbawionego słuch(u więc również normalnej formy kontaktu z psem), jest naprawde niewielka, mimo że z całego serca życzyłabym sobie inaczej. Zawsze uważałam, że wspólnie można wszystko i da sie razem pomóc nawet w najgorszych przypadkach. Szkoda, że pod moim adresem pojawiły się takie zarzuty jak np sugerowanie malwersacji finansowych w powodu braku wydania karty z wizyty. Mimo, ze napisałam do prof Wrzoska, który to gościnnie operował w Orzeszu. I to od osób, ktore mnie na początku namawiały na eutanazję Barytona. Byłam wtedy bardzo rozbita i gdybym posłuchała tych rad, to nie byłoby tego radosnego psiaka wsród nas. Zazwyczaj staram się pomagać takim, które mają najmniejsze szanse. Finansowo jest to przewaznie nie do ogarnięcia dla prywatnej jednej osoby, przynajmniej dla mnie. Dlatego chowam dumę do kieszeni i prosze o pomoc. Nie dla siebie, ale dla tych zwierzaków. Myslicie, że miło mi jest np na FB stale udostepniac zdjęcia Baytona i prosic o wsparcie zbiórki? Przecież ani złotówka z tych zbieranych przez organizacje pieniedzy nie ma jak trafic do mojej kieszeni. Wszystkim, którzy wspierali Barytona i mi zaufali serdecznie dziękuję. Tym, ktorzy mysla, że jakiekolwiek pieniądze zebrane na niego, trafiły do mojej kieszeni proponujezgłosić sprawę do US z prosbą o przeprowadzenie kontoli.
  19. Jutro odbiore i wstawię tu fakturę za ostatnie badanie krwi Barytona, bo płaciłam gotówką, ale tylko szefowa, której nie było, moze wystawić fakturę. Lekarz powiedział mi koszt 90 zł, jednak szefowa skorygowała na 100 zł, bo lekarz nie wziął pod uwage ceny badania w kierunku dirofilarii. Prześlę do fundacji wyniki badań z prosbqa o wstawienie, bo mi tu nie wchodza skany.
  20. Rozmawiałam własnie z Tola i fundacja poprosi oficjalnie o tą kartę.
  21. Wszystkie pieniądze z pierwszej zbiórki, w tym pieniądze od animowego darczyńcy, czyli koleżanki Oli( która Barytona sprowadziła) zostały wpłacone na konto Mamy Kota http://mamykota.pl/kontakt/ ja ich nie widziałam na oczy i nie mam do nich dostepu, bo nie miałabym takiej mozliwości bez faktur. Oni (Mamy Kota) bezpośrednio opłacali sobie fakturę w Krakowie za tomografię - 800 zł i reszta pieniędzy z tamtej zbiórki nie została jeszcze rozliczona przez nich. Od Mamy Kota nie dostałam nawet skanu tej faktury z tomografii, a prosiłam, bo tu chciałam wstawić. Za operacje i szpital zapłaciłam wyłozoną gotówką. Od nich nie dostałam nawet jeszcze182 zł za szpitalik. Obie faktury wysłałam do ZEA z prośba o wstawienie tu, bo mi linki nie wchodziły.
  22. To pewnie zalezy od kliniki i tego, że zazwyczaj operacje przeprowadza lekarz zatruniony w klinice. W innych dają pełną dokumetację i nawet opis samej wizyty. Stosowane leki sa opisane i wydawane włascicielowi w oznakowanych opakowaniach. Tu operację robił "goscinnie" prof. Wrzosek. Sama miałam tam sunię na RTG i bronchoskopii i tez dostałam mailowo na moja prośbę tylko wynik z materiału, jaki został pobrany w trakcie tego badania oraz zdjęcia. Musiałam telefonicznie przypominac sie i upominac się o to. Badanie endoskopowe nie było tanie, bo kosztowało ponad 1200 zł. lekarzowi prowadzącemu sunię przesłałam po prostu ujemny wynik wymazu i zdjęcia RTG. i to ta prowadząca p. doktor dopiero zinterpretowała otrzymane wyniki. Adopcja Barytona pozostaje raczej w sferze moich marzeń i zyczeń. Realnie patrząc, nie bardzo mam co liczyć na dom dla ok 10 letniego całkowicie głuchego psa z zaawansowana spondylozą. Jak napisałam, dla mnie wazna jest informacja o tym, czy udało się wszystko usunąc. I o ta informację poprosiłam prof. Wrzoska. Tyle w temacie. Jestem wdzieczna mojemu mężowi, ze zgodził się jeździć z- i po Barytona, najpierw do Krakowa na tomografię, potem do Orzesza na operację. Pies wg uzyskanych informacji, mial być w stabilnym stanie, a nie w takiej kondycji, w jakiej do nas dotarł. Nie miałabym nawet odwagi mezowi zarzucic, że nie przywiózł karty wizyty. Dalsze wpisy o tym, co gdzie zostaje wydawane i w jaki sposób, wydają mi się nie wnoszące nic do tematu.
  23. Fajnie, ze mają na kraków ogłoszenie, bo przyjeżdżają do mnie stamtad ludzie i jakby znalazł się dobry dom, to poprosze o wzięcie ze soba dziewczynki. Fiszka jest rewelacyjna :) Dobrze, że tam byłaś. Często samemu trudno coś zdziałać, ale wspólnie mozna pomóc. Maluchy miały szczęście. Takie akcje dają wiare w ludzi. Mimo, że niektórzy są bez serca i podli, to jednak wielu ludzi jest wrazliwych i nieobojętnych. Mamy psa Bakstera, który jako osesek po porodzie został żywcem wrzucony do śmietnika. Dzięki reakcji ludzi i wezwaniu policji i SM uratowano go i w ten sposób trafił najpierw do hoteliku, a kiedy tam nie radzono sobie ze sztucznym odkarmieniem, poprzez interwencję i zaangazowanie schroniska, do nas. Tez skazany na śmierć dzięki interwencji ludzi został uratowany.
×
×
  • Create New...