Jaaga
Members-
Posts
19285 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Jaaga
-
Straciliśmy okazję, bo kiedy była spokojna w podróży założyliśmy, że wszystko bedzie ok. Wcześniej psy szły do domu, to pierwszy pies od wielu lat w kojcu, a w ogóle pierwszy problematyczny w kontaktach. Gdyby nam przyszło do głowy, że moga byc takie problemy, to wszystko odbyłoby się inaczej, łacznie z terminem odebrania jej ze schroniska, żeby było więcej pracowników i ją ogarnęliby ze wszystkim. Do tego w domu jest inaczej, psy muszą się dostosować. Ona też po trasie była spokojna, jeszcze te pierwsze godziny była zadziwiona, ale zainteresowana. Rano, kiedy minął szok zwiazany z łapaniem i transportem, zaczęła się zupełnie inaczej zachowywać.
-
To nie kwestia czasu, bo w zimniejsze dni robi to moj mąż. Dostaje żwacze i śledzia. Jest zainteresowana jedzeniem, ale tylko oblizuje się i nie wyjdzie do miski, dopóki on tam siedzi. Mam nadzieję, że jak bedzie cieplej, to znowu bedzie wysiadywac przy siatce. Wczoraj dopołudnia już siedziała, ale u nas stale zimny wiatr lub jak dziś zachmurzenie. Często są psy na zewnątrz lub nawet wchodzą do kojca. Ona na nie w zaden sposób nie reaguje. Własnie to jest dziwne, że nie szczeka na nie, nie rzuca się do prętów ani nie boi się, nie miota. Ona siedzi i patrzy. Człowiekowi patrzy w oczy, nie ucieka ze wzrokiem, nie chowa czy nie kuli się.
-
Pilnie poszukuję kogoś do wizyty PA w Częstochowie. Dajcie prosze znać, jesli ktoś kojarzy kogoś stamtąd. Chodzi o dom dla Margo. Pani brzmi bardzo sympatycznie, dom z ogrodem, zawsze ktoś w domu. Zgodnie z Tolą uznałysmy że ankieta jest bardzo ładnie wypełniona. Szkoda, zeby siedziała u nas, jak może to dom dla niej. Tym bardziej, że mimo iż najmniejsza, to terroryzuje nie tylko Fiolkę, ale i Matusia. Chciałam podziękowac Limonce80 za wpłate 50 zł na maluchy. Już wstawiłam w rozliczenia na pierwszej stronie. Nasze maluchy czekają na Advocate, bo głównie Matti ma sporą cheyletiellę i stale się drapie. Jutro odbieram, bo musiałam zamówić.
-
Do niedawna warczała,na nasz widok, od paru dni tego nie robi. Mogę zadzwonić do Pani Heni Korkus i zapytać, czy jej syn nie przyjechałby, znam ich i tak samo przyjechał do mojej mamy do psa. Jednak zdajecie sobie sprawę, że to dla Suvi bedzie trauma i to większa, niz łapanie na pętlę w schronisku, bo teraz trzeba jakoś wywlec ją z budy? Może byc gorzej i ja mogę sobie z nią wtedy w domu nie poradzić. Pokój dla niej mam na piętrze. Może więc pomyśleć nad zmianą miejsca i ją od razu tam przewieźć po złapaniu? Lub np umieścić u Korkusów na jakiś czas, żeby z nią pracowali. to jedyni szkoleniowcy do których mam pełne zaufanie i znam od lat. Tylko ceny niestety nie są bezdomniakowe. I Pani Henia (juz na emeryturze) ma podejście, że przy psach żyjących bez człowieka, cudów się nie zdziała. Juz wczesniej z Nią rozmawiałam na ten temat. Szczerze, to czuję się jak kiedyś przy Fado. Wszyscy naciskali, pouczali, dopytywali się stale o efekty i postępy. Byłam stale pod presją. Potem pojechał do hotelu do Jamora, gdzie nadal niezmiennie siedzi w swoim kojcu, nie ma postepów ani perspektyw na adopcję. Teraz wszyscy uznają, że jest ok. i Fado po prostu taki jest. Linda zaufała po roku, Amely teraz po 5 mies, przychodzi się głaskać, ale na ręcę nadal trzeba ją brac w kocu, a Jimmi pozostał dziki, choć nauczył się reagowac na wołanie i w domu normalnie funkcjonuje. Niestety, czasem trzeba czasu i to wiecej, a czasem pies zatrzymuje się na jakimś etapie relacji z człowiekiem. Suvi żyła ok 10 lat bez bezpośredniego kontaktu z człowiekiem. Gdyby to był mój pies, to po prostu czekałabym. Dawanie tu przykładu Lumi nic nie da. Każdy pies inaczej reaguje. Naprawdę chciałabym, żeby Suvi reagowała jak Lumi. Mam Nelę, która była w schronisku 9 tal. Żyje sobie z nami, ale nie jesteśmy jej za bardzo potrzebni opócz zaspakajania potrzeb. Czasem sama dopomina się o głaskanie, zupełnie nie boi się, ale na jakies formy bliższego kontaktu np. podniesienie na rękach, przytulanie zareagowałaby zębami. Decydujcie, co robić. Tylko ja na pewno nie wejdę do budy i jej nie będę łapać. Pracuję rękami, nie zaryzykuję pogryzienia. Dostaje Stess Out, ale na jego działanie tez potrzeba czasu. Mogę zapytac neurologa o lek przeciwstresowy. Jak dla mnie to lepsze wyjście, niż stosowanie siły. Podyskutujcie, zadecydujcie i dajcie znać. Zupełnie nie zaprzeczam, że to trudny pies i może ktoś inny poradziłby sobie z nią lepiej. Powiem szczerze, że od już chyba ok 2 lat razem z Tolą starałam się jej znaleźć dom, żeby nie odeszła w schronisku. Zawsze jednak słyszałam, że to dziki pies, o nieznanych reakcjach i nikt nie zaryzykuje opieki nad nią lub wzięcia jej a opieka może trwać latami, bo może być nieadopcyjna. Dlatego zaproponowałam jej miejsce, kiedy usłyszałam, że coś się ruszyło i ludzie chca jej już tym razem naprawdę pomóc. Może rzeczywiście lepiej umieścić ją w miejscu, gdzie ktos ma duże doświadczenie z takimi psami ?
-
Nie, oczywiscie załatwia się na zewnatrz. przestała już wnosić miski do budy, jak robiła na początku. Ma jedną cześć kojca do jedzenia i picia, w drugiej załatwia się. Sama sobie tak podzieliła przestrzeń. Miskę stawiamy przy zewnętrznej sciance. Teraz, jak jest tak zimno i pada, to ona większosć czasu spędza w budzie i nie chce wyjść do jedzenia. Przy takiej pogodzie zajmuje się nią mój mąż, czeka przy misce, ale ona nie je przy nim. Niestety, ja nie moge wychodzić na zimno. W ciepłe dni siedziała sobie przy ogrodzeniu kojca i obserwowała. Juz nie zawodzi nocami, jak robiła na początku. Zjada całe porcje, które jej się przynosi. Wiem Tolu, gdybyśmy wiedzieli jak bedzie, to pewnie inaczej wszystko zorganizowałoby się od początku. Od dwóch dni nie, bo jest zimno i mokro. Wczesniej wychodziła. Pisałam o tym, tylko musiałam odwrócić się plecami i trochę odejść. Wtedy jadła z miski. Jak patrzyłam to stała, ale nie jadła.
-
Jak niby mam to zrobić? Mam największy rozmiar budy, muszę do połowy wejść do niej, żeby siegnąć do końca. To nie jest mała psinka. Ja tego nie zrobię. Nie utknę z twarzą i rękami w budzie z takim psem. Nie mogę pozwolić sobie na pogryzienie, bo nikt za mnie nie bedzie wykonywac moich obowiązków, ani kąpać i strzyc psów. Gdyby miała od początku założoną smycz, to mogłabym ją próbować wyciagnąć. Tak samo, gdybysmy wiedzieli, co bedzie, to wzięlibyśmy ją od razu do domu. Choć jak juz napisałam wczesniej, to tez niewiele mogłoby zmienić, bo zamiast nie wychodzić z budy, mogłaby nie chcieć wychodzic z pokoju. Jednak nikt nie przewidział reakcji Suvi, więc jest jak jest. Dodam, że gdyby ją dotykać ręką w rękawicy, to też trzeba częsciowo być w budzie i soba zablokowac wejście. Powoli ogarnia mnie bezradność.
-
Niestety, żadnych nowin nie mam. Pani, która była zainteresowana Margo, dziś napisała sms, że jednak nie weźmie jej. Zresztą sama w rozmowie nie naciskałam, bo tak żywiołowy szczeniak nie jest chyba dobrym pomysłem do małego mieszkanka w bloku dla samotnej osoby. Szczeniaki rosną, nabierają masy, jedzą jak smoki. W domu roznoszą wszystko, a w ogrodzie już pokopały mi dziury w dopiero do wysianej trawie, wykopały zasadzone w kwietnikach roślinki, powyrywały krzewy. Idą razem jak burza i są nie do opanowania. Jak za którymś lecę interweniować, to dwa pozostałe juz psocą. kupiłam moim psom suszone uszy za stówkę i już połowę worka zużyłam na te diabełki, żeby trochę się wyciszały przy ich gryzieniu. U Fiolki opanowałam kaszel, ale kupa jeszcze nie jest najlepsza. Choc też nie jest to woda i śluz jak na początku. Poker, poproście o test na lamblie u tej białej, bo ta jej chyba siostra miała. Nie zawsze przy lambliach są biegunki, jesli ich ilość nie jest za duża. Dostałam od Mariny potwierdzenie opłacenia transportu dla 4 psów, bo piątego opłaciła Ola.
-
Ale jak? Jest duża, siedzi z tyłu budy. Nie ma opcji, zebym weszła do połowy do budy i ją wywlekała na siłę, bo mnie pogryzie, kiedy poczuje się osaczona. Na pewno nie jest bardziej wycofana, bo już nie warczy, jak wchodze do kojca. Nie miota się, nie ucieka. Moją dziką Adę po przeprowadzce na wieś puściłam w ogrodzie luzem. Pierwszego dnia siedziała prawie cały dzien na dworze, ale w końcu za psami weszła. Suvi to pies hotelowy i nie wezmę odpowiedzialności, gdyby chciała się podkopać czy nie wróciła do kojca lub za psami nie weszła do domu. Z instrukcją dotyczącą klikera zapoznam męża, jak wróci do domu. Na razie jesteśmy skupieni na Fiolce, szczeniaku z Ukrainy , która przyjechała kilka dni temu z kaszlem i biegunką. Nie mogę pozwolić sobie na rozniesienie kaszlu po psach. Leczymy, badamy i dezynfekujemy.
-
To zapraszam do pomocy przy robieniu zdjeć ;) Margo to takie diablę, że pół godziny trzeba ją ogarniac, żeby udało się jakies zdjecie w domu pstrykąć, ale to i tak na leząco, kiedy czai się i kombinuje, co zrobić. Zdjęcia z ogrodu są robione z okna, bo gdyby ja była z nimi, to biegałaby jak strzała albo wisiała na moich nogach.
-
Sami powinni wiedzieć, że jak taka osoba odejdzie, to pies trafi w najlepszym razie do schroniska. Jesli bedzie się chciało komuś tam go odwieźć. Dla mnie to egoizm, jak dzwonią ludzie po siedemdziesiatce o szczeniaka. Każdemu życze życ jak najdłużej, ale np ja też mam ustalone z przyjacióką i mężem, co mają robić, gdybym umarła, a co dopiero powinna myślec o przyszłości psa starsza, samotna osoba. Jednej pani już powiedziałam, że nie jestem od spełniania ludzkich życzeń, bo szukała szczeniaka dla starszego, niepełnosprawnego samotnego przyjeciela. Robię to dla dobra psów, a nie żeby dogodzić ludziom. Szantażowanie psychiczne, że ktoś załamie się bez psa i bedzie nieszczęsliwy działa na mnie odwrotnie. W ogloszeniu jest napisane, że szczeniaki przebyły długą drogę i szukamy im najlepszych domów. Przy Margo, że szukamy rodziny aktywnej.
-
To nie wyglądało drastycznie, to było drastyczne. Wszystkie psy zarobiły po bokach smyczą. Były naprawde przerażone, szczególnie Jimmy. On nie wiedział w ogóle co się dzieje, miotał się az wylądował w tej wodzie i tam zamarł. jak potem te psy mają funkcjonowac w nowych domach? Kto inny wziłby Jimmiego? Żeby go dotknąć nawet teraz po latach, to musi wejść za Fly`em do auta. Inaczej nie ma mowy o kontakcie. Takie traumy zostają. Do dziś co odgłos strzelania w oddali, Linda traci nad soba kontrolę i "odlatuje".
-
Niestety, po tylu latach w schronisku to częste. Pamietam, jak zabierałam z mysłowickiego schroniska mojego dzikiego Jimmiego. Babsko weszło do kojca, smyczą chlasneło na obie strony po psach, żeby nie podchodziły. Jimmi wylądowął w platikowym pojemniku( takim na mięso) z wodą, chwyciła go na pętlę i go tak wywlekła na zewnatrz.
-
Teraz dzwonił starszy, samotny pan o Margo, bo nie dostał psa w katowickim schronisku. Nie wiem, czy naprawdę ludziom musze tłumaczyć, że starsza, samotna osoba nie jest własciwym domem dla dynamicznego szczeniaka, który wymaga nauki, pracy i ma przed sobą średnio 15 lat życia? Albo dzwonią dwudziestolatkowie bez stabilnej sytuacji mieszkaniowej czy finansowej, bo z dzieczyną czy chłopakiem chcą wspólnego psa, albo własnie starsi, samotni ludzie.
-
Wczoraj dzieciaki napracowały się w ogrodzie ;) rosną jak na drożdżach. Na Matusiu to chyba trawnik wyrośnie. Tak mi plątał się pod nogami cały czas przy sianiu trawy, że caly był w siewkach. Tłumaczyłam mu, że nie dam rady wziać go na ręce i siać jednocześnie ;) Coraz śmieszniej chyba wyglądamy, kiedy noszę go na rękach i się cmokamy. Zadzwoniła fajna pani o niego, ale nie odesłała juz ankiety. Wczoraj inna pani chciała Margo do mieszkania w bloku z maltanczykiem. Odradziłam, bo nie bedzie wracać diablica po kilka dniach z adopcji. Margo zamęcza, kogo się da. Powiedziałam, żeby zobaczyła Matusia i mogę wysłać zdjecia Fiolki, ale już nie odezwała się, wiec się nie spodobał.
-
-
Oto Fiolka. Jak wyzdrowieje i bedzie miała sesje do ogloszen, to bedzie chyba gwiazdą na OLX, tak świetnie pozuje :) nie boi się aparatu, siedzi i patrzy w obiektyw. W tym pokoju mam kiepskie światło, bo pokój północno-wchodni i płytki w beżowym kolorze. W lepszej kolorystyce powinna wyjść doskonale.