Jaaga
Members-
Posts
19285 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Jaaga
-
Własnie kojarzyłam, że miał, ale nie byłam pewna. Nie dałam linków na pierwszą stronę. Mari, nie mam pojecia. Może gdzieś bliżej nas? Ja mam na Bielsko. To może na Katowice? Tak jakby. Maż nie ma całkiem zaufania do niego, ale to taki miły pies.
-
Podaję treść mojego usuniętego ogłoszenia, jakby ktoś dał radę je zrobić z nowymi dzisiejszymi zdjeciami: Nowego kochającego domu poszukuje 3,5 miesięczny piesek Mattuś. Będzie średniej wielkości lub większym psiakiem, jest maluchem po przejściach, przyjechał ze schroniska. Musiał pokonać niesamowicie długą drogę, żeby dostać szansę na nowe życie. Aktualnie przebywa w Domu Tymczasowym. jest zadbany, wykąpany. Matti jest pogodnym, dopominajacym się o uwagę szczeniakiem. Dopiero poznaje życie w domu i z człowiekiem. Ze względu na wzajemny komfort nie zostanie wyadoptowany do domu z małymi dziećmi. Lubi przytulać się, siedziec na kolanach, ma delikatne usposobienie. Może zamieszkać z innym psem lub kotem. W trakcie reningu czystości. Mattuś zostanie wydany wyłącznie jako domowy psiak, nie zostanie wyadoptowany do życia w ogrodze/budzie/kojcu! Jest zaszczepiony, zachipowany, odrobaczony., posiada paszport. Osoby zainteresowane adopcją Mattiego prosze o kontakt WYŁĄCZNIE tel.: 660124623. Jesli nie moge odebrać telefonu, oddzwonię. Nie odpowiadam na wiadomości i smsy. Ogłoszenie ma na celu znalezienie dla pieska jak najlepszej rodziny, nie obowiązuje więc zasada "kto pierwszy, ten lepszy". Osobom zainteresowanym adopcją zostanie przesłana ankieta przedadopcyjna. Później ewentualnie nastapi spotkanie w potencjalnym nowym miejscu zamieszkania. Dom ma być dla Mattiego, a nie odwrotnie, prosze wiec o wyrozumiałość, bo na wyadoptowującym spoczywa odpowiedzialność za całe jego przyszłe życie i pod tym właśnie kątem zostanie wybrany nowy dom. Matti zostanie przekazany po podpisaniu umowy adopcyjnej z fundacją i zobowiązaniu sie do wykonania w przyszłości kastracji psa. Piesek przebywa w Jarząbkowicach, woj. śląskie. Jest możliwy transport grzecznościowy w drodze na Pomorze, wtedy byłby do odbioru z trasy na Gdańsk.
-
Dostałam wyniki Borysa, są niezłe. Ma tylko stan zapalny, ale to normalne przy leczeniu tej cietej rany na głowie, no i stale ma problem z okiem. Czyli już taka jego uroda, że nie tyje. Dałby mu ktoś radę zrobić jakieś ogłoszenie? Moje jest na Bielsko-Białą.
-
Tak to ona. Bardzo żal. Do mnie ma przyjechac kotka Belsi dopiero w lipcu. Alesya zaproponowała mi na DT inną kotkę, ale musze przemyślec, czy dam radę. Boję się, że o nią też debile beda dzwonić. Już nie mam sił odbierac tych telefonów. No i potem mam kłopot z wizytami PA. Nie ma kto jeździć i muszę kombinować. Jest już na szczęście wysterylizowana. Nie boi się innych kotów i ponoc psów, ale boi się ludzi. Tylko co, jesli jej nie wydam 2 mies i Belsi nie bedzie mogła przyjechać? Może ktoś chce się dokocić takim cudem?
-
Aska7, a jak to sobie wyobrażasz? Ona zrobiła kupe i zsikała się pod siebie przy próbie wyciagania z budy, zgryzła w kilkanascie sekund smycz do krwi i dalej walczyła. Pani Korkusowa juz doradzała mi wczesniej i powiedziała, że w sytuacji psa, który od małego był bez kontaktu z człowiekiem lub miał złe doświadczenia, cudów nie zrobimy. Przeciez oni nie przyjadą 60 km w jedną stronę, żeby posiedziec przy budzie, bo to efektu nie przyniesie. Zadzwoń do pana Korkusa, porozmawiasz sama. Jesli on będzie widział szansę, to mają hotelik, gdzie moga na bieżąco pracowac z psem. Zadzwoń, zastanów się i zadecyduj, co dalej. Musiałabym kupić metalową furtkę, panele i bloczki na podmurówkę na ogrodzenie. Jesli nie przydadzą się przy Suvi, to ja nie mam potrzeby wydawac kasy i ich montowac, bo nie mam żadnego psa do życia w kojcu.
-
Dla mnie podwójny. Miałam upatrzoną starszą sunię, której pomogłabym gdyby pojechał ode mnie jakiś pies. Okazało się że wypatrzyła ją tez fundacja i sprowadziła do Polski. Jednak sunia, mimo ujemnego testu przed wyjazdem, odeszła tu na tą samą chorobę. kiedy pokazałaam malutką na FB, to dzwoniło sporo osób zainteresowanych jej adopcją. Niestety, tego nie przeskoczymy. Mimo szansy, los zadecydował inaczej. Marina pyta, czy zamiast niej, może jechać inny szczeniak? chodzi o miejsce w bezpłatnym transporcie Amelii. Powiedziałam, żeby wysłała zdjecie JEDNEGO potrzebującego szczeniaka, to pokażę tu, bo jest okazja na przyjazd do Polski bez kosztów. Na razie czekam na zdjecie. Zastanawiamy się, czy szczepionki są transportowane w odpowiednich warunkach, bo to jakiś obłęd, że zaszczepiony psy umierają. U nas nosówka wystepuje naprawdę sporadycznie, tam to plaga na ulicach i w schronisku.
-
Przyznam, że bardzo się wystraszyłam i jak piszesz, czułam się totalnie bezsilna. Wzięłam kiedyś z hodowli nutrię z chorym okiem. Dostawała leki, ale leczenie nie przynosiło efektów. pewnej nocy gałka pękła, wszystko we krwi, Kapi w panice, my również. Nigdy nie zapomnę tego szaleństwa szukania w środku nocy na cito lekarza, który podejmie się operacji. Nie chciałabym nigdy wiecej tego przeżywać. Nutrię po prostu wyciagnęłam z łózka, bo z nami spała, zawinełam w kocyk i pojechaliśmy na operację. Natomiast Suvi przez kilka godzin nie dałoby się ogarnać, zakładajac, że wtedy w ogóle zjadłby coś z syropem Sedalin. Dotąd leczenie oczu zawsze udawało się dzięki zakraplaniu, a tu sytuacja patowa. Sam antybiotyk nie bardzo pomógł, dopiero jak dostała środek przeciwzapalny, to się polepszyło. Bardzo mi ulżyło, bo nie zakładałam nawet tak dobrego scenariusza. Jednak ta nasza próba jej zabrania z kojca dała nam jakiś obraz tego, jak wygląda sytuacja. Na razie nie mam mowy o jej domowym życiu. Kiedy wyjeżdżała ze schroniska, zakładałam 14 dni kwarantanny i do domu. teraz wiem, że trzeba ogarnąć jej otoczenie i stworzyć jej warunki do życia, w którym bedzie mogła stopniowo przyzwyczajać się do obecności człowieka. Jak bedzie miała wybieg i będę jej tam wpuszczać psy, to powinna powoli ogarniac, że nic jej nie grozi.
-
Ona tą smycz gryzła tak zajadle, że w parę sekund zaczęły jej krwawić dziąsła. Leżała i trzeba by ją wlec za szyję. Nie wiem, co robiłaby z łańcuszkową. No i nie da się załozyć, bo sztywną parcianą smycz Andrzej za pomocą drewnianego sztyla z miotły wsadził do budy i zarzucił jej na głowę. Zresztą nie bardzo teraz jest po co zakładać. Ona nie nadaje się do wziecia do domu. Nie wprowadzimy jej za nic do samego budynku, a co dopiero po schodach na piętro, a jest za duża, żeby dało się ją wziać na ręce. Będziemy ogradzać cześć, w której jest kojec, żeby miała swój wybieg. Może na zdjeciach nie widac, ale to pies porównywalny wielkoscią do Kokosa, tylko na krótkich łapach. Jest zdecydowanie niższa, ale masywna.
-
Rzeczywiście zrobiła jej się zmiana na oku. jednego dnia to była sieć czerwonych naczynek na środku oka, a drugiego juz jasny punkt na środku, więc pewnie wrzód rogówki. Udalo się jej zarzucić smycz i wyciagnać z budy, ale dalej ani kroku, bo ekspresowo prawie całkiem przegryzła smycz. Nie dała podejść i zarzucić nic na siebie, bo nie kuliła się czy odwracała, tylko stanęła na łapach w moją stronę, patrzyła mi w oczy, pokazała zęby i czekała na mój krok. Mąz pojechał po antybiotyk. Dostaje go plus lek przeciwzapalny i na szczęście dziś jest o wiele lepiej. już bałam się, żeby nie skończyło się usunięciem gałki ocznej, bo tak się w ciagu doby oko zmieniło, a tu ani podac kropli, ani maści, ale cały stan zapalny schodzi. Na wszelki wypadek wzięliśmy Sedalin, ale mieliśmy go podać, gdyby było gorzej i lekarka musiała coś jej podac czy oczyścić.
-
Poproś DT, żeby kupili Can-vit zielony. Uszy szyblko staną. To duży plus, bo jest później mniej infecji, niż przy klapniętych uszach. Współczuję odbierania telefonów w sprawie jej adpcji. Pamiętajcie, że jest w typie rasy, a teraz jest szaleństwo pseuduchowego rozmnażania. Rejestrowane są wszelkie psy przypominajace jakąś rasę i maluchy opychane frajerom po kilka tysiecy. mam do 10 zapytań dziennie o suki go hodowli. Kryją suki juz przy pierwszej cieczce. Nigdy nie było takiego koszmaru, jak teraz.
-
Dobrze, że chociaż ona ma szczęście. Pan zainteresowany Mattim już nie odezwał się, a dziś zadzwoniła wizytatorka z TOZ-u, że umówiła się na wizytę dla Margo w Częstochowie , a pani potem do niej oddzwoniła, że wyjeżdza na tydzien i odmówiła spotkanie które miało być już dziś. Pani inspektor specjalnie pozmieniała swoje plany, żeby zrobić ta wizytę, bo reszte wizyt miała zaplanowane na wtorek. Jestem w stanie zrozumieć, że coś mogło kobiecie wypaść, ale wypadało do mnie zadzwonić czy choćby wysłać sms i poinformować. Niestety nie pofatygowała się mnie powiadomic, że odmówiła spotkanie. O Matusia dziś zadzwoniła pani z fochem, jaka będzie miec gwarancję, że on może zostawać sam na 8-9 godz. Odpowiedziałam, że żadną. Kolejną rewelką było, że mieszkając w domu można zostawić psa samego na zewnątrz, żeby nic nie zniszczył. Zapytałam, czy pomyślała, że z nudów czy tesknoty mógłby się podkopać pod ogrodzeniem, wpaść pod auto i konać x- czasu na drodze, bo nikogo nie byłoby w domu przez kolejne ileś godzin.
-
Dziś Borys był u lekarza, bo tak jak juz dawno obawiałam się, przy ocieraniu okiem o wszystko, zrobił sobie krzywdę. Nie uszkodził oka, ale zahaczył przy tym o coś głową i zrobił ranę nad uchem. Nie widziałam jej wczoraj w tej sierści, dopiero zaintrygowało mnie, czemu Ciapciak cały wieczór go wylizuje w jednym miejscu. Dwa pozostałe psy te, choć rzadziej. Dostał antybiotyk, miał ranę zapsikaną, ale Ciapciak znowu mu uparcie to liże. Nie wiem, co zrobić, bo Borys nie da się zamknać nigdzie. Nie da się wytrzymać z powodu monotonnego szczekania. Potrafi tak długo, aż do skutku. Za to jednak od przyjazdu przytył 7, 2 kg. Ja po nim nie widzę przyrostu wagi, ale jednak waga sie nie myli. Po zaleczeniu rany trzeba bedzie pomyśleć nad okiem, bo tak nie może funkcjonować. Oko jest coraz gorsze i chyba nie obędzie się bez amputacji. nie dość, że nie funkcjonuje zupełnie, to teraz jest pokryte coraz wiekszą siecią naczynek, a Borys nadal stale je o wszystko ociera. I w końcu jeszcze pęknie gałka. Dziś firma postawiła nam ostatnią ścianę betonowego ogrodzenia, wiec choć o ogrodzenie nie bedzie już wycierał oka, ale jemu wystarczy otoczka przy drzewach czy siatka w innym miejscu, nawet kora krzewów czy drzewek.
-
Nie o to mi chodziło, tylko o to, że to liczna rodzina jak na mieszkanie, a Matti na małego się nie zapowiada. Pan przedstawił żartobliwie niewątpliwy plus dużej rodziny, a mianowicie że zawsze miałby kto wychodzić na spacery ;) naprawdę milo się rozmawiało. Miał wysłać po pracy mail w sprawie ankiety. Jesli wyśle, to zobaczymy.
-
To sytuacja jak u p. Magdy I. :) Oby też mała trafiła na tak wspaniały dom. Dziś dzwonił sympatyczny pan o Matiego, tylko jest czwórka dzieci i z tego co zrozumiałam, mieszkanie. Dowiedziałam się, ze u suni, tej chyba siostry dziewczynki od Poker też juz dobrze. Jest na drugiej serii Metronidazolu na lamblie, miała leczony kaszel. Z 4 kg urosła na 7.
-
Dziękuję Wam, własnie przed chwila umówiłam się z inspektorką TOZ-u, ze tam pojedzie z kolezanką. Mam nadzieję, że wszystko bedzie dobrze. Trzymam kciuki. Jednak jak przypuszczałam jasnymi psiakami jest większe zainteresowanie. Chyba tez jeszcze raz ogłoszę Matiego na Warszawę. O niego to już nie mam ani jednego telefonu.
-
Onaa, bardzo mnie ucieszyłaś, że bierzesz pod opiekę tą akurat sunię. Mamy ten sam gust; najpierw Kokos, a teraz ona. To razem z czarnym psiaczkiem z buldożkowym wyrazem pysia, moja ulubienica. Mój ukochany typ. Oczko ma jak Borys. Mam nadzieję, że ona bedzie miała więcej szczęścia w adopcji, ale też jest ładniejsza i mniejsza. Czasem adopcyjność potrafi nas zaskoczyć. Zakładałam, że maluchy są bardzo adopcyjne i ekspresowo znajdą domy, a Matuś jest nadal bez perspektywy. Na szczeście może Margo i Fiolka beda miały swoje rodziny. Rewelacyjne jest to, że dajesz szansę takim, które mają najmniejsze perspektywy na zmianę losu. Kibicuję Wam gorąco!