Jaaga
Members-
Posts
19278 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Jaaga
-
Są suczki, które nawet w domach tak reagują, jak włącza im się instynkt macierzyński. To mix jamnika, one sa bardzo charakterne. Powinno z czasem być lepiej. Na razie jest trudno, bo nie mozna nic zrobić przy szczeniakach. Już jak przyjechała, to nie dała się wyciągnąć z klatki. Musiałam zrobić pętlę ze smyczy i ją w ten sposób wyciągnąć i szybko zawinąć w koc, żeby mnie nie pogryzła. Ona jechał dwie godziny prawie osobno w bagazniku, a małe w transporterku na przednim siedzeniu. Piszczały, co matkę bardzo stresowało. Nie ma się więc co dziwić, że jak sie już poczuła pewniej, to nie da teraz podejsć do dzieci, bo boi się je stracić. Była w aucie w ogromnym stresie, załatwiła się w klatce pod siebie i musiała nieźle miotac, bo kupa była na całej klatce stratowana i poulepiana. Jamniki nawet bez dzieci nie są najmilszymi i najłagodniejszymi psami
-
Po tym, jak ostatnio dałam mojego yorka przebadanego i osłuchanego dzien wczesniej na zabieg i nie udało się go zreanimować zaraz po podaniu narkozy, wolę poczekac, aż sunia bedzie po zabiegu i wszystko będzie się goić. Zresztą Tola ma tyle ogłoszeń na siebie, ze nie widze sensu dokładac jej kolejnych, kiedy nie jest w stanie dokładnie przewidzieć terminu adopcji. Kilka dni temu miałysmy podobną sytuację, że rodzina zdecydowała się na suczkę, która ma jechać do Szafirki, ale po 2 dniach dostałam sms, ze nieaktualne, bo adoptują szybciej inną, juz dostepną.
-
Pobieżnie po przyjeździe zerknęłam do książeczki i zobaczyłam dwa wpisy. Dlatego zakladalam, że to szczepienie. Myślę że trzeba poczekać z ogloszeniem; dopiero za tydzień sterylka, potem min. 7-10 dni na gojenie i dopiero szczepienie p. wściekliźnie. Sunia będzie wyadoptowana przez fundację, wiec to obowiązkowe szczepienie musi mieć przed wyjazdem do nowego domu, żeby fundacja nie miała ewentualnych nieprzyjemności. Ludzie nie chcą teraz czekać zbyt długo. Mysle ze po sterylizację najlepiej będzie zacząć ogłoszenia. Najpierw niech szczęśliwie przejdzie zabieg.
-
Brawurka ma przesunięty zabieg na przyszły tydzień na piątek, ponieważ zakladalam ze była szczepiona jeszcze na miejscu, ale jednak nie. Wpisy w książeczce dotyczyły jednego preparatu, ale wpisanego w odrobaczaniu i drugi raz przy profilaktyce na pchly i kleszcze. Dzis miala pobrana krew do badania przed zabiegiem i została zaszczepiona p. chorobom wirusowym.
-
Chcialam dać znać, ze po odrobaczenie jest czysto, kal normalnie uformowany, wiec ciesze się. Przyjechala upaćkana kałem , cały ogon miala w śluzie, co mnie niepokoiło. Jednak to widocznie efekt schroniskowego żywienia. Niestety, dzieciaków broni jeszcze bardziej zajadle. Przesunęła sobie drybed i nie mam nawet jak poprawić, żeby maluchy nie leżały na plastikowej kuwecie klatki. Z moimi suniami jest całkiem inaczej, jak maja dzieci, zawsze budkę maja u mnie w łóżku i często przenoszą szczeniaki mi na poduszkę. Jednak wiem ze niektóre matki tak się zachowują przy małych. Mam nadzieję, że z czasem jej to przejdzie, bo jakoś trzeba będzie robić przy szczeniakach i je przyzwyczajać do dotyku i obecności czlowieka. Wczesniej tylko warczala, teraz na mnie wyskakuje z zębami.
-
Powinny już otwierać oczka, ale trudno stwierdzić, bo mama tak zazdrośnie ich broni, ze widzę tylko pupki i ogonki. Nie poradziliśmy sobie wczoraj nawet z robieniem zdjęć do kartoteki dla schroniska. Dziś jeszcze bardziej niż wczoraj. Warczy kiedy tylko podchodzimy. Mam nadzieję, że jej to przejdzie, bo trudno będzie zajmować się choćby higieną szczeniąt jak będą bardziej samodzielne.
-
Maluchy przyjechały w transporterku osobno, sunia w klatce. Mamuśka tak się boi rozłąki, że od wczoraj nie wyszła sie załatwić. Warczy i nie pozwala brać maleństw na ręce. Na szczęście ładnie je starter, pije, więc szczeniaczki będą miały mleczko. Przyjechały bardzo płaczące, częśc miała biegunkę, ale to pewnie po tym, czym mama była karmiona. dziś są ciuchutko, palimy w piecu, więc kaloryfery gorące. Wczoraj byłam przerażona sytuacją, ale jak patrzę na te drobinki, to żal mi ich, bo co one winne, że niechciane. Ich mama jest wystraszona, broni ich jak może, bo nie rozumie, co się stało i dlaczego straciła dom w najtrudniejszym dla niej momencie. Trafiają do nas rózne psiaki, z róznymi historaimi, ale łączy je to, że to człowiek zgotował im taki los.
-
Mala nie jest ani wystraszona ani zagubiona w domu. Wczoraj Andrzej jechal po nią do Katowic, bo udało się Tyśce zorganizować grzecznościowy transport. Przyjazd opóźnił się półtorej godziny, ale sunia w końcu została przejęta. Po przyjeździe wieczorem poszła spać do pokoju z Martin, Oreo i Lonią i ... od razu sobie ich ustawiła. To niesamowite, ale ten mały bąbel jest jak moj maltanczyk Beniuś. Najmniejszy, ale nadrabia wewnętrzną wielkością. Lonia jej nie trawi i poszła na górę obrażona. Istna Brawurka z niej. Jedynie jej złe doświadczenia można poznać po tym, że nie ma odwagi wejść do domu. Po zabawach w deszczu wszystkie ekspresowo wróciły, a ona jak zakleta nie przekroczyła progu. Trzeba ja było zabrać na rękach. Chyba jeszcze nie dowierza, ze nikt jej tu nie zbije i dom jest dla psów. Jest taka, jak na filmiku gdzie szarpała zawzięcie zabawke połowy swojej wielkości.
-
Ewu po obdzwonieniu wszystkich hotelików i odmowach w każdym zadzwoniła o ratunek dla suni, bo małe w schronisku nie miałyby szansy. Zgodzilam się na awaryjny pobyt, ale jeśli ktoś ma jakiś pomysł na rodzinke, na umieszczenie ich do czasu adopcji szczeniat, to będę wdzięczna, bo wzięłam je naprawde awaryjnie. Mialam wczoraj jechać na groby jak chyba wszyscy, ale utknelam w domu, bo Ewu udało się zorganizować transport do nas. Mama puknęła się w glowe, do cioci nie miałam odwagi zadzwonić, bo nie pojawiłam się na grobie taty, który zmarł 5 tyg. temu. Jednak bardziej byłam potrzebna wczoraj żywym. Sunia jest w pokoju z moimi suniami, wiec musiałam zostać. Przyjechala osobno w klatce, maluchy w transporterku i bardzo teraz boi się o szczeniaki. Warczy, nie pozwala do nich podejść, obserwuje każdy ruch.
-
Cierpienie nie zna granic, postrzelona Linda na wózku, Kaj są z nami.
Jaaga replied to Jaaga's topic in Psy do adopcji
Dziękuję Toluza wstawienie. Linda oczywiście nie chodzi, ale potrafi się tak ładnie unieść na latach. Tak wysoko to pierwszy raz. -
Rozi, z całym szacunkiem, ale nie potrzebuję Twojej zgody, żeby wziąć do siebie psa. Jedyną osobą, która może mieć wątpliwości jest opiekunka Suvi. I w takiej sytuacji ma pelne prawo przenieść suczke gdzie indziej, jeśli nie ma do mnie zaufania i będzie się obawiać o jej bezpieczeństwo. Zakładałaś, że wrzucę onke na wybieg i pójdę do domu? Oczywiście, jeśli ktoś znajdzie owczarce inne miejsce, to z całego serca się ucieszę i będę spokojna. Zależy mi, żeby jej pomóc wydostać się ze schroniska. Nie upieram się, że musi koniecznie do nas. Jeśli ktoś ma jakiś realny pomysł w tej kwestii, to zapraszam do podzielenia się nim tutaj. Suczka za tydzień może jechać do każdego DT czy hoteliku, jeśli tylko będzie miejsce i uda się jej zebrać stałe deklaracje na opłacenie pobytu.
-
Centrum Psa Orońskiego- bezdomniaki w Punkcie Przetrzymań w Orońsku
Jaaga replied to aagataa8's topic in Psy do adopcji
Ogromne szczęście. Wszystkie maluchy śliczne a zdjecia cud-miód. Z takimi fotkami powinny szybko znaleźć domy. Na szczęście chyba zapowiadają się a mniejsze docelowo.- 733 replies
-
- orońsko
- bezdomniaki
-
(and 1 more)
Tagged with:
-
Cierpienie nie zna granic, postrzelona Linda na wózku, Kaj są z nami.
Jaaga replied to Jaaga's topic in Psy do adopcji
To steryd. Da czasową poprawę. Musialaby brać steryd codziennie żeby stale zmniejszyć ucisk na rdzeń kręgowy dzieki jemu działania przeciwobrzękowemu i przeciwzapalnemu. Jest to niemożliwe, bo mialaby problemy z żołądkiem, watroba i nerkami, nie mówiąc nawet o tyciu. To młoda suczka, wiec wybraliśmy opcję mniejszej sprawności fizycznej ale zdrowszego organizmu. Tyle czasu jej stan byl bez zmian, dopiero niedawno pogorszył się. Mam wiec nadzieję, że znowu będzie lepiej przynajmniej na kilka miesięcy.