Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Posts

    19194
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    104

Everything posted by Jaaga

  1. Na miasto na pewno będą wyjścia nie często, bo mieszkamy na zadu..u. Jednak do weta są konieczne i na wyjazdy do lasu czy do parku też wołałabym. My sporo robimy takich wyjazdów i np u nas aniołek Borys, w lesie przy innych ludziach z psami dostaje fioła. nagle jest silny, aktywny i koniecznie musi wyeliminowac psa spacerowiczów. ze względu na przeszłość suni, wolałabym dobre zabezpieczenie. Mam kaganiec od mojego Flya, który pasował tez na onke Limbę, ale ona była tak duża jak on (ok35 kg). Nie wiem czy ta sunia też jest tak wyrośnięta. Chciałabym mieć kaganiec dopasowany dla niej. W Cieszynie jest park z rezerwatem ciagnący się kilka km i na pewno chciałabym tam ją zabierać. Są tam ludzie z psami, dziecmi, rowerzyści. Oglądałam własnie też kagańce baskerville i sprawdze polecany sklep. Nie mamy nigdzie dobrego zoologicznego, wiec tylko zakupy internetowe wchodza w grę.
  2. Postaram się wstawić wyniki z badania krwi Brawurki. Nie sa idealne. Mała ma eozynofilię, która wskazuje na jakies pasozyty. Od p. doktora dostała 3 dniowe odrobaczenie Aniprazolem, kupiłam też test na lamblie. Na razie nie zrobiłam, bo był ostatni i czekałam, czy maleńka sunia z zamojskiego schroniska nie bedzie go pilniej potrzebować. Po odrobaczeniu warto zrobić kontrolne badanie krwi. Wczoraj wieczorem, po drugiej dawce odrobaczenia zjadła kolację jak smok. Zjadał swoją porcję i dokładkę takiej samej ilości. Gdybym nie widziała filmików z jej miejsca życia, nie pomyślałabym że to psiak po takich przejsciach. Bez problemu mozna wyciągnąć rękę, żeby pogłaskać ją po główce, nie ma żadnych lękow. Jest pewna siebie, a do innych psów to istna zołza. Nie ściągamy jej szeleczek, bo w sytuacji, kiedy nie chce odpuścić tego, co akurat ma ochorę robić, po prostu chwytamy ją za nie i na rękach podnosimy. I co dziwne po tym, co w swoim domu doświadczyła, zdecydowanie preferuje mojego męża. Może przez to, że on ją odbierał i z nim miała pierwszy kontakt. Ale to, co u mnie jest totalnie olane w odbiorze, to tatuś wyegzekwuje bez wysiłku
  3. Czekam na jej przyjazd jak dziecko na jajko niespodziankę. Cieszę się że bedzie wolna i zastanawiam jaka ona będzie i jak z nią bedzie. Zastanawiałam się nad koniecznoscią wyboru kagańca, bo to mus na publiczne wyjścia. Macie jakieś propozycje? Znalazłam na allegro kagańce fizjologiczne, które są zabudowane w sposób uwzględniający anatomię psiej czaszki, ale ceny tego rozmiaru to grubo ponad stówka. Mam w domu na onka tylko metalowy ze skórzanym paskiem.
  4. Jak powyżej, wczoraj zadzwoniła Onaa z propozycją zmiany miejsca Oreo z powodu braku jego dalszych postepów. Jestem oczywiście otwarta na jego przenosiny. juz wczesniej pisałam, że o ile w domu jest ok, jest kontaktowy i daje się brać na ręce, to na zewnątrz dziczy. Mamy duży teren i on dostaje głupawki. Do tego wybiera psie towarzystwo od ludzkiego. Każda zmiana w składzie stada odbija się na jego zachowaniu. teraz juz jest dobrze, ale po samym wyjeżdzie Laimy do nowego domu, ścinał się z Martim. Po wyjeżdzie Opla jest przyjacielem Suvi. Czasem nie daje się nakłonić na nawoływanie go na powrót do domu trwa i 2 godz. Ma też hustawkę zachowań. Jednego dnia jest kontaktowy i sam przychodzi do domu, drugiego dnia nic nie daje jego zwabianie i nawoływanie. Trzeba czekać, aż sam zechce wejsć. Podobnie jak Onaa uważam, że warto spróbować zmiany miejsca na takie z mniejszym terenem lub ogrodzonym wybiegiem i góra kilkoma psami w domu, żeby musiał się skupić bardziej na człowieku, co ułatwi mu znalezienie domu. U nas na pewno nie wybierze ludzi zamiast psów, bo to psiak który prawie do roku życia żył na ulicy w psim stadzie i z własnej woli nie zamieni psiego stada na ludzkie. Do tego rozpraszają go kury i gęsi na które usilnie poluje. Jest wyleczony, odkarmiony, cała chora sierść mu wyszła, teraz pieknie porósł czarnym, gęstym włosiem. Nie ma sladu po chudości czy wyłysiałym podwoziu. Fizycznie więc jest bardzo adopcyjny. To młody piesek i Onaa ma rację, że chce spróbować zmiany, żeby zwiększyć adopcyjność w jego zachowaniu.
  5. Sunią jestem zachwycona i koniecznie potrzebuję imie, bo muszę do niej jakoś się zwracać, a trzeba to robić często To nie jest absolutnie typ upierdliwca, wiszącego na człowieku i przywłaszczającego sobie ludzi tylko dla siebie. jest bardzo delikatna, czasem trochę nieśmiała ale jak tylko widzi aprobatę, to od razu wyciąga łapinki i się przykleja. Rano jak ją zawołałam ze spaceru, to podbiegła i wskoczyła mi od razu na ręce i tak wtulona wróciła na rękach do domu. Wygląda jak psia wersja Bambiego, jest tak samo rozczulająca i ma takie długie patykowate łapki jak mała sarenka. Nie spodziewałam się, że jest taka maleńka, jest też chudziutka. Lonia przy niej to wypasiona parówka. Nie wiem, jak przetrwała pobyt w schronisku. Jedynie niepokoi mnie jej brak apetytu. Przyjechała z wymiotami w transporterku, więc mogła nie chcieć od razu jeść z powodu choroby lokomocyjnej, ale ona dalej nie zabiera się za jedzenie. Podałam jej odrobaczenie i w zwykłej puszce nie chciała. Musiałam otworzyć starter mus RC i dopiero w tym zjadła, ale językiem tam mlaskała, że i tak wypluwała 3 razy bezsmakową tabletkę. Chciałam wczoraj kupić test na lamblie, ale zabraklo i dopiero bedzie w poniedziałek.W tym schronisku są pierwotniaki i mała też ma na ciałku łupież, więc lepiej od razu sprawdzić, czy to one nie zaburzają wchłaniania tłuszczy. Na wszelki wypadek dostała 3 dniowe odrobaczenie, które tez bije giardię. Kupki w nocy nie zrobiła. Trzeba ok wtorku, środy, po odrobaczeniu, zrobić jej badanie krwi. Minusem u niej jest to, że zupełnie nie ogarnia czystości, ale to pewnie przez pobyt w wąskim i małym kojcu. Do spania miała otwartą klatkę z drybedem i widziałam, że poszła na niego wysikać cały pecherz, mimo ze od razu tam też wybrała miejsce do spania. muszę zamienić drybed na poduszki, może to pomoże, żeby nie spała w swoich siuśkach. Mała jest mega adopcyjna i myslę, że do Szafirki nawet nie dotrze. Zrobię jej zdjecia do ogłoszeń i jesli wyniki z krwi będą ok, to mamy umówioną sterylkę. W takiej sytuacji myslę, że nie ma jej nawet co stresować kolejną zmianą domu, bo na pewno jak ktos przyjedzie ją poznać, to się zakocha. Może ktoś jeszcze wesprze cudne maleństwo grosikiem na badania krwi? Warto zrobić pełne, w dobrym laboratorium. Jak wyślę Toli zdjęcia do ogłoszeń, to prosiłabym o ogłaszanie jej też inne osoby. Takie maleństwo w ogóle nie powinno zawitać nigdy do schroniska i trzeba jej jak najszyciej ustabilizowac życie.
  6. Maluchy rosną jak na drożdżach. Chyba tatuś był większy. Bardzo mi żal, że nie mogę ich wziąć na ręce. Są grubaśne i rozczulające. Niestety, mama jest nieugieta i nie ma na razie mowy o żadnych poufałościach. Na szczęście je i pije jak smok, wiec nie ma problemów z samodzielnym wykarmieniem dzieciaków.
  7. Nie potrafię wstawić z tel., wstawie pod wieczór z komputera. Lonia to taki mily, delikatny psiaczek. Szkoda, ze nie dzwoni nikt sensowny. Robi postępy prawie jak Laima. Juz zaczepia nas nawet i zacheca do zabawy czy przytulanek. Wcześniej to był kłębek strachu.
  8. Dasz radę wyróżnić tez moje od Loni? Moje wyróżnienie skończyło się. Chyba Tola wstawiała tu link do tego ogłoszenia
  9. Jak i ja. I ciesze się, że suczka nadal dobrze się sprawuje. Smutno mi tylko z tego powodu, że pies zostaje bez jakiejkolwiek szansy na zmianę losu, mimo że też w schronisku nie sprawia jakichkolwiek problemów. Gdyby były młodymi psami to można liczyć na szybką adopcję suni, żeby mu zdążyć z pomóc. Jednak nie wyglądają na najmlodsze, czyli pozostaje nam się cieszyć z wyjazdu i szansy dla suni. Boję się jeszcze jej stanu zdrowia, bo onka Limba też była sterylizowana jako starsza juz w schronisku, ale nie usunięto jej guzów i miala gruczolakoraka, na ktorego u nas odeszła. Ważne jednak, że odeszła kochana i zaopiekowana na rękach mojego męża, a nie osłabiona i wyniszczona chorobą w samotności pod zębami wspołtowarzyszy niedoli.
  10. Lepiej bylo wyjaśnić sytuacje, bo co innego zabrać maluchy zaraz po porodzie, kiedy jeszcze suka nie jest rozdojona i jest jeszcze zdezorientowana, ale po takim czasie niestety, to juz nie jest takie proste. Ma cycuchy pelne mleka, szalejący instynkt macierzyński i macicę, która cały czas się czyści po tak licznym miocie. Jak Basia zadzwoniła to mój mąż mało zawału nie dostał. Musialam odmówić Toli przyjęcia suniek, bo nie miałam sumienia, żeby sunia została w schronisku. Ta rodzinka nikomu nie była na rękę, ale co było robić? Trzeba wspólnie je wszystkie ogarnąć.
  11. Tez tak uważam, tylko ze kobieta tego nie zrobiła. Nie wysterylizowana swojej suki, nie przypilnowała w cieczce i nie uśpiła szczeniąt po urodzeniu. Trafiły do schroniska późno i schronisko również tego nie zrobiło. Trudno oczekiwać od Ewu, ze ona zabierze podchowane szczeniaki i sama zawiezie na eutanazję. Ja wiem, ze to jest najlepsze wyjście w obliczu bezdomności, ale osobiście nie potrafiłabym tez tego zrobić, wiec jestem w stanie Ją zrozumieć. W takim wieku szczeniąt trzebaby zostawić choć jedno, bo suka juz ma mega laktację, macica bardzo się jej czyści i zabranie wszystkich mogłoby się źle dla niej skończyć. I to jest ten krok którego ja również nie dałabym rady wykonac- wybrać jedno do życia, resztę na śmierć. To nie Ewu wina, ze w schronisku została cala rodzina. Ani jej sunia, ani ona jej bezmyślnie nie rozmożyla. Gdyby mialy pozostać w schronisku, to wątpliwe, ze dożylyby wszystkie do czasu adopcji. Żal ich cierpienia. Wczesniej była u nas Marta z gromadka dzieci i niedawno dostałam od Ewu zdjęcia ich wszystkich z nowych domów. Ewu stara się pomagać jak może.
  12. Noce coraz zimniejsze, szkoda żeby malizna wegetowała w schronie i czekala na rudą. Fajnie, że jest możliwość transportu, to ten tydzień może już przeczekać u nas na wyjazd do Szafirki.
  13. Są suczki, które nawet w domach tak reagują, jak włącza im się instynkt macierzyński. To mix jamnika, one sa bardzo charakterne. Powinno z czasem być lepiej. Na razie jest trudno, bo nie mozna nic zrobić przy szczeniakach. Już jak przyjechała, to nie dała się wyciągnąć z klatki. Musiałam zrobić pętlę ze smyczy i ją w ten sposób wyciągnąć i szybko zawinąć w koc, żeby mnie nie pogryzła. Ona jechał dwie godziny prawie osobno w bagazniku, a małe w transporterku na przednim siedzeniu. Piszczały, co matkę bardzo stresowało. Nie ma się więc co dziwić, że jak sie już poczuła pewniej, to nie da teraz podejsć do dzieci, bo boi się je stracić. Była w aucie w ogromnym stresie, załatwiła się w klatce pod siebie i musiała nieźle miotac, bo kupa była na całej klatce stratowana i poulepiana. Jamniki nawet bez dzieci nie są najmilszymi i najłagodniejszymi psami
  14. Po tym, jak ostatnio dałam mojego yorka przebadanego i osłuchanego dzien wczesniej na zabieg i nie udało się go zreanimować zaraz po podaniu narkozy, wolę poczekac, aż sunia bedzie po zabiegu i wszystko będzie się goić. Zresztą Tola ma tyle ogłoszeń na siebie, ze nie widze sensu dokładac jej kolejnych, kiedy nie jest w stanie dokładnie przewidzieć terminu adopcji. Kilka dni temu miałysmy podobną sytuację, że rodzina zdecydowała się na suczkę, która ma jechać do Szafirki, ale po 2 dniach dostałam sms, ze nieaktualne, bo adoptują szybciej inną, juz dostepną.
  15. Pobieżnie po przyjeździe zerknęłam do książeczki i zobaczyłam dwa wpisy. Dlatego zakladalam, że to szczepienie. Myślę że trzeba poczekać z ogloszeniem; dopiero za tydzień sterylka, potem min. 7-10 dni na gojenie i dopiero szczepienie p. wściekliźnie. Sunia będzie wyadoptowana przez fundację, wiec to obowiązkowe szczepienie musi mieć przed wyjazdem do nowego domu, żeby fundacja nie miała ewentualnych nieprzyjemności. Ludzie nie chcą teraz czekać zbyt długo. Mysle ze po sterylizację najlepiej będzie zacząć ogłoszenia. Najpierw niech szczęśliwie przejdzie zabieg.
  16. Brawurka ma przesunięty zabieg na przyszły tydzień na piątek, ponieważ zakladalam ze była szczepiona jeszcze na miejscu, ale jednak nie. Wpisy w książeczce dotyczyły jednego preparatu, ale wpisanego w odrobaczaniu i drugi raz przy profilaktyce na pchly i kleszcze. Dzis miala pobrana krew do badania przed zabiegiem i została zaszczepiona p. chorobom wirusowym.
  17. Chcialam dać znać, ze po odrobaczenie jest czysto, kal normalnie uformowany, wiec ciesze się. Przyjechala upaćkana kałem , cały ogon miala w śluzie, co mnie niepokoiło. Jednak to widocznie efekt schroniskowego żywienia. Niestety, dzieciaków broni jeszcze bardziej zajadle. Przesunęła sobie drybed i nie mam nawet jak poprawić, żeby maluchy nie leżały na plastikowej kuwecie klatki. Z moimi suniami jest całkiem inaczej, jak maja dzieci, zawsze budkę maja u mnie w łóżku i często przenoszą szczeniaki mi na poduszkę. Jednak wiem ze niektóre matki tak się zachowują przy małych. Mam nadzieję, że z czasem jej to przejdzie, bo jakoś trzeba będzie robić przy szczeniakach i je przyzwyczajać do dotyku i obecności czlowieka. Wczesniej tylko warczala, teraz na mnie wyskakuje z zębami.
×
×
  • Create New...