Jaaga
Members-
Posts
19325 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Jaaga
-
Jak na niego tak, tylko jak po usunięciu jajek, to już było dziwne. Do rana tez zasuwał do ogrodu jak zwykle o 3.00 i 5.30. Myslalam, ze jedna noc będę mieć spokojną, a tu rutyna.
-
Jestem dziś smutna, ale tak mocno, aż mnie ściska w środku. Andżela 7 lat miała paskudne życie, była zamknięta w kojcu, bez socjalizacji, wypuszczana nocami do czasu tragicznego zdarzenia. Potem ten koszmarny rok w schronisku; w kolejnym zamknięciu, bez słońca, świeżego powietrza, w paskudnej drewnianej szopie. I później szansa, nowe życie, perspektywy, miało już być jak najlepiej. Nie minął jeszcze rok, a dziś wymacałam u Andżeli 4 guzki na obu listwach mlecznych. Ostatnio Andżela szczuplała, wyniki badań jednak wychodziły dobrze. Jest kochaną, mądrą suczką, stała się zrównoważona, mieszka normalnie z nami i naszymi psami. Na spacerach to pies anioł. Jakby była szkolona. Jestem zawsze z niej dumna, kiedy na luźnej smyczy idzie równo przy mojej nodze, kiedy inne głupole szaleją za ogrodzeniami i wyrywają stawy włascicielom swoim miotaniem się na smyczy. Wszystko wypracowaliśmy wspólnie, bez żadnego przymusu, agresji. Po prostu razem musielismy się siębie nauczyć i każdy coś od siebie poświęcił, dodał, zostawił, aż powstała taka dziś łącząca nas relacja i więź. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, że to może runąć po roku, ze Andżela może umrzeć na raka, tak jak wczesniej Limba. Nie jestem gotowa na przechodzenie wkrótce tych etapów umierania, patrzeć, jak gaśnie, na uciekające życie i odczuwać żal, że to tak niesprawiedliwe. Całe życie zmarnowane. Jutro jedziemy na RTG i umawiam zabieg. Pewnie nie da się tyle rozsianych guzków usunąć jedną operacją. Potrzebne są spore środki, a Andżela oszczędności za bardzo nie ma. Chciałabym jej kupić specjalny preparat stosowany przy nowotworach. Andżela wybrzydzała z jedzeniem, więc żeby nie traciła wagi, jest już karmiona przygotowanymi posiłkami. Myslę, że nie ma na co czekać i jak najszybciej robić zabiegi, skoro jest w dobrej kondycji. Jesli ktoś może wesprzeć ją bazarkiem czy wpłatą, to bardzo proszę, żeby choć ostatni czas nie był parszywy, jak jej całe zmarnowane życie. Za każdy grosik będziemy wdzięczne. Zamojska Fundacja dla Zwierząt i Środowiska ZEA 22-400 Zamość Konto: 97 2030 0045 1110 0000 0200 1700
-
On z kolei uważa, że jest naszym może nie aniołem, ale stróżem na pewno. Po przyjeździe z kastracji tak jazgotał, żeby go wypuścić, że to zrobilam, bo mało nie zwariowałam. I on przez prawie cały ten czas biegał po ogrodzie, pilnował, darl dziuba, szczul prosiaka, kopal dziury i dopiero niedawno udało mi się go zwabić do domu. To wręcz niemożliwe. On biega jak torpeda. Jeszcze czegoś takiego w dniu zabiegu nie widziałam. Nawet chcial wyjść z Andżelą i Zewem na zewnątrz na spacer i byl urażony, ze został. Choć jestem w stanie uwierzyć, że i polami czy drogami tez tak zasuwalby cala trasę. Ten pies ma naście lat, ale takiej energii i chęci do korzystania z życia nie widuje się często nawet u młodzików.
-
Musisz płacić z góry? To psy na nieokreślony czas pobytu, więc najrozsadniej jest rozliczać tak, jak ja czy Szafirka robimy, za miesiac na jego koniec, a jesli pies pojedzie w trakcie miesiąca, to za dni, które rzeczywiście spędził w hoteliku. Ustal to może, bo rzeczywiście, jesli zapłacisz niemałe przeciez pieniądze z góry, a on pojedzie np 2 dnia któregoś miesiaca, to nie stracicie pięciu stówek. Zaproponuj zakup karmy od razu, a rozliczenie za pobyt na koniec miesiąca.
-
Krecik już wrócił z kastracji.Kosz zabiegu to 250 zł. Musze już znaleźć w końcu czas na opisanie, pomierzenie i fotografowanie fantów bazarkowych, zeby ta kastrację móc opłacić. Czasu wiecznie brak, a wydatki niestety pojawiają sie kolejne. kilka dni temu Krecik sprowokował taką psią awanturę, że nie przypuszczałabym nawet sądząc po jego rozmiarze. To przeważyło o decyzji kastracji. Ten pies mimo wieku ma niesamowite pokłady energii. Wydawałoby sie, ze jest wszędzie i zawsze. I do tego najczęsciej drze dziuba. Nie miała baba kłopotu ...
-
Mnie przestraszyłby. Czegoś takiego nie mam w swojej umowie i w umowach hotelowych, które czytalam. Zawsze jest ryzyko, że wlasciciel nie odbierze swojego psa, ale wtedy to jest porzucenie, które reguluje ustawa o ochronie zwierząt, wiec trzeba załatwiać sprawę droga prawna. Nie oddałabym psa do hotelu z takim zapisem nigdy.
-
Jesli będzie zarobaczony, to skuteczność szczepienia będzie niższa. W sytuacji psów w zamojskim schronisku nie mamy za dużego wyboru, albo zostaną zaszczepione na prośbę i koszt Zea albo nie. Jak dla mnie nie ma się nad czym zastanawiać. Jesli tylko lekarz uzna, że jego stan pozwala na szczepienie, to szczepić. Do nas i do Szafirki ze schroniska psy wyjeżdżają zaszczepione. W taki sam sposób. Miałam juz tu nie pisać, ale naprawdę obawiam się czy i kiedy ten pies wyjdzie ze schronu, jak tak będą maglowanie różne rzeczy. Pies jest w lepszej kondycji, jak widać nie miota się, ucieszyl się na wolontariuszke, wiec i kontakt z człowiekiem chce nawiązywać. Nie ma co czekać, aż go z powrotem dadzą do boksu ogólnego, bo przecież nie jest zarezerwowany. Elu, zapoznaj się z umowami, przedstaw informacje o psie i zabieraj go do hotelu z którym się dogadasz. Jak zostanie zaszczepiony, to i test nigdzie nie będzie potrzebny. Tylko trzeba rzetelnie poinformować hotele o zachowaniu i stanie psa, żeby potem nie było, że Tola, ktora będzie najbliżej, ma na już zabierać psa, bo mu pod swoim blokiem budy nie postawi.
-
Mam ją łapac w koc? To spora sunia, udało się nam ją tak z ledwością w aucie przytrzymać, żebym założyłam obrożę. Tak wynoszę Amely, ale to całkiem inny i 11 kg pies. W ten sposób szczepiliśmy Melę i jest taki regres, ze praktycznie przebywa teraz tylko na piętrze; schodzi jedynie żeby wyjść do ogrodu. Tez gryzie przy próbach dotknięcia i to był jedyny sposób, żeby w końcu ją zaszczepić. Chyba, ze chodzi o coś innego z kocykiem? Nie bardzo widzę sens w wymuszaniu dotyku. Ona swoje chyba przeszła, kiedy była łapana do szczepienia. Nie bez powodu pracownicy przy wydaniu ze schroniska odmówili założenia smyczy i bez obroży przenieśli ją w klatce do auta. Moim zdaniem i tak robi spore postępy. Jest zrównoważoną sunią, super sobie radzi w domu. Teraz juz normalnie wychodzi i wchodzi. Po 4,5 roku życia w kojcu i tak doskonale radzi sobie z tyloma nagłymi zmianami. Nawet na imię teraz zawsze reaguje, taka mądralińska dziewczyna
-
Pisalam o tym, że staję koło niej czy przechodzę i dotykam ją nogami, przystaję do niej przyciśnięta. Na to nie reaguje. Czyli nie bliskość człowieka ją stresuje, a to co czlowiek robi. Moge nieść pranie w koszu, miske z jedzeniem i chodzi przy mnie lub zaraz za mną. Jednak wystarczy ręce skierować w jej stronę, to odskakuje. A przy dalszych próbach gmerania reaguje zębami i ma odlot w oczach.
-
Sunia wygląda jak manchester terrier. Kiedyś taką z litości wzielam ze schroniska w ciąży. Okazało się, że to rasowa, rodowodowa suczka i Pani jej dlugo szukala. Nawet takiej rasy nie znałam. Jednak historia dobrze się dla suczki skończyła. Pani od razu przyjechała, zabrała ja na zabieg. Sunia wygląda na zadbana, tylko ten guz. Guzy intensywnie rosna do 2 tyg. po cieczce. Sunia mogła mieć, bo teraz byl czas cieczek.
-
Pamiętacie to zdjęcie z 23 marca, kiedy Dylan przyjechal i nie potrafił samodzielnie nawet chodzić? Stary, umęczony, chory. Dzis to nie ten sam pies Jest jedynym psem, którego Zoja lubi i co dzień bawią się jak szczeniaki. Pół biedy jeśli robią to na zewnątrz, ale w domu przypominają tornado Czasem marzę sobie o ich wspólnym adopcyjnym domu.
-
Dzis Luna juz wychodzi i wchodzi. Nawet treaguje na wołanie, nie sprawdza szczelności ogrodzenia i zaglada gdzie ja jestem. Nie goni kur, zaakceptowała swinię, bez problemu jest z psami. Alatwia się na zewnątrz. Dzięki niej rozruszała się Wena, bo jednak się rozpoznały. Wena jest bardziej aktywna i szuka jej towarzystwa.
-
Nie ma powycinanych włosów, tamta sierść, jasniejsza zresztą, trzymała się na łupieżu i poplątanych włoskach. W ostatnich dwóch dniach wychodziła juz całymi płatami. Musialam wszystko odkurzać, a Fafel bardzo stresuje się odkurzaczem; trzepie nim jak w febrze. Przez tą sierść wczesniej wzbraniałam się przed nim Wiekszy samiec, a do tego tak kudłaty, nawet nie pomyślałabym, że u nas będzie. Jednak tak jakoś okolicznosci się zbiegły, że jest. Mam nadzieje, ze teraz już wszystko będzie zmierzac ku lepszemu u niego i lada dzień pojawi się odpowiedzialny, kochajacy dom. Jego wizytę weterynaryjną i badanie krwi opłaci fundacja ZEA. Dziękujemy serdecznie fundacji za taką pomoc Jutro będą wyniki. Fafel jest wrażliwy, przeżywa zmiany, a sporo go ostatnio spotyka. Wydaje się jednak i tak zadowolony. Nie jest psem wycofanym, cały czas szuka kontaktu i akceptacji człowieka. Pomaga mu w tym maślane spojrzenie, które po prostu trzeba zobaczyć na żywo
-
Wlasnie chodziło mi o FB. Karma obojętnie jaka typu Brit, Josera, John dog. Ze względu na cenę kupilam ostatnio Bosch, ale nie jestem zadowolona. Coś nie za szalona cenę, ale i nie marketowa, bo tylko biegunki po takiej będą. Może akurat szybciej karme ktoś sprezentuje. Niektórzy boją się wplacac pieniądze, a wiadomo ze karmy Marta sama nie zje