Jaaga
Members-
Posts
19190 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Jaaga
-
Zaglądam i cieszę się z zainteresowania Fafelkiem, tym że w trudnej sytuacji pojawilo się tyle osób do pomocy. Sam obiekt zainteresowania nadal jest aniołkiem, tylk po tym, co ostatnio przeszedł, jak coś energicznie robię i mówię głośno,to bardzo drży. Szelki myślę, że najlepsze takie ,jak pokazła Alaskan, ale nie miałam go jak zmierzyc, bo do tego trzeba dwie osoby. Jak tylko uda mi się zrobić, to zaraz dam znać.
-
Całego trzeba wyczesać i wykąpać. Pani Natalia zawsze gdzieś nas upchnie, jak uproszę. Dziś Andrzej jest bardzo chory, jutro pewnie bedzie podobnie. Fafel musi więc troszkę poczekać. Sama nie wyrobię się ze wszystkim. Nie planowałam jeszcze dokładki nowych obowiązków, ale widzicie, że ten pies ma już dość zmian i żal mu znowu mieszać w głowie kolejną zmianą miejsca. Dobę temu nikt nie przewidywał takiego scenariusza.
-
Dzis rano kilka razy zawyła. Daje tak znać, że chce załatwić się. Próbowałam ja przypiąć. Nie dala się niestety. Bardzo boi się rąk i smyczy. Kiedy udało mi się dotknąć obroży, to pokazała zęby. Odpuściłam, bo widac było jej duży lęk i desperację. Uciekła za budkę Meli i prawie wkomponowała się w szafkę. Nie chce, żeby zaczęła agresja reagować ze strachu. Załatwiła się idealnie na dany podkład. Drzwi cały czas sa otwarte, siedzi wyluzowana spokojna, ale nie chce wyjść poza próg pokoju. Psy wchodzą i wychodzą, a jej nie kusi. Obawiam się, że skoro przyniesiono ją w klatce i nikt nie dal rady założyć obroży, to lapanie jej odbywało się na chwytak, stąd tak paniczna reakcja.
-
Jesteśmy po nocy. Spałam w pokoju pod nim i calutką noc byla idealna cisza. Po pierwszej dopiero skończyłam czytać książkę, wiec kontrolowalam każdy dźwiek. Marisa szczeknęła rano kilka razy i to wszystko. Spal jak aniołek, bo inaczej to slysze nawet uderzenia pazurów, jak biegają. Rano wyszedl do ogrodu. Chodzenie na smyczy jest takie wybiórcze. Tam, gdzie nie chce iść, to kroku nie ruszy, a jak mu pasuje, to zasuwa jak na wystawie. Oczywiście od domu to jak prowadzenie osla, a do domu pęd. Wyjątkiem byla tylko brama, bo tam poszedl od razu sprawdzić, czy może Ania nie wróciła. Daje się głaskać za uchem, przypinac, odpinać. Zero agresji. Jest w trakcie wymiany sierści, są cale kłęby do wyczesania, a za uszami zlepione w dredy. Natomiast jak dla mnie nie jest brudny ani nie śmierdzi. Po prostu pies z tak obfita szatą powinien być co jakiś czas gruntownie wyczesany i wykąpany. On jest płochliwy, wiec chyba najlepiej to zrobić po podaniu środka, jak robi nasza wetka, kiedy psy idą na pielęgnację do p. Natalii. Na pewno z taką wyłażącą wełną do DS się nie nadaje. Ja po prostu zadzwoniłabym do Alaskan, ze trzeba dać psa do groomera, jak robie to np. przy Zewie i po problemie. Wydaje mi się, że brakło sprawnej komunikacji między hotelikiem a opiekunkami. Z jednej strony Alaskan psa nie widzi i nie wie, kiedy jest czas na usunięcie wyłażącej sierści , a z drugiej strony nie można oczekiwać od właścicielki hoteliku, żeby miala sprzęt, kosmetyki, czas i umiejętności na trudną pielęgnację dużego psa. Od tego sa fachowcy. Jest bardzo spokojny i taki jakby w depresji. Czasem zrobi jakiś normalny zryw, zachowuje się jak zwykly pies, a za chwilę jakby sobie przypomnial coś i znowu zamyka się w sobie. Je juz z dziewczynami suchą karmę, rano mial w oczach widoczna na zdjeciach ropkę, ale może to ze stresu. Jeszcze ani razu nie szczeknął i nie warknął. Bardzo go polubiła Marisa. Do ludzi tez nie jest źle, skupia na człowieku uwagę, tylko nie ma mowy o jakiejś wylewności. Wydaje mi się, że to pies który sam musi sobie wybrać i zaakceptować człowieka. Alaskan ma dla niego umówiony hotelik.
-
No co Ty? Jaki trudny i za co przepraszasz. To pierwsza noc, było trochę glosno i paskudnie przy sprzątaniu, ale ostatnie tygodnie naszej Neli prawie co rano mialam tak po nocy. Sunia jest bardzo spokojna. Ma swoje miejsce, siedzi dostojnie jak sfinks w tej samej co on pozycji. Patrzy za mną, wszystko ją interesuje, tylko boi się dotyku. Moim zdaniem jest dobrze jak na pierwszą dobę po tylu latach w kojcu schroniskowym. Rozłożyłam jej prześcieradło do siusiania i tyle. Podloga nie jest z cukru Jej potrzeba dac czasu. Wiesz, że to był pierwszy pies, jakiego wzięłabym sama z rego schroniska. Bardzo się cieszę, że wyszła dzięki Wam. Może jutro odważy się na więcej.
-
Ponad godzina drogi, okazane serce i rzeczywiście psiak chcial jechać z Anią. Jak to zobaczyłam, to wydaje mi się ze on po prostu potrzebuje znaleźć własnego czlowieka i to typ wrażliwca. Bardzo mi go żal. Jest bardzo spokojny. Ziaje, ale to objawia się tylko przyspieszonym oddechem, bo on sam jest prawie bez ruchu. Siedzi jak posąg lub stoi. Na razie nie kładzie się, nie podejdzie się pogłaskać. Nie dalam go do kojca, bo nie miałam sumienia. Jest z Marisą, Polą i Tosią w pokoju. Nie zwraca uwagi na psy, one na niego tez nie reagują. Ladnie miedzy nimi przeszedł na luźnej smyczy i poszedł ze mną na piętro, siadl i czekal na jej odpięcie. Pije wodę, mięso wziął mi z grzeczności z dłoni, ale wypluł na podłogę. Jak dalej będzie takim żółwiem, to przez dwa dni nie zje ziarenka przy innych. Zanim powąchał suchą karme i podjął decyzję czy skosztować, to Pola z Tosią wszystko wsunęły. Mieso oczywiście tez za niego zjadły. Marisa juz go lizała po nosie i zachęcała do zabawy. Nie zareagował jedak na to. Widać, że potrzebuję stabilizacji i rozbiły go te zmiany. Drżą mu mięśnie i ma przekrwione śluzówki z ciśnienia. Chyba jeszcze czeka na Anię Ania juz dzwonila pytać o niego i obiecała mu sprawdzic najlepszy dom. Pytalam,na jakie imie reaguje, ale na Yuri nie reaguje. Kiedy Ania zawołała Fafel, to od razu przekrecil głowę i reagował, bo w czasie drogi juz do niego tak się zwracały. W książeczce ma wpisane schroniskowe imię Fuksik. Taka ironia losu, bo dotychczas jakoś szczęście mu szczególnie nie sprzyja. Włącze mu feromony i jeśli zareaguje, to myślę że warto dla niego kupić, żeby mial u Anecik. U nas zazwyczaj u tak zestresowanych psów skutkują. Teraz są same i jest cichutko. Cala czworka grzeczniutka.
- 688 replies
-
- 10
-
-
-
Tez mysle podobnie. Takiego scenariusza własnie się obawiałam. Ludzie maja dobre chęci,ale jak to się mówi " dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane". Sytuacja jak z Martą, co tu wczesniej opisywałam. Rozumiem, ze cos mogło pójść nie tak, ale chyba nie jest to za rozsądne czy dojrzałe, żeby opiekunkę nękać telefonami od 3.00 w nocy, jakby nie szło zadzwonić rano. Dla mnie to niepoważne. Co Alaskan miala o tej godzinie zrobic? Ok. 5.00 rano pisala do mnie, ale nie śpię z telefonem i nie słyszałam powiadomienia. Rano dobijały się na przemian z Aska7, co usłyszałam dopiero po powrocie ze spacerów. Dziewczyny starały się jak najlepiej, żeby pies mial szanse na najlepszy start w nowe życie. . Tylko psa w tej sytuacji żal, bo przez czyjs brak wyobraźni, jeździ z miejsca na miejsce. Pani od Marty byla choc na tyle przyzwoita, ze nie było jej żal swojego samochodu i całą bandę do nas sama przywiozła.
-
Najlepiej zadzwoń do Toli zamiast tu pytać, bo tylko Tola i jej mąż maja kontakt ze schroniskiem Z tego co wiem, nie i dzis będą starali się coś dowiedzieć. Z testem na parwo może być problem, bo ostatnio jak szukałam to dopiero w piatej przychodni mieli i to jeden. Jest drogi ( min. 120 zł) hurtownie nie sprzedają po 1 sztuce a tez nie w pełni wiarygodny. Tzn wynik dodatni potwierdza, ujemny nie wyklucza. Gdyby pies byl dopiero zarażony, to test tego nie wykaże. Objawy sa do 14 dni. Może lepiej podać surowice na miejscu, tzn po przyjeździe do hoteliku? Tylko trzeba ją znaleźć. Jest za nędzny na szczepienie, wiec najwieksza pewność da surowica. Oczywiście musi być przechowywana i transportowana w temperaturze lodówkowe, żeby w ogóle zadziałała. I jeszcze musimy wziąć pod uwagę, że wet schroniskowy może poczuć się urażony litanią oczekiwań, sugerowaniem choroby wirusowej i w końcu nie wyda psa, jako chorego. Do nas trafiały psy w takim stanie i na miejscu jechały do weta, którego umawiałam juz wcześniej, przed ich przyjazdem. Może lepiej zorganizować to podobnie, skoro znalazłaś hotelik. Zabrac psa i wszystko ogarnąć na miejscu, poza schroniskiem.
-
Rano juz tak fajnie nie bylo Nad ranem zaczęła wyć, a o 6.30 wszystko było w kupie. Dosłownie, rozdeptana na podłodze i wysmarowane nią sciany i meble; musiała po nich skakać. Zrobilam test giardia i niestety dodatni. Teraz skończyłam myc domestosem. Nie dala sobie przypiąć smyczy, bylo rodeo, wiec nie wyszła na spacer. Wczoraj byla jeszcze w szoku. Dzis juz doszła do siebie. Wszystko ok dopóki nic nie chce przy niej zrobić. Wychodzi na razie na korytarz mam nadzieję, że da do siebie niedługo podejść, żeby przypiąć smycz, bo jest na piętrze, wiec w takim tempie, to ogrod pozna za kilka dni.
-
Tak, jest cichutko, spokojna, zgodna, intetesuje się otoczeniem. zobaczymy jaka będzie dalej. Tylko nie daje się dotykać, przy próbach odskakuje od ręki. Nie ucieka, a jedynie staje poza zasięgiem. Mysle, ze to kwestia pobytu w schronisku. Mam nadzieję, ze wyrobi dobre skojarzenia i wezmie przykład z innych psów. Kiedy jest luzem, to jest krok przy mnie.
-
Poszłam jeszcze nakarmić Jimmiego, bo on już sam nie je i suczka tez podeszła. Dalam jej z dloni kawałek i najpierw bala się, pierwsze kilka kęsów wzdrygiwala się, kiedy pysiem dotykała moich palców, ale że smakowało, to jadła z ręki. Ma bardzo ładne pysio, proporcjonalna głowę i uroczo wygląda w czerwonej obróżce. Oczywiście pod drzwiami czekala asysta. Wszedł Ciapciak i ją obwachał, po czym wśliznela się swoim wężowym sposobem Andżela i nawet nie było źle. Nowa błysnęła zębami spod wargi, ale tylko leciutko, wiec nie sprowokowała Andżeli. Jest bardzo spokojna i widac, ze chętnie jedt w domu.
-
Jest śliczny. Pierwsza sesja do ogłoszeń i dom się znajdzie. Mysle, ze DT się nie wycofa, bo przecież tym bardziej pewnie będzie im go żal. Najwyzej szukajcie szybciutko groomera. gdyby nie było wolnego miejsca, moge zapytać w Katowicach znajomej, która w swoim hotelu pięknie i bez terminów ogarnęła zamojska onke Limbę. Gdyby się udalo, to warto nawet jechać, bo śmierdziel w domu to nic fajnego. Pamiętam 108 zl za odrobaczenie Advocatem, bo u nas ten na 40 kg kosztuje 50 zł, wiec mocno się zdziwiłam ceną na 20 kg psa. Masz prawo skontaktowac się i oczekiwać przesłania z przychodni potwierdzenia wykonanej profilaktyki czy innych zabiegów. W końcu Ty to wszystko opłacałaś i pies powinien mieć wpisy w książeczce. Pprzesli do przychodni faktury czy rachunki, podaj dane hotelowej opiekunki i uzupełnij wszystko, żeby Panstwo nie martwili się o zdrowie swoich psów.
-
Juz ma założoną przed wyjęciem jej z auta. Dziczy, ma takie płochliwe zrywy, ale tylko w kontakcie z człowiekiem. Całą drogę siedziala bez ruchu jak na zdjęciach. Wyglądała niepewnie i od schroniska nie było odważnego do założenia i zapięcia obroży padło wiec na mnie i nic się nie stało. Sunia chciala uciec z auta przy wyciąganiu jej, bardzo się spłoszyła. Mąż w kocu zaniósł ja do domu. Dostala jeść, niepewnie ale podeszła i wszystko zjadał. Na Jimmiego i Melę w pokoju nie zwraca uwagi. Jest typową średniaczką. Podobna do Lindy, tylko drobniejsza. Ma bardzo gęste futro i strasznie cuchnie. Może zaglądnie tu jakas dobra duszyczka i zasponsoruje jej pielęgnację z kąpielą u groomera, żeby odciążyć opiekunki? sunia i tak nie ma prawie deklaracji. Musi przejść je koniecznie, bo jest w domu, a dosłownie się lepi, nie mówiąc o smrodzie jaki zostaje po jej dotykaniu, a nawet bez niego. Boi się rąk, ruchu nimi, smyczy. Zostawiona luzem spokojnieje. Wyglada na całkiem fajna sunieczke i na żywo młodziej niż wychodzi na zdjęciach. Książeczka została w aucie, rano sprawdze wpisy. Typem urody pasuje do Lindy, Amely i Krecika. Średnią wersja tamtych większych lub mniejszych opcji
-
Zea psom przyjeżdżającym do nas zazwyczaj opłaca pierwszy miesiąc karmy lub po prostu kupuje duzy worek. Nie sądzę, że jest w stanie na stałe udźwignąć takie obciążenie finansowe. Jednak to juz Tola musi się wypowiedzieć i musicie to sobie ustalić. Ja wiem tylko jak jest u nas, bo tez szukam wsparcia na fb i organizuje posty "żebracze".
-
Bardzo się martwię, bo skoro niesli ją w klatce, to chyba najłatwiej nie było i mogą być problemy. W zależności od tego, o której dojadą, to sunia albo od razu zostanie przeniesiona do naszego auta, albo jeśli ja jeszcze będę z córka na badaniu, musi być przeczekac w mieszkaniu mojej starszej córki. Oby dala się przenieść na rękach Andrzejowi.