ciągnął na smyczy jak szatan, ale tylko przez pierwsze dwa dni
Nadstawiał głowę do głaskania patrząc spode łba, a oczy miał lekko skośne
pomimo rozmiarów był delikatny, cierpliwie stał podczas obcinania dredów...
Jeszcze w dzień odejścia odmawiał załatwienia się w ogrodzie, podszedł do furtki i prosił o spacer... to był prawdziwy Król...