Dzięki Kanzaj :)
Dziś wyniosłam się ze swoim malowaniem na dwór i kiedy już wszystko miałam na miejscu: farby, kredki, arkusze, kawę, telefon, Julkę z czystą kartką, poczułam, jak obsiadają mnie: między nogami Funia - liżąc mnie w palce, przy prawej nodze Focz smarkając w nią z czułością, z tyłu Rex trzepiący uszami i wciąż pucujący pusty worek, a naprzeciw Sabi - zawsze czujna i gotowa się zmarszczyć, kiedy Funia poczuje się zbyt pewnie. Misiek w pracowni, kocica w kuchni, kociątko Bóg jeden wie, gdzie, bo zaczęło rozrabiać...