Jump to content
Dogomania

Radek

Members
  • Posts

    72185
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    301

Everything posted by Radek

  1. Nie mam wątpliwości, na zdjęciu widzę tęczę.
  2. No właśnie, plusem jest że Florcia nie będzie się musiała uczyć języka;)
  3. Różnie się układa z miejscem w sercu. Zgadzam się, że znajdzie się miejsce dla każdego naszego psiaka, każdego kochamy równie mocno. Różnie sobie jednak czworonogi to miejsce znajdują. Norcia była z nami od szczeniaka, widzieliśmy jak ze szczeniora wyrasta wspaniała, pogodna i bardzo mądra sunia. Bardzo ją pokochaliśmy i kochamy nadal. Było to bardzo naturalne, samoistne. Szczególnie, że był to pierwszy nasz psiak. Wcześniej u Asi, w domu rodzinnym, kiedyś był owczarek, u mnie w domu też bywały cztery łapy. Kiedy Norcia odeszła bardzo to przeżyłem. Wiedziałem, że w domu pojawią się cztery łapy, ale miałem też wątpliwości, martwiłem się czy nie za szybko. Saruśka dotarła do nas równo 2 miesiące po odejściu Norci. Kiedy przyjechała, skradła moje serce w jednej chwili. Wtedy była psiskiem po przejściach i miała wiele rezerwy do mężczyzn. Do mnie zapałała wielkim uczuciem, zaufała mi prawie od razu, a później, przez całe swoje życie nie opuszczała mnie na krok. Gdy wracałem z pracy była cały czas przy mnie. Kiedy nie przytulała się, nie bawiła się ze mną (albo nie uprawiała żebractwa;) to potrafiła leżeć i wpatrywać się we mnie nawet przez długi czas. Jak sobie to przypomnę to i teraz oczy robią się mokre. Gdy odeszła Saruśka nie wytrzymaliśmy długo bez stukotu łapek po podłodze. Po ponad miesiącu pojawiła się Gaja. Norcia i Saruśka były owczarkowate, w rodzinie też były ONki, a Gajka to taka mała rozszczekana mordka. Na dodatek nie jest łatwym psiakiem. To wszystko spowodowało, że pokochanie małej mordki zajęło mi trochę czasu. Ale mimo początkowej rezerwy teraz kocham małą mordkę tak samo mocno jak Norcię i Saruśkę i cieszę się, że dane mi było spotkać takie fantastyczne psinki.
  4. Smutno, że się tak złożyło. Ale Florcia jest fajna i na pewno znajdzie się człowiek dla niej.
  5. Nasz mały głupolek wczoraj brał udział po raz pierwszy w zawodach w klasie drugiej rally-o. Oczywiście Gajka pojechała z Asią bo moja obecność raczej by nie pomagała;) Tym razem nie udało się osiągnąć sukcesów. Gajula jest pieskiem nadpobudliwym (tak z lekka;) i na niektóre bodźce reaguje żywiołowo. Tak było i wczoraj. Podczas przejścia toru na ulicy obok przejechała karetka, a później głośne motocykle. Oczywiście Gajulec się trochę rozszczekał i w efekcie 13 punktów karnych:) Oczywiście to tylko zabawa, więc Asia nie rozpaczała z tego powodu, a Gajka po dniu pełnym wrażeń, po powrocie do domu zaległa i spała praktycznie do dzisiejszego ranka (z przerwą na wieczorne wyjście) Jak wyciągnę kadry z filmiku to wrzucę zdjęcia z przejścia toru:)
  6. Nie mogę się doczekać jak będzie sygnał, że Florcia już w domku.
  7. Przerażająca jest bezradność wobec nowotworów. Niby technika, medycyna, farmakologia idzie naprzód, a w tym przypadku mam wrażenie że wciąż musimy się poruszać jak we mgle. Wiesz Szajbus, ja coraz rzadziej pamiętam chorą Norcię, Saruśkę. Więcej jest tych dobrych obrazów, choć i one czasem powodują smutek.
  8. Bardzo ciężko jest się przyzwyczaić do tej nieobecności, szczególnie gdy chodzi się tymi samymi ścieżkami.
  9. Siedzę w domu sam, bo Asia pojechała z małym głupolkiem na zawody i oglądam stare zdjęcia. W ciszy wspomnienia stają się namacalne. Brakuje mi moich psinek:(
  10. Gdy odchodzi przyjaciel, cały świat staje się inny. Pozostajemy sami z naszym smutkiem, pozostają wspomnienia. I pozostają ścieżki, którymi chodziliśmy. Czasem zdarza mi się chodzić ścieżkami, które wydeptywaliśmy z Norcią, chodzę też po miejscach związanych z Saruśką. Gdy idę sam zawsze wracają wspomnienia, wręcz widzę te obrazy. Cały czas przyjaciele pozostają w sercu.
  11. Fantastycznie że Florcia niedługo jedzie do swojego domku:)
  12. Widać tak ogromną zmianę. Jakby inny psiak, pewnie na żywo wygląda to jeszcze lepiej.
  13. Ma tak zrelaksowaną mordkę, że aż wzroku nie można oderwać:)
  14. Spojrzałem na zdjęcie balkonowe, jak wielką przemianę przeszła. Ale balkon to też wspomnienia. Ostatnie zdjęcie Saruśka ma na balkonie. Najpierw liczymy tygodnie, później miesiące, lata... Czy warto, czy nie, liczymy, będziemy liczyć i tak zostanie.
  15. Norci i Saruśki nie trzeba było trzymać u lekarza ponieważ bardzo się bały wizyt. Ogonek podwinięty pod brzuszek, uszyska przylepione i wielkie oczy. Zawsze mi się serce krajało. Trzeba było je przytulać, wtedy były spokojniejsze. Jak Norcia zachorowała nauczyłem się robić zastrzyki i podawać kroplówkę żeby psinki nie stresować, dzięki temu przychodziliśmy do lecznicy tylko na kontrole.
  16. Przyznam się, że profilaktycznie USG nie robiliśmy, do głowy by mi nie przyszło, że przy dobrym stanie zdrowia i corocznych kontrolach może się coś takiego wydarzyć. Saruśka miała robione USG przy okazji jakiegoś wcześniejszego problemu, ale brzuszka, tam wszystko było w porządku. Teraz pewnie dojdą mi kolejne obawy o moją psinkę. Drżymy o swoje psy, troszczymy się, a jakieś niespodziewane cholerstwo zabiera nam nasze kochane psy:( Skąd ten wysyp nowotworów u psów? Dwbem, przykro mi z powodu Twoich psów.
  17. Ech, dzisiejsze internetowe dzielenie się doświadczeniami spowodowało że wspomnienia wróciły, niestety te złe:(
  18. Mi też szkoda tych zdjęć.
  19. Napisałem u Norci o Saruśce. Nie wiem czy wystarczająco sensownie, ale nie jest łatwo się zebrać:( Do tamtego wpisu mogę jeszcze dodać, że prawie do czasu diagnozy Saruśka nie męczyła się, nie chudła, miała dobry apetyt. Nasze psinki jadły zawsze dobrą suchą karmę na zmianę z kurczakiem, ryżem i marchewką. Saruśka długo jadła ryż z kurczakiem, dlatego, że nie znała suchej karmy jak do nas przyjechała. Zaczęła jeść suche dopiero w połowie 2010 roku. Nocię zabił kleszcz, babeszja, także tu nie mogę mówić o wpływie jedzenia, po prostu przeoczyliśmy tego jednego małego bandytę, a był zakażony:( Z Saruśką inaczej. Mieszkamy w zielonej okolicy, nikt przy Saruśce nie palił, świństw nie jadła, dbaliśmy o nią bardzo mocno, szczególnie że była po przejściach. Źle mi dzisiaj:( Mam nadzieję, że moje pożegnane przyjaciółki będą czuwać nad naszą małą mordką i mała mordka będzie długo z nami. Czasem bywa niemożliwa, ale jest tak kochanym psiakiem.
  20. Długo się zbierałem żeby napisać te parę słów o kochanej Saruśce, o jej chorobie. Napiszę tyle, ile dam radę. Minęło 2 i pół roku, a dalej spokojnie nie potrafię o tym myśleć, zresztą podobnie jak o chorobie Norci. Na punkcie zdrowia naszych psiaków mam lekki odchył. Saruśka była cały czas zdrowa, większych problemów nie było, oprócz jakichś starych rzeczy z poprzedniego życia (stary uraz, czasem widać było że łapki dokuczają, ale wszystko zbadane i nie zagrażające). We wrześniu robiliśmy badania kontrolne, jak co roku (poza tym wizyty przy nawet drobnych dolegliwościach, tak tak, przewrażliwiony jestem). W sumie nic wielkiego się nie znalazło, krew książkowo, podejrzenia czegoś z sercem, ale badanie u psiego kardiologa wykluczyło, węzły chłonne nigdy nie powiększone, temperatura w porządku. Aż tu nagle małpiszonek zaczął kaszleć, niedługo po wszystkich badaniach. Na początku antybiotyk, osłuchowo w sumie lekarze (bo mamy taki zwyczaj, że jak cztery łapy chorują to staramy się konsultować) nic nie znaleźli. Dostaliśmy antybiotyk doustny i 16 października mieliśmy iść na kontrolę. Saruśka nie wyglądała na chorą i podawaliśmy antybiotyk, czekaliśmy na dzień wizyty kontrolnej. Z 14 na 15 października Saruśka obudziła się w nocy i przyszła nas obudzić, czego nigdy nie robiła. Nie mogła sobie znaleźć miejsca, popiskiwała i widać było że coś ją boli. Z rana szybko do lecznicy. Węzły chłonne powiększone, kaszel. Pani doktor osłuchała i od razu wysłała nas na prześwietlenie. Po prześwietleniu okazało się, że Saruśka ma rozsiany nowotwór Zajęte całe płuca, krtań... Dostaliśmy leki przeciwbólowe i na rozszerzenie dróg oddechowych, typowe leczenie paliatywne. Po lekach Saruśka zaczęła się zachowywać normalnie, więc wstąpiła w nas nadzieja że jeszcze trochę czasu uda się ukraść. Podawaliśmy leki w domku i na początku nic nie pokazywało tego, jak szybko sytuacja się pogorszy. Jeszcze w sobotę 19 października chodziliśmy prawie normalnie na spacerki (tyle że małpiszonek ciut szybciej się męczył), Saruśka w sobotę wieczorem bardzo wesoło dokazywała ze znajomymi psiakami, po powrocie wskoczyła raźno na łóżko. Po prostu normalny pies. W niedzielę było ciut gorzej, nie miała ochoty na większe wędrówki, ale apetyt w normie. Niepokoiły tylko bardziej powiększone węzły chłonne. W nocy z niedzieli na poniedziałek sytuacja zaczęła się pogarszać w bardzo szybkim tempie. Węzły powodowały trudności w kładzeniu się. W poniedziałek było już bardzo źle. Saruśka nie mogła się położyć, bo jej dokuczało. Gdy już się położyła zapadła w jakiś dziwny letarg. To nie był sen, tylko jakaś dziwna nieobecność. Odeszła 21 października, niecały tydzień po diagnozie. Cóż więcej napisać? Nie wiem. Cały czas się zastanawiam, podobnie jak Ty, czy gdzieś nie popełniłem błędu, ale z drugiej strony Saruśka była cały czas pod dobrą opieką lekarską, w razie jakichkolwiek wątpliwości jechaliśmy konsultować do innej lecznicy, a tu takie zakończenie:( Brakuje mi jej.
  21. Wracam na wątek Aiszy, czytam starsze wpisy i cieszę się, że chociaż wirtualnie, to miałem okazję poznać wspaniałą psinkę.
×
×
  • Create New...