-
Posts
28481 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by szajbus
-
RAJKO 13.letni ONek odszedł 10.11.06 za TM [']
szajbus replied to lewkonia's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
I nie tylko to. Nie wiedzą, że pies jest w stanie wyrazić więcej swoim ogonem w minutę, niż jego właściciel słowami w godzinę. Nie mają pojęcia o tym, że pies nigdy nie zdradza, nie plotkuje, nie chowa urazy, zawsze pocieszy, jest oddany i wiernie na Ciebie czeka. Myśle, że ci co tak mówią nie mają w ogóle pojęcia co to takiego pies. Ale ile przy tym tracą! -
Dla suni. Niech biega szczęśliwa za TM Jak ona była śliczna. Umaszczeniem przypomina moją Psotunię. Bardzo, bardzo mi przykro, że musisz przez to przechodzić. Wspólczuję z całego serca.
-
One odchodzą, my zostajemy, tęsknimy, rozpaczamy. Jesteśmy spragnieni ich dotyku, zapachu. Czy jesteśmy w stanie się z nimi kiedykolwiek pożegnać? "...Tylko psy potrafią być szczęśliwe tak, po prostu, bezwstydnie. Nie mówię żegnaj mojemu zmarłemu psu. Między nami brak miejsca na kłamstwo" Pablo Neruda
-
Radku Balbinka jest u nas rok i 2 miesiace. Nie mogę powiedziec, że ma wszystkie lęki za sobą. Poczatkowo jak do nas trafiła na każdy ruch reką ( nawet gdy chcieliśmy poprawić sobie włosy) regowała lękiem. Kładła się na plecyki, lub na bok, cichutko kwiliła i łapkami zasłaniała główkę. Na dźwięk swojego imienia nie biegła, ale się czołgała zostawiając kropelki moczu za sobą. Nie potrafiła zjeść z miseczki. Zakradała się do niej rozglądając dookoła, urkadła kąsek i biegła w ciemny kąt , żeby zjeść swoją zdobycz. Panicznie bała się wszystkich mężczyzn. Na widok pijaka wiała na oślep z piskiem. Między innymi dlatego do dziś nie jest spuszczana ze smyczy, czy linki treningowej. Niegdy nie będziemy pewni czy i czego w danej chwili może sie wystraszyć i uciec. Boi się niemiłosiernie parasolki na kiju, huku,burzy, głośnych ulicznych dźwieków, czy chociażby much. Panikuje na widok kratek piwnicznych w starych kamienicach ( znajdujacych sie w chodniku). Przechodząc obok nich albo się kładzie, albo ciągnie na jezdnię lub wskakuje nam na ręce. Nie miała pojęcia do czego służą zabawki czy prasowana kość. Ciagle się trzęsła jak osika. Szykaliśmy pomocy behawiorystów czy psiego psychologa. Opisywałam im w e-mailach lęki mojej suni, ale większośc z nich nas totalnie olała. Nie powiem jeden się odezwał stwierdził, ze pies ma syndrom psa katowanego, nigdy nie pozbędzie się lęków i zaproponował eutanazję, wiec tym razem to ja olałam taką radę. Stwierdziliśmy z mężem i 16 letnim synem, że miłość i cierpliwość może zdziałać cuda. Balbinka dziś- w domu pewniaczka, pieszczocha, domaga się pieszczot, zabaw. Wie, że nikt nie wypedzi jej z kanapy, czy łóżka, że do wszystkiego ma prawo. Na hasło "obiad"piersza biegnie do swojej miseczki. wie, w której szafce znajdują się jej cisteczka więc dochodzi do niej i drapie, domagając się poczęstunku. Na powitanie któregoś z domowników cieszy się jak diabli, przepięknie krecąc swoim kuperkiem (istna baletnica, w tym to nawet pokonała Psonię, chociaż tamta przy okazji śpiewała). Dziś podniesiona ręka oznacza zabawę i przestała sie jej bać. Olewa pijaków i wszystkich mężczyzn. Śmiało do nich podchodzi, a nawet pozwala się pogłaskać. Szaleje na widok małych dzieci, ale poza szczeniakami nienawidzi innych psów. I z tym mamy największy problem. Wampirzyca mała od razu przystępuje do ataku. Ciągle nad nią pracujemy, ciągle dowiadujemy się o niej czegoś nowego, wychwytujemy nowe lęki i próbujemy z nimi walczyć. Powiem ci jedno dzis- to nie ten sam pies. Choć zdajemy sobie sprawe, że nie uda nam się pokonać wszystkiego co siedzi w główce tej psiny to warto walczyć. Jest to naprawde kochane stworzenie. Psonia była inna, ale ona , była wychowywana u nas od szczeniaczka. Balbinka to pies po przejściach inaczej wychowywany, w innych warunkach i dlatego nawet nie opróbujemy jej na siłę czegokolwiek uczyć. Jednak cieszymy się, że znów zaufała człowiekowi i znalazła kochajacy dom. Są takie momenty, że nasza pannica zachowuje sie podobnie jak jej przedniczka wówczas, mówię "Psonia, nią steruje" i chcę w to wierzyć. Bardzo mi brakuje Psoni i nadal ja kocham i tęsknię.
-
No i się poryczałam. Pewnie,że nie zabraknie łez. To nadal boli, choć z czasem ( jak ktoś mi kiedyś napisał ) ból staje się mniej palący. Boli nadal, ale troszeczkę inaczej. Trzymaj się! Jesteśmy z Tobą.
-
Aga masz rację .Możemy być dumne, że los obdarzył nas tak wspaniałymi istotami i mamy co wspominać. A charakterki jak sama widzisz miały do siebie podobne. Wyobrażasz sobie teraz ten duecik za TM?
-
Drzwi załatwiła doszczętnie. Sami zastanawialiśmy sie w jaki sposób wygryzła w nich tak wielką dziurę. Najfajniejsze było to, że następnego dnia miał u nas chodzić ksiądz po kolędzie i zastanawiałam się co zrobię jak będzie chciał skorzystać z łazienki. Siedząc na kibelku wszyscy by go widzieli ( łazienka razem z wc) Na zdjęciach faktycznie niewiniątko, ale była diablątkiem w skórze aniołeczka. Możesz mi wierzyć bądź nie, ale nigdy nie została ukarana za swoje psikusy. Przeciwnie, na nią nie można było się gniewać, a miała na swoim koncie wiele zniszczeń np. narzuty z barana , które dostaliśmy w prezencie załatwiła w 2 doby. I słusznie, bo mi się nie podobały, a na dodatek były z martwych zwierząt, czyli co? Pomogła dyplomatycznie nam się ich pozbyć nie robiąc przykrości osobie, która nas obdarowała takim prezentem. Dziewuszka wiedziała co robi nie? I tych jej numerków mi brakuje. Balbinka (tak jak Psonia) rozrzuca zabawki po całym 90 m mieszkaniu, ale nic nie zniszczyła. Tamta , jak zostawała choćby na chwilę sama- przystępowała natychmiast do dzieła zniszczenia. Bywały chwile, że nie mogliśmy jej wszędzie zabierać ze sobą. Jej zemsta była SŁODKA! Zawsze jak wracalismy do domu, na klatce schodowej mąż mówił "ciekawe co dzisiaj zmalowała". I gdyby nie odwaliła jakiegoś numerku to oznaczałoby , że jest chora. To były czasy.......:placz:
-
Samograjowe miłości za TM - Korek , Ruda!!!
szajbus replied to samograj's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
-
Sznuki bez łapki i sierści! Jest chory! :( Za TM [*] :(
szajbus replied to Mysia_'s topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Mysia, czy ktokolwiek z nas może sie pogodzić z tym , że ten bidulek odszedł? Bo czym zasłużył sobie na taki los? Tym, ze kochał człowieka, tym , że mu zaufał? Tym, że ten go skrzywdził? Tym, że miał zakichane życie? A kiedy zabłysła nadzieja dopadła go choroba i nadszedł koniec! To wszystko jest do kitu i chce mi sie wyć:placz::placz::placz: -
Zaprzyjaźnili i pewnie rozrabiają ile wlezie. Grzeją się przy tym w promykach niezachodzącego słońca i są szczęśliwe. Tylko dlaczego nas tak cholernie bardzo boli, że odeszły? Czy to kiedykolwiek przejdzie?
-
Tak sobie teraz pomyślałam, że nasze psiaki zrobiły nam przykrą niespodziankę. Twoja odeszła tuż przed 13 urodzinami, a moja w dniu swoich 10 urodzin. To dopiero nazywa się pech. Może obie chciały świętować wśród zielonych łąk w tej pięknej krainie za TM?
-
RAJKO 13.letni ONek odszedł 10.11.06 za TM [']
szajbus replied to lewkonia's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Masz rację. My psiarze nie nadajemy się do życia bez psów. Dlatego mnie nie dziwią słowa Agi. Dobrze, że tych trudnych chwilach może liczyć na ciebie. Jej rozpacz po stracie przyjaciela jest doskonale przez nas rozumiana. Przechodzimy przez to samo. Jesteśmy przy niej razem z tobą. -
RAJKO 13.letni ONek odszedł 10.11.06 za TM [']
szajbus replied to lewkonia's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Rajko , biegaj szczęśliwy po soczystych łąkach za TM. -
Oj tak, a jaka była rozmowna i jak pięknie kradła słodycze i chusteczki higieniczne (nie zużyte). Oj złodziej był z niej wytrawny. Tą sztukę miała opanowaną do perfekcji.
-
Podejrzewam,że nie. Jednak z drugiej strony to chyba dobrze, bo każdy psiak jest w stanie zaskoczyć nas czymś nowym, czymś innym. Ale kto wie? Może uda ci się znaleźć bardzo podobny egzemplarz czego ci życzę z całego serca. Powiem tak, Balbinka była wzięta z marszu. Po odkarmieniu i sprzedaniu malucha(ów) miała wrócić do normalnego boksu. Były obawy, że może zostać zagryziona przez inne psy ( tu muszę dodać, że choć jest malutka 32 cm w kłębie, to niezła z niej zadziora w stosunku do innych psów). Nie było się nad czym zastanawiać. Nie wiem co by się z nię stało, gdy po 4 dobach wystapiły niznaczne objawy ropomacicza, później kaszel kenelowy. Czy zauważyliby to w schronie przy takim przepełnieniu? Czy przeżyłaby w takich warunkach? Jest z nami. Zdrowa i szczęśliwa dajac nam wiele radości.
-
Radku Dziś mija rok i 4 miesiące odkąd nie ma Psoni. Tak naprawdę nie wyleczyłam się z tęsknoty za nią i chyba nie wyleczę. Dzięki Balbince jest mi lżej, ale nie potrafię zapomnieć o Psotuni. Niby czas leczy rany. Moim zdaniem tylko zalecza. Ja również mam drugą sunię. Dwa miesiące po odejściu Psoni adoptowalismy ją ze schroniska. Jestem szczęśliwa, że moje serce otworzyło się dla tego psiego nieszczęścia, które ponownie zaufało człowiekowi, i nie musi kojarzyć ludzkiej ręki z jednym- biciem. A żebyś ty wiedział jaka się z niej zrobiła kokietka:lol: Potrafiła skraść nam serducha i dziś mogę powiedzieć, że moje obie sunie choć różne fizycznie są w jakimś sensie do siebie podobne. Może Psonia steruje Balbinką zza chmurek? Może jej duszek gdzieś krąży między nami i jej podpowiada ???
-
Witaj Słoneczko ! Dziś mija 1 rok i 4 miesiące odkąd odeszłaś. Uśmiałam się do łez i płakałam kiedy Szymon mi przypomniał jak wlazłaś do pralki automatycznej i nie mogłaś się z niej wydostać. Pamiętam, wyszliśmy wówczas z domu , a ty zostałaś sama. Po powrocie nie witałaś nas, nie tańczyłaś swojego walczyka radości, nie śpiewałaś. To nas zaskoczyło. Z niepokojem zaczęliśmy cię nawoływać- cisza. Poczułam ból w sercu , dostałam nogi jak z waty, natychmiast w głowie zaczęły mi się kłębić czarne myśli. Wpadłam w panikę, przeciez to do Ciebie nie było podobne. Po chwili jednak usłyszeliśmy jakoś dziwnie przytłumiony twój głos. Kto by pomyślał, że wpadnie ci do głowy pomysł wleźć do automatu??? Siedziałaś tam i nie byłaś w stanie się wydostać, każdy twój ruch powodował, kręciłaś się w bębnie, jak chomik na kołowrotku. Ty mała łobuźnico. Od tamtej pory drzwiczki od pralki były zamykane jak musiałaś sama zostać w domu. Ale tego nie lubiłaś prawda??? Psoniu, jak mi brakuje tych twoich numerów, nawet nie masz pojęcia. Gdzie jesteś???? Gdzie???? Dlaczego odeszłaś???:placz::placz::placz: Kocham Cię moje maleństwo i bardzo mocno tęsknię.
-
Nie jesteś sama. Rozejrzyj się choćby tutaj ile nas jest i doskonale Cię rozumiemy. Na początku niedowierzamy w to co się stało. Później kiedy dociera do nas myśl, że ta mała istota już nas nie obudzi, nie podejdzie do nas, nie zaszczeka nastepuje rozpacz, potworny , palacy ból. Gardło ściska ogromny żal, łzy bezwiednie spływają po policzkach, zadajemy sobie pytanie czy zrobiliśmy naprawdę wszystko co możliwe. Wspominamy ukochanego psiaka, ale zamiast się uśmiechąć ryczymy. Sen z oczu spedza nam ogromna tęsknota. Ja dodatkowo widząc kogoś z psem na ulicy zazdrościłam mu. Tak, nie wstydzę się o tym pisać. ZAZDROŚCIŁAM. Zdawałam sobie pytanie dlaczego mnie to spotkało, dlaczego ja nie mogę już paradować po mieście z moją ukochana Psonią. Oczami wyobraźni widziałam tego psiaka jak jego pani do niego przemawia, jak go karmi, jak tuli. Wówczas ogarniała mnie wściekłość i żal do całego świata. Sprzatając mieszkanie płakałam nad każdym znalezionym kłaczkiem z psiej sierści. Nie miałam ochoty na schowanie miseczek, zapakowanie zabawek, na nic. Żyłam jakby obok wszystkich i wszystkiego. Chodziłam smutna, z wiecznie podpuchniętymi oczami. Tu dziekuję mojej rodzinie. Mojemu mężowi, synowi za wyrozumiałość. Po dwóch miesiącach nie ja, właściwie mój mąż podjął decyzje , że tak dłużej być nie może. I nastapił przełom. W domu pojawiła sie wówczas 1,5 roczna sunia ze schroniska. Poczatkowo wiedzielismy tylko, ze psina miała małe i karmiła. Na dobę przed adopcją sprzedano jej maluszka, była w rozpaczy a do schroniska przywiozło ją dwóch meneli. Nikt nam nie powiedział, że sunia była bita, że cierpi na masę lęków ( z niektórymi walczymy do dzisiaj). Kiedy zobaczyłam tego trzęsącego się kudłacza z powplatywanymi wszędzie ostami popłakałam się. Wściekłam natomiast gdy spostrzegliśmy, że nasza nowa lokatorka bardzo boi się ludzkiej dłoni. Na jej widok cała drżała , kładła się na boczku,zasłaniała głowkę łapkami przy tym cichutko kwiląc. Mysłałam, że mnie szlag trafi. Byłam pewna, że sunia była maltretowana. To było dla mnie wyzwanie. Biedactwo nie wiedziało co to zabawki, kość z prasowanych ścięgien- niczego. Bała się podejść do miseczki z jedzeniem. Ukradła kąsek i biegem chowała się w ciemnym kącie, żeby zjeść swoją zdobycz. Swoje odchody , które początkowo zostawiała na dywanie gotowa była chyba zjeść żeby nie dostać bicia. To był przełomowy moment w mojej psiej tragedii. Tak naprawdę nie wiedziałam czy płakać za Psotką czy nad losem tego małego psiego nieszczęścia. Wziełam się za siebie i za pracę nad nowym domownikiem. Po 4 dniach Balbina wylądowała w szpitaliku na operacji. Miała ropomacicze po oszczenieniu i zapalenie obu listw mlecznych. Myśłałam, że oszaleję. Na szczęście wszystko przebiegło dobrze i po 4 dniach sunia była w domku. Znów mineły 4 dni jak nasza panienka dostała kaszel kenelowy. Ale to już była kaszka z mleczkiem. Po leczeniu zaszczepiliśmy ja na wszystko co się rusza. Dziś nasza panienka jest niesamowita pieszczochą. Kochaną przylepką i pełnoprawnym czlonkiem rodziny. Jednak nie było dnia abym nie myślała o Psoni i tak jest do dzisiaj. Nadal są momenty, że miewam nawroty rozpaczy. Wówczas wystarczy spojrzeć jak patrzy na mnie moja druga sunia. Jak przychodzi do mnie i na siłę chce mnie pocieszyć. Nie wiem, czy Psonia nam jej nie zesłała zza chmurek? Zwolniła miejsce w domku, w którym pies jest istotą kochaną i szanowaną przez wszystkich, byż może zwolniła je dla tej suni, która nie zaznała miłości, a człowiek był dla niej katem. Dziś potrafię już mówić o Psoni , a nawet wspominać jej figle i złodziejstwa z uśmiechem na twarzy, ale nie oszukujmy się, są także jak juz napisałam wczesniej chwile rozpaczy i ogromnej tęsknoty. Przepraszam, że tak sie rozpisałam. Trzymaj się . Jestem z Tobą w tych trudnych chwilach, jak i z każdym, kto stracił swojego pupila. Ps. Z opisu twojej suni wynika, że miała podobny charakterek do mojej Psoni. Oj rozbabiaja tam za TM , oj rozrabiają i gadają do upadłego.
-
Wandul66 dlaczego mnie nie dziwi twoje postepowanie? Obawiam się, że sama postąpiłabym podobnie, liczyłabym na cud i walczyła do samego końca. Jakoś w mojej, być może chorej psychice, tkwi myśl, że każdy broni się przed śmiercią- zwierzę także. I tak naprawdę nie wiem czy mamy prawo decydować sami o momencie odejścia psa. W tej kwestii nigdy nie potrafiłam sobie odpowiedzieć na to pytanie, choć rozumiem doskonale ludzi, którzy zmuszeni byli podjąć taką decyzję. Ma _ruda. Piękna psina i pełna uroku. Nie martw się, znajdziesz niedługo swoje psie szczęście. Być może wyglądem nie będzie przypominało twojej suni w ogóle ( tak jak u nas) ale obdarzy cie szczerym uczuciem, a to jest najważniejsze.
-
Dla Gabi
-
" Stoję przy Twoim łóżku, przyszłam chociaz zerknąć widziałam jak płakałeś i ciężko Ci było zasnąć. Zapiszczałam cichutko gdy ocierałeś łzę z policzka to ja- nie zostawiłam Cię, jestem tu i czuję się już dobrze. Byłam przy Tobie gdy jadłeś śniadanie, gdy nalewałeś herbatę. Zamyślony sięgnąłeś dłonią w pustkę, by mnie pogłaskać. Byłam przy Tobie, gdy stawałeś przed moim grobem i delikatnie go pielęgnowałeś, chciałam Cie zapewnic, ze ja tam nie leżę. Teraz jest możliwe,żebym była stale blisko i mogę Cię zapewnić, że nigdzie nie odeszłam. Siedziałeś bardzo cicho i nagle usmiechnąłeś się jakbyś wiedział, że tego cichego wieczoru jestem obok Ciebie. Dzień się skończył, uśmiech znikł, ziewasz dobranoc, zobaczymy się rano. Kiedy przyjdzie czas przekroczysz Tęczowy Most spotkamy się po drugiej stronie. Pobiegne do Ciebie co sił w łapach i zawsze będziemy razem. Chciałabym wtedy pokazać ci tyle rzeczy, jest tyle miejsc do zobaczenia. Bądź cierpliwy, dokończ najpierw swoja podróż, a potem wróć do mnie.... do domu...." Radku, ona odeszła ciałem, duchem jest z Tobą i zawsze tak będzie. Żyje w Twym sercu i Twej pamięci.
-
Kochałaś jej wady! To tak jak ja. Najbardziej kochałam Psotki psoty. Boze, ile razy żałowałam, ze daliśmy jej na imię Psotka? Praktycznie nie było dnia, żeby czegoś nie zmalowała. Oj miała charakterek, miała. Jedyny w swoim rodzaju- fakt. Co mnie jednak zastanawia? We wrześniu minął rok od adopcji Balbinki. Wyobraź sobie, że ten małpiszonek zaczyna momentami zachowywać się jak jej poprzedniczka. Wtedy tak sobie mówię w myślach " sterujesz nią kochaniutka" Doszło do tego, że Balbinka śpi jak Psonia. Oczywiście na mojej poduszce i robi mi nocną fryzurę. Na szczęście jest wyrozumiała podobnie jak Psonia i pozwala mi położyć pod głowę półpoduszke. Za to moje nogi niestety, wystają 30 cm poza małżeńskie łoże. Na dzień dobry dostaję w łeb kuksńca psimi łapami. Jak to nie pomaga mnie zwlec z wyrka, to na mojej gębie ląduje psi jezor i robi mi poranną toaletę. Po przebudzeniu moja fryzura wyglada jakby piorun pierdyknął w plantację szczypiorku, ale to jest właśnie wspaniałe. Takich pobudek mi brakowało. I kto ją tego nauczył? W identyczny sposób budziła mnie Psonia. Nigdy nie żałowałem, że 2 miesiące po odejściu Psoni pojawiła sie w domu Balbisia. Powiem wiecej, żałuję, że to trwało aż dwa miesiące. Pojawienie się drugiej istotki w domu znacząco złagodziło ból po stracie Psoni. Balbinka pochałaniała masę czasu. Trzeba było nauczyć ją praktycznie wszystkiego od załatwiania swoich potrzeb na zewnatrz po zbawy i gryzienie kości.Nie wiedziałam czy bardziej płakać za Psonią czy nad Balbinką, której ludzka dłoń kojarzyła z zadawanym ciosem.Cztery dni po adopcji sunia wylądowała na operacji i starach o jej życie jakby przesłonił palącą rozpacz. Cztery dni jej pobytu w szpitalu były męką. Płakałam, ale czułam, przez skórę, że Psonia nad nią czuwała i nie pozwoliła na to, żebym w tak krótkim czasie straciła kolejnego psiaka. Może dlatego, że po powrocie ze szpitala Balbinka po raz pierwszy położyła się na ulubionym miejscu Psoni. Powiem jedno, dzięki Balbisi dom przestał być cichy i jakiś dziwnie pusty. Moje obawy czy zdołam pokochać kolejnego psiaka okazaly się całkowicie bezzasadne. Kocham ją , kocham bardzo mocno, co nie przeszkadza mi nadal kochać Psonię i za nią tęsknić. Cieszę się, że nasz wybór padł na dorosłą sunie po przejściach. Dzięki nam uwierzyła ponownie w człowieka i stała się niesamowitą przylepką.
-
Sznuki bez łapki i sierści! Jest chory! :( Za TM [*] :(
szajbus replied to Mysia_'s topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Biegaj psinko kochana po soczystych łąkach za TM i baw się z naszymi psinkami. Tam nie ma okrucieństw, ani chorób. Tam, odzyskasz zdrowie, piekną sierść i pełnię szczęścia. Jestem pewna, że Psonia oprowadzi cię po wszystkich zakamarkach w tej krainie wiecznej szczęśliwości -
Będziesz tęsknić, podobnie jak ja i my wszyscy. Nie wiem jak bym przez to wszystko przeszła gdybyśmy nie zdecydowali się na adopcję Balbisi. To bardzo kochane stworzenie. Złapała nas za serducha i to całkiem mocno. Dziś nie wyobrażam sobie dommu bez tego małego urwisa i niesamowitej kokietki. Jednak to nie zmienia faktu, ze Psonia także jest z nami. Nie ma wieczoru, żebym nie odwiedziła stronek Teczowych Mostów, gdzie umieściłam jej wpisy i nie powiedziała jej DOBRANOC. Kocham ja nadal i nie tylko ja. Mąż, syn, moja sparaliżowana 85 letnia mama- codziennie o niej rozmawiamy. Tak jak powiedziałam, szukam Psoni 2 i znajdę, choćbym miała szukać jej latami, ale nie żałuję ani przez moment, że jest z nami drugie psie szczęście, wyrwane z okrutnego miejsca ( jak się okazało strasznie skrzywdzone przez los) i naprawdę kochane. Ludzkie serce jest bardzo pojemne. Starcza w nim miejsca na wiele uczuć.