Była u nas 9 lat, znaleziona w lesie w worku przy szosie przez mojego syna. Została z nami na prośbę mojej córki Agi, bo chciała mieć szczeniaczka. Mała, rezolutna, "wiejska baba" - pchała się pierwsza do głaskania, podstawiała głowę wszędzie tam, gdzie były ręce nasze czy naszych gości. Bardzo pogodna, zaczepiała do zabawy inne psy, w tym tymczasowe. Śmieszna taka suczynka.
wypadek zdarzył się rankiem w świąteczny poniedziałek, 1 kwietnia.
Została pogryziona.
Polała się krew z boków ciała i z okolic odbytu. Zatamowany krwotok, ale rany po pogryzieniu zaczęły się paprać. Mimo antybiotyku, kroplówek, przemywania, zmiany podkładów, odkażania. Dalia walczyła, ale słabła z dnia na dzień. Łapka wisiała bezwładnie. Podczas badania w narkozie lekarze, obaj od małych zwierząt, stwierdzili straszne rzeczy, których nie widać było na zewnątrz. Przerwany nerw kulszowy i kończyna do amputacji. Poderwana skóra z martwicą na tyle ciała, poszarpane mięśnie grzbietowe i przy odbycie, przetoka jelita grubego, ropny proces gnilny pod skórą. Jedna wielka ropa, sączenie, otwarte rany.
Podjęliśmy decyzję o niewybudzeniu Dalii z narkozy.
8 kwietnia 2013.