Fado dojechał szczęśliwie i spokojnie. Przy niewielkiej pomocy i nakierowaniu smyczą wysiadł z samochodu. Trochę pochodził, bardzo niepewnie oczywiście, a potem dał się zaprowadzić do swojego domku. Na razie leży sobie tam spokojnie, pewnie musi ochłonąć po podróży. Nie napił się jeszcze ani nie zjadł, pewnie trochę to potrwa zanim największy stres mu minie. Jeszcze raz później wyjdzie sobie na wybieg, może go troszkę bardziej pozwiedza.
Na razie jest więc bardzo dobrze. Oby tak dalej. Mam nadzieję, że noc w nowym miejscu będzie też spokojna.