Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Martens napisał(a):
Żadną?
Płuczę pod kranem, jak mam wenę :lol: Co do mrożenia, część dostają świeże, część mrożone, bo robię zapasy. Podobno po przemrożeniu jest lżej strawne. Nic nie parzę.
Co do drapania spróbuj wyeliminować kurczaka, na początek. Zwykle psy uczulają się na konkretne mięso, te najczęściej podawane i najbardziej napakowane chemią, a więc kurczaka.


Pytam, bo wetka ostatnio powiedziała mi, żeby koniecznie mrozić. Ale tak się zastanawiałam, czy to konieczne...
A co do płukania w wodzie, to jest tak, że pies i kot piją zwykłą kranówę, czasami przegotowaną i tak też płuczę mięso. Ale, kiedy przepłukiwałam ugotowany ryż pod wodą, psy miały biegunkę. Kiedy nie płukałam, wszystko było w porządku. Więc coś tu nie grało...

A zmiana drobiu to mnie zaskoczyła, gdyż od początku psy i kot jedzą głównie kurczaka. Nie spodziewałam się, że coś, do czego są przyzwyczajone, może uczulić. ;o

Posted

to moze nie byc kurczak jako kurczak, tylko to czym kurczaka faszeruja zanim trafi na stol...
oraz wiele innych rzeczy z otoczenia nie majacych nic wspolnego z jedzeniem

ponadto unikaj monodiety. nie tylko kurczaki chodza po swiecie. inne miesa tez nadaja sie swietnie dla psa, a im bardziej pomieszasz tym lepiej, im wiecej roznych zrodel bialka tym zdrowiej

Posted

Tak, wiem, wiem, staram się urozmaicać dietę zwierząt jak tylko potrafię, jednak drób stanowi taki fundament. :)
Czasami dostaną coś wołowego, itp., wieprzowiny unikam.

Posted

Equus, z tym czasem poświęconym na gotowanie to chyba trochę zależy od tak zwanego trybu życia. Gotować tylko dla psa to na pewno jest jakieś poświęcenie. Ja tego nie odczuwałam, bo i tak gotuję codziennie - nauczyłam się dodawać przyprawy dopiero po tym, jak wyłowiłam z wywaru wszystko, co nadaje się dla psa (chrząstki, skórki, marchewki) i tak przygotowywać inne potrawy, żeby na jakimś etapie dało się z nich wyciągnąć składniki korzystne dla niego. Zawsze też były jakieś potrawy, do których np. potrzebowałam białko z jaja, a żółtka już nie - więc one dla psa. Twarożek dla córki, no to tę łychę dla psa też można ująć. (Znaczy resztki pies jadł ;)) Faktem jest, że oficjalnie pies był na suchej karmie, to się nie przejmowałam bilansami i te pe.
Teraz z barfem jest trochę trudniej, jeszcze się nie przyzwyczaiłam tak do końca, ale już widzę, że to jest kwestia innego planowania zakupów - zamiast schabu bez kości, który zawsze kupowaliśmy, teraz bierze się schab z kością i część odkrawa dla psa. Zamiast filetów z kurczaka i udek, biorę całego kuraka i dzielę go na części - piersi i udka dla nas, a korpus, skrzydła, szyja dla psa. Rybę dla nas się smaży, a pies dostaje surową. W drugą stronę też to działa, bo np. chciałam kupić psu cielęcinę, ale ten kawałek, który mi sprzedali był dla niego o wiele za duży, więc trzeba było coś wymyślić z reszty - wyszła pyszna zupa fasolowa na cielęcince, jakiej nie jedliśmy od lat :)
No ale nie wiem, jeszcze nie jestem tak do końca przekonana do barfu. Myślę - tak mi się dziś wydaje - że do suchej i tylko suchej to już nie wrócę. Mam wątpliwości czy gotowane czy surowe. W sensie organizacyjnym chyba nie robi mi to różnicy, jedynie po psie widzę, że wolałby gotowane (przynajmniej na dzień dzisiejszy - a zmienny jest niczym kobieta ;)) - jednak na gotowanym nigdy nie miał tak białych ząbków i równie neutralnego zapachu z paszczęki.
Mięso kupuję w zwykłych, miejskich sklepach. Nie mam dostępu do "ekologicznego" mięsa. Na pewno jest nafaszerowane cudami, ale nie wydaje mi się możliwe, żeby sucha karma była bardziej czysta chemicznie od tego, co zjadamy na co dzień. Niemniej z tym mrożeniem coś może być na rzeczy, bo mój wybredniaczek już parę razy zjadł z chęcią to, czym wcześniej pogardził - zjadł właśnie po przemrożeniu.

Posted

Equus napisał(a):
Ja sie wciąż biję z myślami, czym tu karmić. Przyznam, że w zeszłym roku podjęłam wysiłek gotowania psom, tzn. dawałam surowe mięcho + ryż + warzywka zmielone + olej lniany, dodatkowo jajko, twarozek i przyznam, ze strasznie to pracochłonne było! Nie wiem jak Wy to robicie, bo piszecie często ze tak szybko Wam to idzie! U mnie samo gotowanie ryżu to było 30min (bo dawałam brązowy), że już o mieleniu mięsa i warzyw i porcjowaniu nie wspomnę (pół soboty mi to zajmowało).


Też gotowałam kiedyś psom, podobnie jak Ty, i faktycznie, jesli chodzi o czas i pracę to byla rozpacz. Na barfie to bardziej kwestia rozplanowania zakupów i miejsca w zamrażalniku. Tylko przy papce warzywnej jest trochę roboty, ale więcej przy myciu sokowirówki niż samym miksowaniu. Pomęczę się godzinkę czy dwie, ale zamrażam warzywa na cały miesiąc i mam spokój bo reszta przygotowania posiłków to ew. odmrożenie, wyjęcie i podanie psu.

Equus napisał(a):
nigdzie też w mojej okolicy nie mogłam znaleźć sklepu z mięsem gdzie by mi zmielili miesne kości a domowa maszynka się nie nadaje do tego... W związku z czym, jeśli chodzi o produkty mięsne) to dawałam surową wołowinę (łopatka, pręga itp) plus gotowone podroby, kurczak (tu się pojawiły obawy o nerki z powodu zbyt dużej ilości "czystego" mięcha).


Dlaczego chcesz mielić kości?
Czyste mięso ma ok. 21 % białka, więc o dziwo mniej niż większość komercyjnych karm... Jeśli coś może psu zaszkodzić w takiej diecie, to bardziej za duża ilość fosforu w stosunku do wapnia, przy czym szkodzi nie tyle ilość tego fosforu, tylko proporcje z wapniem.

Equus napisał(a):
Co do efektów tej diety to muszę powiedzieć, że nie były powalające... Jeśli chodzi o pudla to karmiona suchym ma kupy ok, przy karmieniu powyższym w kupach pojawiał sie śluz, w dodatku niestety kości nie trawiła (po podaniu surowej kości cielęcej w kupach znajdowały się białe części kostne). Druga suńka po żywieniu "naturalnym" miała jakby gorszą sierść, jakby jej się sierść przetłuszczała no i pojawił się taki specyficzny zapach. Wielkim plusem tego żywienia u obydwu były małe kupy tylko raz dziennie!


U mnie też efekty karmienia gotowanym były kiepskie. Sierść się schrzaniła, pies schudł i to wcale nie zdrowo, co jakiś czas ni z gruszki ni z pietruszki miał biegunki, ze śluzem też się zdarzały... Dlatego przerzuciłam się tylko na karmę i było jako tako...
Co do kości w kupie - taka jednorazowa sytaucja absolutnie nie oznacza, że pies nie może jeść kości, bo ich nie trawi ;)
Jeśli pies nie jest przyzwyczajony do stałego ich podawania, jego organizm musi się przestawić na ich trawienie i trwa to nawet kilka tygodni. W tym czasie możliwe są różne sensacje w kwestii konsystnecji i wyglądu kupy, z niedotrawionymi okruchami kości włącznie. Później wszystko się normuje. Przy wprowadzaniu kości do diety zaczynamy raczej od miększych, drobiowych jak np kurze łapki, potem korpusy z kurczaka, szyje z indyka, etc. Kości cielęce, wołowe są raczej ciężkostrawne i podanie takowej nieprzyzwyczajonemu psu raz na jakiś czas zwykle kończy się właśnie takim niestrawieniem jej do końca tudziez innymi przejściowymi kłopotami. No i na początku warto trzymać psu ko ść do gryzienia i regulować, żeby nie odgryzał za wielkich kawałków - to też ułatwi dobre strawienie kości.

Equus napisał(a):
Chętnie przeszłabym na "kostki barfa" ale po pierwsze są problemy z dostawami, a po drugie nie wiem czy można im ufać (to w końcu też karma komercyjna...).


To też karma komercyjna, ale jednak nie sucha. Podstawowa róznica to chociażby to, że nie jest chemicznie konserwowana, tylko mrożona, co jest jednym z najzdrowszych sposobów przechowywania żywności.
Niemniej jednak jest to karma, mielona przez kogoś tam i to, co tak naprawdę w niej jest, pozostaje tajemnicą.

Mada:) napisał(a):

A zmiana drobiu to mnie zaskoczyła, gdyż od początku psy i kot jedzą głównie kurczaka. Nie spodziewałam się, że coś, do czego są przyzwyczajone, może uczulić. ;o


Psy najczęściej uczulają się właśnie na ten najczęściej podawany stały składnik pokarmu, do którego są niby przyzwyczajone ;) U mnie też pies je głównie drób, ale staram się podawać kurczaka jak najrzadziej i bazować przede wszystkim na indyku.

Posted

Equus napisał(a):
Ja sie wciąż biję z myślami, czym tu karmić. Przyznam, że w zeszłym roku podjęłam wysiłek gotowania psom, tzn. dawałam surowe mięcho + ryż + warzywka zmielone + olej lniany, dodatkowo jajko, twarozek i przyznam, ze strasznie to pracochłonne było! Nie wiem jak Wy to robicie, bo piszecie często ze tak szybko Wam to idzie! U mnie samo gotowanie ryżu to było 30min (bo dawałam brązowy), że już o mieleniu mięsa i warzyw i porcjowaniu nie wspomnę (pół soboty mi to zajmowało).


Też gotowałam kiedyś psom, podobnie jak Ty, i faktycznie, jesli chodzi o czas i pracę to byla rozpacz. Na barfie to bardziej kwestia rozplanowania zakupów i miejsca w zamrażalniku. Tylko przy papce warzywnej jest trochę roboty, ale więcej przy myciu sokowirówki niż samym miksowaniu. Pomęczę się godzinkę czy dwie, ale zamrażam warzywa na cały miesiąc i mam spokój bo reszta przygotowania posiłków to ew. odmrożenie, wyjęcie i podanie psu.

Equus napisał(a):
nigdzie też w mojej okolicy nie mogłam znaleźć sklepu z mięsem gdzie by mi zmielili miesne kości a domowa maszynka się nie nadaje do tego... W związku z czym, jeśli chodzi o produkty mięsne) to dawałam surową wołowinę (łopatka, pręga itp) plus gotowone podroby, kurczak (tu się pojawiły obawy o nerki z powodu zbyt dużej ilości "czystego" mięcha).


Dlaczego chcesz mielić kości?
Czyste mięso ma ok. 21 % białka, więc o dziwo mniej niż większość komercyjnych karm... Jeśli coś może psu zaszkodzić w takiej diecie, to bardziej za duża ilość fosforu w stosunku do wapnia, przy czym szkodzi nie tyle ilość tego fosforu, tylko proporcje z wapniem.

Equus napisał(a):
Co do efektów tej diety to muszę powiedzieć, że nie były powalające... Jeśli chodzi o pudla to karmiona suchym ma kupy ok, przy karmieniu powyższym w kupach pojawiał sie śluz, w dodatku niestety kości nie trawiła (po podaniu surowej kości cielęcej w kupach znajdowały się białe części kostne). Druga suńka po żywieniu "naturalnym" miała jakby gorszą sierść, jakby jej się sierść przetłuszczała no i pojawił się taki specyficzny zapach. Wielkim plusem tego żywienia u obydwu były małe kupy tylko raz dziennie!


U mnie też efekty karmienia gotowanym były kiepskie. Sierść się schrzaniła, pies schudł i to wcale nie zdrowo, co jakiś czas ni z gruszki ni z pietruszki miał biegunki, ze śluzem też się zdarzały... Dlatego przerzuciłam się tylko na karmę i było jako tako...
Co do kości w kupie - taka jednorazowa sytaucja absolutnie nie oznacza, że pies nie może jeść kości, bo ich nie trawi ;)
Jeśli pies nie jest przyzwyczajony do stałego ich podawania, jego organizm musi się przestawić na ich trawienie i trwa to nawet kilka tygodni. W tym czasie możliwe są różne sensacje w kwestii konsystnecji i wyglądu kupy, z niedotrawionymi okruchami kości włącznie. Później wszystko się normuje. Przy wprowadzaniu kości do diety zaczynamy raczej od miększych, drobiowych jak np kurze łapki, potem korpusy z kurczaka, szyje z indyka, etc. Kości cielęce, wołowe są raczej ciężkostrawne i podanie takowej nieprzyzwyczajonemu psu raz na jakiś czas zwykle kończy się właśnie takim niestrawieniem jej do końca tudziez innymi przejściowymi kłopotami. No i na początku warto trzymać psu ko ść do gryzienia i regulować, żeby nie odgryzał za wielkich kawałków - to też ułatwi dobre strawienie kości.

Equus napisał(a):
Chętnie przeszłabym na "kostki barfa" ale po pierwsze są problemy z dostawami, a po drugie nie wiem czy można im ufać (to w końcu też karma komercyjna...).


To też karma komercyjna, ale jednak nie sucha. Podstawowa róznica to chociażby to, że nie jest chemicznie konserwowana, tylko mrożona, co jest jednym z najzdrowszych sposobów przechowywania żywności.
Niemniej jednak jest to karma, mielona przez kogoś tam i to, co tak naprawdę w niej jest, pozostaje tajemnicą.

Mada:) napisał(a):

A zmiana drobiu to mnie zaskoczyła, gdyż od początku psy i kot jedzą głównie kurczaka. Nie spodziewałam się, że coś, do czego są przyzwyczajone, może uczulić. ;o


Psy najczęściej uczulają się właśnie na ten najczęściej podawany stały składnik pokarmu, do którego są niby przyzwyczajone ;) U mnie też pies je głównie drób, ale staram się podawać kurczaka jak najrzadziej i bazować przede wszystkim na indyku.

Posted

Z tym gotowaniem to nie chodzi o poświęcenie tylko o czas raczej. I macie rację, to napewno kwestia organizacji i jak się gotuje dla rodziny to pewnie faktycznie łatwiej, sęk w tym, że ja w zasadzie nie gotuję. Tak, w kuchni jestem kompletnie niezorganizowana;) A czas jest dla mnie istotny bo pracuję (jak większość z Was pewnie;) ) i zamiast spędzać czas w kuchni to wolałabym poświęcić go na spacery i treningi z psem. Dlatego ten barf w kostkach mnie pociągał;)
A jeszcze z dużą suką przy karmieniu domowym miałam jeden problem - wiecznie głodna chodziła! Jak jej dawałam tyle ile powinnam to tylko patrzyła co tu zjeść (nie dawałam jej za mało w sensie kalorii bo wagę trzymala idealnie). Najwyraźniej żołądek nie był wystarczająco wypełniony. Miał może ktoś taki problem?

Posted

Equus napisał(a):
A jeszcze z dużą suką przy karmieniu domowym miałam jeden problem - wiecznie głodna chodziła! Jak jej dawałam tyle ile powinnam to tylko patrzyła co tu zjeść (nie dawałam jej za mało w sensie kalorii bo wagę trzymala idealnie). Najwyraźniej żołądek nie był wystarczająco wypełniony. Miał może ktoś taki problem?

Na barfowym wątku ktoś pisał, że podaje ugotowanego ziemniaka albo więcej warzyw w charakterze wypełniacza.

Posted

[quote name='Equus']Z tym gotowaniem to nie chodzi o poświęcenie tylko o czas raczej. I macie rację, to napewno kwestia organizacji i jak się gotuje dla rodziny to pewnie faktycznie łatwiej, sęk w tym, że ja w zasadzie nie gotuję. Tak, w kuchni jestem kompletnie niezorganizowana;) A czas jest dla mnie istotny bo pracuję (jak większość z Was pewnie;) ) i zamiast spędzać czas w kuchni to wolałabym poświęcić go na spacery i treningi z psem. Dlatego ten barf w kostkach mnie pociągał;)
A jeszcze z dużą suką przy karmieniu domowym miałam jeden problem - wiecznie głodna chodziła! Jak jej dawałam tyle ile powinnam to tylko patrzyła co tu zjeść (nie dawałam jej za mało w sensie kalorii bo wagę trzymala idealnie). Najwyraźniej żołądek nie był wystarczająco wypełniony. Miał może ktoś taki problem?[/QUOTE]

a szybko je czy pomału?

im dłużej je (tu fajne są kości duże, bo trzeba się pomęczyć) tym większe i dłuższe uczucie sytości.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...