gdgt Posted June 5, 2005 Posted June 5, 2005 A moze nie odrobaczac, tylko szczepic kilka szczeniakow na pariowiroze? moze jakis wet zrobi to po kosztach? Quote
eurydyka Posted June 5, 2005 Posted June 5, 2005 na te chwile nie ma w schronisku Azorek wlasciwie zadnych szczeniakow (Zula o ile wiem jest juz po szczepieniu), a kilka innych psiakow jest mimo zarcia wychudzonych wiec wyglada, ze moga miec robale, stad ten pomysl o odrobaczeniu Quote
Osiolek Posted June 6, 2005 Posted June 6, 2005 Mysle ze to odrobaczenie to bardzo dobry pomysl - szczegolnie ze z tego co wiem nie powinno sie szczepic nieodrobaczonych psow . Kiedys w ten sposob stracilam szczeniaka - weterynarz zaszczepil go na nosowke nie odrobaczajac, po paru dniach psina zdechla. Potem jakis inny weterynarz wyjasnil ze robaki pod wplywem szczepienia wydzielaja toksyny... Quote
Lagunka Posted June 9, 2005 Posted June 9, 2005 :(:(:( Mimo, że nie poznałam Azuni, bardzo zaangażowałam się w jej sprawy i bardzo przeżyłam jej odejście :( Rozumiem jak bardzo źle musi być teraz Wam :(:(:( Azunia biega po Tęczowych Łąkach z moją Gumką - młodziutką boksią, z Bilą dożycą i z Plutaszkiem, który wczoraj do niej dołączył :cry: Może to głupie, ale... mi pomaga, kiedy zaczynam bardzo tęsknić za moimi dziewczynkami... Zajrzyj tu : Tęczowy Most i Ogród Psiej Szcześliwości - Możesz tam zasadzić Azuni kwiatek. Trzymaj się gdgt ... Czas naprawdę leczy rany ... Quote
eurydyka Posted June 9, 2005 Posted June 9, 2005 czas leczy ale w przypadku Azuni bardzo powoli, wiem bo mnie tez wciaz boli, ze nie udalo sie jej uratowac a jeszcze ktos mi na forum osiedlowym napisal, ze wymigalam sie chorym psem, bo ratujac Aze nie moglam sie z nim w Boze Cialo spotkac, To dopiero boli...:(, to ze ludzie tego chorego psa potraktowali publicznie jak rzecz... Quote
Lagunka Posted June 9, 2005 Posted June 9, 2005 Eurydyko, trzy laamineły od smierci moich dziewczynek, a mnie nadal to boli, więc tydzień to jeszcze bardzo, bardzo malutko :cry: Ludzie są okropni... Nie tylko w przedmiotowym traktowaniu zwierząt, ale także w kompletnym nieliczeniu się z uczuciami innych.... Quote
staralur Posted June 10, 2005 Posted June 10, 2005 Eurydyka, niestety większosć ludzi nawet tych co mają czy mieli psy nie jest w stanie zrozumieć jak można bardzo się przejmować i przeżywać śmierć zwierzęcia :roll: Sama się z tym spotykałam i to był dodatkowy ból. Ja swojego jamniora, który był ze mną od 7 roku życia do 20 roku życia bardzo długo opłakiwałam. Do dzisiaj myślę o Nim i jak dla mnie to normalne. On był zdrowy i pełen życia, pojechalismy z Nim do lekarza z sggw i powiedział,że psa trzeba natychmiast uśpić, bo ma zaawansowanego raka. Tydzień wcześniej byliśmy u innego lekarza ,który stwierdził,że pies jest zdrowy jak ryba, więc to był straszny wstrząs. Poprzedniego wieczora przyszedł do mnie i przytulał się i spał ze mną-a nigdy tego nie robił. Potem myślałam sobie, że pewnie chciał się pożegnac. Moze brzmi to głupio, ale do dzisiaj tak myślę. Mogę Ci tylko powiedzieć, ze rozumiem i mi przykro i,że jestem z Tobą. Quote
tanitka Posted June 10, 2005 Posted June 10, 2005 Ja tez wiem Eurydyko co czujesz, bo musiałam podjąc z mamą decyzję o uśpieniu 14 letniego schorowanego i sparaliżowanego colli. Wtedy spędził juz ze mną połowe mojego życia. Płakałyśmy tak bardzo po wyjściu od weta, że ludzie w autobusie ustępowali nam miejsca.... Znaczyło to dla mnie tyle, że nawet przypadkowy człowiek na ulicy może pomóc, chociaż jeśli dzieli naszą rozpacz. My tutaj tez dzielimy waszą tragedię i chcąc choć trochę ująć jej wam... :cry: Quote
Lagunka Posted June 10, 2005 Posted June 10, 2005 Dziewczyny trzy lata temu pożegnałam moją ukochaną boksię. Miała tylko rok i cztery miesiące. Pół roku wcześniej dożycę, która była ze mna 10 lat. Obie moje dziewczynki odchodziły w domu, wtulone we mnie do końca. Tez cały czas o Nich myśę i cały czas są ze mną. Teraz nie ma już tego palącego bólu i rozpaczy, jak w pierwszych miesiącach, ale został smutek, tęsknota i będą chyba zawsze :cry: Naprawdę jestem z Wami Quote
iwonamaj Posted June 10, 2005 Posted June 10, 2005 Jutro mija rok jak odeszła nasza ukochana sunia.Była z nami 10 lat.Łzy cisną mi się do oczu... Quote
_beatka_ Posted June 10, 2005 Posted June 10, 2005 6kwietnia tego roku po szybkiej i cięzkiej chorobie odszedł mój buldozek francuski...pisałam o tym na forum buldozków...wiem ile kosztuje leczenie piesków-szczególnie w stolicy więc jeśli kiedyś potrzebowalibyscie kasy na leczenie bidek ze schroniska to możecie na mnie liczyć...strasznie mi przykro że sunia odeszła, jak czytałam jej historie to łezka aż się kręciła...od razu przypominał mi się mój doksio...naprawdę współczuje... Quote
Ka-ka Posted June 11, 2005 Posted June 11, 2005 Eurydyko, choć to niełatwe, ale spróbuj nie myśleć o takich ludzkich komentarzach :( :cry: może to było w gniewie, może...nie wiem sama....ale nie myśl o tym gdgt, trzymaj się jakoś, czas leczy rany 14.11.2002 popołudniu Rodzice zawieźli Somę do lecznicy. juz nic nie pomagało, żadne leki przeciwbólowe nie tłumiły bólu, Soma wstawała w nocy i piszczała z bólu.... to była bardzo trudna decyzja, choć od dnia operacji minął rok. wiedzieliśmy więc od dawna, że tak pewnego dnia trzeba będzie zrobić. ale bolało i tak. zdecydowali się to zrobić pod moją nieobecność w domu, może lepiej. to była psiuńka-suńka mojej mamy, jej było chyba najciężej....Soma usnęła w jej ukochanym samochodzie, na tylnym siedzeniu... 15.11.2002 mama patrzyła z rana na Jerrego bawiącego się w korytarzu ulubioną zabawką. dobrze, że on został, wiecznie uchachany smieszek :D nagle......skok, upadek, zawycie i bezruch..... reanimacja, przeciągły skowyt......Jerry odszedł, miał 7 miesięcy, jak Azunia. chyba Sunia-zołzunia jednak za bardzo za nim tęskniła.....i zabrała go ze sobą zobaczysz, czekają tam wszystkie, za Tęczowym Mostem. może ktoś śmieje się z tego, może uzna to za głupie. a ja wierzę, że one czekają. tak, jak spotkam się z Rodziną, Przyjaciółmi, z których niektórzy już tam na mnie czekają :( Pan Bóg nie stworzyłby tak cudownych zwierząt, którym czasem człowiek nie dorównuje, aby więcej nie można było ich spotkać przyłączam się do Lagunki, ja też zapaliłam za moje psiaki parę wirtualnych świeczek, niech im świecą :cry: Quote
dyziolek Posted June 11, 2005 Posted June 11, 2005 Ka-ka historia twoich piesiów jest wprost niewiarygodna! Jeśli dzień po odejściu suni odchodzi siedmiomiesięczny szczeniaczek - to jak napisałaś - może świadczyć tylko o jednym - że ona naprawdę tak mocno za nim tęskniła... I choć musiało być wam naprawdę strasznie ciężko to przynajmniej wiedzieliście, że one sobie tam razem hasają... Jestem w wielkim szoku... choć ja też wierzę, że tam po drugiej stronie musimy się spotkać z tymi których kochamy... Quote
Ka-ka Posted June 11, 2005 Posted June 11, 2005 dyziolek, wiem, że brzmi to niewiarygodnie, ale tak własnie było. zwłaszcza, że Jerunia, mój kochany synuś :oops: , odszedł w bzdurny i bezsensowny sposób. gdy spotkaliśmy się w listopadzie 2002 na Europejskiej Wystawie Molosów z hodowcami Jerrego, właścicielem Houstona (ojca), nie mogli z początku w to uwierzyć-zresztą zaraz dowiedziało się też o tym parę innych osób. nikt nie wierzył, a dopiero ptem, po chwili zastanowienia przyznawał-tak, to faktycznie możliwe, ale zdarza się raz na milion razy :cry: że też akurat Jerry... wiesz, Soma na początku była potwornie zazdrosna o małego. ale potem się polubiły. z nim wybawiła się w psie zabawy więcej, niż przez 10 wcześniejszych lat...więc chyba naprawdę musiała tęsknić :( :( :cry: ale jak sobie przypomnę, jak obejmował szyję łapami, te jego kaprawe, wiecznie śmiejące się oczka i buziaki, które strzelał z wyskoku....ech...... :oops: dla wszystkich naszych czworołapych ........... Quote
gdgt Posted July 5, 2005 Posted July 5, 2005 Ciagle mam przed oczami najgorsze sceny z agonii Azy. Te ostatnie dni rozbudzanej nadziei, ze wreszcie cos zjadla, i wielkiego zawodu, ze znowu wszystko zwrocila. Oraz to, ze trzeba bylo ja podtrzymywac, bo sie wyproznila - tak bardzo byla juz slaba. No i to, ze ona wcale sie nie poddawala i myslala, ze z tego wyjdzie. Nie rozumiala, biedactwo... Dzisiaj mysle, ze Aza jest juz aniolkiem, ktory zeslal mi na pocieszenie Zulke... Quote
Agga Posted July 5, 2005 Posted July 5, 2005 Przeczytałam to wszystko.... Naprawde to co zrobiliscie było piekne. AZUNIA patrzy teraz na Was macha ogonkiem....jej tam teraz dobrze... DObrze, że na swiecie sa tacy dobrzy ludzie jak Wy.... czytajac to popłakałam sie bo widziałam jak bardzo walczycie o jej wyzdrowienie... :cry: Quote
eurydyka Posted July 18, 2005 Posted July 18, 2005 szukalam tego topicu dzis troche, bo mi znikl z innego dzialu na dogo chcialam tutaj rozliczyc sie z darow pienieznych jakie otrzymalam na swoje konto na leczenie Azy, ktorej sie uleczyc nie udalo:( 350 zl przekazalam Marce na leczenie Sidlaka, kolegi Azy ze schroniska, a pozostala kwote wydalam na leczenie kotki, ktora uratowal policjant, wyprawki dla niej oraz leczenie kota ze schroniska Azorek mam nadzieje, ze wszyscy darczyncy zaakceptuja takie wydatki glownie na zwierzaki ze schroniska, z ktorego pochodzila Azunia Quote
daga10011 Posted July 25, 2005 Posted July 25, 2005 dopiero dopadlam ten topic.i sie poryczalam na dobranoc :cry: Aza-taka sliczna sunieczka,mlodziutka-znalazla domek i odeszla :cry: .to niesprawiedliwe :cry: Ale odeszla we wlasnym kochanym domu-a nie bezimiennie w schronisku-jestem pod wrazeniem walki nowego panstwa o zycie sunki i Eurydyka-jestes wielka :oops: Quote
eurydyka Posted July 27, 2005 Posted July 27, 2005 Azunce sie nie udalo, widac tak mialo byc, ale zostala wpisana bardzo mocno w nasze serca Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.