Jump to content
Dogomania
tequilasunrise

Szuakanie skradzionego psa - moja historia

Recommended Posts

Jakiś czas temu pisałam z prośbą o pomoc w znalezieniu psa, którego przywłaszczył sobie pewien listonosz. Może moje doświadczenia komuś pomogą. Sunia jest już w domu. Kocham ją z każdą chwilą bardziej i mam jeszcze ''szok pourazowy'' więc nie spuszczam jej zbyt często, w nocy śpi w piwnicy, nie w kojcu a gdy tylko rodziców nie ma to siedzi ze mną w domu. Ale do rzeczy. Opowiem wam całą historię i jej przebieg, może niezbyt szczegółowo bo historia jest długa, zawiła i pełna przypadków. Pies w październiku wyszedł z posesji i słuch o niej zaginął. Porozwieszałam ogłoszenia i zaczęłam również szukać pomocy na Facebooku, dzwoniłam po weterynarzach, pytałam się ludzi z okolicy. Dopiero po prawie trzech miesiącach zadzwoniła Pani z sąsiedniej wioski i powiedziała, ze widziała jak jakiś listonosz zabiera mojego psa do samochodu. Pies jest ufny więc nie było problemu z przywłaszczeniem. Poszłam na pocztę i jedyne czego się dowiedziałam to, ze już tam nie pracuje i ze mieszka w innym województwie (okazało się, ze mieszka w innym regionie). Jedyne co mogłam zrobić to zgłosić sprawę na policję ale zostałam zbyta. Jednak o ironio, ten sam typ zadzwonił do mnie twierdząc, ze widział mojego psa w rowie, martwego. Co niesamowitego, pamiętał co było napisane na informatorze (ulica przychodni wet i nr do weterynarza oraz info o chipie), po trzech miesiącach! Raz. Kto podchodzi do martwego psa? Dwa. Kto pamięta dokładnie ulicę napisaną  małym druczkiem. Znowu poszłam na policję, znowu mnie zbyli. Wpisałam numer telefonu tego człowieka w Google i znalazłam ogłoszenia o kupnie i sprzedaży. Zadzwoniłam pod ten numer jako zainteresowana i dowiedziałam się się jakiej  okolicy mieszka. Okazało się, ze mam tam rodzinę i gdy spytałam  się czy kojarzą takiego psa, czy właśnie ktoś kto jeździ takim a takim samochodem nie ma nowego psa (o samochodzie dowiedziałam się od Pani ze sklepu), to wujostwo potwierdziło moje podejrzenia. Jeszcze  tego  samego dnia byłam na miejscu. Godzina 22, stoję z siostrą pod bramą i wołam psa. Byłam pewna, ze jest na podwórku bo jeden z psów miał niemal identyczny szczek. Podjechał samochód pasujący do opisu. Gość opuszcza szybę a ja w emocjach mówię, ze przyjechałam po mojego psa. Jeden wyszedł, drugi pojechał w las, jak się później okazało, razem z moim psem bo jeździł z nią wszędzie i się chwalił. Ten pierwszy oprowadził nas po podwórku jak gdyby nie miał nic do ukrycia kłamał w żywe oczy. Jeszcze odstawił teatrzyk z 4 tygodniowym szczeniakiem (mówiąc że piesek ma 10 tygodni) bo wolał go dłuższą chwilę a piesek był tak mały, ze powinien być jeszcze karmiony przez matkę. Potem nabrałam podejrzeń o pseudohodowli na mojej suni ale na całe szczęście sunia nie miała szczeniąt. Uwierzyłyśmy mu przez pierwszą chwilę i nawet go przepraszałyśmy za problem. Nawet nam życzył powodzenia w znalezieniu psa. Jednak gdy wsiadłyśmy do samochodu to wuja powiedział nam, ze na pewno ten pies jest w samochodzie. Następnego dnia znowu byłyśmy w Orchowie tylko tym razem na policji. Typ jest tam znany, siedział już a teraz ma wyrok w zawieszeniu więc przy kolejnym wstawieniu się na policji Pani komendant go przesłuchała. Na początku się nie przyznał ale potem powiedział że był w posiadaniu psa ale już go nie ma. Przy okazji miał taki tupet, ze straszył nas policja i sądem za kradzież jakiś dokumentów i zniszczenie samochodu. Psa oddał swojemu kumplowi, mysliwemu, który zadzwonił na komisariat i powiedział, ze znalazł go w lesie ale jakoś nie wierzę w te wersje bo dzieci wyżej wymienionego wspominały jak inny Pan na nią mówi a wiem z relacji wuja ze oni się dobrze znają. Policja rano w sobotę zadzwoniła do mnie i parę godzin później pies był już w domu. Ciocia wysłała mi jej zdjęcia i gdyby nie oczy to nie poznałabym własnego psa. Wystraszona, skulona i zaniedbana okropnie. Jednak zaraz po wejściu do domu znowu była sobą. Szalała  ze szczęścia, z resztą tak jak wszyscy :) Teraz jestem szczęśliwa, że odzyskałam członka rodziny ale to ile nocy nie przespałam, łez i nerwów straciłam to moje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak, już rozmawiałam z weterynarzem przy wizycie kontrolnej ale jako że jestem jeszcze na utrzymaniu rodziców to trochę czasu mi zajmie zanim odłożę te parę stówek na sterylizacje bo rodzice jakoś nie chcą się tym zainteresować. Zaraz po maturze idę do pracy więc niedługo to załatwię.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tequilasunrise,cieszę się bardzo,że się nie poddałaś  i sunia się odnalazła.

Ale spróbuj wpłynąć na rodziców,żeby stworzyć suni lepsze warunki.Powinna 

spać w domu,a nie w kojcu lub piwnicy.Rodzice powinni załatwić i zapłacić za 

sterylizację,Ty jeszcze nie pracujesz.

Wiem,że pewnie nie będzie Ci łatwo,ale staraj się ich uświadomić.A może znasz

kogoś z kim rodzice  się "liczą" i ten ktoś jest psiolubny i chciałby z nimi delikatnie 

porozmawiać.Pies potrzebuje kontaktu z człowiekiem,nie powinien siedzieć sam w piwnicy.

Napisz za jakiś czas proszę co u suni i o tym,że może coś się udało zdziałać .

Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...