Bjuta Posted May 21, 2009 Author Posted May 21, 2009 Powiem wam, że był taki jeden moment w ciągu tego pół roku, że myślałam, że Heksia odejdzie... Pewnie wtedy miała apogeum tego kłębuszkowego zapalenia nerek... Ja ją trochę za bardzo ściorałam zimą w Bielskich górach - musiała się tam mocno podziębić i wszystko się zaogniło. Ale to już na szczęście za nami, a przed nami WAKACJE! :loveu: Trafił nam się pies nad psy. Przez pół roku nie warknęła na żadnego człowieka!!! Pozwala sobie wszystkie świństwa (skarby) wyciągać z pyska, nawet najbardziej śmierdzące kosteczki znalezione w krzakach. Wspaniała jest!!! No psy atakuje, to fakt, ale dla ludzi ma nieprzebrane pokłady cierpliwości! Tutaj jest pierwszym w życiu psem głaskanym przez pannę Amelkę. Quote
halbina Posted May 21, 2009 Posted May 21, 2009 wspaniały wierny i wdzięczny pies... a Wy wspaniali, że daliście jej szansę! Quote
rotek_ Posted May 22, 2009 Posted May 22, 2009 Powiem wam, że był taki jeden moment w ciągu tego pół roku, że myślałam, że Heksia odejdzie bjuta, lepiej- zaczynam twój styl rozumieć na opak:evil_lol: w pierwszym momencie po przeczytaniu powyższego cytatu przez/dosłownie ale jednak/ chwilę pomyślałam że mieliście dość jej sikania i chcieliście heksunię zwrócić do Psitula:wallbash::evil_lol: dobrze że dopisałaś całą resztę postu...ufff Quote
Bjuta Posted May 22, 2009 Author Posted May 22, 2009 :evil_lol::evil_lol::evil_lol: To by było całkiem niemożliwe!!!! Sąsiedzi by się nas wyrzekli! Heksa jest ulubienicą całej kamienicy!!! Wiesz po szesnastu latach obcowania z jej poprzedniczką, myśmy myśleli, że psy są takie jak Nuta - czyli krnąbrne, niezależne, zaborcze, szczekliwe niedowytrzymania, ciut złośliwe i leniwe (np. jeśli chodzi o wychodzenie w deszcz) i zalęknione (grzmoty, petardy). Nuta chodziła za mamą krok w krok a mnie i Tatę obdarzała takim uczuciem jak framugę kuchni - też można było do nas przyjść się poczochrać i tyle. Z komend - Nuta rozumiała "spacer" i "micha" - i to tylko jeśli była w nastroju. Jak się wchodziło do mieszkania to podnosiła ogon i z łaski robiła jedno - góra, dwa machnięcia. Wszystkie psy w rodzinie się jej bały (chociaż nie wiem, czy miała 30 cm. wzrostu...) No i myśleliśmy, że następny pies też taki będzie. A dostaliśmy od Mysi anioła... Na takiego psa jak Heksa to my już w życiu nie trafimy. Ona jest jedna jedyna!! Ale nawet jakby się okazała strasznym wredziolem to przecież byśmy jej nie oddali! W rodzinie mieśmy np. psa, który mojej cioci 3 razy łamał rękę i raz poważnie uszkodził jej nogę - do dziś ma kłopoty z kolanem. (Golden retriver (przeszkolony zresztą)- ogromne bydle nieopanowane na spacerach - z wielką wprawą ściągał ciotkę ze schodów.) I nikomu nawet przez myśl nie przeszło, żeby go oddać w dobre ręce - chociaż chętni sami się zgłaszali, bo piękny był bardzo. Miał się jak w raju. Jak byliśmy bardzo mali, to mama oddała szczeniaczka. To było tak: wuj, który z nami mieszkał miał złamaną nogę, winda była popsuta (mieszkamy na 6 piętrze), wysiadł hydrofor (wodę brało się z piwnicy), mój brat miał 5 lat, ja 2 i mój wspaniały Tato postanowił nam zrobić prezent i przyniósł nam szczeniaczka. I poszedł do pracy. No i jakoś tak się złożyło, że mama nie doceniła prezentu... Szczeniaczek wrócił do poprzednich właścicieli (zostawili go sobie, bo suczka była już wiekowa i faktycznie rok później zmarła). Ale to jedyne zwierze, które się u nas nie zadomowiło. No nie... Było jeszcze jedno... Miałam kiedyś akwarium - z którego jakimś cudem wyskoczył bojownik (mój ulubiony, piękny okaz) no i jak wróciłam ze szkoły znalazłam go uschniętego na dywanie... Mama mi opowiedziała jakąś piękną bajkę, z której wynikało, że uśnięte ryby wrzuca się do muszli klozetowej i one płyną do morza i jak tam zetkną się ze słoną falą to ożywają. (Ja byłam mała i cholernie łatwowierna, więc jej uwerzyłam). Pożegnałam się z moim bojownikiem - wyrzuciłam do kibelka i on ... ożył. Ale ja jednocześnie pociągnęłam za spłuczkę... Mama krzyknęła, ale było już za późno... Wpadłam w totalną histerię i mama powiedziała, że biegnie złąpać ją w piwnicy. I faktycznie za jakiś czas wróciła z bojownikiem w słoiku. Bojownik był żywy! Tylko znacznie chudszy - jak mi Mama wytłumaczyła - wiele przeszedł zanim spłynął na parter... A dzisiaj, kiedy już minęło 30 parę lat od tego wydarzenia, to wydaje mi się, że to cud, że mamie udało się w latach 70-tych tak szybko znaleźć sklep z rybkami, gdzie był całkiem podobny bjownik... Quote
rotek_ Posted May 22, 2009 Posted May 22, 2009 :grin: uśmiałam się:lol: teraz przynajmniej z dobrym nastrojem dokończę sprzątać Quote
Halo (Alfa i Zuzia) Posted May 22, 2009 Posted May 22, 2009 :roflt:dzieki Bjuta, zawsze potrafisz mnie rozbawić. Masz fajną Mamę. Ja myślałam że Heksa jest u Ciebie kilka lat już. Quote
Mysia_ Posted May 25, 2009 Posted May 25, 2009 super ta historia z bojownikiem :lol::evil_lol: a że Heksunia jest cudna to ja wiem :loveu::evil_lol: Quote
halbina Posted May 25, 2009 Posted May 25, 2009 Miałam kiedyś akwarium - z którego jakimś cudem wyskoczył bojownik (mój ulubiony, piękny okaz) no i jak wróciłam ze szkoły znalazłam go uschniętego na dywanie... Mama mi opowiedziała jakąś piękną bajkę, z której wynikało, że uśnięte ryby wrzuca się do muszli klozetowej i one płyną do morza i jak tam zetkną się ze słoną falą to ożywają. (Ja byłam mała i cholernie łatwowierna, więc jej uwerzyłam). Pożegnałam się z moim bojownikiem - wyrzuciłam do kibelka i on ... ożył. Ale ja jednocześnie pociągnęłam za spłuczkę... Mama krzyknęła, ale było już za późno... Wpadłam w totalną histerię i mama powiedziała, że biegnie złąpać ją w piwnicy. I faktycznie za jakiś czas wróciła z bojownikiem w słoiku. Bojownik był żywy! Tylko znacznie chudszy - jak mi Mama wytłumaczyła - wiele przeszedł zanim spłynął na parter... A dzisiaj, kiedy już minęło 30 parę lat od tego wydarzenia, to wydaje mi się, że to cud, że mamie udało się w latach 70-tych tak szybko znaleźć sklep z rybkami, gdzie był całkiem podobny bjownik... :evil_lol::evil_lol::evil_lol: u mnie ta bajka była o wróbelku odratowanym... wróbelek jakoś tak odfrunął z samego ranka, kiedy ja jeszcze spałam... (po latach się dowiedziałam, że został skremowany w naszym piecu kaflowym)... ach te mamy nasze przekochane! Quote
Halo (Alfa i Zuzia) Posted May 28, 2009 Posted May 28, 2009 :] ja miałam ulubioną zabawkę koziołka Matołka. Koziołek rósł ze mną i wyglądał po latach coraz gorzej. Pewnego dnia rodzice wmówili mi, że poszedł do Pacanowa. Domyślałam się, że to coś nie tego, ale przyjęłam do wiadomości. Teraz wiem, że go wyrzucili :mad:, bo się sypał - miał w sobie trociny... Quote
halbina Posted May 29, 2009 Posted May 29, 2009 straszne... rodziców trzeba by zgłosić do TOZ-u czy jak... :evil_lol: Quote
Mysia_ Posted May 29, 2009 Posted May 29, 2009 rybki ożywywające w muszli klozetowej, wróbelki odlatujące na ranem i koziołki wędrujące do Pacanowa :evil_lol: uwielbiam Was :evil_lol::loveu: ja chyba nie miałam dzieciństwa :eviltong::eviltong::eviltong: Quote
Bjuta Posted June 2, 2009 Author Posted June 2, 2009 Dziękujemy za wszystkie fajne wpisy!!! Mamy... Ah. Mamy... Mysiu, musisz pogrzebać w pamięci i znajdziesz stos anegdotek!!! Dziewczyny - zobaczcie mam płomyczek... Jestem załamana. To jednak uzależnienie... Quote
halbina Posted June 2, 2009 Posted June 2, 2009 Płomyczek się w pełni należy! I nie martw się, Bjuto! Do Mysi jeszcze Ci wiele płomyczków brakuje! :eviltong: Quote
Bjuta Posted June 3, 2009 Author Posted June 3, 2009 Skończyła nam się wesoła łapka :shake: Będziemy ćwiczyć same ;) Czasem :eviltong:, No, będziemy, będziemy! :mad: A tu trochę fotek z ostatniej lekcji. Przekupstwem i głodem dochodzimy do "człogaj się" Jeśli chodzi o noszenie gazety, to mamy ją gdzieś... Niech se pani sama gazetę nosi, no nie? Quote
Bjuta Posted June 3, 2009 Author Posted June 3, 2009 "czekaj" - w tym Heksior jest mistrzem! :lol: Pewnie, dlatego, że często ćwiczymy w parku, nie wiedzieć czemu w otoczeniu kwiatów! :evil_lol: Ciekawe, kiedy pozwolą iść na przerwę? Przybijanie piątki opanowaliśmy od pierwszego kopa. Jedzenie penisów wołowych też! Quote
Bjuta Posted June 3, 2009 Author Posted June 3, 2009 Próbujemy nauczyć się "turlać się", ale, hm... W drugą stronę, też nie... :shake: Prawdopodobnie dlatego, że smakołyki były niewłaściwe, a te właściwe, jakoś nie chciały się otworzyć. Quote
Bjuta Posted June 3, 2009 Author Posted June 3, 2009 Ale chyba nikt się nie zorientował jak mało odrabialiśmy zadań - i dostaliśmy dyplomik!!! :loveu: Quote
Bjuta Posted June 4, 2009 Author Posted June 4, 2009 Jesteśmy z siebie bardzo dumne! Chociaż do wyszkolenia jednego z psów trenerów, to nam jeszcze sporo brakuje.... Quote
halbina Posted June 4, 2009 Posted June 4, 2009 Heksa po prostu nie musi zarabiać jako pies trenera, nieprawdaż?... Gratulacje dla Heksy i dzielnej Pani Heksy! A dobór odpowiednich łapóweczek bardzo ważny! Quote
Bjuta Posted June 4, 2009 Author Posted June 4, 2009 Wiesz, gdyby Heksa opanowała tę sztuczkę: To by mnie mogła wozić do Psitula, do pracy, na wycieczki... A tak się muszę kogoś prosić... :shake: Quote
halbina Posted June 4, 2009 Posted June 4, 2009 no to się zapiszcie... na prawo jazdy... :evil_lol: http://www.dogomania.pl/forum/f28/szczeniaki-do-adopcji-zabrze-adopcja-chwilowo-wstrzymana-137977/ pocieszyłam sie po wydaniu Wegi... od razu i hurtowo... :roll: Quote
Bjuta Posted June 4, 2009 Author Posted June 4, 2009 Prawo jazdy to ja mam od 15 lat:evil_lol:! I nawet auto mam. Tylko prowadzić nie umiem... :shake: Znaczy umiem, tylko się troszeczkę obijam o inne auta, bramy wjazdowe, słupki, krawężniki. Jeszcze nigdy się nie obiłam o przechodnia i w sumie bym nie chciała, więc jak mi TZ zabronił siadać za kółkiem, to przyjęłam to z wielką ulgą!! Ale Heksa ma lepszą orientację w przestrzeni, to może ona by dała radę? :roll: Quote
Mysia_ Posted June 6, 2009 Posted June 6, 2009 skoro tak świetnie sobie poradziła w Wesołej Łapce, to z prawkiem też by dała radę :D Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.