ans77 Posted April 30, 2009 Posted April 30, 2009 Witam wszystkich, jesteśmy z Sabą już jakiś czas po porannym spacerze i śniadaniu, leży teraz przy moich nogach i śpi. Kiedy ja przywieźliśmy było strasznie – leżała pod drzwiami, była apatyczna, nie chciała jeść i pić, kiedy ktoś próbował do niej podejść trzęsła się jak galareta, na szczęście nie próbowała ugryźć ani straszyć, robiła wielkie przestraszone oczy i przyciskała się do ściany. Po kilku dniach było znacznie lepiej, zaczęła pić i troszkę jeść (ale malutko), przedpokój zamieniła na salon i obserwowała nas z kąta. Ja cały czas byłam z nią w domu (i nadal jestem - piszę pracę magisterską i nie mam żadnych innych zajęć) – mówiłam do niej, siadałam obok, dawałam karmę z ręki, chodziłam na spacery - znalazłyśmy nić porozumienia. Zaczęło się też „śledzenie” mnie, chodzenie za mną krok w krok – jest tak do teraz, ja do kuchni – pies do kuchni, ja do wc – pies za mną, ja siedzę – pies obok, wystarczy że chce poprawić się na kanapie to ona już czujna. Pierwsze problemy zaczęły się w związku z JEDZENIEM. Nasza wcześniejsza suczka jadła tylko suchą karmę – uzupełniało się jej miskę jak miała pustą a ona jadła kiedy była głodna, i tak było przez 11 lat. Więc moje doświadczenie związane z karmieniem okazało żadne. Kupiłam Chappi, na początku jadła troszkę z ręki lub z ziemi, później okazało się że chrupki są fuj i twarde, tłumaczyłam sobie, że to przez brak zębów przednich, no to moczyłam chrupki i takie miękkie jej dawałam. Działało przez tydzień a później odmówiła i prawie dwa dni nic nie jadła. Kupiłam więc mokrą karmę w puszce, oczywiście jadła z ręki po kawałku przez 2-3 dni i znowu zastrajkowała. No to trochę poszperałam w internecie i zabrałam się za gotowanie – ryż + mięsko + warzywa. I udało się, zasmakowało. Jadła aż jej się uszy trzęsły. Po dwóch miesiącach sprawa jedzonkowa wygląda tak: rano Saba je ryż z mięskiem i warzywami, później zazwyczaj nic nie chce jeść (czasem biały serek, jogurt czy jajeczko), raz na jakiś czas je drugą porcję na obiad ale to od święta, w nocy zjada miskę suchej kramy Frolic i czasem podkrada kotom chrupki, no i w ciągu dnia jakąś szynkę lub inne przysmaki w ramach wkupienia się w jej łaski. Nie muszę już przy niej stać jak je ani jej karmić, mogę wyjść do salonu a ona luka przez drzwi czy jestem i wcina. Chciałabym ją przestawić tylko na suchą karmę bo gotowanie jest dość kłopotliwe, nie wiem zupełnie jak to zrobić bo Saba jest uparta a nie chce żeby się zagłodziła. Macie jakieś rady? Poza tym ona je tylko jak jest cisza i spokój, albo jest noc albo nikogo oprócz mnie i Sabci nie ma w domu. Saba jest do mnie bardzo przywiązana, nawet za bardzo, o chodzeniu za mną krok w krok pisałam wyżej. Na dzień dzisiejszy bardzo się mnie słucha, jak ją wołam zawsze przychodzi. Na spacerach nie mam z nią żadnych problemów. Mieszkamy w domu z ogrodem a wokół jest mnóstwo łąk i pól więc mamy gdzie spacerować. Chodzi bez smyczy, biega, wariuje, biega za patykiem (ale nie przynosi, nie mam pojęcia jak ją tego nauczyć), tarza się w trawie, a ja z nią, pokazuje mi brzuszek, podgryza w ręce, zaczepia do zabawy – raj, uwielbiamy to obie J Na spacery wychodzę z nią w zasadzie tylko ja, rodzice czasem też z nią wyjdą, ale tylko na rozciąganej smyczy, trzyma się ich bardzo i jest grzeczna. Ostatnio tata się trochę na nią obraził, zabrał ją na ulubioną łąkę i puścił żeby pobiegała, a ona zostawiła go tam i biegiem do domu – do mnie. No i ja musiałam iść na spacer. Saba rodziców się nie słucha, jak ją wołają to zazwyczaj przed nimi ucieka albo odwraca głowę że niby ich nie słyszy, czasem podjedzie sama z siebie albo jak tata je kanapki z szynką albo tuńczykiem J A tak to ich się boi. Szczególnie mam jej „podpadła”. Zdarza się Sabie zawarczeć na mamę albo na nią naszczekać, mama wtedy i tak do niej podchodzi i daje jej rękę do powąchania to przestaje burczeć. Jak wychodzę z domu to Saba się chowa w swojej „budzie” (pod schodami w przedpokoju jest schowek ze specjalnym psim wejściem) i czeka aż wrócę, nie wychodzi do tego czasu (czasem rodzice wyciągną ją stamtąd na siłę), nie je, nie pije – tylko tam siedzi. Jak wracam do domu to wybiega stamtąd i mnie wita, macha ogonem, głaszcze się, no i łazi za mną. W nocy śpi w swojej budce a rano przychodzi do mnie do pokoju i budzi mnie zimnym nosem żeby wyjść na spacer. Chciała spać początkowo u mnie ale wybiłam jej to z głowy ;) Jak ją przekonać że rodziców powinna się słuchać? Przychodzić na wołanie - to jest najistotniejsza sprawa. I nie bać się ich, nie uciekać przed nimi. Na spacerze w stosunku do obcych bywa agresywna, jak ktoś się zbliża to muszę ją zapiąć na smycz i przytrzymać bo się rzuca i warczy. Do innych psów stosunek ma neutralny, czasem próbuje je gryźć a czasem ignoruje. Natomiast jak ktoś obcy przyjdzie do nas do domu to obserwuje z daleka, chowa się. Sabcia ma też mnóstwo lęków. Boi się aparatu fotograficznego. Ostatnio próbowałam zrobić jej zdjęcie to zaczęła w PANICE uciekać, biegać w koło domu i nie chciała przyjść na wołanie. Trwało to z 15 minut. Powtórzyłam to kilka razy w ciągu tygodnia i pieska bardzo się zestresowała L Więc mam kilka zdjęć jak się chowa i ucieka L Na telefonie komórkowym mam jej kilka zdjęć bo udawałam że pisze smsa i zrobiłam jej foto, natomiast jak tylko skieruje telefon w jej stronę i robię jej oficjalnie zdjęcie no to jest panika. Saba strasznie boi się błysków światła i burzy. Burzę jestem wstanie zrozumieć. Ale ze światłem jest problem. Sytuacja z przed kilku dni – siedzę na kanapie, obok jest fotel, za fotelem leży Saba, przed kanapą i fotelem niski stół; na stole herbata a na moich kolanach laptop; do domu wpada promyk słońca, odbija się od monitora i robi „zajączka” na suficie – Saba na ten widok w panice przeskoczyła przez fotel (wyysokooo), wskoczyła na stół, rozlała herbatę i uciekła... Ręce mi opadły. Teraz chodzi i patrzy cały czas w sufit i szuka błysków, cieni światła i się trzęsie... Nie wiem co robić. Nie chce też sunia wychodzić na ogród. Nasza wcześniejsza suczka spędzała całe dnie na tarasie albo leżąc na trawie, szczekając. A Saba nie. No chyba że ja wyjdę to ona też wyjdzie na chwilę. A tak to gnije w domu L Co nie zmienia faktu że uwielbia być na dworze – na łąkach spacerować. Co do sterylizacji – nasz wet powiedział, że wysterylizuje ją po cieczce i usunie też przepuklinę. Ale cieczki póki co nie dostała. A właśnie – weta się nie boi, lubi go. I koty nasze bardzo kocha, z wzajemnością, ocierają się o siebie, próbują się trochę bawić (kot leży na plecach, Saba nad nim stoi i zachęcająco piszczy, kot bije miękką łapką Sabę po pyszczku, Saba bije kota łapką i po zabawie ;) ). To chyba na tyle bo bardzo się rozpisałam. Saba wypełnia teraz bardzo moje życie, strasznie ją kocham i bardzo bym chciała żeby czuła się dobrze, miała komfort psychiczny i mogła spokojnie żyć w naszej rodzinie. Bardzo proszę Was o rady jak jej to ułatwić. Quote
jusstyna85 Posted April 30, 2009 Author Posted April 30, 2009 Witamy, jak miło, że zajrzałaś:loveu: Za relacje bardzo dziękuje,jak dobrze wiedzieć że panna ma sie tak dobrze... Musisz zrozumieć, że Saba wiele przeżyła,zmieniała miejsce i opiekunów, pobyt w Schronisku był dla niej udręką.Moj pies zachowywał się tak przez 6 miesięcy, chodził za mną krok w krok, gdzie ja, tam on.Ja zrobiłam błąd wtedy,bo uzależniłam go od siebie, nie zostawiała go i mam teraz nauczke-kiedy mnie nie widzi,to strasznie lamentuje,na szczęście przestał chodzić za mną krok w krok... Saba potrzebuje czasu,a co do jedzenia,to życze powodzenia :) Moje psy jak nie mają mięsa,to nie ruszą suchej ani w puszkach nawet przez 3 dni(kiedyś próbowałam). Co do burzy i błysków,to chyba 3/4 psów panikuje,szczególnie te,które przeżyły burze w Schronisku.Moj pies nawet na odgłos petard zaczyna się trząść i nie mam z nim żadnego kontaktu.Najlepiej wtedy schować sie w łazience,gdzies gdzie poczułaby się bezpiecznie. Quote
lunarmermaid Posted April 30, 2009 Posted April 30, 2009 Jak się cieszę,że u Sabuni wszystko ok. Co do chodzenia za Tobą to u mnie bylo to samo,też chodziła za mną krok w krok. Na ogrodzie nie chciała byc sama,musiałam z nią wychodzić,żeby się załatwiła. Z tego co widzę i czytam to jest z Sabą wszystko w porządku,tylko musi trochę czasu minąć,żeby doszło wszystko do najlepszego porządku. A z karmą to chyba przeze mnie,bo u mnie nauczyła się jadac inne rzeczy ,nie tylko suchą karmę....No i polubiła to inne jedzonko.;) Quote
jusstyna85 Posted April 30, 2009 Author Posted April 30, 2009 Zuzlikowa dała świetne pomysły,jak przekłamac troche psa...muszę znaleźć na PW i skopiuję... Quote
ans77 Posted April 30, 2009 Posted April 30, 2009 Więc pozostaje mi gotowanie do końca życia ;) dobrze że chociaż Frolic je bo bym poszła z torbami. Jest u nas dopiero drugi miesiąc więc zdaje sobie sprawę, że myszka potrzebuje jeszcze sporo czasu. W okolicach września chciałam ją wziąć na szkolenie - myślicie że to dobry pomysł? A co z wizytą poadopcyjną? Kiedy mogę się spodziewać? Chciałam też jakoś wspomóc schronisko i inne pieski, mam też do oddania 10kg Chappi którymi Sabcia gardzi. Quote
lunarmermaid Posted April 30, 2009 Posted April 30, 2009 Szkolenie psa to zawsze dobry pomysł.A co do jej zachowania to może behawiorysta coś by poradził,ale z tym można jeszcze poczekać.Psy w róznym stopniu przyzwyczajają sie do nowych warunków,czasami to trwa naprawdę długo.Wiem po swojej suni,ona dopiero po roku zaczęła być "normalna",tzn.przestała się nas bać,pomimo,że traktowaliśmy ją bardzo dobrze i nie biliśmy.Ale pozostałości ze "starego życia" i schronu długo dawały jej się we znaki.... Quote
Ela B. Posted July 5, 2011 Posted July 5, 2011 Saba wiedzie od dwóch lat i trzech miesięcy spokojny żywot u nas w Gliwicach. Już się przystosowala i pokochała nas, choć nadal jest psem bardzo wrażliwym. Bardzo boi się nadal burzy - jak wychodzi patrzy w niebo, włącza górny węch i gdy pogoda niepewna zwiewa do domu i nic jej nie wygoni, przez to zdarza jej się zsikać na podłogę koło wyjścia na taras i to w sumie jedyny z nią kłopot. Jest bardzo przywiązana i spokojna, nie niszczy nic. Najchętniej przebywa blisko nas i w domu. Na ogrodzie przebywa głównie gdy ktoś z nas tam jest lub szybko za potrzebą i obszczekać obcych - bardzo dobrze pilnuje, nie szczeka dużo, ale groźnie i w odpowiednich momentach, jednak tylko gdy sama chce - nie potrafi dać głos na polecenie, czasem próbuje bezgłośnie lub popiskuje. Dopiero niedawno nauczyła się dawać łapę, siadać i kłaść na polecenie.Niestety żebrze (to nasza wina bo ją rozpuśliliśmy na początku) i nawet kradnie jedzenie - wie, że źle robi, bo porywa do swojego posłania i chowa się i wstydzi :oops: :lol: Jest bardzo łakoma, teraz je każdą karmę, ale jest szczupła, ma ładną sierść. Jest bardzo zdrowym psem i niekłopotliwym, miłym i dobrym mimo swoich dziwactw i nie żałujemy nigdy, że ją wzięliśmy. Przyjaźni się z naszymi dwoma kotami, zwłaszcza jednym czarnym i z nim chętniej wychodzi na dwór. Bardzo też lubi dzieci, pilnuje i opiekuje się chodząc za nimi. obserwujemy oczywiście, ale jest bardzo cierpliwa i nigdy nie okazała strachu ani agresji ! Więc warto brać zwierzęta w adopcję ! Wszystkie nasze dotychczasowe zwierzęta były wzięte od kogoś, nie ze schroniska i Saba jest jednak chyba najtrudniejsza, nawet teraz ma jakieś "traumy", ale jest bardzo kochana. Pozdrawiam i życzę pomyslnych adopcji innych piesków. Ela z Gliwic Quote
jusstyna85 Posted July 6, 2011 Author Posted July 6, 2011 [quote name='Ela B.']Saba wiedzie od dwóch lat i trzech miesięcy spokojny żywot u nas w Gliwicach. Już się przystosowala i pokochała nas, choć nadal jest psem bardzo wrażliwym. Bardzo boi się nadal burzy - jak wychodzi patrzy w niebo, włącza górny węch i gdy pogoda niepewna zwiewa do domu i nic jej nie wygoni, przez to zdarza jej się zsikać na podłogę koło wyjścia na taras i to w sumie jedyny z nią kłopot. Jest bardzo przywiązana i spokojna, nie niszczy nic. Najchętniej przebywa blisko nas i w domu. Na ogrodzie przebywa głównie gdy ktoś z nas tam jest lub szybko za potrzebą i obszczekać obcych - bardzo dobrze pilnuje, nie szczeka dużo, ale groźnie i w odpowiednich momentach, jednak tylko gdy sama chce - nie potrafi dać głos na polecenie, czasem próbuje bezgłośnie lub popiskuje. Dopiero niedawno nauczyła się dawać łapę, siadać i kłaść na polecenie.Niestety żebrze (to nasza wina bo ją rozpuśliliśmy na początku) i nawet kradnie jedzenie - wie, że źle robi, bo porywa do swojego posłania i chowa się i wstydzi :oops: :lol: Jest bardzo łakoma, teraz je każdą karmę, ale jest szczupła, ma ładną sierść. Jest bardzo zdrowym psem i niekłopotliwym, miłym i dobrym mimo swoich dziwactw i nie żałujemy nigdy, że ją wzięliśmy. Przyjaźni się z naszymi dwoma kotami, zwłaszcza jednym czarnym i z nim chętniej wychodzi na dwór. Bardzo też lubi dzieci, pilnuje i opiekuje się chodząc za nimi. obserwujemy oczywiście, ale jest bardzo cierpliwa i nigdy nie okazała strachu ani agresji ! Więc warto brać zwierzęta w adopcję ! Wszystkie nasze dotychczasowe zwierzęta były wzięte od kogoś, nie ze schroniska i Saba jest jednak chyba najtrudniejsza, nawet teraz ma jakieś "traumy", ale jest bardzo kochana. Pozdrawiam i życzę pomyslnych adopcji innych piesków. Ela z Gliwic[/QUOTE] Super wieści,fajnie przeczytać po takim czasie.Sunia miała wielkie szczęście,że trafiła na Ciebie. Quote
Ela B. Posted September 3, 2011 Posted September 3, 2011 Smutna wiadomość ... :( Saba chyba ma nowotwór. W środę ostateczne badania i decyzja o operacji lub opiece "paliatywnej". Będę walczyć o Sabcię jak długo się da, dopóki nie będzie cierpieć. Paradoksalnie dopiero od kilku miesięcy stała się kontaktowa i spontaniczna. Jesli odejdzie - to pozostawi wiele dobrych wspomnień. Dobry i kochany piesek. Pani doktor przed badanem wzięła z wieszaka kaganiec, popaturzyły sobie z Sabcią w oczy - i Pani Doktor odwiesiła kaganiec !!! Bo Sabcia jest mądra i grzeczna. Trzymajcie kciuki. Może się uda. Quote
Ela B. Posted September 7, 2011 Posted September 7, 2011 Sabcia już po operacji - bardzo ciężkiej jak się okazało i długiej (aż 2 i pół godziny !), ale przeżyła i znowu jest z nami. Przerzutów nie było, ale guz głęboko wrastał i był zropiały i bardzo ukrwiony, przez co doszło do krwotoku i piesek stracił ponad litr krwi. usunięto macicę, która byla bardzo krucha i też stworzyła problemy przy wycinaniu, inne guzki gruczołowe wielkości orzecha laskowego, wykonano tylko częściową mastektomię, gdyż piesek już by nie przetrzymał tak rozległego zabiegu. Saba jednak jest bardzo dzielna i odporna. Zabieg skończył się przed 12-tą, a o 15-tej sama wstała na nogi i pomalutku poszła z nami do auta. Widać, że jest całkiem nasza i wie, gdzie jest jej dom i jej ludzie. W domu poleżała godzinę i podeszła do drzwi prosząc o spacer, wyszła pomaleńku, wysiusiała się i zrobiła kupę ! To chyba dobry znak. Pije wodę, jeść na razie nie dostaje, ma wenflon i trzy duże kroplówki do zrobienia w domu - dziś jedna, jutro dwie i zastrzyk przeciwbólowy do wenflona. Damy radę, bo już płukałam kroplówkami "zatkanego" kocura - to dopiero było wyzwanie ! :) Doktor powiedział, że ma duże szanse dojść do siebie, tylko trzeba ją odżywić, więc wracamy do gotowania dla pieska, mamy zacząć od rosołku z kurczaka i ryżu, następnie z gotowanym mięskiem. Chyba z Sabą będziemy jadły razem, gdyż ja ostatnio mam problemy z żołądkiem, mam jakieś nadżerki i też mi zalecają takie jedzonko ;) Tak się cieszę, że się udało - oby dalej wszystko poszło dobrze. Bardzo przywiązaliśmy się do Sabci. Pomogła nam przetrwać bardzo trudne chwile. Jest bardzo wrażliwa, specyficzna w zachowaniu, taki trochę "niewidzialny" pies - tak bywa po traumie, ale w tej jej chorobie coraz bardziej widać, że ona wie, że jest nasza i kocha - tak po cichutku, ale mocno. Quote
jusstyna85 Posted September 11, 2011 Author Posted September 11, 2011 Uuuffff.... Teraz Saba ma dla kogo żyć,tak łatwo się nie podda Quote
Ela B. Posted September 15, 2011 Posted September 15, 2011 Saba ma się zdrowotnie chyba dobrze, jutro zdjęcie szwów. Biega, nie liże się po ranie, je dość chętnie. Ale jest kłopot, gdyż zdziczała mi kompletnie przez tą operację i leczenie. Zawsze pozostała po wcześniejszych swoich przejściach dość nieufna i lękliwa, ale ostatnio było już całkiem dobrze. W ogóle niekorzystnie stało się z tą chorobą, gdyż w tym samym czasie moja córka Ania, do której Saba była najbardziej przywiązana, bo Ania poświęcała jej kiedyś dużo czasu po przywiezieniu z DT z Jaworzna, przy niej sunia była bardziej swobodna, ale Ania wyjechała na wakacje, a potem wyprowadziła się, przychodzi tylko od czasu do czasu pobawić się, pies ożywia się wtedy, niestety na krótko. Ze mną Sabcia już zaczęła łapać coraz lepszy kontakt, chodziłam na spacery, przekupywałam łakociami, a teraz wszystko szlak trafia. Nawet na początku, te parę dni po operacji nie było to tak widoczne, może miała mniej siły. Dawałam kroplówki,teraz muszę jej oglądać i przemywać brzuch, czego ona nie cierpi, a najgorzej znosi podawanie tabletek. Najpierw jadła w pasztecie, raz rozgryzła i zraziła się, teraz nie chce już ode mnie jedzenia, ucieka, zaciska pysk, muszę tabletkę wciskać na siłę. I do weta to ja ją wożę i muszę ją trzymać. W sumie jest pokorna, nie warczy, nie stawia się, nawet tak bardzo nie ucieka, tylko taki bierny opór, ogon pod brzuch, przypada do ziemi i jest przerażona coraz bardziej moją osobą, nie patrzy na mnie, tylko w bok :( . Zachowuje się niewiele lepiej niż po przyjściu do nas, a było to 2 i pól roku temu... Jeszcze jutro rano idę z nią na zdjęcie szwów... Nie wiem czy sobie da to zrobić i jak to będzie wyglądało. Ostatnio przy oglądaniu rany razem z panią wet musiałysmy psa podnieść i położyć do góry nogami na stole i Pani popryskała ją zimnym sprajem po brzuszku ! - Sabcia oniemiała, wytrzeszczyła oczy... CO ROBIĆ ?! Ten pies mnie znienawidzi !!! :( Nie mogę spać przez to,jak pomyślę o jutrzejszym dniu - jak pieskowi pomóc ? Quote
Ela B. Posted September 21, 2012 Posted September 21, 2012 Saba wyzdrowiała w pełni, po roku już wiadomo, że nowotwór był niezłośliwy. Jest w pełni sił i zdrowia. Ma apetyt, przytyła - nie nadmiernie, tak akurat. Dalej jest trochę dziwna i strachliwa, np. zdjęcia nie da się jej zrobić ani aparatem, ani komórką, ucieka w panice i nie wyłazi przez pól dnia z budy, ma też jakieś schizy, czasami jakby nie poznaje domowników lub nagle boi się nie wiadomo czego, ale widać, że jest bardzo przywiązana, nawet po tych przejściach zdrowotnych jakby bardziej, nigdy zębów nie pokaże, nawet przy tej chorobie, zmianie opatrunków, zastrzykach była bardzo pokorna, co najwyżej ucieka i chowa się (a niestety robi to często). U nas przybędzie zwierząt - znów w nieplanowany sposób. Jutro bierzemy po długiej walce wewnętrznej kotkę bezdomną "na trzeciego" kota, też chyba trudna, bo podrapała i pogryzła dotkliwie swoją pierwszą panią (za to dostała wymówienie z domu niestety)- podobno zaatakowała po nadepnięciu przypadkowym w nocy. Nie wiem, jak to jest, bo jeszcze nigdy nie nadepnęłam kota, raczej mocno uważamy, bo też nie wiem, co by nasze zrobiły. One zresztą wrzeszczą prewencyjnie, dziś prawie siadłam na jednego i wydarł się strasznie zanim się dobrze z tyłkiem przybliżyłam, więc podskoczyłam jak oparzona - oczywiście podsiadł mnie przy laptopie na wygrzanym miejscu. Saba powinna zaakceptować nową, gdyż dwa nasze "rezydencjonalne" koty nawet lubi.Ale nie wiemy jak będzie z naszymi kocurami. Nieplanowane to wszystko, bo mamy już zwierząt pod dostatkiem, a nawet niekiedy zanadto, bo towarzystwo rozpuszczone i absorbujące i czasu w sumie nie ma nawet dla tych co są. No ale kicia potrzebuje pilnej pomocy przed zimą, zamarznie w altance, nie ma żadnych chętnych na taką gryzącą i drapiącą wariatkę, więc choćby tymczasowo. Mniej się boję, że nas zaatakuje, w końcu mamy pewną przewagę wielkości, jeszcze nie słyszałam, by kot jakoś groźnie uszkodził człowieka (no chyba, że to jakiś gigantyczny kocur, albo małe dziecko), ale o te nasze koty. Nie bardzo chciałabym rozdzielać walczące minitygrysy... Mamy jednak wsparcie profesjonalne - kotka przyjedzie z behawiorystką. Quote
lunarmermaid Posted September 29, 2012 Posted September 29, 2012 Czytam o Sabuni i bardzo się cieszę,że tak dobrze trafiła. Jak była u mnie tak samo się zachowywała,zwłaszcza,jeżeli chodzi o zdjęcia... A tak bym ją z chęcią zobaczyła po 2 latach. Jedynym wyjściem chyba przyjazd i obejrzenie Saby "na żywo"... Niemniej jestem bardzo szczęśliwa,że udało się Sabie,to naprawdę bardzo kochany pies,pomimo swoich nietypowych zachowań. Serdecznie pozdrawiam Sabę i jej Panią!!!:loveu: Quote
Ela B. Posted January 22, 2013 Posted January 22, 2013 Dawno nie zaglądałam tu - bo też u nas wszystko dobrze, a przeważnie wyżalałam się i szukałam pomocy przy problemach. Sabcia ma się bardzo dobrze, jest całkiem zdrowa, ma czasami te swoje strachy, np. zdjęcia nie da się jej zrobić, bo w panice ucieka. Ale jest kochana i bardzo, bardzo przywiązana. Najfajniejsza jest jak jesteśmy sami z mężem, podchodzi do głaskania, "uśmiecha się" po psiemu, no i jest (jak wszystkie nasze zwierzaki łakoma i w tym względzie rozpuszczona. Z obcych akceptuje najbliższych znajomych, w razie czego chowa się po prostu do swojej "budy" pod schodami. Mieszka u nas ta zwariowana kocica - Skierka, po początkowych problemach, przeżyciu ataków paniki i furii, jednak nikomu krzywdy nie zrobiła. Teraz jest fajna i "ukochana" mojego męża, siedzi albo obok niego, albo na nim ;), "ataki" minęły ,acz jest "charakterna", jak coś jej się nie podoba to "paca", ale miękka łapą, kocury- kastraty podporządkowała sobie szybko. Oczywiście nie ma mowy byśmy ją oddali. Zachowuje się jakby była od zawsze. A Sabcia, kochany piesek akceptuje wszystkich i wszystko, co najwyżej się usuwa. Ale w ogródku spełnia swoje zadanie obszczekując groźnie zza płotu. Postaram się jakoś z ukrycia zrobić zdjęcie - no i serdecznie zapraszam do oglądnięcia naszej menażerii w Gliwicach - kontakt na mail [email protected] Quote
Ela B. Posted May 31, 2013 Posted May 31, 2013 Bardzo smutno - Sabcia już biega po drugiej stronie tęczy... :( Odeszła w moje urodziny 19 maja. Wieczorem zaczęła nagle skomlić, wymiotować, słabnąć z chwili na chwilę. Pojechałyśmy szybko z Anią na dyżur weterynaryjny, bo byłą niedziela późny wieczór. Po badaniach okazało się, że Sabcia miała skręt żołądka z objawami wstrząsu septycznego, jej stan pogorszył się bardzo szybko i nie dawał wielkich szans na przeżycie zabiegu. Sabcia bardzo cierpiała... Każda chwila była okropna. Dodatkowo w badaniach wyszedł też nawrót nowotworu listwy mlecznej i podejrzenie przerzutów. Konsultowałyśmy się jeszcze telefonicznie ze znajomym wetem, który też poradził, by pozwolić psu odejść i skrócić jej cierpienia... Ale decyzja i tak była straszna... W dodatku Pan Sabci, którego bardzo pokochała pomimo początkowej awersji do facetów też jest bardzo chory - niecały miesiąc po operacji nowotworu nerki, dopiero zaczął trochę dochodzić do siebie. Myślałam, że Sabcia będzie z nim chodzić na spokojne spacery, gdyż była taka zrównoważona, uważna na człowieka i nigdy nie ciągnęła za smycz... Nie możemy też mieć następnego pieska, gdyż czeka nas sprzedaż domu i przeprowadzka. Mamy nadal trzy koty - one szukały przez ponad tydzień psa, zaglądały na miejsce posłania... Saba ostatnio była bardzo fajna, wesoła, chętnie bawiła się na trawie, nawet burzy nie bała się już tak bardzo. Myślałam, że będzie z nami jeszcze trochę, miała pewnie z 11 lat. Była bardzo spokojna, grzeczna i niekłopotliwa. Coraz bardziej okazywała, że nas kocha... :( Ale cieszę się, że była z nami... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.