Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Coś czuję, że....;)
Isadorka domek prześwietli okrutnie....
Jamnicza mama:evil_lol:

Nie chciałabym byc na miejscu domku:evil_lol:

A najbardziej nie chciałbym byc na miejscu Pani, która musi z powodów od niej niezależnych małą oddać:-(:-(:-( Życie niesie nie tylko wiele dobrego:-(:-(:-(

  • Replies 77
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

DG32 napisał(a):
Czy dzięki tej rozkładówce w gazecie pojawiły się w końcu jakieś sensowne domki?



To był niusik nie rozkładówka ale narobiło toto szumu za 5 rokładówek.
Domek wg mnie jest. Ale decyzja należy do Pani Beaty. Jutro a właściwie dziś zadzwonię do niej i uzgodnimy.
Pani akurat z alegratki, ale to małe piwo najważniejsze ze ok.

Posted

Coś mi mówi, że jak już Isadora "przejrzała" domek na wylot i stwierdziła, że jest ok, to lepszego nikt nie znajdzie:lol:..Treaz czekamy na ostateczną decyzje Pani od Soni i ..no zobaczymy..Tymczasem życzę dobrej nocy wszystkim dogomaniakom no i oczywiście Soni:loveu:

Posted

danka1234 napisał(a):
To czekamy na wieści,ten domek to gdzies blisko Ciebie Isadoro?



Tak domek jest rzut beretem ode mnie. Były łzy wzruszenia na wizycie. Teraz też siedze i mi z oczu łzy lecą jestem po rozmowie z Panią Beatą. Ciotki nie życzę nikomu absolutnie być smuszonym do podjęcia takiej decyzji. Ironia i złośliwośc losu nieraz jest okrutna, zawsze bardzo bolesna. Obawiam się znajac siebie, ze po spotkaniu z Panią Beatą w tym Domku złapie dołeczka i .... Eeech ale tak musi być nieraz. Pani Beata musi miec przynajmniej pewność, że psiak trafi na kanapę, że nie zabraknie miziania i rozpieszczania. W tym domku gorące serducha czekają na Sonie (ale sie chyba wszyscy zawyjemy).

Posted

Domek prześwietlony przez Isadorę i w NASZYM ;) sąsiedztwie... sunia będzie miała dobrze!

Byle tylko bardzo za sobą nasze Panie nie tęskniły. To koszmar, gdy trzeba oddać przyjaciela :shake:

Posted

mru napisał(a):
ojej ale smutny wątek :)
ale tak pozytywnie...

trzymam kciuki :roll:
no i na pewno niepotrzebnie, bo wszystko będzie dobrze!


Też mam nadzieję że mój instynkt mnie nie zawiedzie i będzie ok. Ale co się napłakałam wczoraj (i jutro na pewno też zaryczę się) to przepraszam za porównanie ... "Trędowata" w pierwszym wydaniu wysiada. Uwierzcie. Rozmawiam z Panią Beatą... tak bardzo ją rozumiem i współczuję. Pani Beata nie jest w stanie mówić przez łzy... Przyznam że... to najtrudniejsza dla mnie adopcja w sensie psychicznym. Tym bardziej że temat bezrobocia jest mi bardzo bliski (praktycznie 6 lat bez stałej pracy).

Przeżywam poniekąd na nowo, wracaja moje obrazy mininych lat. Lat udręki, głodu... ale nigdy psiak nie był głodny. Lata gdy zawiedli najbliżsi, gdy przetrzepywałam torebki i kieszenie w poszukiwaniu zaplątancyh paru groszy. Gdy przycisnęło tak cholernie, że zapukałam do sasiadki z prośbą o jedzenie. Nie życzę nikomu przeżyć 1/10 tego co ja przeżyłam. Minione 6 lat to dla mnie trauma. Sama sie dziwię, ze nie zwariowałam, ze nie pierd.... am sobie w łeb, że nie wyladowalam w rynsztoku.

Znałam rozkłady promocji żywności w okolicznych marketach i szłam z dobrą miną potencjalnej klientki, aby skubnąć tego czy tamtego żarełka. Przez te lata jedyną istotą która trwała przy mnie był Rambo.

Pozbyłam się niemal wszystkiego (pralki, maszyny do szycia itd), udało mi sie nie pozbyć komputera, choć niewiele brakowało. Stareńki dzielnie mi służył i służy.

Ciotki to naprawdę najtrudniejsza dla mnie adopcja. Nie wiem czy jutro będe w stanie z kimś rozmawiać.

Zdejmijcie proszę ogłoszenia Soni z netu.

Posted

Erazm napisał(a):
Trzymajcie się powtórzę za Danusią, bo co innego można napisać:-(. Pierwszy raz nie świętujemy znalezienia domku, choć domek cieplutki, jamniczy


Tak wszystko ok, ale dobrze wiesz dlaczego mnie to tak wzięło.

Posted

Isadora ! to mam sie cieszyć z nowego domku jamniczki czy nie ?
Ja sobie nie wyobrazam odania żadnego z moich jamników i boję się o tym nawet mysleć.
Nie wiem co to znaczy bezrobocie ale współczuję wszystkim kogo to dotyka. Jak tu żyć godnie za marne grosze ? nie bedąc winnym swojej sytuacji.

Posted

Chciałabym serdecznie podziękować wszystkim, którzy pomogli mi w umieszczeniu Soni u dobrych ludzi, w nowym domu. Nie znam słów, które wyraziłyby moją wdzięczność za dobre serce i zrozumienie mojej trudnej sutuacji i... decyzji. Bardzo, bardzo dziękuję... Beata

Posted

Jestem, wróciłam. Sonia byłą bardzo oczekiwana. Jedna z córek, nie mieszkająca już z rodzicami specjalnie przyjechała i będzie nocowac. Sonia to prześliczna i urocza Pani Jamnik. Biedna zestresowana, jak jechałam i trzymałam ją na kolanach trzęsła si e ze strachu. Na miejscu wpadła w ramiona domowników, całowanie, mizianie. Biedna spięta bardzo, ogonek podkulony, ale... po pół godzinie... padła kołami do góry, oddając swój brzunio we władanie pieszczot. Kanapę tez już raczej wybrała. Zaczęła juz nawet przysypiać jakby ukojona. Po pewnym czasie sama sobie poszła do kuchni popiła i... wskoczyła ponownie na kanapę wybraną przez siebie.

Nowy domek Sonieczki przygotowywał się do jej przyjęcia i ewidentnie było widac, że jest to dla nich Święto. Nawet ja byłam ugoszczona słodkościami specjalnie przygotowanymi na ten dzień, na tą ważną chwilę. Sonia pod koniec mojej wizyty była już bardziej ośmielona, aczkolwiek ogonek jestzcze w stresowym położeniu. No ale wiadomo potrzebuje czasu. Widac było ze bardzo jej odpowiada być Gwiazdą i w centrum zainteresowania. Przyznam, że dawno nie widziałam ludzi któzy tak bardzo świątecznie, uroczyście wręcz ale i serdecznie potraktowali adopcję.

Jestem i będe w kontakcie z Nowym Domkiem Sonii. Za kilka dni jak troche ochłonie zrobimy jej zdjęcia.

Posted

Gdyby każdy właściciel potrafił zachować się tak jak Pani Beata..o ileż piękniejszy i lepszy byłby świat i o ile mniej psiego nieszczęścia...trzeba było mieć dużo odwagi i jeszcze więcej miłości, aby zdecydować się na taki krok..większośc ludzi w takiej sytuacji znajduje o wiele prostsze wyjście..znamy je wszystkie na pamięć..(oj, chyba nie wszystkie jednak, bo pomysłowość zwyrodnialców nie zna niestety granic:mad:)...wiem doksonale, co przeżywa Pani Beata...znam to uczucie..sama 30 lat temu, kiedy byłam dzieckiem, musiałam zgodzić sie na oddanie ówczesniej milości swojego życia..był to młody wyżeł...nie dawał rady w ciasnym blokowym mieszkaniu..zaczął nas gryźć..bardzo gryźć..bez powodu- np był głaskany przez mamę, która leżała juz w łóżku..i naglr..rzucił się na nią, prawie jej odgryzł rękę...dawaliśmy mu jeszcze potem kilka szans..do dziś mam ogromne blizny na lewym nadgarstku..ugryzł, bo był chory i podawałam mu lek..wiem, zwariował u nas pewnie z tej ciasnoty...poza tym chyba obie z mamą nie umiałyśmy go wychować dobrze, bo kiedy gryzł, zamiast go skarcić, ze strachu drugą ręką go głaskałyśmy, tylko, żeby przestał...strasznie bolesna to była decyzja..mimo krzywdy jakiej doznalismy od Milusia- mieliśmy śaiwdomość, że nie jest do końca winny...oddawalismy go do Kólka łowieckiego oddalonego ode mnie ok 50 km..pamiętam to uczucie..to było straszne i nigdy tego nie zapomnę...odwiedzałam go potem jeszcze kilka razy..ale po jakimś czasie po prostu mnie nie poznał...gdy odchodził od nas był jeszcze bardzo młody...Wtedy zrozumiałam, że jest dobra to była decyzja..Milord robił to co lubił i to do czego był stworzony..dlatego, choć wiem, ze boli...to myslę, ze Pani Beata okazała się cudowną i wrażliwa osobą...zrobiła to, co mogła zrobić najlepszego..Pozdrawiam serdecznie Ją i wszystkie cioteczki na tym forum, ktore tak bardzo sie zaangażowały w stworzenie Sonii najlepszych warunków...:lol:

Posted

Jej, to ja jednak sie cieszę. Cieszę sie, ze znalazł sie taki dom, cieszę sie, ze p. Beata oddała Sonię w nalepsze z mozliwych ręce, ze wraca wiara w ludzi, którzy kochaja jamniki...
Ja tak przezywałam, gdy po 2 jamniczki z mojego tymczasu, matkę i córkę przyjechali państwo z Warszawy i z pełną swiadomoscią tego, ze jest to dom wymarzony, oddałam im te dwa skarby. A to była najtrudniejsza adopcja tymczasów.

Posted

malagos napisał(a):
Jej, to ja jednak sie cieszę. Cieszę sie, ze znalazł sie taki dom, cieszę sie, ze p. Beata oddała Sonię w nalepsze z mozliwych ręce, ze wraca wiara w ludzi, którzy kochaja jamniki...
Ja tak przezywałam, gdy po 2 jamniczki z mojego tymczasu, matkę i córkę przyjechali państwo z Warszawy i z pełną swiadomoscią tego, ze jest to dom wymarzony, oddałam im te dwa skarby. A to była najtrudniejsza adopcja tymczasów.



Ja będe zadowolona i będę się cieszyć za trochę dni. Pies nie musi dzisiaj źle zaregować, mieć problem itp. Może to być za kilka dni. Po sytuacji z Wiolinem, gdy wszystko na poczatku było OK a pani cała happy i po dwóch bodaj dniach okazało się że pani oczekiwała klona... cóz za pare dni będzie można cos mówić. Jedno pewne to naprawde cięzka adopcja. Widzę Sonię przed oczami, ufna, spokojna.... A ja stane na głowie a krzywdy jej nie dam zrobić.

  • 3 weeks later...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...