Jump to content
Dogomania

Kielce - Suka ze stacji benznowej -wreszcie w NOWYM DOMKU!!!!


Recommended Posts

  • Replies 971
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Dużo czasu zajęło mi to wklejanie zdjęć. Teraz mogę przejść do wrażeń.
Spotkałam Lotosię z jej panem przed blokiem, gdzie mieszka. Pan mówi, że nie ma z nią kłopotu, sama zostaje bez problemu w domu, pan dużo spaceruje z nią, gotuje jej ryż lub makaron z mięsem, kupił jej szelki, bo w nich nie ciągnie. Podobno Lotosia-Pysia nie lubi niektórych małych psów i jakiejś suczki z ich bloku. Odniosłam wrażenie, że Lotosia ma dom tzn. dach nad głową, jedzenie i spacery, ale nie jest zbyt rozpieszczana.
Może nie będę obiektywna i chyba się nie nadaję do takich wizyt, bo ja sama mam przysłowiowego fioła na punkcie mojego psa, który śpi ze mną w łóżku, często na poduszce, a oboje z mężem potrafimy zrezygnować z kina, gdy żaden z synów nie może zostać w tym czasie z psem.
Pan Lotosi nie pozwala jej wskakiwać na wersalkę, może leżeć tylko na posłaniu.
Lotosia bardzo się do mnie przytulała, położyła mi głowę na kolanach gdy obok niej przykucnęłam, by ją pogłaskać. Do pana wprawdzie też merdała ogonem, gdy mówił do niej po imieniu i szturchała go zabawnie łapką, ale w oczach miała jakiś taki dziwny smutek.
Myślę, że ponowna wizyta będzie wskazana jeszcze za jakiś czas, ale ja się nie nadaję, bo może krzywdzę w ocenie ludzi, którzy dbają o psy, ale nie hołubią ich tak jak ja, bo dla mnie dobry dom, to dom, w którym pies jest pełnoprawnym członkiem rodziny z prawem do wskakiwania na łóżko.
Nie wiem jaką sierść miała wcześniej Lotosia, bo teraz ma tak jakby trochę matową i twardą, ale może taka jej uroda, bo na zabiedzoną nie wygląda.

Posted

Dorotko dziękujemy bardzo za wizytę.
Wiem o co Ci chodzi, bo sama należę do tego typu ludzi co ty. Jak weekend to tylko z psem, jeżeli nie mogę go zabrać z jakiś powodów to siedzę w domu, bo w tygodniu już jest sam pod naszą nieobecność :eviltong: Ale takich świrusów jak my to na palcach można chyba liczyć.

Posted

eliza_sk napisał(a):
Dorotko dziękujemy bardzo za wizytę.
Wiem o co Ci chodzi, bo sama należę do tego typu ludzi co ty. Jak weekend to tylko z psem, jeżeli nie mogę go zabrać z jakiś powodów to siedzę w domu, bo w tygodniu już jest sam pod naszą nieobecność :eviltong: Ale takich świrusów jak my to na palcach można chyba liczyć.



Nie ma za co dziękować. Bardzo się cieszę, że mogłam poznać Lotosię. Jest cudna, taka przylepka. Ona mieszka w bloku, obok którego jest hipermarket, w którym ja dwa razy w tygodniu robię zakupy. Może jeszcze kiedyś ją zobaczę?
A co do świrusów to prawda. Jest nas chyba mniejszość, chociaż ja znam przynajmniej kilku.
Napiszę jeszcze coś na pw.

Posted

Hmm..., po tym Doroto co opisałaś też mam mieszane uczucia, ale jedno jest pewne:
nawet jeśli Lotoska nie śpi w tym domu na łóżku właściciela i nie jest głaskana i przytulana co 5min., to na pewno ma tam lepiej (z obiektywnego punktu widzenia) niż u mnie w azylu, gdzie miała do dyzpozycji budę, boks, a głaskana była wtedy, kiedy akurat byłam w azylu. Ale faktem jest, że na zdjęciach z azylu była chyba trochę weselsza...:roll:

Ale cóż, przecież nie zobiorę ją teraz temu człowiekowi, dlatego że pies ma smutne oczy...?

Posted

Potter napisał(a):
Hmm..., po tym Doroto co opisałaś też mam mieszane uczucia, ale jedno jest pewne:
nawet jeśli Lotoska nie śpi w tym domu na łóżku właściciela i nie jest głaskana i przytulana co 5min., to na pewno ma tam lepiej (z obiektywnego punktu widzenia) niż u mnie w azylu, gdzie miała do dyzpozycji budę, boks, a głaskana była wtedy, kiedy akurat byłam w azylu. Ale faktem jest, że na zdjęciach z azylu była chyba trochę weselsza...:roll:

Ale cóż, przecież nie zobiorę ją teraz temu człowiekowi, dlatego że pies ma smutne oczy...?


Tak, masz rację. Napewno azyl jest tym gorszym rozwiązaniem, ale też zwróciłam uwagę na różnicę w zdjęciach. Na tych z azylu Lotosia była autentycznie szczęśliwa. Chyba jej brakuje prawdziwej czułości, bo widziała mnie pierwszy raz w życiu, a tak się przytuliła, jakby mnie znała od dawna.

Posted

Przez 9 mies. pobytu Lotoski u mnie w sprawie jej adopcji było bardzo mało telefonów i to głównie od niepoważnych ludzi. Ten dom był pierwszym w miarę rozsądnym, no i sprawdzonym. Oczywiście - mogłabym wybrzydzać w nieskończoność i trzymać Lotosię w azylu aż do końca jej dni, ale wtedy na pewno podniosłyby się na Dogo głosy, że męczę psa, skazuję go na dożywotni boks, itp., itd.
Zresztą w kontekście tego, o czym się słyszy na co dzień i o czym się czyta aż w nadmiarze na Dogo, o tych wszystkich psach bezskutecznie czekających na dom całe życie, byłoby histeryczną przesadą i małostkowością blokowanie jej w azylu i nie skorzystanie z możliwości tej adopcji.
Oczywiście - Lotosia mogła zapewne trafić lepiej... Nikomu bardziej nie zależało na dobru Lotoski niż mnie, bo to ja przez prawie rok się nią zajmowałam. Ale niestety żyjemy w dzikim kraju i tylko jakiś tam procent bezdomnych psów ma szansę na dom, a już promil na dom idealny.
Ponadto, w azylu musi być rotacja, abym mogła ratować kolejne zwierzęta. Oczywiście tej rotacji nie osiągam poprzez np. usypianie psów (jak w Dyminach), ale poprzez adopcje do sprawdzonych domów.

Jednak historia Lotoski skłoniła mnie do refleksji, czy aby, dla dobra zwierząt, nie obniżyć standardów życia psów w azylu?... Czy nie powinny jeść byle czego, mieć dziurawych budy, cierpieć chłód i choroby... No i nosa nie wytykać z boksów przez cały okres pobytu... Wtedy adopcja, nawet do jakiegoś niespecjalnie rewelacyjnego domu, po prostu z michą i dachem nad głową, byłaby dla takiego psa spełnieniem marzeń i cudowną odmianą losu. I to na zdjęciach z takiego domu właśnie, pies miałby uśmiechniętego pyska...

Bo zawsze chcę, żeby pies trafił lepiej niż miał u mnie. Jeśli tak się nie zdarza, pozostaje uczucie niedosytu, zawodu i żalu.
Głupie to wszystko, ale niestety, tak jak już pisałam, żyjemy w nadal ciemnym, zacofanym kraju i trzeba nauczyć się zadowalać półśrodkami w działaniu.

Posted

Potter, przypadek Lotoski świadczy tylko o tym jak wspaniale opiekujesz się psami, że nawet będąc w azylu potrafią być szczęśliwe. Chylę głowę przed tym co robisz. To naprawdę wspaniałe.
Rozumiem, że chciałaś wykorzystać szansę, jaka się pojawiła dla Lotoski i to przecież w żadnym razie nie Twoja wina, że polecany dom nie do końca się sprawdził. Miejmy tylko nadzieję, że nikt tam Lotosi nie krzywdzi.
Bardzo trudno jest znaleźć ludzi, którzy autentycznie kochają psy i odważą się dać szansę takim biedakom po przejściach. Ja sama pytałam wiele osób, które bardzo kochają zwierzęta i mają dobre warunki dla nich, czy nie chcieliby wziąć Lotoski, ale wszyscy jakoś się wymawiali, a to, że wakacje tuż tuż, albo, że nie wiedzą, czy Lotoska dogada się z ich psem itp.
Nie wiedzą co stracili, bo wiem, że Lotosia to wspaniała sunia, która lgnie do człowieka i pokochałaby ich całym sercem. Ja też mam taką sunię i nie wyobrażam sobie jej nie mieć, ale niestety ze względów mieszkaniowych nie mogłam adoptować jeszcze jednego psiaka, chociaż Lotosia bardzo mnie od początku ujęła i cały czas jej kibicowałam by znalazła dobry dom.

Szkoda, że tak to się ułożyło.:shake:

Posted

Szkoda,ze tak to sie ulozylo??
Doroto skoro uwazasz,ze psu moze tam dziac sie krzywda to skontroluj jeszcze raz,umow sie w domu a nie na polu.zawsze mozna zabrac psa,ktoremu dzieje sie krzywda.

Dom poza tym nie byl polecony tylko sprawdzony wizyta przedadopcyjna,gdyz chyba sam sie zglosil.pan chcial innego psa.Chyba jakis powod byl,ze po tym jak opisalam ten dom DOKLADNIE nie trafil tam pies z DT przyzwyczajony do spania na kanapie??
Od pocztaku mowilam,ze krzywda sie psu nie stanie,ale zakaz wskakiwania na lozko itp.Opisalam dokaldnie Pana,dom i wszytsko co moglam.

Pewnych rzeczy sie nie przeswietli.
A mam wrazenie jakbym fatalny dom polecila dla psa,nie jest to prawda.:shake:

Posted

Karusiap, sama wiesz, że z panem nie tak łatwo się umówić. Trudno wciskać się komuś na siłę do domu, jak on chce się spotkać na spacerze, a nawet na tym spacerze bardzo mu się spieszy, tak że ledwo udało mi się zrobić tych parę fotek.
Tak jak mówiłam ja nie mam doświadczenia w wizytach przed-, czy też poadopcyjnych, bo wizyta u Lotoski była moją pierwszą, ale moje spostrzeżenia potwierdziły choćby zdjęcia Lotoski.
Pisząc, że szkoda, że tak się to ułożyło miałam na myśli tylko to, że jednak Lotoska choć z azylu, a nie z DT lepiej by pasowała do domu, w którym byłaby członkiem rodziny, a nie tylko psem. Ale nigdy nie da się potencjalnego DS prześwietlić tak do końca.

Posted

Niestety to prawda....Pan nie ukrywal,ze nie bedzie to przytulak kanapowy a ja tego da;ej nie ukrywalam....Dlatego padla decyzja na psiaka z azylu a nie DT...
Ciekawa jestem jak do Lotoski podchadza dzieci tego Pana,bo raczej dziaciki lubia wypiescic.
Moze uda mi sie spotkac ich na spacerze.a jesli nie to na nastepna wizyte mozemy pojsc razem jesli zechcesz;)

Posted

karusiap napisał(a):

A mam wrazenie jakbym fatalny dom polecila dla psa,nie jest to prawda.:shake:


karusiap, jest to tylko Twoje wrażenie. Ja i tylko ja ponoszę odpowiedzialność za tę adopcję, bo to ja podjęłam ostateczną decyzję i osobiście zawiozłam tam psa. A więc miałam możliwość obejrzenia sobie człowieka i jego mieszkania. Od razu wiedziałam, że Lotosia nie będzie tam specjalnie hołubiona, ale tak jak pisałam wcześniej - trzeba było w końcu podjąć jakąś decyzję w jej sprawie.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...