Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

W lesie wiele zapachów, wiele tropów, wiele ciekawych spraw - białas nie chciał tkwić bezczynnie w jednym miejscu. Szedł więc tak daleko jak pozwalała mu smycz i czekał :).





A że często się nie doczekiwał to musiał wracać bliżej.





Co nie zawsze było takie straszne, bo i bliżej można znaleźć coś ciekawego ;).

Posted

Ponieważ po rozłupaniu czaszki na mniejsze kawałki w Bazylkowej głowie urodził się pomysł, by kości spożyć :mad:, znalezisko zostało odebrane, z czym białas nie mógł się pogodzić i chciał sobie sam zabawkę pobrać ;).



Z braku laku zabrał się za obgryzanie pieńka :evil_lol:.







Posted

A jak odpoczął i się znudził to znowu się oddalił.



I po chwili wrócił radośnie, bo zobaczył, że szykuje się konsumpcja ;).



I domagać się zaczął, no bo jakże by inaczej :evil_lol:.





A potem grzecznie czekał.

Posted

Jeśli macie możliwość zobaczyć film "W lepszym świecie" to zobaczcie. Bardzo dobre duńskie kino. Naprawdę warto, choć chwilami wywraca na lewą stronę... Oglądałam wczoraj wieczorem. Spać poszłam po 5 rano, bo jakoś tak mi się bezsennie zrobiło. Jakoś tak... Ale w sumie dobrze wyszło, bo zrobiłam porządek z papierami wszelakimi i oglądnęłam końcówkę tenisowego półfinału Djokovic-Federer (świetny mecz! żałuję, że nie mogłam oglądać od początku. Doskonały!), półfinał Nadal-Murray i część półfinału Woźniacki-Williams. A potem wspomożona małym piwkiem w końcu zasnęłam ;).

Posted

Tenis???
To ja bym zasnęła bez piwa ;-)

A zdjęcie TZ-ta Twojego z kurką pokażę mamie - bo jest załamana, że grzybów nie ma - na dowod, że są.

Posted

[quote name='Jasza']Tenis???
To ja bym zasnęła bez piwa ;-)Pamiętam jak kiedyś pisałaś, że tenis okrutnie Cię nudzi i że nie lubisz postękiwań graczy :evil_lol:.
Ja natomiast lubię tenis najbardziej ze wszystkich sportów. Poza obserwowaniem samej gry lubię to, że to jeden z nielicznych sportów, gdzie komentatorzy spokojnie relacjonują, nie wrzeszczą, nie emocjonują się tak, że trzeba ściszać telewizor ;). No i kibice też raczej się nie wydzierają.

--------------

DZIEŃ PIĄTY

Zachciało mi się zobaczyć Mrongoville. Poszliśmy więc. I spotkała nas przykra niespodzianka. Uciekający husky i goniący go ludzie... Husky niestety przybiegł prosto do nas. Próbowałam go odgonić (trochę bez sensu, bo zbyt daleko od TZta i białasa byłam), ale bez skutku. Ominął mnie zgrabnie i rzucił się na warczącego Bazyla (białas nienawidzi husky'ch :shake:). Złapały się za mordy. Skoczyłam do husky'ego, złapałam go za obrożę (na szczęście miał) i odciągnęłam. A ten dawaj wsteczny wrzuca i z obroży wyłazić zaczyna. Nie myśląc ni sekundy złapałam go za sierść na karku i trzymałam z całych sił. Na szczęście mnie nie użarł i na szczęście momentalnie pojawili się ludzie. Pani bardzo przepraszała. Pies im uciekł, próbowali go łapać, ale nie tylko im zwiewał lecz też ugryzł babkę... Zabrali go i poszli. My też, z rozjuszonym białasem, który chętnie by tam za huskym pobiegł i zrobił mu z d... jesień średniowiecza :evil_lol:.

Huskych zresztą było tam więcej, tylko na szczęście w kojcach. To psy, które "występują" w Mrongoville. Dobrze, że zwiał tylko ten jeden :roll:.

Po oddaleniu się na bezpieczną odległość nastąpiło przepięcie białasa na 2 smycz i chwila oddechu na opadnięcie emocji.



Mrongoville świeciło pustkami...



Aż dziwne. Zamiast się reklamować, ściągać turystów, zarabiać - cisza, pusto, ale niby czynne. Tylko bez żadnych atrakcji. A tych ponoć trochę tam jest. Tylko kiedy?!







Jakoś inaczej sobie to wyobrażałam. Myślałam, że większe toto będzie, że coś tam będzie się działo, że człowiek będzie miał wrażenie, że jest w prawdziwym westernowym miasteczku. A tu kicha...

Posted

Westernowe, nudzące się koniki.



Ranka bojowa białasa. Na szczęście nic więcej się nie stało. Ufff...



Na szczęście byliśmy w dwójkę. Ufff...



Mazurska wersja deski do prasowania :evil_lol:.



Po westernowym starciu dwóch wrogów, w samo południe (noooo prawie...), poszliśmy zrelaksować się nad jeziorkiem.

Posted





Po powrocie do domu zapełniliśmy wygłodniałe żołądki, odpoczęliśmy, a wieczorem...






















...... :diabloti:









.... nie, nie to co myśleliście :eviltong:.
Wieczorem poszliśmy do ogródka...





... na ognisko :).

Posted

Aale super!
MI isę wydaje,że ty każdy moment uwieczniasz hihihih

A co do husky.. u nas jest taki jeden przez którego Bibi boi sie duzych psów, piszczała podczas :zabawy" z nim jakby ja obdzierali ze skóry :(
A swoją drogą dzis widziałam faceta z dużym haskim i haskim sczylem i ten większy małego gryzł a szli razem na jednej smyczy. Nie ma to jak 2 husky w bloku bez możliwości wybiegania...

Posted

[quote name='soboz4']super, pewnie i kiełbaski były!Były, a jakże!

[quote name='Alicja']No to ja już się wcale Białasowi nie dziwię że nie chciał wracać ;):) :)

[quote name='Maalwi']MI isę wydaje,że ty każdy moment uwieczniasz hihihihOj nie, zapewniam Cię, że uwieczniam ich naprawdę niewiele ;).


-------------------

DZIEŃ SZÓSTY

Niezbyt wiele ciekawego działo się tegoż dnia. A zatem i zdjęć mało. Malutko. W zasadzie tylko kilka, z długiego co prawda spaceru, na który zabrałam białasa. TZ został w domu, a my poszliśmy wzdłuż Czosu do Truszczykowa, gdzie kiedyś były domki kempingowe, a teraz (od ładnych kilku lat) nic się tam nie dzieje i wszystko niszczeje.
Spacer był fajny. Pogoda idealna. Ludzi, gdy tylko wyszliśmy poza centrum, zero. Cisza, spokój - tylko ja i białas :loveu:.

Po drodze zrobiliśmy sobie mały przystanek na odpoczynek i to z niego mam tych zaledwie kilka zdjęć.









Posted

Oj, ognisko...jak ludzie mogli je wymienić na grilla....ech....
Dla mnie siedzenie przy ognisku i wpatrywanie się w ogień, pieczenie kiełbasek na kijach, to takie magiczne chwile....

Boi się Bazyl ognia?
U nas Misia siedzi zawsze przynajmniej metr dalej, a Reks...nie mniej niż trzy ;-)

Posted

[quote name='Jasza']Boi się Bazyl ognia?Nieszczególnie. Leżał pół metra od ogniska i nic sobie z niego nie robił ;).

----------------

DZIEŃ SIÓDMY

Był nieco nerwowy. Ścięliśmy się nieco z TZtem. I w efekcie do Mikołajek pojechałam sama. To znaczy nie do końca sama, bo z białasem :loveu: :loveu:.
Połaziliśmy troszkę i wróciliśmy.

Bazylek zapoznawał się z mikołajskimi? mikołajkowymi? kotami :evil_lol:.



Patrzył sobie, patrzył. Potem odchodził. Wracał i znowu patrzył. A potem szedł już na dobre.



Chciałam go zabrać nad wodę, żeby się potaplał i napił, ale jedyne miejsce, w którym mógłby się swobodnie do jeziora dostać to plaża miejska. A na nią zakaz wstępu z psami. I ratownicy, którzy bacznie obserwowali kto wchodzi.





Taki sobie romantiś nadwodny stoliczek, wieczorem ze świecami, pluskaniem wody i miliardem komarów :diabloti:.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...