Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Tż dziś na fb pokazał mi swojego kumpla z pracy -gość taki łysek wysoki bolek około 30 lat, raczej wyglądający poważnie i konkretnie - i wyznał że polewa regularnie bo tamten ma na imię Waldek, więc czasem jak woła go któryś raz to wypsnie mu się "Walduś", bądź "Wartkunia" Uśmiałam się do łez.. :lol:

Posted

Buhahahaha :lol: Już sobie to wyobraziłam :D
A tak swoją drogą, czemu w sumie Waldek to Waldek? Nie mogliście dać mu normalnego imienia? ;p

Posted

[quote name='Ty$ka']Buhahahaha :lol: Już sobie to wyobraziłam :D
A tak swoją drogą, czemu w sumie Waldek to Waldek? Nie mogliście dać mu normalnego imienia? ;p[/QUOTE]/
Tłumaczyłam to gdzieś , skąd tak a nie inaczej, myśmy mu właściwie tak nie dali, to wyszło spontanicznie.
Z rodowodu i z domu jest Apollo - to że imię jest dla mnie zbyt melodyjne i źle mi się kojarzy to już chyba wspomniałam, więc nawet o rodowodowym imieniu nie myslałam.
Na początku jak się urodził to wstępnie nazwaliliśmy go Alduś ( i tak najnormalniej bo wstępne nazwy były komiczne), bo był identycznie umaszczony jak ojciec, który po domowemu ma właśnie Aldo .
Hodowczyni wymyśliła najpierw Waldkowi "po domowemu" Polduś, ale jakoś mi to tak idiotycznie i ciapowato brzmiało,więc jak go wzięłam to żeby już nie kręcić to wołałam mu Alduś, a z tego samoistnie się wytworzyło W+Alduś ;) A co dalej było wszyscy wiedzą :eviltong:
Wołam na niego czasem Aldo, Aldek, myślę że nie ma dla niego większej róznicy czy powiem mu Ald czy Wald, Aldek czy Waldek, Alduś czy Walduś.
Pewnie gdybym ja nadawała mu imię od początku to byłoby zupełnie inne - wstępnie miałam plan żeby nazwać psa jakosik Forest ,Hunter, Ricco albo Frost itd, ale wszystko się rozpadło jak dostałam psa już ochrzczonego ;)
A jeszcze ogólniej rzecz biorąc to nie planowałam wcale brać akurat Waldka, on się podobał tżtowi, ja miałam swojego faworyta Amora ;) Ale już nie pierwszy miot pointerków w naszej hodowli gdzie mój faworyt wcale nie został autentycznie mój ;):) Cóż, jak to ktoś ładnie stwierdził - dostałam odrzut hodowlany :evil_lol:




A podsumowując dzisiejszy dzień to chyba faktycznie to, że psy sobie robią coś zawsze w święta kiedy wetów nie ma, to nie przypadek a pewność.
Wald dziś po bieganiu aż wymaga spotkania z wetem - jak stał z tż przed nami i hipnotyzował do jamnika i sunię znajomej to wypatrzyłam mu na klatce gulę z kleszczem. Dość paskudnie wygląda, chyba już trochę miał go. W domu jak zaczęłam wyrywać okazało się że praktycznie w tym samym miejscu ma jeszcze jednego a zaraz obok kolejnego...
Na tym nie koniec, nie wiem z czym się spotkał, ale jest cały pokaleczony, ma łysiny wyrwanej sierści, tylnia noga jest dość mocno obita, a pod przednią pachą odkryłam coś cudownego - ma gigantycznego fioletowo-czerwonego krwiaka...:shake: I nie wiem czy ten ostatni nie nadaje się do prędkiego wglądu weterynaryjnego. Ma któraś doświadczenie z takimi cudami??
Wald oczywiście nie przejęty ani trochę, to że coś mu wadzi przy łapie absolutnie nie przeszkadza, ma przecież jszcze cale 3 łapki na których można galopować...

Posted

co do krwiaków, to izowa Neska miała coś na boku - taki guzek, nieprzytwierdzony, przesuwał się pod skórą.
było podejrzenie, że to tłuszczak, ale wetka nie chciała katować Neski biopsją, więc kazała parę dni poczekać.
i co? okazało się, że to na 99% był właśnie krwiak, taki napęczniały siniak od urazu przy bieganiu, bo wchłonął się w ciągu kilku dni, a w dotyku był naprawdę twardy i okropny... myślę więc, że jeśli Waldkowi mocno nie ciąży, nie narzeka i nie pokazuje, że go to boli, to można spokojnie poczekać do jutra.

a jakby coś się działo, to dam Ci telefon tej wetki, która dojeżdża do domu :)

Posted

Waldkowi nie przeszkadza absolutnie choć przez to trochę odstawia łapę, ale żadnych oznak że coś ma, tak naprawdę diabli wiedzą kiedy to zrobił... Nie puszczam go poza zasięgiem oczu, więc jeśli nawet się na coś nabił to musiałam to "widzieć". Tyle że co za problem dla niego nabić się na coś w biegu i pędzić dalej nie pokazując że coś się stało...

Ajzon- brat Walda nabił sobie na boku krwiaka goniąc po domu za piłką gdy rąbnął o framugę drzwi, ale u niego to był horror, operacja, wizyty u wetów, ściąganie z tego ropy,płynu, wstrzymanie się z bieganiem przez kilka mcy,opatrunki, maści...shock.

Posted

hahah a co ja mam powiedzieć jak Wald leci jak oszalały?
Pat nie goni aż tak (no chyba że za przewodnictwem Walda) , a Wald zachowuje się jak wariat... Dla Pata istnieje coś jeszcze poza krzakami :)
Dziś pointerit pogonił solidnie, praktycznie cały spacer gonił swobodnie, bo ani jednego człeka nie było nie wliczając jakichś dwóch pań z maltańczykiem które nam mignęły tylko i poszły. Zaliczył też kąpiel w rzece gdzie pływało takie małe urocze stworzenie w ilości sztuk 7/8 :




Bałam się że Wald jak wparuje to zeżre całą ósemkę, ale on podleciał, popatrzył i stwierdzając że to nie ptaszki poszedł pływać obok, a jak tylko się odwrócił to kaczuszki szybko się ewakuowały na wszelki wypadek ;)
Ogólnie zauważyłam dziś że jak go nie wołam za często to jest bardzo przyzwoity, gorzej jak np są ludzie albo chcę go non stop mieć na oku i staram się go trzymać w jednym kierunku niedaleko mnie, wtedy jak już powtórzę coś kilka razy to już na kolejne moje zawołania głuchnie i usiłuje zrobić po swojemu. Opracował też sposób na siebie - wołam, a on prędziutko zawraca na zawołanie i leci do mnie... tylko że bardzo szerokim łukiem... Niby wraca ale jednak po drodze dłuższej. Ćwiczyłam dośc długo na linie i szło bez problemów, myślałam że będzie ok, a on jak zawsze coś musiał dodać od siebie...
Coraz bardziej ciągnie mnie na to szkolenie, tym bardziej że zostało mi już mało wolnego czasu, ale teraz jest kryzys bo znów nie mam co zrobić z małą - tż pracuje, moja mama aktualnie w szpitalu, ojciec na wsi, a teściowej jej nie zostawię...

Posted

[quote name='Baski_Kropka']Ale ty kochasz teściówkę <3[/QUOTE]
Weri macz lowe :loveu:

To akurat że nie zostawię jej dziecka nie wynika z miłości do niej lub też nie, ale głównie z tego że jej nie ufam. Tż jest na mnie oburzony, ale jeżeli ona przy mnie usiłuje mi wyperswadować że ona się zna i moje życzenia nie mają znaczenia to za taką pomoc dziękuję.

Mówię kobicie żeby nie pchać dziecku w domu na nogi butów, a ona jak tylko spuszczę z oczu to wygrzebuje skądś buty i wkłada kozaki mimo że dziecko ma na nodze już rajtki i skarpetki, walić że buty za małe, walić że dziecko ma nogę spoconą i zapuchniętą i że ją to boli ,"bucia" muszą być... Już pochowałam przed nią wszystkie buty żeby Kince nie pchała siłą to sobie wynalazła spod zakurzonej wersalki jakieś 30letnie powykrzywiane buciki tzta i oznajmiła z uśmieszkiem że ona ma swoje butki i będzie je Kince wkładać...

Mówię kobicie żeby nie podchodziła z Kiną do ognia, prądu i rzeczy gorących , a ona trzymając ją na stole obok kubka zalewa sobie kawę, albo lezie do kuchenki a na moją interwencję (oficjalnie i otwarcie odbieram dziecko oznajmiając że skoro jest nas dwie to jedna moze smażyć, druga się zajmować dzieckiem) łapie kurczowo małą i wyrywa mi ją niemalże ,tłumacząc ,że nic takiego się nie dzieje, ona tylko zupę miesza albo placki ziemniaczane przewraca...

Mówię żeby dziecka nie zostawiać nigdzie samego, a jak wracam z psem stoję 10 minut pod drzwiami i dzwonię, a jak już się dostaję za pomocą kluczy zastaję widok dziwny - teściowa na balkonie gasi papierosa i już ma w rękach Kinię która dziwnym trafem leżała na łóżku... Nie wspominam że raz zastałam taką sytuację jak Kinka wisiała z łóżka głową w dół,a teściowej przy niej nie było... Jak oznajmiłam co się stało to usłyszałam że ona jeszcze nie jest taka żeby umiała się przemieszczać...

Mówię kobiecie że Kinia ma problemy z brzuchem, że każdy nowy pokarm trzeba jej wprowadzać stopniowo i delikatnie bo inaczej dostaje boleści i nie moze się załatwić kilka dni, i na to słyszę od 3ciego miesiąca że mam dawać jej wszyyyyystko , nawet smalec. A już teksty skierowane do dziecka " damy ci kiełbaski..." " ugotujemy dziecku pomidorówkę..." " mama da ci herbatki" doprowadzają mnie do wrzenia...

A już najbardziej w świecie nienawidzę tekstu pt " ja bynajmniej Tomkowi jak był mały...."
i tu różne kompilacje mające na celu podkreślenie moje okrucieństwo do dziecka kontra doświadczoną idealnę matkę , która wychowała syna najlepiej na świecie...

Denerwuje mnie też całe ogólne podejście, zamykanie dziecka we własnym kręgu, ograniczanie jej do osoby babci - kilka razy na rodzinnych uroczystościach poduważyłam nawet że teściowa za wszelką cenę odwraca jej uwagę jak tylko się spojrzy na kogoś innego, nie ma mowy żeby śmiała się do wujka czy wyciągała ręce do cioci...
Zabawa może przebiegać tylko tak jak babcia chce, nieraz zabrała mi ją z koca ze słowami " ona się męczy " , " już dość tego raczkowania, niech sobie teraz posiedzi z babcią" albo " to teraz mamusia sobie odpocznie a my się pobawimy". Wyraźnie nie chce żebym przy Kince była, chce ją przejąć i nią sobie zarządzać, wogóle ją nie obchodzi że to ja jestem jej matką... Usiłowałam kiedyś nawet koc umieścić u teściowej,żebyśmy były razem ale spełzło na niczym - raz wyraźnie Kinka przeszkadzała jej wtedy w oglądaniu tv, a raz pogrzebała mnie żywcem jak bawiłyśmy się z pieskiem zaśmiewając się do łez, a ona wyciągnęła małą mi spomiędzy kolan gdzie siedziała przytulona i zabrała ją sobie do kuchni a ja zostałam jak debil sama na środku koca trzymając grzechotki w ręku...
No i ta cała wariacka zabawa... Teściowa doprowadza Kinię do takiego pobudzenia że potem się mała nie umie uspokoić, trzyma ją do oporu rozbudzając a następnie oddaje półprzytomną ryczącą i sfrustrowaną... Pytałam już nawet tż czy Kinka na prawdę jest nieszczęśliwa jak leży z nami na łóżku i ją łaskoczemy , albo jak siedzimy na dywanie i oglądamy ksiązeczkę czy bawimy się piłką z psem, czy naprawdę do szczęścia dziecku trzeba wrzeszczeć nad uchem i podrzucać nim żeby czuło się jak na całonocnej imprezie techno...

ahhh, wypisałam się ;)
Choć tak naprawdę to mogłabym jeszcze :eviltong:

Posted

Kurde, ona nie jest sama w sobie zła i może specjalnie tego nie robi (choć czasem nie rozumiem jak można tak wyrafinowanie udawać że nic się nie dzieje mimo że proszę żeby czegoś nie robić) ale ja się na takiej płaszczyźnie ciągłej walki o swoje odnaleźć nie umiem.
Jakby nie było moja mama też wiele razy mi sie wtrynia z dobrą intencją, no ale z własną matką to jakoś prosto : powiem "przestań" czy "wyjdź" czy nawet ją ochrzanię , a jak się pokłócimy to też nic, bo się obrazi i pójdzie a ja mam spokój, a potem zaraz gadamy jakby nic.


Melduję że dziś krwiak Waldka wygląda już dobrze, schodzi. Konsultowałyśmy wczoraj ze znajomą z kliniki i powiedziała żeby nie ruszać raczej tego jak jest pod pachą, gorzej gdyby było np na uchu.
No i jest w miarę ok, podejrzewam że zejdzie całkiem do jutra :)

I nie wiem czy tu się chwalić czy kajać, ale wczoraj spacerowałyśmy z sunią i jamnikiem do pierwszej w nocy :oops: Wyszłam jakoś o 22 i tak nam zeszło bo cośmy wracały to temat się nawinął, a potem jeszcze pół godziny gadki pod samymi drzwiami :D TŻ mnie chciał zabić :D
Wald uszczęśliwiony absolutnie robił z siebie błazna - uśmiałyśmy się setnie bo nie mógł znieść tego spokoju i co psy stały to on prowokował do zabawy , wyglądało to więc tak że on niczym szczeniaczek podskakiwał im przed nosem a tamte rzucały się na niego odstraszając zębami i dobijając go do ziemi. A Waldkowi o to właśnie chodziło , rozwścieczyć kumpli i zwiewać, nie ważne jak ważne żeby biec ;)

Posted

...tak samo robi labrador TŻ-ta - identycznie. skacze wokół Patryka, wypina dupkę, podskakuje jak szczeniak tylko po to, żeby dostać zębami od Patryka, a później zwiewać,bo to nic, że mnie średnio lubi, ważne, że będzie gonitwa :loveu:

Posted

Teściową masz... z jajami (:evil_lol:). Naprawdę współczuję.

Buhahaha, to mój też czasem tak zachęca psy do gonitw. Tylko FUN jest tylko wtedy, gdy on goni, a nie gdy on jest gonionym...

Posted

Wald uwielbia być gonionym , i ja też taką opcję wolę, bo przeważnie jak on goni to dogania większoć psów więc w ramach "złapania" wskakuje na psa, tamten turla się 5 kolejnych metrów w piskiem, a Wald przeskakuje go i otwiera rundę 2 czyli prowokuje żeby się podniósł i gonił dalej. Kiedyś zaczął bawić się tak z Patem to PP od razu podniosła larum że go połamie, mimo że wcześniej sama narzekała "a Wald to się nigdy z nim tak nie bawi!":lol:
Połowa piesków do zabaw odpada więc, bo choć Wald dogada się ze wszystkim to jego zabawa niekoniecznie oszczędzi zrowie i życie kompanów ;)
Za to uwielbiam zabawę kiedy Wald ma coś w pysku i psy go gonią, czasem nawet jak widzę że coś w stadzie zgrzyta i nie wiedzą jak sie wobec siebie ustosunkować to zwyczajnie wsadzam mojemu psu w pychol patyka i wypuszczam naprzód , a on już umie potoczyć sprawy dalej : po kolei prowokuje pieski, a potem funduje im ostrą przebieżkę przy której nie moze go nikt dogonić, jakby pieski się zmęczyły to on i tak je podniesie rzucając im patyczek pod nogi i w ostatnim momencie zabierając.
Za to nie cierpię zabaw pt "próba sił" szczególnie w stadzie- jak chodzę do parku to przychodzi często gończak który Waldkowi non stop siedzi na karku... Zwracałam kiedyś uwagę babce że jak on taki sztywny będzie na mojego wsiadał to w końcu się pogryzą, bo co ja mojego wypuszczam na przód to tamten go próbuje dobić,ale pani jakoś się nie przejmuje, wręcz tamtego głaska i "łagodzi" okazywaniem uczuć pt "syneczku baw się ładnie, mamusia cię kocha, nie bądź zły do piesków". Raz do nas doleciał z dalsza i chlastnął Waldka wykorzystując przewagę że mój ma kaganiec... Ogólnie piesek jest dominujący i staram się unikać - między innymi dlatego też zrezygnowałam z wieczornych spotka psiarzy w parku :(

Posted

Oczywiście że będzie impreza !
I to na nowym mieszkaniu (mam nadzieję ), więc Kinka na roczek dostanie swój własny pokoik :):)

Wald by się dogadał z każdym , choć z Torą mógłby mieć problem bo strasznie boi się owczarków , niestety każdy jeden chce go pożreć mimo że Wald już z daleka im się płaszczy i błaga o litość.

Posted

[quote name='magdabroy']Hahaha, to mielibyśmy dwa płaszczące się psy, bo Tora też liże po pysku inne psy i pokazuje uległość ;)

No to niedługo przeprowadzka :multi:[/QUOTE]
Myślisz że by go nie ciapła do ziemi?
ZAuważyłam że pointery strasznie wkurzają onki. Nie wiem, może to jakaś pobudliwość na ruchliwość, ale to nie tylko moje spostrzeżenie. Czasem jak widzę spotkanie Waldka i onka ( a przewaznie jeszcze Wald ma kaganiec a ON nie) to aż dziękuję że Wald ma szybkie biegi :roll:

No już praktycznie zaraz, pomalutku pakuję kartony, wywalam co zbędne itd.
Ale mimo wszystko sobie nie wyobrażam przeskoczyć nagle z jednego miejsca w inne...
A powrotu do pracy:grab:

Posted

[quote name='Majkowska']

No już praktycznie zaraz, pomalutku pakuję kartony, wywalam co zbędne itd.
Ale mimo wszystko sobie nie wyobrażam przeskoczyć nagle z jednego miejsca w inne...
A powrotu do pracy:grab:[/QUOTE]

będzie super - zobaczysz ;) ja się przeprowadzałam milion razy i też nigdy mi się nie chce i mam obawy, a jest zawsze elegancko.
tydzień bez teściówki i wyrosną Ci skrzydełka ;)

a co do pracy to się nie wypowiem, bom leń patentowany i najchętniej bym pracowała jako tester żarcia - dowożonego oczywiście do domu :diabloti:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...