Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted (edited)

Witam wszystkich - kołdrą się nakryłam i spać poszłam..... A teraz poczytałam coście napisali i znów mi łzy jak grochy lecą ... Bo to nie był byle jaki pies, to był pies co miał imię i uszy - jak to ktoś napisał - trochę kobiece. Miał już Was - wielką rodzinę i nas - mniejszą, co co chwilę do łazienki zaglądała, by mu towarzystwa dotrzymać - ja nawet wszystkie odcinki Filarów Ziemi do 3:30 w nocy machnęłam przy okazji, bo ponieważ on b dużo pił - jakby nie mógł nadrobić tych strat - to musiałam go b często wynosić.... No właśnie... Promyk miał w 3 miejscach w drugiej połowie kręgosłupa przerwany rdzeń - utracił odruchy sikania i na lewatywy trzeba by jeździć by się wykupał. to wszystko w nim zalegało. Utracił odruchy w kończynach, zachował lekkie czucie w jednej nodze. Operacja bardzo ale to bardzo mocno skomplikowana (wybita też łapa z obręczy - ale tu śruby by poszły i pewno by się dało) i żadna nawet najmniejsza gwarancja powodzenia. Koszty spore - choć to akurat zupełnie nie było ważne, jak powiedziała Pani Doktor z kliniki "nieważne czy ma właściciela czy nie, jakby miał też podjęlibyśmy tą samą decyzję" - a wypowiedziało się oprócz naszej Pani jeszcze 2 innych lekarzy, z wieloletnim stażem co różne zdychulce nam już poskładali). Próbował stawać na przednie łapy - choć był wygłodzony. Ale tył nie stanął by nigdy .... Promyk był ślepy - to wiedziałam od wczoraj - trochę ukryłam ... Nie ze starości - mial max 6 lat - tylko prawdopodobnie z powodu uszkodzenia nerwu. Nie miał w ogóle reakcji źrenic - na stałe rozszerzone nie odpowiadały na żadne sygnały .... Pewno, gdyby nie to, że był weekend, rtg byłoby zrobione na 2 a nie 3 dzień i byśmy wcześniej wiedzieli ... Ale miał cieplutkie parę godzin, spokojny sen, głaskania moc, miseczkę pełną ... I dziś trzymały go ręce i głaskały te uszy kobiece ...

Edited by Irka
  • Replies 148
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Scenariusz najbardziej prawdopodobny to że był owszem zagłodzony, ale też i potrącony. Na środek tego pola raczej sam by się w tym stanie nie doczołgał - a że było parę różnych śladów butów co tam prowadziły, pewno ktoś go puknął i na pola wyrzucił. Ale byli też tam jacyś inni co 3 dni czekali ... Tego się już nigdy nie dowiemy.

To mój ostatni wpis i ostatnie odwiedziny na tym wątku. Dziękuję Wszystkim - Wszystkim Wam i Waszym znajomym i nieznajomym. Tym co dzwonili czy pisali. Tym co chcieli pokryć WSZYSTKIE KOSZTY związne z leczeniem i pobytem w DT - tym co główkowali ile wlezie żeby miał ciepły dom - tym z Łańcuta, Częstochowy, Poznania, Lublina, Warszawy i pod Warszawą. Wszystkim z dogo - choć nie wiem skąd są .... Aguli - przyjęła dziś dzielnie moją histerię nim poszłam podpisać kartkę i była ze mną wsparciem i słowem. Wiedziałam, że nie zostaję z tym sama - nie zostajemy i że coś na pewno wymyślicie. Nie potrafię chyba sobie należycie radzić z takimi sytuacjami - choć już tyle ich mam za sobą... TAK BARDZO DZIĘKUJĘ

Posted

Dziewczyny dziekuję że jesteście, że taka bida miała ciepłą miskę i dobre serca koło siebie i odchodziła w miłości

Czuwaj Promyczku nad Ciociami i biegaj szczęśliwy

Posted

Właśnie wróciłam z pracy, szukam tematu że Promyczek, że leżał 3 dni na mrozie, że nie chodzi.. nie znalazłam:( znalazłam inny smutny temat, smutny choć z drugiej strony bardzo szczęsliwy koniec męczarni Promyczka. Teraz jest już szczęśliwy, nic go nie boli, jest mu ciepło, może biegać... Strasznie Cię Kocham Promyczku... Spij słodko
[*]

Posted

Tak sobie myślę dziś, że tak miało być.
Że zjawił się Promyczek i nim zgasł, zdążył poruszyć kilka serc i rozkręcić spiralę chęci i dobrej woli.
Promyczku, Twoja historia, Twoje życie, cierpienie i Twoja śmierć nie pójdą na marne.
Przytulisko w Boguchwale, mam nadzieję, w krótce będzie Ci wiele zawdzięczać.
Czuwaj dalej nad tymi kochanymi babami, co Cię pozbierały i okazały tyle serca, pomóż im pomagać.

Posted

Dzika_Figa napisał(a):
Tak sobie myślę dziś, że tak miało być.
Że zjawił się Promyczek i nim zgasł, zdążył poruszyć kilka serc i rozkręcić spiralę chęci i dobrej woli.
Promyczku, Twoja historia, Twoje życie, cierpienie i Twoja śmierć nie pójdą na marne.
Przytulisko w Boguchwale, mam nadzieję, w krótce będzie Ci wiele zawdzięczać.
Czuwaj dalej nad tymi kochanymi babami, co Cię pozbierały i okazały tyle serca, pomóż im pomagać.

Bardzo pięknie to Figo ujęłaś!

Posted

No więc, bardzo przykro, ale ja sie do ogólnego głaskania nie przyłączę.

Wiem, że chcieliscie jak najlepiej, ale.... ten pies miał sprawny przód, jak napisane "słabiutkie czucie w jednej łapce". Miał szansę. Szansę, która nie została wykorzystana i tyle. A nawet gdyby nie chodził na zadek, nawet gdyby trzeba go było ręcznie odsikiwac i odkupkiwać.... kurde, z tym da się żyć. Da się.

Posted

NO I CO Z TEGO???? To już opiekuna sprawa, zeby zrobic to ręcznie. I wcale nie jest to spejalnie trudne, ani czasochłonne. Jedynie fakt, minmum dwa razy dziennie, lepiej trzy trzeba przy psie przez te kilka minut być. Przez następne ileś lat.
Lewatywa notabene jest konieczna tylko w przypadku zaparcia, albo jesli się zaniedba wypróżnienie i dojdzie do "skamienienia" kupy. Poza tym na codzień wystarczy masaż brzuszka, albo w gorszym przypadku- palec w rękawiczce w zadku.
Żeby nie było- Kre mam od 6 lat, Arysia od ponad roku, oba wymagają opróżniania mechanicznego. W międzyczasie miałam kilku innych delikwentów z podobnym problemem. Wiem o czym mówię.

Posted

A niby czemu nie dałby rady? Przeciez przód miał sprawny, a słaby z wygłodzenia. Nie był tak stary, żeby przednie łapy siadły, ani nie miał ich uszkodzonych. Żeby była jasność, mam zal do wetów, do kolejnych wetów, którzy od razu skreślają zwierzę z połamanym kręgosłupem. Moge zrozumieć że własciciel/opiekun podejmuje decyzję, że nie jest w stanie się opiekowac takim psem, ale nieodmiennie wnerwia mnie to, ze sporo wetów nawet nie uświadamia że z paralizem mozna żć.....

Szpilka nie mając do czynienia na codzień z paralitkami, lub innymi zwierzetami niepełnosprawnymi bądź łaskawa nie wypowiadac sie o męczeniu psa. Bo mówiąc brzydko guzik wiesz. Może jeszcze dodasz, ze ja męczę Kraksę?

Posted

ulv z całym szacunkiem , ale ja jestem zdania, że w tym całym naszym ratowaniu psów bardzo ważny jest zdrowy rozsądek.....po za tym piszesz o opiekunie, który miałby pomagać mu się załatwić...fajnie tylko, że tego opiekuna Promyk nie miał ( Irka przygarnęla go tylko na kilka dni , nie mogła go zatrzymać ) ..czy miał czekać w przytuliskowym boksie bez wypróżniania do chwili aż znajdzie się dla niego opiekun, co chyba nigdy nie nastąpiłoby?? PO za tym u Promyka to nie był jedynie problem tego, że nie potrafi się sam załatwić. No ale nie czas tu i miejsce, żeby dyskutować burzliwie, więc nie będę.

Dla Promyczka [*]

Posted

[quote name='ulvhedinn']A niby czemu nie dałby rady? Przeciez przód miał sprawny, a słaby z wygłodzenia. Nie był tak stary, żeby przednie łapy siadły, ani nie miał ich uszkodzonych. Żeby była jasność, mam zal do wetów, do kolejnych wetów, którzy od razu skreślają zwierzę z połamanym kręgosłupem. Moge zrozumieć że własciciel/opiekun podejmuje decyzję, że nie jest w stanie się opiekowac takim psem, ale nieodmiennie wnerwia mnie to, ze sporo wetów nawet nie uświadamia że z paralizem mozna żć.....

Szpilka nie mając do czynienia na codzień z paralitkami, lub innymi zwierzetami niepełnosprawnymi bądź łaskawa nie wypowiadac sie o męczeniu psa. Bo mówiąc brzydko guzik wiesz. Może jeszcze dodasz, ze ja męczę Kraksę?[/QUOTE]


To co Ty robisz to jest Twoja sprawa i Twoje zdanie na ten temat moje jest odmienne i tyle, widzialam psa bez szczeki karmionego z lyzeczki z odlezynami bo nie chodzil, brakami w siersci, slepego, ledwo odpychającego z nieustannie cieknaca zielona wydzielina z nosa i przepraszam ale moja pierwsza mysla bylo zeby mu ulzyc w cierpieniu a przeciez mial opieke moze nie idealana ale mial. Tez mialam problemy z psami rozne i rozne rzeczy robic musialam. Nie bede sie wypowiadala bo to sensu nie ma a kazdy ma prawo do wlasnego zdania

Posted

Trochę boję się zabierać głos w dyskusji, zeby nie rozpętać wojny, ale nie mogę się powstrzymać.
Niestety, wszystkim psom pomóc nie można. Niestety, pies ze sprawnymi tylko przednimi łapami i wymagający ręcznego wypróżniania, szanse an adopcje ma marne.
Niestety, trafił do przytuliska, które nie ma nawet żadnego budynku- psy mieszkają w boksach...
Może to okrutne podejście, ale uważam, że czasem trzeba kalkulować na zimno: operacja i leczenie takiego psa to ogromne pieniądze.
Pieniądze, za które można napełnić brzuchy innym, adopcyjnym psom, przeprowadzić sterylki, kastracje...
Rozumiem właścicieli, którzy ukochane zwierze ratują za wszelką cenę nie bacząc na koszty.
Nie rozumiem wolontariuszek, które namawiają innych, żeby zadłużyli się na grube tysiące, na ratowanie psa, na którego nikt nie czeka i z którym nie ma co zrobić.
Po co? Kolejne operacje, zabiegi, dochodzenie do siebie to dla psa dużo cieprpienia. Cierpienia kupionego kosztem pełnych brzuszków innych psów.

  • 1 month later...
  • 2 months later...
Posted (edited)

[quote name='figa33']Promyczku , myślę o Tobie , jak leżałeś przymarznięty do ziemi.. i ile jeszcze takich biedaków jest
szlag by to


Cioteczki i Wujaszkowie - w Boguchwale kolejny zwierzak bardzo potrzbuje naszej pomocy - kopiuję z wątku Przytuliska :-(
http://www.dogomania.pl/forum/threads/149096-Przytulisko-Cztery-Łapy-Boguchwała-super-psy-szukają-domków-prosimy-o-pomoc!?p=19313436#post19313436
[quote name='majuska']Kotek Rysiek - ma około roku, znaleziony w Boguchwale późnym wieczorem potrącony na drodze, przy bliższych oględzinach okazało się, że jest mocno poturbowany, potrzebna była pilna operacja, Rysiek ma poskładaną miednicę, oraz usunięte kły, jest mocno poobijany. W tym całym swoim bólu i nieszczęściu ten biedak, leży grzecznie, a do człowieka się łasi i głośno mruczy, jest niesłychanie wdzięcznym i przemiłym kotem. Rysiek został przy okazji operacji powypadkowej wykastrowany. Widać, że z każdym kolejnym dniem przybywa mu sił, dostaje specjalną energetyczną karmę i wciąż leki przeciwbólowe, więc na pewno jego samopoczucie jest lepsze, ale do pełnego zdrowia jeszcze daleka droga. Rysiek potrzebuje troskliwego, specjalnego domu, on będzie pełnosprawnym, zdrowym kotem, potrzebuje teraz jedynie troskliwych rąk do opieki. Jego leczenie okazało się dosyć kosztowne bo koszt samej operacji to 400 zł, a do tego jeszcze dochodzą leki, nie wiemy czy uda się dostać aż takie wsparcie od gminy,( niestety ale tam w takich przypadkach optuje się jednak za uśpieniem - mniejsze koszty ) tylko jak uśpić młodego wspaniałego, przymilnego i mruczącego kocurka, w dodatku o tak pięknym umaszczeniu ...Mile widziane każde wsparcie !!!!

Oto Rysiek:





Reszta fotek Ryśka tutaj :
https://picasaweb.google.com/103708767168284502423/Rysiek

ewentualny kontakt w sprawie adopcji :
Justynka 602 670 139

Może ktoś zechcialby wspomóc koteczka ? Gmina na pewno nie będzie w stanie w calosci pokryć kosztow jego leczenia. Przyda się każda ,nawet najdrobniejsza kwota - liczy się naprawdę nawet zlotowka. Ciocia Majuska może podać numer konta do ewentualnych wplat.

Edited by barb

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...