Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • 3 months later...
  • Replies 446
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Mój mały przyjaciel znów podupadł na zdrowiu ;/ ostatnimi czasy nie miał zbytnio apetytu, ale jakoś udawało mi się go przekonywać, aż do wczoraj. Stał się apatyczny i nie chciał wstawać z łóżka, pomyślałam czas na zastrzyk, pojechałam a tam tyle ludzi że lepiej nie mówić, a że ostatnio naczytałam się o IRAP znalazłam weterynarza, ktory w okolicy się tym zajmuje I pojechaliśmy, pełni nadziei. Niestety nadzieja jak bańka mydlana jak szybko się pojawiła tak jeszcze szybciej prysła. Po badaniu krwi okazało się ze jest coś nie tak, że nerki nie pracuj jak powinny ;( na szczescie badanie USG nie wykazało zmian nowotworowych, kolejne badanie wykluczyło jakies dziadostwo pokleszczowe - zawsze to coś, choć dalej nie wiadomo o co chodzi. Torres został na noc w szpitalu, dzisiejsza zreszta tez tam spedzi. Dziś pojechały próbki na jakieś badanie immunologiczne az do niemiec, nie wiem dlaczego tam, ale pojechały, czekamy na wyniki. Biały dostaje kroplówke i leki na obniżenie fosforu, białkomoczu i innych dziadostw, które się w nim nazbierały ;( Dziś pani doktor powiedziała ze dalej nie je ale kroplowki stawiaja go trochę na nogi, był na spacerze i po rozchodzeniu się nawet dobrze mu się pozniej chodzi. Jutro jadę w odwiedziny do niego, już nie mogę się doczekać, bo jakoś smutno mi, że tam sam biedak siedzi.. To nasza pierwsza osobna noc, którą on spędza w nieznaanym dla sebie miejscu :( ech... ciężko jest i psychicznie i finansowo, ale trzeba walczyć....

Posted

Trzymam mocno kciuki. Za chłopaka. I za Ciebie. Domyślam się jak ciężko jest. On tam sam, a Ty w domu bez niego. I jeszcze nie wiadomo co to za świństwo się przypętało. Walczcie! I daj znać!

Posted

wiadomości z dziś

Na wizytę pojechałam pełna nadziei, bo przecież póki się oddycha trzeba ją mieć... I mimo, że mi się strasznie oczy pociły starałam się być twarda...

Biały ewidentnie jest na mnie obrażony za pozostawienie go w lecznicy. Torres akurat miał podłączoną kroplówkę więc nie było możliwości jakiegokolwiek spacerowania. Ciągle nie ma apetytu, ale to co mu wsadzą w pysk to połyka. Tabletki musi mieć przemycane w masełku, bo zwykły kawałek mięsny z puszki to za mało :) Pani doktor stwierdziła że Torresowy zachowuje się bardzo "ludzko", po jego oczach widać, że dużo myśli. Dziś nawet pokazał na nich ząbki - dla mnie to dowód, że doopka zaczyna odżywać :) Ciągle czekamy na ostateczne wyniki z laboratorium. Częściowo przyszły na maila w trakcie naszej wizyty, ale została jeszcze druga połowa. Wychodzi na to że ma kłębuszkowe zapalenie nerek, ale 100% pewność będzie jak dotrą wszystkie wyniki badań. Choć po tym co dzisiaj dostali od razu polecieli po dodatkowe tabletki na zmniejszenie białka w moczu. 

Wiem, że nie jest kolorowo, ale póki co staram się jakoś to ogarnąć. Bo jeśli jest szansa na to że choć jakiś czas będzie ze mną dłużej i będzie to godny żywot dla niego to będę walczyć nie widzę innej opcji.

Posted

 Bo jeśli jest szansa na to że choć jakiś czas będzie ze mną dłużej i będzie to godny żywot dla niego to będę walczyć nie widzę innej opcji.

 

Jasne, walcz! Trzymam za Was kciuki.

Daj znać jak sytuacja się rozwija.

Posted

Właśnie odebrałam tele od pani doktor zajmującej się Torresem. Jest pozytywnie i to bardzo :D Zaczał jeść, zjadł kolacje i dziś śniadanie, badanie krwi również wykazało sporą poprawe - leczenie jednym słowem jest skuteczne :) Torresowy ma lepsze samopoczucie, nawet zaczal szczekac na inne psy no i pokazywać swoje niezadowolenie szczerząc ząbki :) rany jak się ciesze. dziś jadę  w odwiedziny a w czwartek najprawdopodobniej bedziemy już w komplecie w domu :)

Posted

Torresowy od czwartku już jest w domu :) Mimo, że nadal średnio garnie się do jedzenia widać poprawę w jego samopoczuciu. Teoretycznie powinien przejść na dietę renal, ale póki co je to co w ogóle chce zjeść. Dziś upodobał sobie brokuły :D oczywiście to był jeden ze składników mojego obiadu a nie jego :) w domu mam szpital polowy, dostaje masę leków i sól fizjologiczna w kroplówce podskórnie. Co do chodzenia też się lekko poprawiło, kupiłam mu specjalne szelki na tylne łapy, żeby go odciążyć trochę na schodach bo niestety mamy ich kilka. Na spacerach chodzi ładnie i bez pomocy. robimy krotkie ale częste spacery oczywiście w miarę możliwości czasowych. O kosztach całej akcji wole się nie wypowiadać ale były duuuże, ale najważniejsze, że widać efekty. Pytałam się o jego problemy z zadkiem i zabiegi komórkami macierzystymi bądź metodę IRAP niestety nie mam minimum 3 tysięcy by powalczyć w tym temacie ;/ Póki co trzymamy się nadziei że z dnia na dzień będzie lepiej :)

  • 2 months later...
Posted

Tak juz jest lepiej.... ale ze 3 doby to był pogrom ;/ trochę w tym mojej winy bo dałam mu inna karmę grrr... głupia ja  ;/ Ogólnie po akcji z nerkami Torresowy jadł tylko suchą chappi - wiem szału nie ma, ale inna karma mu nie podchodziła. Ostatnio kupiłam karmę te co jadł wcześniej Eukanube dieta weterynaryjna... zjadł ją bardzo chętnie ale zaś w nocy zaczęły się rewolucje i trwały 3-4 doby... Po tabletkach zaczęło się uspokajać. Teraz zajada się ów Eukanubą i kaszą z ryżem i warzywami z odrobiną chappi'ków... Przez te rewolucje znów mi chłopak schudł, a już tak w miarę normalnie zaczynał wyglądać... Cóż najważniejsze, że kryzys zażegnany na chwilę obecną, niestety tabsy na nerki obniżają jego odporność więc wszystko może się zdarzyć...

  • 3 months later...
Posted

Tak mi przykro Emi...
Przytulam mocno.
Trzymaj się jakoś...

Torres, piękny psie, bądź szczęśliwy tam po Drugiej Stronie. Pozdrów Bazylka i czekaj na swoją panią...

 

 

Posted

Cholerne ciężko jest, pusto jakoś tak... rany jak mi go brakuje.... Moj mały kochany bialas.. mam tylko nadzieję, że jest mu teraz lepiej... 

Posted

Wiem co czujesz...
Koszmarna pustka i ból :((( Trudno to nawet opisać.
Ja mocno odchorowywałam odejście Bazylka 8 miesięcy. Teraz jest już lepiej.
Z czasem coraz mniej rzeczy boli, z czasem przyzwyczajasz się do braku, ale i to boli na swój sposób.
Żałoba  musi potrwać. On zasłużył na każdą Twoją łzę...
Trzymaj się.

A Toreres? Na pewno jest Mu lepiej. Na pewno dobrze się czuje i hasa gdzieś tam po zielonych trawkach!

Posted

Staram się odnaleźć w rzeczywistości ale bez niego to już nie to samo... każda myśl o nim to łzy...Nie zrozumie tego ten kto nie był w takiej sytuacji... ja na prawdę bardzo się zżyłam z tym białym potworem... to nie był tylko pies... to był członek rodziny, który przez tyle lat szedł obok mnie przez swe niełatwe życie.. 

Z czasem pewnie będzie łatwiej pogodzić się z jego odejściem, choć może i nie... czas pokaże... 

Dziękuję Tobie Kasiu za słowa wsparcia...

Posted

Nie wiem co Ci napisać....
Wszystko, co piszesz jest dla mnie zrozumiałe. I myślę, że dla większości psiarzy też. Dla nas nasi czworonożni przyjaciele to część rodziny, jej pełnoprawni członkowie. Ból po ich stracie jest ogromny...

Ja z odejściem Bazyla się nie pogodziłam. Raczej z tym, że Go już nie ma :(

Myślę o Tobie nieustająco ciepło.

  • 1 month later...
Posted

I niby byłam świadoma że listopadowa pomoc była tylko utrzymaniem Torresowego przy życiu tylko na jakiś czas... I niby trochę czasu juz minęło od kiedy jego nie ma obok mnie... a ja dalej nie mogę sobie poukładać życia i myśli... Dla mnie był on całym światem... na prawde jest ciężko...

Może z osób które pomogły w adopcji ktoś jeszcze tu zagląda... jestem wam ludziska dozgonnie wdzięczna, że mogłam mieć dzięki wam tak wspanialego psa...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...