-
Posts
10073 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
9
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Hope2
-
i jeszcze to co tygryski lubią najbardziej :D
-
spokojnie, każdemu zdarza sie pomylić. Ciekawa jest nowa na dogo, na pewno nie miała niczego złego na myśli. Wątków na dogo dużo, psy na zdjęciach podobne. Mnie bardzo dawno nie było, moją nieobecność każdy mógł sobie inaczej tłumaczyć.
-
A tak poza tym co u nas?... hm...Dziadek jest wysoce niereformowalny...sama nie wiem-odważny, czy zwyczajnie nie mądry? tak czy inaczej po kolejnej rundzie Blacky vs Bulbo Dziadek nie wiedzieć dlaczego wyglądał az tak malowniczo (nosidełko po Zosi, na długich spacerach mocno przydatne, bo Kekuniusia łapki bolą i uwielbia być noszony w "torebeczce" I jesli ktokolwiek łudzi się nadzieją,że Dziad wyciągnął jakiekolwiek wnioski-się myli. Dziadek kocha bowiem adrenalinę, ulubionym zajęciem jest akanie po Bulbie i szczypanie go w ucho, ogon-cokolwiek. Wkłada mu głowę w paszczę (za cholerę nie wiem czego tam szuka), wskakuje mu radośnie do miski z karmą i siedzi z miną "chcesz wphoerdhol? zabiję cię! w gardle stanę i zaj....ę!" siłą rzeczy ratuję Dziadowi życie po milion razy dziennie, nie zostawiam na sekundę sam na sam z Księciem...tylko...raz na milion nie zdążę go w locie złapać :(
-
umarlak jeszcze raz z dzisiejszą datą, resztę stada też zaraz wstawię, bo jesteśmy nadal w komplecie+1 sztuka do niedzieli. Dla nie znających mojego stadka-z tyłu mój własny, osobisty Hades-pierdoła ;)
-
Witaj na wątku :) tylko...albo pomyliła psy/wątki, albo ktoś Cię w błąd wprowadził, bo jak na umrlaka, całkiem nieźle się oba trzymają dla ułatwienia-Bilbo to ten jamnikoawty, Blacky-Dziadek na pierwszym planie
-
Kaj w typie husky - szkielecik bez oczka i z naderwanym uszkiem.
Hope2 replied to Gabi79's topic in Już w nowym domu
zabolało, ojej, nie chciałam! :D wiem, wiem, wszystkie bachary jaraja się bmkami...żenada...za jaguarem pewnie byś się posikała? łaaa-pełnia szczęścia jak Cię przewiezie łysy kark z łańcuchem jak od krowy na szyi swoim BMW na fotelu pasażera....ech.... Jutro odpiszesz na resztę, bo na instrukcje musisz poczekać? biedne dzieciątko...rozumku swojego niet, to na ynspektorkę czekac musi :D I zdecyduj się-albo mam "porobić " w domu, albo sprzątać :) może by się i przydało ogarnąć z lekka...eee taam, nie chce mnie się :D -
Kaj w typie husky - szkielecik bez oczka i z naderwanym uszkiem.
Hope2 replied to Gabi79's topic in Już w nowym domu
Jak to zwykła piać moja ulubiona zbieraczka na swojego psa "pszą do mnie pw,że tu...." ;) Doda_, słonko, jak coś na dogo chcę pisać, to pisze pod swoim jednym, jedynym nickiem, co by regulaminu nie łamać. Ale cieszy mnie to,że o swoich koleżankach wielokontowych masz takie dobre zdane (na marginesie, dokładne o samo o nich myślę). Poza tym-jeśli nie chcesz wychodzić na blondynkę-kretynkę, zacznij czytać "wyżej wypowiedzi". Poza tym-jako osoba różniąca się od większości, no i tak wrzeszcząca całkiem nie dawno o empatii-wyobraź sobie,że wygląd może być wynikiem choroby. To,że Ty nie słyszysz nie oznacza,że umrzesz, prawda? widzisz, ja wyglądam tak a nie inaczej z powodu choroby. Ostatnio sporo mnie ubyło. I mając wybór-wyglądać jak modelka w trumnie lub żyć będąc okrągłą-wybieram to drugie. A sądząc z Twojego zdjęcia profilowego-jesteś płaską deseczką z krótkimi nóżkami i blacharą lecącą na BMW? blond naturalny, czy farbujesz,żeby wyglądem do stereotypu pasować? I sorki, nie słyszenie nie powinno przeszkadzać w myśleniu. Chcesz wiedzieć co z psem? zadzwoń do ewu, albo Makili-numery powinnaś mieć. Nie usłyszysz odpowiedzi? co za różnica? i tak zakodujesz to co Ci wróżki napiszą. Ale jeśli chcesz wiedzieć prawdę, daj telefon mamie, albo facetowi-komukolwiek, kto Twoje miganie na słowa zamienić potrafi. I odpowiedź łowną na migotki też. no i-co z tym zdjęciem Kajko z aktualna gazetą? masz problem z założeniem wątku, który ze swoimi psiapsiółami w kosmos wiecznymi i uporczywymi raportami wywaliłaś? czyżby pies odszedł (jak kto woli-zdechł)? i znów prawda ujrzy światło dzienne jak sie ktoś wq? I jeszcze jedno-nie porównuj Kaja do Buni, albo Kajko. Bunia i Kajko miały właścicieli (na swoje nieszczęście tych, którzy miały na psy "papier" ze schronu). Właścicielki psów postanowiły utrzymywać swoje psy z pieniążkow zebranych na forum. I odkąd pieseczki wpadły w rączki właścicielek słuch po nich zaginął "w stosownej chwili podam informacje o MOIM psie. Osoby zasilające moją kieszeń może dowiedzą się na pw"-tok myślenia właścicielek.... i to wszytko w pokierowaniu przez paniusię, której pies zmarł nagle w taksówce w drodze do weta (podobno, bo wyników sekcji nikt nie widział) -
Długo się nie pokazuję, ale wsio u futer ok. Nadal jesteśmy w komplecie-sztuk 5. Wszystkie żyją, biją się...ale ofiar brak. Krew się nie leje. W sumie...co raz częściej kończy się na wspólnym chóralnym darciu ryja. Dokładnie-5 paszcz. W środku nocy zrywa mnie za snu słodki głosik jamniczy...Ale już nie do ucha tylko z przedpokoju. Bo tak. Żeby nie było-właściciele chyba juz zapomnieli,że mieli takiego psa. A on zapomniał drogi do właścicieli. Bo puszczony luzem łazi koło mnie.Albo leci sprintem pod drzwi. Moje drzwi... Dziadek puszczony luzem też leci. Ale już nie koniecznie pod drzwi. Leci przed siebie. Albo na kompostownik. Albo w cholerę i gonić go trzeba. Ciekawe-na smyczy ledwo łapami ma siłę przebierać-" na rączki mnie weź, bo umieram...". Odepnij smycz-"leeeceeeeee!!!!!".... Hadesa ścigają obaj ( w sumie trójką, bo i Bulbo też ściga Hadesa). Na Tolku śpią obaj. Piorą się przynajmniej 3 x na dzień. I pyskują do mnie tez zgodnie jak ich rozdzielam i wydzieram się na nich (wydrzeć sie trzeba, bo inaczej nie usłyszą...no, chyba,że szelest papierka. Z drugiego pokoju usłyszą. Albo dźwięk otwieranej lodówki. Tez usłyszą. Wszyscy. Cała 5 po kilku sekundach już plącze sie pod nogami) Sprawy finansowe-w sierpniu futra dostały 50 zł z przeznaczeniem na środki czystości (proszek/płyn do podłogi/pochłaniacz zapachu). Kupiłam pochłaniacze. Paragon zgubiłam, w październiku będę kupować, to wkleję. Z bazarku wpłynęło 86 zł-34 poleciało na buty Księciunia, resztę pochłona pampersy Dziadka, którego ilość lania w domu jest wprost proporcjonalna do ilości stopni na termometrze. Chodnik z przedpokoju zniknął już dawno-nie nadażałam z praniem toalety Dziadkowej. Teraz powinna zniknąc lodówka. Niestety, zniknać jej nie mogę, knuję jak by tu jej kółka dokręcić. Co by mobilna była i można było łatwo pod nią posprzątać. Bo wierzcie lub nie-średnio przyjemne i łatwe jest przesuwanie kloca kilka razy dziennie.Krówka waży sporo. I jest większa ode mnie. I jak widzę,że Blacky z miną chodzącej niewinności stoi sobie i szcza pod lodówkę, to płakać się chce-dosłownie. No i nie mogę się nie pochwalić-a w zasadzie nie się, tylko Dziadka. Mamy kolejny postęp-Blacky sam wskakuje na kolana,żeby dać buziaka, Najpierw jeden nieśmiały i ucieka. Za chwilę wraca i jakby się dało, to zacałował by na śmierć. Obcych...no...nie przepada... Ostatnio było kilka zupełnie obcych dla nich osób u nas-za każdym razem powtarza się ten sam schemat-Bulbo odwraca się ogonem do całego świata i jak obcy chce pogłaskać, to dziko warkoli. Dziadek obcego oglada z daleka, a jak obcy chce dotknąc, to wskakuje na ręce. Nie obcego, tylko moje. Obcego ręce można ukąsić. A najlepiej poskładać się tak,żeby ani noska ani ogonka nie było widać. I koniecznie na rączkach moich. Ewentualnie Sebkowych. Jamnik obcemu da się pogłaskać z miną cierpiętnika. Ale jak obcy zabiera się do wyjścia, to lepiej się zabunkrować gdzieś u Sebka w pokoju. Bo jeszcze obcy zabierze?....
-
I tutaj zajrzeć trzeba, fotek na razie niet, zrobię nowe, to wstawię (mam, ale stare, z sierpnia i początku września) Co się zmieniło? Książę popyla na kółkach-i szybciej i dalej. Co więcej-sprawia mu to ogromna frajdę :) czasem ma dzień całkowicie na NIE i wtedy wołami go się nie da spod domu ruszyć. Chce-zostaje sobie na podwórku, na słoneczku plażing uprawia. Ale dni spacerowe sa zdecydowanie częściej. No i dosikiwać Księciunia trzeba-nie zawsze, ale sprawdzać trzeba zawsze. Bo czasami Książę siknie sobie-ale nie wszystko. Tylko trochę. Trochę-znaczy się spora kałuża, ale Książe to spory chłopak i pęcherz tez całkiem całkiem. A zalegać w nim nic nie powinno-więc trzeba kontrolować (co już nie grozi odgryzieniem rąk). Koo-tradycyjnie albo-albo. Albo na dworze, albo w domu. A-czasem na klatce schodowej (jak na dworze czasu nie ma, by się skupić na czynnościach fizjologicznych, bo "ja leeeeceeeee"-za piłką, za kijaszkiem, za kolega, za koteczkiem-wybór zawsze się znajdzie. I to o wiele atrakcyjniejszy niż skupienie. Bo przecież zawsze można w domu-prawda? Patka, pieiążki z bazarku są-dla Księcia będa butki z bazarku (30 zł+4 wysyłka) (chciałam mu je sprezentować, ale jestem mocno pod kreską), dla Dziadeczka-pamporki na doopkę.
-
Pozdrawiamy i my wszyscy :) I nauka na ;przyszłość-jak się idzie w nocy na spacer z psami, to nie gapi się w gwiazdy, bo to zagrożenie zdrowia i życia jest. Zawsze któryś stanie tuż przed nogami (zazwyczaj Tolek, ale i reszta stara się mu dorównać w ilości zamachów na życie opiekuna). Dwa-zanim się położysz-sprawdź, czy wszyscy są już na łóżku, czy im się aby pić nie zachce jeśli nie chcesz być stratowanym przez stado. Ad łóżko-lepie,żeby na głowie spał Dziadek niż Bulbo-z racji gabarytów. aaaa-i jeszcze coś. Ostatnio gadałam z kolegą, który uparł się jak osioł,że się mojego Hadesa boi, bo Hades go atakuje. Hades-atakuje to akurat dwa wykluczające się pojęcia. Więc mówię-przyjedź, zobaczę, bo może o czymś nie wiem. Przyjechał, my juz stadnie na dworze. No i faktycznie-leci Hades, za nim reszta-tyły zamyka Bulbo, bo bez kółek. Ale żaden się nie drze, tylko cieszą te durne japki. Kolega w aucie ledwo dyszy ze strachu, więc każę psom spadać. A do niego-ty osiołku, oni ne do Ciebie, tylko do auta...myślą,że ich na wycieczkę zabierzesz :) Wylazł, chłopaki się przywitali (kolega się boi....jamnika-bo kiedyś podobny go użarł. Kiedyś=30 lat do tyłu....) Bulba tez się boi-bo się Książę rozdarł (nie głaskają!!!!), Tolka-wiadomo...a najbardziej się chyba Blackiego wystraszył. Bo jak reszta już się znudziła gościem, a gość przestał na nich zwracać uwagi i coś tam sobie jadł i dał rękę na dół, to Dziadek...no co on może zrobić? skoczył i za palca złapał.... nie groźnie bo nie groźnie, ale czy kolega jeszcze kiedykolwiek nas odwiedzi?
-
ech....pisałam i pisałam i wsiorbało....może i dobrze, że sie dogo wściekło-kto to widział jeden post pisać miesiąc? Ale o czym miało być? o czasie, przestrzeni, tym co było, jest, co będzie.... Już się zadomowiłam tu gdzie jestem. Pogodziłam się z tym, bo wiem,że Hopiak do mnie przylezie. I mam obiecane,że to ja po nią pójdę. A tymczasem mam pełne łapki roboty, normalnie nie mam czasu się po uszku poskrabać-albo lecę witać nowych, albo Sybi po zadku szczypię, co by ćwiczyła dzielnie, a to pilnuję chorych piesów, a to Hopiaka pilnuję (żebyście wiedzieli co to za goopek jest! wścieka się, warkoli, a i tak robi swoje. I leci jak w ogień i spala się i upada i wstaje i biegnie-jakby świat się miał za chwilę skończyć....i zmęczona jest...i czasu ciągle nie ma...jeszcze w lipcu się przewróciła, na dworze, serducho oszalało, a ten gooopek co? "to już czas?" i się uśmiecha jakby nie wiem co widziała!) Pilnujem-tabuletki je grzecznie. Ino....zanika....w tamtym roku jak stado słoni wygladała, 89 kg na wadze było-wczoraj 57,1.... i nie wiem co to-bo konia z kopytami zje i jeszcze lodówkę opróżni i czekolada poprawi....echhhh i jeszcze śpiewa na cały głos z tym Panem: https://www.youtube.com/watch?v=rSktfVJc_IM I ten czas....ktoś go pogania? batem albo czymś? jak to-prawie rok? rok jak tu jestem? a mnie sie wydaje,że jeszcze wczoraj byłam z Wami....po co tak gna? w jakim celu? toż ledwo wiosna była, a już za chwilkę będzie jesień....ech.... Gdyby tak można było go zatrzymać-nie szczekam,że cofnąć, ale zatrzymać choć na chwilkę....czy to byłaby krzywda dla kogoś?...no, pewnie tak, dla tych, co cierpią...co ich boli.... I wiecie co? czasami wydaje mi się,że jestem znów z Wami, że z Hopiakiem...zwłaszcza jak mogę do niej iść i wtulić się w nią, nosek w uszko wsadzić...jak mogę jej dotknać łapką, liznać leciutko...Ech...jak juz nadejdzie czas, to chyba ja z radości przewrócę...nie pogniewa się chyba? A teraz namawiam ją,żeby zwolniła trochę...wiem, znam tego wariata-nie ma szans,żeby odpoczywała. Ale...zwolnić to chyba może, co? I Was też Kochani-nie warto gnać...warto czasem wyjść w nocy na dwór i zwyczajnie pogapić się w niebo na gwiazdy, zachwycić się spadającym liściem, nosek na kropelki deszczu wystawić. I na słońce też. Warto oddychać całym sobą. Otaczać się dobrymi ludźmi. Warto się śmiać jak dziecko (o-to to ten goopek umi), zagapić się na jaskółkę, bociana, zadziwić światem.... Bo ten czas jest taki durny,że dzisiaj jesteście tu, a jutro możecie juz być ze mną...(nie to,że bym nie kciała...ale wiecie...z radością będę Was oglądała z chmurki :) ) Zoś zarobiona po uchi Ps. znów głosu nie mam-tym razem nie przez Szefa. Tym razem przez takich różniastych, co się na nich tak darłam,że zachrypłam.... A-Ciocia Sybisia-ja to mam nadzieję,że masz numer rejestracyjny tego kretyna, co to moją kochaną psiapsiółę skrzywdził. I że zrobisz z nim co trzeba. Taka kreatura nie powinna po świecie chodzić. Kary śmierci nie ma-ale inne som
-
Zaglądam do Tomiego i Tomifanek z przyjemnością zostawiając moc dobrych myśli
-
Cóż mogę napisać? Że Gandalf zaginął? że się nie odnalazł? że jego ogłoszenia nie są od dawna odnawiane? Napiszę co myślę-a myślę,że Gandalf jest ofiarą ludzkich kłótni. I nie ma tłumaczenia,że nie on pierwszy i nie ostatni. Zwyczajnie-ludzie przestali ze sobą rozmawiać. I kiedy Gandalf zaginął-zamiast osoba A dzwonić do kogo sie da-jeździła sama. Bo nie będzie nikogo prosić, bo duma.... Czy gdyby zadzwoniła i szukało by go więcej osób-czy by sie odnalazł? nie mam pojęcia. Mogę tylko mieć cień nadziei,że znalazł na swojej drodze jakiegoś dobrego człowieka, który go przygarnął, nakarmił i zadbał o niego na miarę swej wiedzy i możliwości. Ogłoszeń na mieście nie widziałam. Dwa razy w lokalnej prasie. Kiedy pytałam "dlaczego nie zadzwoniłaś" nie uzyskałam odpowiedzi. Kiedy dopytywałam, czy się znalazł-tylko,że nie. I że w koło sa lasy. Zapytam jutro raz jeszcze. I napiszę czego się dowiedziałam.
-
Aniu, zwyczajna, najzwyczajniejsza wredota ze mnie jest :) kapię jak Bulbo po sobie sprząta (i na co było mi się wydzierać na sikanie w domu? teraz Książę sika i....wciera w całą powierzchnię głaskaniową....chociaż pewnie się nie znam, może to zdrowo?) Wody pod nos nie podstawiam jak się Książę nie wydrze-goopia jestem, on mi pewnie przed wrzaskiem przekaz myślowy wysyła "pić, kobieto, daj mi pić...". Nie doceniam chęci modru na Hadesie, Dziadku i kotach Ba! kota na głowie Bulbowi sadzam i zjeść nie daję, tylko każę siedzieć i ani drgnąć... cóż, efekt jest taki,że jak patrzę i stoję prawie na Księciu, to koty bezpieczne...a jak się odwrócę, to wiadomo-kot=twój wróg.... no i jeszcze oprócz pełnych misek nie chcę oddać całego swojego jedzenia. Z 2 kromek dostają 1,5...no, ale wiadomo,że 2 to więcej niz 1,5 i ślepy by widział,że ich oszukałam... Reasumując-goopia wredota oszukistka jestem
-
ludwa, daj spokój, wrzuć w ignorowane, nie będziesz się denerwować :) mnie nawet się już czytać nie chce, ciągle w kółko to samo, wieczne odwracane kota ogonem. Jutro zrobię bazar na fb idź przeszukać dom w pogoni za fantami lepiej :D Chce Ci się? mnie się już znudziło. Za chwilę znów polecą raporty i miłosne epopeje do wszechwładnych. Wątek zniknie. Kolejny. Wydarzenie jest i będzie. I może dobrze,że jest? przynajmniej jest widoczne czarno na białym kto miał rację, kto kłamał, manipulował. Zostaw dyskusje na potem-w stosownym miejscu i czasie-czy jak to tam było. Bądź mądrzejsza, ustąp.
-
Zaglądam i głaski-tulaski Tomiemu ślę :) u mnie można dziś śpiewać Deszczową Piosenkę i o jesieni śpiewać też można śmiało :)
-
uff... sytuacja opanowana :) wszystko wróciło do normy (nawet za bardzo, bo się chłopaki kłócą, pyskują, gonią...) Nawet dzisiaj upału niet, więc chłopakom dużo lepiej-apetyty powróciły, chęć do psot, zabawy, biegania, przeciągania.... Zdecydowanie wolę zwyczajny hałas, warkoty, niż sapanie, dyszenie i marudzenie :) Bulbiątko chce na kółka, na kółkach potrzebuje Hadesa-i szaleją, biegają, przeciągają się, w piłeczkę grają, próbują nawiać...kałuże podziwiają....normalnie-przyjaciele, prawie bracia. Ale tylko na dworze. W domu nadal aktualne hasło "Hades-twój wróg! zabij!"...
-
hm...nie mogę na nudę narzekać-jak się nie biją, nie wydzierają na siebie, nie kłócą, nie szaleją i nie okradają (zgodnie!) mnie z jedzenia to....jakby tu? znacie powiedzenie "jak nie urok, to s.....a" ? no właśnie, więc nie urok mamy, tylko to drugie. Znaczy się nie ja, tylko Książę...wiem, moja wina, nie zwróciłam uwagi,że karmy się różnią, worki w zasadzie takie same...a Książe jakoś tak ma,że każdą zmianę przyjmuje obstrukcją...wieczorem nasypałam mu pełną michę, zjadł, w nocy wrzask-MUSZĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘ-więc szybciusio maleństwo na rączki i biegiem na dwór....zrobił co musiał, ciemno było, nie widziałam kooo....w końcu znów na rączki i w górę....pod drzwiami się biedactwu nie udało wstrzymać-ech...co Wam będę pisać jak wygladałam ja, drzwi, korytarz....zaniosłam do pokoju, poszłam się umyć, posprzątać, wchodze do pokoju (wyśpię się, choć się zdrzemnę, mam jeszcze pół godz do pobudki jamnikowej, oczka chwilke odpoczną) i...no cóż....idę z powrotem po mopa, wiadro, sprzątam....Książę przespał może z 2-3 godz i znów-MUSZĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘ....i już wie,że jak sie w domu wypsnie, to bać się nie trzeba, więc....siedzi (kurczę-siedzi-jak człowiek), patrzy w oczka, uszka opuszczone i ten uśmiech-taki kołtuński, niby przepraszam, a jednak....ech... dzisiaj mu wymieszam tej co zawsze z nową, pooglądam efekty....dobra strona tej sytuacji-s....a kiedyś się skończy. Zmieni się w rzadsze kooo, a w końcu będzie znów normalnie :) A żebyście słyszeli, jak on się wydziera, bo pewnie już się opróżnił i chce jeść....nic z tego, do wieczora musi poczekać....właśnie się obraził i schował za kanapą....normalnie-iście królewskie maniery....
-
Hej Tomi :) kochany, szkoda czasu i energii na darcie japki u weta-i tak kłujnie :) moja Zośka nie dała-gryzła, wierzgała (kurna-niepełnosprawna!) trzymałam ją ja i Pan Doktor, a Pani Doktor ja kłujała-i co? my mokrusieńcy i krew...wszędzie (na szczęście tam gdzie trzeba tyż :) )... Blacky tez się nie drze-on się szarpie jak goopek i gryzie (na szczęście-mnie) i wykonuje taniec elektrycznego węgorza-w obu przypadkach-foch pokłujanowy jak stąd do wieczności. W obu-łatwo wtargać do weta pod pachą-Zoś w najlepszych czasach ważyła 12 kg (sznaucer mini mix), Dziadek-6 kg...ale Bulbo...ech-się zapiera, podniesiony-w tył zwrot biegiem naprzód marsz (tyż sprawny inaczej ok 40 kg) i...na rączkach trzeba niesć mocno trzymając-najlepiej we 2 osoby....a gaduła z niego,że ho-ho :) Więc jak widzisz-nie ma sensu, lepiej jak Tolek spokojnie stać i czekać aż skończą się człowieki wydurniać i krzywdę pieseczkowi robić. Bo moze na to nie wygląda na pierwszy rzut ślepka-ale oni to Tomiśku dla Twojego dobra robią :)
-
Ewcia, jakie spokojnie? jak się dzieje, jak pyskuja, fochają się i obrażają-wiemy,że żyjemy :) Książę obrażony od wczorajszej nocy, bo dowiedział się,że nie ma sprawiedliwości na świecie,że nie może robić tego co chce,że nie dam mu wszystkiego co chce,a zwłaszcza kota, bo kot jest mój i zeżreć go nie dam. I za każdym razem jak paszczę otwierał (żeby wątpliwości nie było-po to by zamordować), odpychałam go niezbyt subtelnie z komendą "zostaw!" chyba z godzinę trwało,zanim na śmierć się nie obraził, i tylko ślinka mu leciała jak się na koty lampił i złym okiem na mnie spoglądał, jakby mówił "a weź wy....j do domu, ja ty z kotami se pogadam"...
-
Tomusiu, aż ciekawość mnie zżera-będzie u Ciebie dzisiaj deszczyk, czy nie będzie? lubisz? a burzę? bo ja nie bardzo...ale spacer po burzy wart każdych pieniążków :)