-
Posts
13197 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
14
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Figunia
-
Taksa - chwila jamniczej radości :D - jak dobrze że jesteś :)
Figunia replied to anica's topic in Już w nowym domu
Aniu, na pewno będzie dobrze!!! Popatrz, babciulka Lonia, była niedawno sterylizowana i miała usuwane guzki, A przecież ma chore serduszko, bierze leki. Jednak dr Szczypka się tego podjął, no i jest dobrze! Z Taksią będzie jeszcze lepiej, boć to młodziutkie dziewczątko, a p.w. zdrowe jak rybka. Ale rozumiem Twój strach, obawy. Dokąd nie będzie "po" będziesz o Taksię drżeć... Okropne jest to, że musimy im to robć. Kiedyś bardzo ubolewałam nad tym, że moja kochana jamnisia Figa nie mogła zaznać szczęścia macierzyństwa. Sunie są tak wspaniałymi matkami.. Ale, jak pomyśłałam o tym, że sam poród to dla niej wielkie ryzyko, no a potem, coż zrobię z koszyczkiem maluszków...nawet nie wyobrażałam sobie, jak miałabym je oddawać komuś... Ile się znajdzie tych tzw. "dobrych rąk"? I czy zawsze są dobre?...nie ma żadnej gwarancji, że pies będzie pożądany i kochany w tym domu do końca swego życia, itp O tym, że schroniska są przepełnione i że nie powinno się dopuszczać do tego, by pojawiały się kolejne psy, już nie wspomnę. Kiedy dzięki audycjom Pani dr Doroty Sumińskiej dowiedzialam się, że niewysterylizowana sunia, mająca wciąż ciąże urojone, narażona jest na masę groźnych chorób, jak nowotwory i ropomacicze, to już przestałam się zastanawiać i choć Figa miała 9 lat (i też chore serce) wysterylizowalam ją i szczęśliwie dożyła - wierzę, że dzięki temu - prawie do 20 lat. Wszystkie jej niewysterylizowane koleżanki, nawet dużo młodsze, odchodziły i zawsze słyszałam "rak"...czasem 12, 14 letnie...bo opiekunki nie chcialy słyszeć o sterylce, miały na ten temat zwoje zdanie i gadałam jak do ściany. A gadałam, namawiałam, tłumaczyłam zawsze... Tak więc Figa nie została mamusią, choć bardzo tego chyba pragnęła (stałe ciąże urojone po cieczce). Z jednej strony zrobiłam chyba jej krzywdę, a z drugiej... Taki niestety jest ten nasz świat... sterylki, kastracje, to jest to tzw."mniejsze zło". -
Dzień dobry wszystkim Ciociom od wiecznie głodnej Loni :) Mija godzina od spaceru i śniadanka a ona wciąż z nadzieją zagląda do miski, wylizuje ją i patrzy na mnie błagalnie... Ewuniu, wcale niemała sumka do nas leci. Dziękuję Ci kochana bardzo :). Zaraz sprawdzę konto i jak będzie, to potwierdzę na wątku.
-
Konik vel Vito tak długo czeka na swój domek... Gdzie on jest???
Figunia replied to dreag's topic in Już w nowym domu
Jaki szczęśliwy konik!!! Piękne zdjęcia...:) -
To właśnie, że tak cierpiał jest najgorsze...
-
Taksa - chwila jamniczej radości :D - jak dobrze że jesteś :)
Figunia replied to anica's topic in Już w nowym domu
Aniu, trudna sprawa z tym onkiem. Wyobrażam sobie siebie w takiej sytuacji i także czułabym się bezsilna, bo nie mam pojęcia, co można zrobić, by psu pomóc. Przede wszystkim ktoś musiałby sprawdzić, czy pies nadal jest w domu, a potem panią uświadomić, że takie krótkie wychodzenie raz dziennie na pobliski trawnik, to trochę za mało dla młodego psa. To jak znęcanie się! Ale kto to miałby zrobić, to nie wiem. Bo na TOZ raczej bym nie liczyła. Jedynie tu, na Dogomanii może ktoś coś mądrego doradzi... Może więc napisz na wątku psów wrocławskich i spytaj, co można zrobić. Tam zagląda dużo osób, na pewno ktoś coś podpowie. A dla Taksuni - życzenia zdrowia i radości nieustannej!!!! -
Tymczasy wcale nie tymczasowe czyli gromadka psiaków szuka domków
Figunia replied to mari23's topic in Psy do adopcji
Świat nie jest taki zły, świat nie jest taki zły, niech no tylko zakwitną jabłonie...:) To za cały mój komentarz... Strasznie się cieszę, najbardziej chyba cieszą takie adopcje, gdy wydaje się, że trzeba cudu... Dropsiku - szczęścia i zdrowka!!!:) Kasieńki b. mi szkoda. Dorosłemu czasem trudno się pozbierać po takim rozstaniu, choć wie i rozumie więcej. A co dopiero, dziecko... -
DUSZEK cieniusi jak kartka papieru. Waży 5 kg, powinien 10 kg. Pomocy !!!
Figunia replied to togaa's topic in Psy do adopcji
Ależ on jest śliczny. Musi się ktoś wreszcie w nim zakochać. MUSI! -
Poker, jasne...będę o to pytać. Najgorsze jest to, że zupełnie nie wiem, jak Lonia będzie się czuła w domu, gdzie jest tylko pan - mężczyzna. Mam wrażenie, że lepiej byłoby, gdyby była to Babcie, nie Dziadek...ale, w końcu, co ja wiem... Oczywiście już trochę panikuję i mam wiele obaw. Żeby to cholercia było bliżej...żeby można było zrobić zapoznanie i próbę...i w razie czego zaraz ją zabrać.
-
Nie wiem, co napisać. Jednak miałam nadzieję, na inne zakończenie, nie takie... Biedaku, choć już nie cierpisz. Pobiegleś do Pana...
-
Szczerze Ci odpowiem Ewuś, że często tak myślę. Ale wiem, że nie jestem jedyną osobą, która, tak jak ja, Lonię pokocha i sprawi, by sunia była szczęśliwa. Choć czasem myślę, że ona tak tylko mnie...jednak to byłoby zarozumialstwo, tak myśleć, taka nadinterpretacja na swoją korzyść... Staram się więc spojrzeć na sprawę chłodnym okiem, jakby z boku i wtedy dochodzę do wniosku, że jeśl Lonia będzie miała podobny dom do mojego (mam na myśli to, że śpi kiedy chce, bawi się kiedy chce, dostaje swoją michę (wiadomo), porcję pieszczot, akceptację, poczucie bezpieczeństwa i nieustanne uwielbienie, to szybko pokocha nowy dom, a o mnie zapomni.
-
Mimulku, trzymam kciuki, choć wiem, że i bez nich Poker wybierze Ci najlepszy domek.... O emocjach związanych z oddaniem tej słodkiej kluchy nie będę pisać, bo wiemy, co wtedy się czuje. I fotek ostatnich komentować nie będę, bo przymiotników by mi zabrakło... :) :) :)