Joasiu, tak mi przykro :(, nie bywam ostatnio na dogo, zaglądam tylko do deklarowiczów, nie mam czasu bo mam szpital w domu, Bianusia (ostatnia znajdka) przyniosła z fundacji koci katar i całe towarzystwo mi choruje. Pakuś o mało też nas nie pożegnał, zły czas u nas.
Lusia miała wielkie szczęście że trafiła na Ciebie, dostała opiekę, serce i szczęśliwe, darowane lata życia. Teraz nic jej nie boli i psoci w Tęczowej Kociarni z innymi futerkami które nas opuściły.