-
Posts
2645 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
8
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by jaguska
-
Nie jestem zdziwiona reakcją Izy, nie każdy ma skórę jak bawół by nie przepuszczała jadu. Z dogomani odeszło już bardzo wielu aktywnych i skutecznych pomocowców, przez te za przeproszeniem "gównoburze" które tu cyklicznie wybuchają. Jej decyzja, jej spokój, trzeba uszanować. Ja kibicuję Białogonkom na FB, bo to dla mnie ogromny życiowy projekt Izy, godny podziwu. Niewielu byłoby na to stać.
-
Eeee...całkowicie źle zadane pytanie, ono powinno brzmieć - Czego Mimi nie zrobiła? Nie zrobiła ani siooo ani kooo, na mnie oczywiście, tym razem zapanowała perfekcyjnie nad zwieraczami ;) I w ogóle była bardzo grzeczna, tylko łapeńki jak zwykle ze strachu odmówiły posłuszeństwa, złożyły się jak scyzoryki i ich nie było, został sam kadłubek z głową. Za to z bardzo zainteresowaną głową, wszystko rejestrującą za pomocą nagłownych radarów, bo się też wysiedziałyśmy trochę, przed nami był biedny króliczek, maltretowany, taki bezkolejkowiec nagły. Mimi była też wymęczona psychicznie, była ze mną cały dzień w mieście, nie miała czasu na regenerację emocjonalną i zaraz do weta siup. Trochę było szamotaniny przy pazurkach, ale to drobiażdżek był. Tak więc Mimi jest odwścieklona z nowym manikiurem, może tak hybrydki założymy? Po powrocie do domu s/padła jak zgniłe jabłko z drzewa, a ja zaraz po niej na półgodzinną drzemkę. Za to dzisiaj znów zapasy z Jeżynką, masakra, i mam nadzieję wielką że ta brzydka rana będzie już ładniejsza. Walka ustawiona jest na jedenastą, SUMO znaczy się. Dobrego dnia dziewczyny
-
Bo Mimi jest aniołkiem, tylko takim nie do końca ;) Wczoraj wieczorem świsnęła Połówkowi całą kromkę z talerza, a dzisiaj wytropiła w miskantach dzikie gniazdo naszych kurek, z jajkami :) Jutro o 17 będzie miała stresa, u weta. Pojedynek był, a jakże, obsługiwaliśmy ją we trzy osoby, dwoje wetów i ja. Jedno szycie suchutkie i ładne, drugie brzydkie, pomimo sączka zebrało się jeszcze sporo płynu. Opatrunek zmieniony, zastrzyki podane, na jutro mamy leki, w sobotę powtórka z rozrywki. Miłego wieczoru i dobrej nocki życzymy.
-
Nie widzę problemu by takie zapoznanie przeprowadzić w neutralnym miejscu, bez dotychczasowego opiekuna. To przecież da się zorganizować. A takiego psa jak Mimi nie odważyłabym się dać w ciemno. Ludzie mają narąbane w głowach i wydaje im się że są cudotwórcami, ja w swoim otoczeniu nie widzę ani jednego człowieka któremu mogłabym powierzyć takiego psa jak Mimi czy Jeżynka, chyba że założymy że miałby to być "chów" czysto podwórkowy, bez wysiłków socjalizacyjnych. I tak mogłabym postąpić z Jeżynką, przecież i tak mieszkała w rozpadającej się budzie z łańcuchem na szyi. A do weta skrępować bandażami, kagańcem, wszystko można, tylko co z sumieniem??? Po dziewiątej jedziemy z Jeżynką na kontroliren polen operacionen , bydzie SUMO przez koc ;)))) Mimisia ma jutro po południu wizytę wet. Przygotowania do popołudniowej drzemki ;)
-
Jesteśmy, żyjemy, obie. Jeżynka jest bardzo ciężka do znieczulenia, pięć po ósmej dostała zastrzyk, a o dziewiątej musiałam gnać na sygnale bo robiła armagedon w lecznicy (bez wybudzacza). To malutki gabinet, trzy koty czekały w kolejce na zabieg, a Jeżynka wyłączyła jedną osobę z działania. Walczyła ze swoimi potworami z przeszłości, wróciła do rozwalającej się budy, na łańcuch, na podłe traktowanie, na wyszarpywanie ciała przez agresywne psy, bez możliwości ucieczki bo łańcuch trzymał w miejscu i walczyła ze wszystkich sił z całym złem świata. Taka ośmiokilogramowa wojowniczka. Wetka mi nie dowierzała przed zabiegiem........ale już wierzy, takiego hardkora znieczuleniowego jeszcze nie miała. Kiedyś któraś dziewczyna napisała, że takie psy jak Mimi to trzeba oddawać w adopcję bez wizyt zapoznawczych, ja tak dostałam Jeżynkę, w sekund pięć, wsadzona do samochodu przez opiekunkę, -bo się trochę boi-, bez głaskania, -bo nie lubi-, no i w ogóle to -do widzenia-. Po kilku dniach miałam ochotę ich udusić za to że nie przygotowały mnie na to z czym mam się zmierzyć, że powinnam wsadzić w samochód i odwieźć, właśnie dlatego że mnie nie przygotowały na trudy życia z Jeżynką, za to że kłamały i ukryły prawdę. Dlatego ja jestem za mówieniem prawdy o wadach psa i za wizytami zapoznawczymi. Gdyby ktoś z boku popatrzył, to by powiedział że Jeżynka jest zaniedbana, bo wizualnie jest, z futerka wycinam tylko jak się zrobi kołtun i jak mi się uda, welony na tyłku obcinam w wannie, a i tak po ostatnim obcinaniu zasłabłam, ja - nie Jeżynka, bo to dla mnie jak walka Sumo. Pogryziona byłam już nie raz. Ostatni to właśnie ten staw w kciuku, centralnie w sam staw mnie dziabnęła, goiło się prawie dwa miesiące. Dzisiaj korzystając z okazji, obcięłam jej płetwy w tylnych łapkach :) I mogłabym tak długo jeszcze..... Ta mała wojowniczka Lagerta ;) ma swoje miejsce w moim sercu razem ze swoimi traumami, strachami, zębami itd. Aaaa no właśnie, przy okazji jednego trzonowego dzisiaj straciła, jak mus to mus ;). Wetka jak zajrzała w paszcze to spytała czy ona całe życie kamienie jadła, kamienie to może nie, ale pewnie jej dieta z kości się składała, bo ziompki ma starte równo z dziąsłami. Jeszcze raz dziękujemy za dobre myśli i słowa, nawet Mimi dzisiaj grzeczna, pewnie czuje zapachy z lecznicy ;)))) Dobrej nocy.
-
Witajcie U nas wszystko ok, znowu jestem zapętlona w codzienności. Pielgrzymki po ZOZach z mamą, Jeżynka we wtorek ma operację, muszę znaleźć miejsce w domu na kontener, żeby mogła mieć spokój od rudej, dobrze że przynajmniej u Krzysia wszystko pięknie się zagoiło. Mimiśkowa wizyta u weta będzie po zabiegu Jeżynki, bo to ją na chwilę spacyfikuje i uspokoi. Duszek ma się dobrze, to kochany kotuś, niestety z integracją w stadzie idzie jak po grudzie, a już na pewno nie chciałabym żeby go poturbowali, wystarczy mi Krzyś, jednak nadziei nie tracę :) Postaram się w najbliższym czasie sfocić go, lub może króciutki filmik zdziałać. Odskocznią i relaksem są dla mnie kwiaty domowe i pierwsze wysiewy, nasionka pelargonii w trzy dni wyskoczyły z ziemi :) Dobrego dnia.
-
Oj to imię nietrafione ma, powinna być Wala ;), będziemy świętować. A to różnie bywa, Mimi jest generalnie bardzo gadatliwa, oczywiście nie od razu, ale dopiero kiedy jest już zasiedziała ;). Na fajerwerki nie ma mocnych, biegały od okna do okna, w zależności z której strony huknęło i obszczekiwały. W normalnych warunkach, muszę zdecydowanie burknąć na nią, ale i tak nie za pierwszym razem skutkuje, lubi trochę popyskować zanim posłucha. Procesje za Połówkiem, to inna bajka, bo to już chodzą za nim i się drą we trójkę, Mimi, Psotka i Jeżynka, trio na trzy głosy, Mimiśka sopran, Psotka sopran koloraturowy, Jeżynka.........tenor ;))) Czasem reaguję, a czasem jestem tak wkurzona na Połówka, że mam w nosie i czekam na jego reakcję. I nie mogę tego pojąć, do telewizora potrafi się wydzierać, a do psów jakieś szeptacze -cicho-, a one mają to w D i jadą dalej, no i tak łazi ten mój Połówek po domu a za nim szczekająca procesja, jak usiądzie - koniec szczekania. Noooo...nie szczekają tylko jak się kręci po kuchni, wtedy wpatrzone w niego jak w obrazek, a procesja z kuchni do pokoju przebiega w ciszy absolutnej, ale za to z uważną obserwacją czy mu co z rąk nie wyleci. Mimisia po prostu lubi szczekać, pewnie zbyt długo była niema ze strachu, że teraz, kiedy czyje się już pewniej odbija sobie tamten czas. Od jakiegoś czasu Mimisia nie znosi wyjazdów do miasta, w samochodzie przez dłuższą chwilę piszczy jak wyjeżdżamy. POtem daje nura pod siedzenie. Nie wiem czy mam ją na siłę ciągnąć do miasta. Zdecydowanie nie lubi opuszczać znajomego terenu. Może jednak odpuścić. No i mamy od kilku dni fazę wzmożonego znaczenia, musiały się rude popstrykać. Fuj nie fuj, paskudna nie paskudna, jednak warto się z nią zaprzyjaźnić :) https://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/apteczka/lukrecja-wlasciwosci-zastosowanie-lukrecji-w-lecznictwie-i-kosmetyce-aa-9rov-CBCq-dqbS.html To prawda, a porównując ją z psem który do mnie trafił, metamorfoza jest nie do uwierzenia. I jak sobie pomyślę że miałaby znowu żyć w sztywnych ramach, tego nie wolno, tamtego nie wolno, nie szczekaj, nie wskakuj, itd, bądź wdzięczna za to na co ci pozwalam, to jakoś cieszyć się nie potrafię. A tu wystarczy serce i silna osobowość, być przewodnikiem i obrońcą jak trzeba ;) ...ale gdyby się trafił ktoś pokroju mojego Połówka, to zwrot z adopcji pewny na 100%, oczywiście po objęciu domowego tronu. Ja już nie wiem, czy mój Połówek to taki niereformowalny ewenement, czy jednak takie są ludziska. No bo jak czytam na dogo o zwrotach, że idzie do adopcji pies najnormalniejszy na świecie, jak Oskarek, a po jakimś czasie robi się z niego "podobno" rozwydrzony bachor, no to mi tylko na myśl przychodzi człowiek o charakterze mojego Połówka. Krzysiowi ładnie goi się rana, już tylko przemywam dwa razy dziennie czymś (dostałam w strzykawce jakiś specyfik).Takie bubu mu Majka zrobiła :( Jeżynka kończy serię zastrzyków z jadu pająka, serduszko ciut podreperowane, nie w tym, ale w następnym tygodniu będzie miała operację. Trzeba zrobić choć nie ma gwarancji że przeżyje narkozę, ale z drugiej strony - to co, nic nie robić? Jakiej decyzji bym nie podjęła to i tak będzie zła. Dobrego dnia.
-
Oooo, głowę mam dzisiaj jak rozbity gliniany gar, nie żeby od alkoholu, bo ja z tych niepijących, tylko od niewyspania, masakra. Mimisia w sobie tylko pojętej rywalizacji z Psotą, nie może odstawać, więc zgrywa chojraczkę, w domu ;), gdyby to było na podwórku, byłaby to całkiem insza inszość. Cha-upę swą cza bronić. Tak było od 22 do 02 i dzisiaj co jakiś czas.
-
A z tym psiątkiem nic się nie ruszyło? :(
-
A ja dopiero się zwlokłam do domu od weta. W końcu stało się to co było do przewidzenia, Majka poturbowała Krzysia i to co najmniej tydzień temu. Pod brodą, tak że nic widać nie było, zrobił mu się krwiak, a dzisiaj to pękło, myślałam że zawału dostanę, jak się mu to rozlało na szyję. Oczywiście dla mnie rak jak byk, więc stres totalny. Teraz jest zaopatrzony, rana przepłukana, zastrzyki podane, będzie się długo goić, bo miejsce paskudne. Największy kot i największa fajtłapa. Kolejny zwierzak specjalnej troski, którego trzeba chronić przed pobratymcami. W styczniu Mimisia ma wściekliznę ;) Na dzisiaj mam dość wrażeń i Wam też spokojności życzę.
-
:) średnich zdolności krawieckich to nawet w młodości nie miałam, może takie bardzo ale to bardzo podstawowe ;), ale pomysł wart rozważenia. Po nowym roku spytam się mojej Popraweczki jakby wyglądało cenowo uszycie takiego elastycznego kubraczka. Mój ponad 30-letni łucznik z elastycznymi materiałami nigdy sobie nie radził ;). Na razie wynalazłam kolorowe szerokie bandaże elastyczne, w psie łapki, bo w takim szpitalnym to by Mimisia wyglądała jak poturbowana ;) Mam nadzieję Elu, że Twój piesiorek dzielnie zniósł podróże świąteczne. U nas za oknem jakby zima była w natarciu, coś tam z nieba białego leci, zimnica i do tego wieje, brrrr....
-
Święta, święta i po świętach... Po kubeczku dla chętnych, na rozruch W domu cichutko, bo Połówek i córa jeszcze śpią, Mimisia pruje kocią zabawkę, już ją oskórowała. O! Dzień dobry Nesiu, kawunia na stole, zapraszam :) Ja już po pierwszym spacerze, ale krótkim, u nas deszcz ze śniegiem zacina, brzydka pogoda. Ja mam kardiologa po połowie stycznia, najpierw też badania, niech Ci te Twoje dzisiejsze wyjdą wzorcowo. Miłego dnia wszystkim :)
-
Wcale nie uważam że się "wtrącasz", każdą radę sobie cenię, bo zawsze co kilka głów to nie jedna. Jednak ostatnio właśnie zauważyłam na dogo, że dzieje się coś złego, jakieś przewrażliwienie zapanowało, przeczulenie na każde słowo. Mam niejasne przeczucie że formuła tego działu na dogo, dobiega końca. Z tych starych moich znajomych, już chyba nikogo nie widuję.
-
Nesiu, ja biedna nie jestem z tego powodu, ja ją lubię taką jaka jest, a Połówek nie zwraca uwagi na szczekanie, to z nim, lub na nim ostatnimi czasy Mimisia śpi, ale po prostu nie lubi kiedy się rusza i mu to bardzo wytrwale komunikuje. Pisząc powyżej o kubraku miałam na myśli coś takiego, jak macie jakieś inne linki do takich kamizelek to podrzućcie tu proszę, jakieś bazarki bym uskuteczniła i kupiła Mimisi. https://www.karusek.com.pl/produkt/21713_thundershirt_kamizelka_przeciwstresowa_dla_psa_hit_w_walce_ze_stresem/
-
Gdyby Mimi miała chociaż z siedem lat (lub więcej) to by u nas została na stałe, bo bardzo się do niej przyzwyczailiśmy, jednak dwa lata swoje robi, niedługo wyprawiamy jubileusz, w lutym ale nie pamiętam dnia, Tysiu przypomnisz mi? I jak pomyślę że będzie przechodzić od nowa wszystko co obserwowałam u nas przez pierwsze miesiące, to mi się serce ściska, ona jest tak delikatnej konstrukcji psychicznej. Wiem też że potrafi się zamknąć w swoim świecie i żyć obok, ale co to za życie. Już kolonie są wystarczającą traumą dla niej, ale Połówek po prostu sobie z nią nie radzi. Święta to jeden jazgot, przyjechała córa i teraz Mimi ma dwa obiekty do obszczekiwania. Mimiśka prowodyrka potrafi zainicjować wspólne szczekanie, wystarczy że wyjdę do łazienki a w tym czasie któreś ruszy ręką/nogą, odezwie się lub nie daj boże wstanie, masakra. Zaczyna Mimi oczywiście, za parę sekund dołącza się Psota (która nigdy nie szczekała), Jeżynka i czasem nawet Yoshi szczeknie, ale tak tylko dla porządku, zaznaczyć swoją obecność. Czasem specjalnie czekam w łazience i sprawdzam ile czasu Połówek wytrzyma takiego ujadania, nigdy się nie doczekałam jakiejś zdecydowanej reakcji, czasem "krzyknie" -cicho- jak nie słyszy TV, ale one mają to w głębokim poważaniu. Wychodzę z łazienki - nastaje cisza. I coraz bardziej się skłaniam do tej konsultacji mailowej z dr Iracką, może faktycznie jakieś środki niezbyt inwazyjne, poprawiłyby jej komfort życia. I jeszcze szelki a bardziej takie coś mocno zabudowane, żeby się czuła jak w dopasowanym kubraku, rozglądam się za czymś takim. Jak się już uzbroimy, to będziemy się zapuszczać w stronę rynku ;) Jak to dobrze, że tylko dwa dni świąt jest, święta lubiłam tylko wtedy, kiedy byłam dzieckiem. Dzisiaj idziemy do kina, się wynudzę, bo to Skywalker będzie, nie moja bajka, ale czasem trzeba iść na kompromis. Ja czekam na Wiedźmina :) A Wam życzymy miłego drugiego dnia świąt.
-
:) Elu, dzięki za instruktaż, bo też nie miałam zielonego pojęcia jak to się robi jako osoba postronna :)