Mnie po prostu szlag trafia,jak pomyślę,że nie wiadomo gdzie ten biedny onek trafił.Już doświadczony przez los,poraniony z sierścią w fatalnym stanie.Zakładając,że to był właściciel,to nie wierzę,że nagle zacznie o niego dbać,albo ktoś obcy wziął sobie psa na łańcuch.Uważam,że schronisko powinno przeprowadzać,szczególnie w takich sytuacjach wizyty poadopcyjne.Anett,rozmawiałaś z kimś za schronu?Jak nie mają czasu,to nich Tobie pozwolą odwiedzić onka(ale napewno się nie zgodzą),może próbować wymóc wizytę.Anett,miałaś do mnie napisać,czekam.