Należało się nam wreszcie :)
Pierwsze trzy miesiące mąż pracował w każdy weekend, a gdy w pierwszą wolną sobotę (początek kwietnia) pakowaliśmy się na wyczekiwaną wycieczkę, zadzwoniła dochodząca opiekunka teścia, że się przewrócił.
No i się zaczęło... szpital jeden (ortopedia), potem drugi (interna)... w Święta teściowi nie dawali szans, że przeżyje dzień, ale jakoś dał radę...No ale jest leżący i wymaga stałej opieki. Na szczęście udało się 'ściągnąć' kuzynkę z Ukrainy, która się nim opiekuje.
Więc kursujemy na dwa domy i czasu na wypady za miasto nie ma....