-
Posts
23810 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Norel
-
Vincent - Dog Niemiecki - ma tylko 9 miesięcy, walczy o życie. Ma dom.
Norel replied to GoniaP's topic in Już w nowym domu
Jestem u kruszynki... -
I tak trzymaj.... napisałam pw
-
Fart- mix labka z molosem wyrzucony z samochodu
Norel replied to Glutofia's topic in Już w nowym domu
Co tu tak u Farta długo cicho?.............. -
Dianka w typie ast- zmarł właściciel Sosnowiec
Norel replied to Glutofia's topic in Już w nowym domu
tez zerkam/////////////// -
Dziękujemy za pozdrowienia-wygniotę je od cioci:)
-
Piękna ONka Tasza. Szuka przystani...Znalazła ją nad morzem!! :)
Norel replied to Linssi's topic in Już w nowym domu
Bardzo piękna sunia! Zaglądam.... -
Tak mi strasznie przykro,choć tak krótko u niego byłam.....:( :( :( jak dobrze że dałyście mu choć chwile ciepła,pełnego brzuszka i zamiast pały i kagańca powód by te oczka rozjasniły się radością! BYło warto!!! niektórzy to nie potrafią nic do wiadomości przyjąć-jak się nie dało gdzie idziej to choć u operującego poszukac winy, co? zamiast u rajskiej tfu..opiekunki...
-
Ja też siedze jak na szpilkach i trzymam kciuki za powodzenie operacji!!!
-
Poświęciłam masę czasu na dość dokładne przeczytanie wątku Sako plus hmm..hospicyjnego... Żałuje ,że tak pózno,ale przy realnej pomocy konkretnej grupie psów brakuje mi czasu na inne działy,a szkoda,bo nieco mi sie oczy otworzyły..... Zapisze sobie i ogromnie gratuluje determinacji Winter za to co zrobiła by wydrzeć Sako! Zdjęcia jego wesołego pyska są cudowną nagroda po czytaniu tego horroru!. W życiu nie pojmę tego fanatyczego wycia osób które uważały że ma zgnić na mrozie,bez środków przeciwbólowych,bez leczenia. Winter i zaangażowane w zabranie go dziewczyny-macie juz chyba zaklepane miejsce w niebie!
-
Dziekuję wam:)
-
Nie zaglądałam jakos.....:oops: Szara codzienność u nas,Melut w zasadzie regularnie odciąża lewa nogę,ale nie skarży się-więc sądzę że jesteśmy na podobnym poziomie bólowym-u mnie też rozwalone lewe biodro-chyba rzeczywiście jakieś przeznaczenie właśnie teraz mi tego kundla podrzuciło:diabloti: Mlut nie znosi jak ktoś sie skrada"-czyli idzie wolno-niepewnie-zatrzymuje się taki sztywny i gapi....no ogólnie go atakuje;) Przez co dostaje piany na każde przyjście mojej mamusi i usiłuje ja przyatakowac.Jak się rozbierze i zacznie normalniej zachowywac to już jest ok.Bez watpienia skradający się intruz szybko zobaczyłby Melowe ząbki koło twarzy. O ile Rakija obecnie nawet złoszczac się tylko najczesciej markuje kłapanie zebami,a bawiąc się ze mną bardzo delikatnie zaciska szczeki-o tyle Mluś w pewnym momencie zatraca się tak w zabawie jak i w złosci.Jak widzę że bulgot zaczyna byc z trzewi to od razu na niego wrzeszczę-bo to go bardzo wytrąca z równowagi(boi sie krzyków) natomiast w zabawie zaczyna koszmarnie mocno grysc i przekazuję go babce:lol: Ta o dziwo straasznie polubiła zabawy z nim-ale bawią się jakby zaloty odprawiali-drobne doskoki,poszturchiwania,jakaś skubaneczka w ucho,odskok...chwila skamienienia,skok-obrót szturchnięcie pyskiem w szyje,ciche pomruki..... Bardzo szybko opanowali technike cichej zabawy-bo przy głosniejszej nie wytrzymuje Rakija i zrywa się-bo ona tez chce się bawic! Ale jej zabawa przypomina z lekka wejście smoka i wszystko odskakuje na boki jak kregle...Ja mniej/więcej wiem kiedy jej warkot to jeszcze zabawa a kiedy juz się piekli-psy nie rozróżniają tego-obawiają się gdy ona zaczyna warczec i gulgotac-a ona niestety tylko tak nauczyła się bawić-tak samo jak atakowała-tylko intencje zmieniła i nacisk pyska i dokłada decybeli hałasując tak że myśli własnych nie słychać.Psy natychmiast przestają się bawić. Melman zaczyna takie same wokalizy jak ona tylko grubiej i potrząsając głowa-chyba z wysiłku,bo za nic nie jest w stanie jej przekrzyczec:evil_lol: Nie daj boże jesli w domu jest mój Tz który radosnie podsyca ich entuzjazm dziamoląc na równi z Rakiją-hałas zaczyna przekraczac wszelkie bezpieczne dla zdrowia normy (jak dobrze ze nie mamy sasiadów...) Herbunia pędzi po swoja dyżurna piłeczkę,która służy od lat wyłacznie do noszenia,pokazania że ma zabawowy nastrój i jako fant rozjemczy-pod tytułem-błagam skończcie już-mam piłeczkę,widzicie?:cool3: Piłeczka zresztą miała tragiczną historię, bo była piszcząca. Herba od małego na rzeczy piszczące reagowała w jeden sposób-amok i zabic....Piłeczka zabic się nie dawała bo gruba była,pies szalał,meble fruwały,pies charczał,piłeczka piszczała więc pies charczał jeszcze gorzej,sodomia i gomoria:diabloti: W końcu po jakimś tygodniu nie dałam rady,bo piłeczka nie zdychała,a Herbunia wcale nie miała zamiaru pozwolić piłeczce zyć czy o zgrozo bawić się nią! Musiałam nożem zakończyć życie piłeczki przy asyście patrzącej mi na ręce dzikim wzrokiem suczy zafascynowanej moim okrucieństwem...Piłeczkę martwą przyjęła,walnęła nią o ziemię,poprawiła łapą sprawdzając trwałość zgonu i odłożyła.Herbatnik nigdy nie zaakceptował żadnych zabawek a ta sama od 9 lat piłeczka jest jej maskotką i amuletem przynoszonym w chwilach smutku na tapczan-kiedy położona obok pani wywołuje zawsze współczujące tulaski, albo fantem którym stara się przerwać zachowania innych które jej się z róznych względów nie podobaja.. Na podwórku mamy koty. Może nie tak-to koty maja nas. Przychodza kiedy chcą do stajni,czasem przemykają dyskretnie przez podwórko i ogród starając się nie wzbudzać ciekawości psów i rzeczywiście moje brytany jakoś ich z daleka nie zauważaja...Koty oczywiście sa stworzeniami wielce interesownymi,więc przychodza na suchą karmę której pewnie w wiejskich chałupach nie widują..Zmienia się ich obsada ilościowa,mamy juz kolejne pokolenia rezydentów którzy jakoś przez rodziców mają przekazane,że tu karmią i gdy nagle jeden kot nam znika,dowiadujemy się że tak czy inaczej zginął,wkrótce pojawia się jego potomek-podobnie lub identycznie umaszczony,nieco innej budowy,dziki do końca lub z czasem doceniający głaski przy karmie,szanuję ich niezależność i nie zmuszam do niczego. Ostatnio najmocniej związały się z nami-Hania trikolorka-potomkini Halinki rozjechanej przez samochód i Rudy-syn nieodżałowanego Garfielda-postrachu wiejskich burków i obiekt nienawiści częsci ich włascicieli, a takze hojny dawca silnych genów na cała okolicę:evil_lol: Garfi zasługuje na kilka słów bo pokochaliśmy go bardzo choć poczatki były trudne... Pojawiać zaczął sie u nas wielki rudy kocur-jak się potem okazało szalenie nieufny,mądry i sprytny. Zobaczyłam go pierwszy raz przy małej stajni-mówie-witaj panie kocie!.A on stanał i patrzy się,pochyliłam sie i pogłaskałam lekko-dotknał moich nóg-więc wzięłam go na ręce.Nie był niechętny i zwisł mi zrelaksowany pod pieszczota ręki.Zawołałam do męża-patrz jaki zarąbisty kocur do nas przyszedł! Tz oderwał się od spawania i przyszedł zachwycić się kotem-wyciągną rekę w grubej,skórzanej spawalniczej rekawicy by go pogłaskać.Garfild w ułamku sekundy zawisł na jego ręce wbijając zeby i pazury tak,że przegryzł rękawice warcząc przy tym jak tygrys.Tz zaklął,złapał kota za kark,ale ten wbił mu się głeboko w palec i nie miał zamiaru puszczac...Musielismy go docisąć do ziemi i z boku podważyć mu palcem szczęki! Tz miał w paluchu głebokie dziury przez kilkumilimetrową sztywną skórę rękawicy a Garfi się obraził....:cool1: Przez jakiś czas odwiedzał nas dyskretnie-przesiaduując pod żłobami koni,gdzie spadało ziarno i mieszkały myszy. Ale z czasem zaakceptował nas obydwoje i jako nielicznym ludziom-co wiem od mieszkańców wsi-dawał się głaskać. Niestety Garfi potrafił też nawalić po nosie wsiowe burki i kiedyś naraził się chłopu poszarpawszy nos jego ochydnemu,złośliwemu kundelkowi i chłop poprzysiągł kota struć.U nas w tym pomyśle poparcia nie uzyskał-wręcz przeciwnie...Garfi był kotem ostrożnym i byle czego nie jadł, ale po ponad roku zniknął. Od sąsiadki dowiedziałam się,że został otruty....:-( Teraz Rudy i Hania biegają za mną pomiędzy małą a dużą stanią(o ile nie ma na podwórku psów-bo wtedy czekają na szafce w stajni) i natrętnym miauczeniem wymuszają porzucenie wszelkich prac,żeby napełnić miskę. Dziś Hania nie mogła się doczekać kolacji i przyszła na schody domu-a kiedy Tz wyszedł po drzewo-Hania wparowała do kuchni prosto pod 3 dozie mordy i czwartą kudlową... Złapałam ją i wpakowałam na barek z miską przy milczącej acz maksymalnie podnieconej asyście czarnuchów blokowanych przeze mnie dyskretnie a to kolanem,a to łokciem.... Psy wydawały z siebie tylko ciche sapanie,ale i tak koteczka z lekka zdrętwiała i nie miała juz ochoty na whiskasa,straciła też swoją wyjątkową gadatliwość...W pewnym momencie postanowiła zmienić towarzystwo i szmyrgnęła...do szklarni ciągnąc za sobą sznur psów z Melmanem na czele ziejącym miłością :diabloti: W drzwiach szklarni przyhamowałam go zdecydowanym szturchnięciem kolana które nie wywołało u niego nawet ruchu ucha i gdyby tylko się złamało przeszedłby po nim,a tak walnął w szlaban i zastygł zaparty na nim.Tz wyłowił Hanię z roslinek i zdecydowanie wystawił za drzwi z miską.Oczywiście nie przeszkodziło jej to przy karmieniu koni upomniec się o karmę,bo przeciez tamto się nie liczyło...karma jest w stajni;) ........ Było sobie zycie...nic atrakcyjnego ;)
-
Dianka w typie ast- zmarł właściciel Sosnowiec
Norel replied to Glutofia's topic in Już w nowym domu
Psiaków coraz więcej ,a domów nie przybywa... -
Fart- mix labka z molosem wyrzucony z samochodu
Norel replied to Glutofia's topic in Już w nowym domu
Nie wiem co to jest że jeden pies ledwo się pojawi juz kilku chętnych, inny siedzi i już jego tamci chętni nie chcą...... -
Iga uciekła z DT! Pomocy-Suchy Bór, Opole ratujcie!
Norel replied to Paula95's topic in Już w nowym domu
Moge tylko podnieść wątek..... sama musiałam zostawić u siebie 2 nieadopcyjne psy i w sumie mam 4-zapchanie po uszy....... -
To że przesyłki nie można znaleść w śledzonych to czesto fakt błędnego podania numeru nadania! ja tak ostatnio miałam-dziewczyna 1 cyferkę pominęła.....
-
Dianka w typie ast- zmarł właściciel Sosnowiec
Norel replied to Glutofia's topic in Już w nowym domu
Odsiew łysych idzie? -
Fart- mix labka z molosem wyrzucony z samochodu
Norel replied to Glutofia's topic in Już w nowym domu
Zerkam do chłopaka.... -
Ja jestem zapchana dogami..... A co wet powiedział o krwi w kale?! To może wskazywac na jakieś poważne choroby...badania jakieś na to miał?