Jump to content
Dogomania

mari23

Members
  • Posts

    20372
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    59

Everything posted by mari23

  1. poszły, ale dopiero wczoraj, bo nie było z czego przelać za bardzo :( przelew 680 złotych za styczeń poszedł, a oto wpłaty: 50,- Marta M. dla Argo (01.02.) 40,- ranias II (02.02.) 50,- ranias - bonus (02.02.) 50,- Aimez_moi (03.02.) 60,- AgusiaP (04.02.) 40,- Marek M. (05.02.) 25,- mtf zalesie (05.02.) 40,- zachary (05.02.) 80,- Marinka (10.02.) 10,- dorota1 dla Argo (15.02.) 30,- ranias - bonus (18.02.)
  2. dotarłam tu wreszcie, bo i dogo szwankowało, i mój komputer, i moje zdrowie też.... ale jestem i spieszę ze "sprawozdaniem" :) Jamniś to rzeczywiście "rasowy charakterek" i trochę zamętu jednak wprowadza, choć już nie atakuje psów, szczeka tylko, Płotek zdemontowany, bo spryciarz i rak nauczył się wychodzić, więc nie było sensu robić przeszkody dla samej siebie ( dla niego przestało to być przeszkodą już). Na pieski mocno szczeka z zazdrości, ale już przestał atakować zębami, więc tylko hałas jest, zagrożenia życia nie ma :). Havanko - bardzo, bardzo dziękuję za ogłoszenia! Jedno z nich wzruszyło pewną młodą osobę i przyjechała poznać Słupka. Poświęciła mu tyle czasu i cierpliwości, że zdobyła jego zaufanie ( pomimo lękliwości tego cudownego psa).Słupek po podpisaniu umowy adopcyjnej pojechał do swojego domku z cudowną, szczęśliwą dziewczyną (młode małżeństwo kupiło mieszkanie w bloku na parterze, ale to wieś spokojna i niedaleko, bo 20 km - dla Słupka marzenie). Przyjechała z bratem i chyba mamą - przesympatyczni, ciepli i zwierzolubni ludzie.Niestety pół godziny później zadzwoniła, że musi Słupka odwieźć, bo mąż ma alergię, w tym na psią sierść, bardzo przepraszała, chciała zrobić mężowi miłą niespodziankę...przyjechali, dziewczyna była tak zapłakana i tak się ze Słupkiem żegnała, że już o nic nie pytałam, żal mi jej nie tylko ze względu na Słupka..... żal mi, że nowe życie w nowym mieszkaniu rozpoczyna z jakimś strasznym egoistą :( A Słupek po tym nowym doświadczeniu chyba się trochę pozytywnie zmienił, już mniej się boi obcych sobie ludzi. Tak więc z cudownej adopcji nic nie będzie "zwierzostan" nie uległ zmianie.
  3. ano właśnie! Aż się serce raduje,jak się czyta o cudnej Helci i jej cudnym domku!
  4. są wpłaty, ale mam problem z pisaniem na dogo. Jutro zrobię sobie listę wpłat i wkleję tutaj, bo jak długo piszę posta - zawiesza sie i znika mi dogo z monitora :(
  5. cudne jesteście, kochane !!!!!!!! Aż mi sie pisze ciężko, bo łzy kapią...
  6. to nie do końca ciotek wina - dogo ciągle się "zacina" i znika w trakcie dodawania postów - czy zdołam zostawić ślad? zaraz się okaże :) Mam nadzieję, że te problemy techniczne szybko miną.
  7. to ja tylko zacytuję zanim po raz kolejny dogo mi zniknie z monitora. Nutusiu - szczęśliwych zakończeń Ci życzę dla Twoich "przygód" !
  8. jakie dobre wieści! :) Mój Pirat miał wczoraj "szansę", ale nie na dom, na łańcuch właśnie :(
  9. pewnie i jest coś nowego, pozytywnego, ale też i są wciąż problemy z pisaniem postów i wiadomości. Piszę, ale nie wiem, czy nie zniknie,,,
  10. tak, dzwonił pan, ale chciał Pirata na podwórko do stróżowania i kiedy mu powiedziałam, że Pirat nie ma kawałka ucha, zapytał czy nie mam innych owczarków... ale nie mam innych "owczarków" :( Bardzo dziękuję za ogłoszenia, Elu !!! Mam nadzieję, że tym razem nie zniknie mi dogo, jak kliknę "dodaj odpowiedź", bo tak mam od 3 dni, na skrzynce też :( wszystko znika i zostaje biały ekran, nawet zamknąć nie można, trzeba wyłączyć komputer. Może to coś z moim komputerem jest nie tak . U mnie niestety bez zmian - Węgielek pomimo czyszczenia gruczołów ( były zatkane) nadal ma te dziwne ataki- miauczy tak, jakby sie bronił przed napastnikiem, albo jakby miał jakiś nagły ból.... oględziny u wetki oprócz zatkanych gruczołów nic nie wykazały, już naprawdę zaczynam myśleć, że w mózgu coś mu się tworzy :(. Jamnik Odi wciąż u mnie i nie zanosi się na zmianę. Niestety w miarę, jak się tu aklimatyzuje - atakuje inne psy z zazdrości o mnie ( w domu u siebie też tak robił, stąd blizny po pogryzieniach). Dzisiaj Pirat już chyba stracił cierpliwość, bo szczerzył zęby na sam widok Odiego - i tak poczciwe z niego psisko,ignoruje te ostre ataki, uwierzcie, ciężki ten jamnior ma charakterek. Wykorzystałam taki kojec dla gryzoni i oddzieliłam Odiego od reszty - teraz szczeka za płotkiem, ale nie gryzie psów, więc odwet mu nie grozi. Najśmieszniejsze jest to, że jednym pacnięciem usunąłby przeszkodę, ale on o tym nie wie,więc tylko szczeka. Właśnie się zmęczył i przestał po prawie godzinnym szczekaniu.
  11. zdublowało .............................
  12. tyle ogłoszeń - oby jedno z nich trafiło do TEGO domku !!!
  13. od szczekania są małe pieski, dużym wystarczy wygląd do odstraszenia intruzów :)
  14. patrząc na zdjęcia pomyślałam dokładnie to samo
  15. patrząc na zdjęcia pomyślałam dokładnie to samo
  16. zwierzęta cały czas do nas mówią, ale my nie zawsze "słuchamy", nie wszystko rozumiemy....
  17. oj, prawda! Cudowności !!!!! :)
  18. Przywiozła kilka puszek i Chapi, mówiła, że po niedzieli przyjedzie porozmawiać, bo wtedy nie była w stanie spokojnie mówić. Co do schodów - i ja o tym myślałam, ale u mnie nie ma innej opcji raczej, chyba, że na lato coś mu wymyślę. Odiś znów smutny, widać za długo znów pani nie widział, znów trzeba go zachęcać do jedzenia i spaceru. Wciąż nie mogę się otrząsnąć po nocnej karczemnej awanturze, jaką zrobił mi pan z sąsiedniej ulicy ( nasze ogrody prawie sąsiadują ze sobą). W nocy ten sąsiad od Perełki bez sterylki i Misia uwiązał Misia na łańcuchu. Pies, który cały dzień biega bezpańsko po ulicach ostro protestował. Tamten "sąsiad" uznał, że skoro nocny hałas jest za płotem, to u mnie, więc wpadł do nas o 2 w nocy ( chyba po ostatkowej imprezie) i darł się nie dając sobie nic wytłumaczyć. Nie próbowałam nawet, bo nie słuchał, kłótnia by tylko była, a tak nawrzeszczał i poszedł, ja już nie spałam do rana, Morelkę i Dina na wszelki wypadek zabrałam do domu, a Słupka tu bliżej - do Łatka i Miłka. I wciąż o tym myślę, nie potrafię sobie tego poukładać, boję się nawet wypuścić psy na podwórko, żeby czasem nie zaszczekały :( Mnie też obudziło to nocne szczekanie, nawet cichutko wyszłam sprawdzić, czy to nie moje, ale one były cicho, tylko Misiek szczekał, więc wróciłam do domu, a tu za kilka minut nocna wizyta :( :( Wiem, że mam psów za dużo, dobrze wiem ! Dlatego naprawdę dbam, by ta ilość nie była uciążliwa dla sąsiadów.... czy jednak mam być odpowiedzialna za wszystkie psy z ulicy? Nie potrafię się pozbierać, tabletki nawet brałam i nic... cały dzień mnie "trzyma".
  19. odwiedziła Odiego jego ukochana pani - ależ się cieszył, ubyło mu chyba połowę jego lat.Bałam się, że po odjeździe pani wróci psiakowi depresja, ale on chyba uznał, że skoro była tu jego pani, to on tu na nią zaczeka spokojnie, na pewno po niego wróci..... tak bym w skrócie określiła zachowanie Odiego, coraz lepiej jest z apetytem, już sam wchodzi po schodach, sam podchodzi do jedzenia i picia - biedakowi wróciła chęć do życia.Pani nie była w stanie porozmawiać, jak tylko próbowała coś powiedzieć, od razu płakała. A Odi słodko stawał słupka prosząc o pieszczoty :) Węgielek dzisiaj zaliczył wizytę u wetki i czyszczenie gruczołów, bo od kilku dni ciągle popłakiwał, jakby go coś bolało. Wczoraj kastrację przeszedł wielki Dino - owczarek pozostały po zbankrutowanej firmie razem z sunią Kropką, obecnie podopieczny mojego syna. Obawy były spore, ale pies spokojnie przeszedł kolejne etapy zabiegu, a dzisiaj już całkiem dobrze się czuje. Niestety przy głaskaniu go podczas sedacji wyciągnęłam mu z sierści kilkanaście ogromnych kleszczy :( Kilka dni trzeba odczekać i zabezpieczyć Dino i Kropkę przed kleszczami, a i moje stado trzeba będzie zakropić. Mały Miłek całkiem dobrze się czuje po kastracji, już radośnie bawi się z Łatkiem, niestety jest mocno szczekliwy, podobnie, jak mały Dino ( kumpel Morelki). Teraz to jeszcze nie problem, ale jak się zrobi cieplej to może to niektórym przeszkadzać, zwłaszcza Dino ma bardzo ostry głos. I taka niepokojąca "nowina": u Miłeczki wyczułam guzek na szyi, nie jest to niestety taki, jak miała kiedyś usuwane, nie znajduje się w skórze, ale gdzieś głębiej. Mam nadzieję, że nie jest to nic złośliwego, ostatnio MIłeczka miała dobre wyniki. Sobota upłynęła mi na dalszym sprzątaniu ogrodu po zimowych zaległościach, nie jest łatwo w niektórych miejscach.
  20. wow, jakie to proste! ;) Dziękuję !!!!! Myślę, że nie tylko mnie pomogłaś :) Gigunię, jej cudowny DT i wszystkie Giga - cioteczki serdecznie pozdrawiam !!!!!!
  21. Dziewczyna postanowiła wyprowadzić się od rodziców.Wczoraj późnym wieczorem jej koleżanka Asia przesłała mi wiadomość, jaką od niej dostała, że przeprowadzi się do teściów i zabierze Odiego, a do tego czasu będzie prosiła mnie o opiekę dla Odiego. Napisała, że wetka kilka razy musiała jej powtarzać, jak Odi do mnie trafił, bo nie była w stanie pojąć tego, co zrobili jej rodzice. Podobno nie zgadzając się, by go z powrotem przywiozła powiedzieli jej, że go już nie chcą, bo jest stary, śmierdzi, dużo je i robi duże kupy. Ech :( żal mi tej dziewczyny nie mniej, niż samego psa :( Szok jest tym większy,. że do starości bliżej im, niż ich córce... a argument braku opieki dla nich na starość dają jej "na tacy" :( :( bezduszność, małostkowość.... po 16 latach żegnając jamnika pan miał tylko do powiedzenia, że kupował miniaturkę i go oszukali... ach, i ręcznik może razem z nim zostać, będzie do kąpieli psa... jakaż wielkoduszność!!!! :( :( :( Czasem taka perła, jak ta dziewczyna - Daria - urodzi się w nie sprzyjającym środowisku. A zastanawiając się nad kolejami losu pomyślałam sobie, że i mnie los zgotował "niespodziankę" w postaci synowej może nie tyle nie lubiącej zwierząt, co wychowanej przez matkę ich nie znoszącą. Karolina spokojnie toleruje obecność licznej gromady psiaków, ale jej mama bardzo rzadko ją odwiedza ;). Widać u Karoliny dobrą wolę, ale też i taki pierwszy odruch odsunięcia się od psa w pierwszej chwili ( wpojony przez matkę zapewne od najmłodszych lat). Najśmieszniejsza była sytuacja, gdy synek jej siostry - kilkuletni Szymon przyszedł pobawić się z Kasią i oboje leżeli z psami na podłodze, a kiedy usłyszał głos wołającej go babci - szybko wstał, otrzepał sierść i wychodząc głośno powiedział " sio, psy!". Uśmiałam się w pierwszej chwili, ale potem naszła mnie smutna refleksja, ileż to mu babcia musiała "nakłaść" do dziecięcej główki... na szczęście Szymon nie mieszka z babcią, jego rodzice niedawno zamieszkali na wsi i mają psa oraz królika :) Jak widać, pokolenia kolejne nie muszą przejmować złych cech po rodzicach czy dziadkach.... oby!
  22. przede wszystkim starych wątków "moich" psiaków, tam, gdzie pamiętałam fragmenty tytułów, to przez google znalazłam, ale niektórych nie pamiętam :( no i takie "tematyczne", jak sznaucerowe, jamnicze, sporo tego było, takie "ciepłe" wspomnienia "uciekły" czyli nie jestem z tym problemem sama :).... a postępy Giguni bardzo, bardzo cieszą!
  23. z ZUS to należy się 100% wynagrodzenie za okres niezdolności do pracy i odszkodowanie za uszczerbek procentowy na zdrowiu z powodu wypadku w pracy ( w drodze do/z pracy). Ale przecież jest jeszcze na pewno tzw. pracownicze ubezpieczenie grupowe ( zazwyczaj w PZU) i tam należy się odszkodowanie bez względu na okoliczności wypadku.
  24. Ja ostatnio po topniejącym, bardzo śliskim śniegu szlam niosąc w jednej ręce karmę, w drugiej wodę dla piesków w kojcu... lekko pod górkę było, więc też na kolana upadłam, prosto na wylaną wodę i wysypaną karmę... i wstać nie mogłam, tak się sama z siebie śmiałam. Malagosku - zdrowiej nam szybko i "spiesz się powoli" :)
  25. nerkowca teraz nie mam, wątrobowce staruszki tylko. Miłeczka miała kiedyś problem z nerkami, ale ostatnie wyniki wyszły OK, więc nerkowca nie mam ( chyba, że Odiemu sprawdzę wyniki ;)) A właśnie w związku z nim - wszelkie Wasze złe życzenia i złe słowa są uzasadnione, a ludzie podwójnie godni potępienia!!!! Historia, jak z filmu - niewiarygodna! Wczoraj chyba przed 22-gą zadzwoniła do mnie asystentka wetki, że dziewczyna ze Srody Sląskiej dodała na Fb dramatyczny post:"zaginął 16-letni jamnik Odi, za pomoc w odnalezieniu nagroda", a udostępniła to nasza znajoma Asia. Zadzwoniłam więc do Asi, w tym samym czasie pod podany nr telefonu do dziewczyny zadzwoniła wetka... okazało się, że dziecko to już ma kilka miesięcy, a rodzice skazali starego jamnika na śmierć mówiąc swojej dorosłej córce, że uciekł. Dziewczyna szukała go 1,5 dnia, aż poprosiła o pomoc na Fb. To niestety nie happy end i powrót jamnika do domu :( Dziewczyna zdecydowała., że dzisiaj przyjedzie po ukochanego Odiego, ale.... rodzice nie życzą sobie w swoim domu tego staruszka, a ona u nich mieszka. Napisała do mnie, że po rozmowie z rodzicami jest tak roztrzęsiona, iż nie jest w stanie prowadzić samochodu, ale też nie wyobrażą sobie dalszego mieszkania z rodzicami. Jutro zadzwoni i umówi się na spotkanie, tymczasem dziękuje za przygarnięcie psa i prosi o opiekę do czasu, aż go zabierze. A Odi ma chyba depresję z tęsknoty, choć już dzisiaj jest lepiej. Mam doła podwójnego, bo oto pożaliłam się koleżance, jacy są ludzie, a ona mi na to, że gdy miała 11 lat, to jej rodzice wywieźli psa, gdy wyjechała na kolonie, jej powiedzieli, że nie żyje. Pies po kilku dniach wrócił, ale rodzice nie zgodzili się go przyjąć, więc ubłagała koleżankę, by psa przygarnęła. Koleżanka się zgodziła, ale już nie zdążyła - zanim go zabrała, znów psa wywieźli, tym razem już nigdy nie wrócił. Ponad 30 lat minęło, a ją wciąż to straszliwie boli.... W tym momencie dziękuję Bogu za rodziców... zwłaszcza Mama, która pomaga każdemu, nawet najmniejszemu stworzeniu...
×
×
  • Create New...