Jump to content
Dogomania

Nutusia

Members
  • Posts

    44210
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    13

Everything posted by Nutusia

  1. Oj, w Bieszczadach to prawie wszystkie posesje nieogrodzone - taka "moda" ;) Romek - cudo! I jaki zadowolony :)
  2. Cudzie... stań się...
  3. I jak się miewa łapka?...
  4. Oj, trudno za Wami nadążyć po kilku dniach bez kompa... Ale myślami i dobrą energią staram się ty być, cieszę się ogromnie z nowym domków i trzymam kciuki, by wszystkie "zakręty" wyszły na "prostą". Czekam też na Ikusiową lub Malgoskową wizytę w stolicy, by przekazać ciuchowisko na bazarek ;)
  5. Cuda są po to, by się zdarzać, Ewuś ;) To już ponoć ostatnia fala prawdziwego, letniego ciepła. Ja żałuję, bo uwielbiam, ale wiem, że nie każdy dobrze to znosi... Mnie przeraża to, że dosłownie za chwilę będzie ziąb i egipskie ciemności :(
  6. Niech żyje postęp w medycynie - tej ludzkiej i tej zwierzątkowej też! Niebywałe metody...
  7. Myślę, że ona lepiej znosi tę chorobę niż my... Z każdym dniem przywyka do starości i związanej z nią niepełnosprawności. I oby jak najdłużej się cieszyła dobrym humorkiem i beztroską...
  8. No, to Kaluch już za zakrętem - po prostej może mknąć jak błyskawica! :) Baaaaardzo się cieszę.
  9. Bobek do chatki zmyka? ;) Fajnie! :) A Atomowego co za choróbsko dopadło?... :(
  10. Bardzo, bardzo dziękuję za ogłoszenia! :) I oczywiście za wyróżnienia!!! Dla mnie ogłoszenia to nadal czarna magia - ledwie daję radę z aktywowaniem... Zdecydowanie jestem kobietą z poprzedniego stulecia (jeśli nie wcześniej ;))
  11. O matko, ale się narobiło!!! Kto tu jest kurczę dla kogo - kurier dla nas, czy my dla kuriera?... To samo dotyczy godzin dostawy! Jeśli ktoś nie ma możliwości odebrać w pracy, do domu nie przyjadą, bo pracują do 16-tej - co za cyrk! A z kolei moja sąsiadka chce, żeby jej dostarczali do pracy, do 16-tej właśnie, to mówią, że nie dają gwarancji, że nie przyjadą później!!!! A jak pocałują klamkę, będzie musiała jechać po odbiór do magazynu!!! I przepłaca biedna w sklepie :( Jordi, a Ty sobie samodzielnych wycieczek nie uskuteczniaj, bo... źle skończysz ;)
  12. Plany są coraz bardziej realne. Dostałam wczoraj sms-a, że cała wyprawka już gotowa ;)
  13. Hihiiiii.... niby na Roztoczu, a jakby "zagranicznie" - pod palmą w końcu ;) [IMG]http://images10.fotosik.pl/2128/b4089e9e347830f3gen.jpg[/IMG]
  14. Witaj, Anico! :) Gapiszon nasz to jednak jest nieodgadniona jednostka... Z wczoraj: Przyjechał nasz Syn z Dziewczyną (ona bardzo lubi zwierzaki, a moje ją uwielbiają - szczególnie Lili ;)). Przysiadła sobie na fotelu, na którym leżała Gapcia. Z początku Gapulinda udawała, że wcale jej tam nie ma, przywarła do siedziska całym ciałkiem, z łepetyną włącznie. Ale Weronika zaczęła głaskać, gadać, słodziakować i po chwili - Gapiszon leżał kółkami do góry! :) Fakt, Weronikę zna, bo ostatnio wakacyjnie często u nas bywa, ale i tak za każdym razem na początku jest "obca". No i fakt, że "obcy" dotyka Gapci w jej domu, na jej fotelu, w jej azylu... I druga sytuacja: Sławek robił sobie kolację, Gapcio dziadował przy blacie. Coś tam mu "spadło" ;), a potem Sławek się schylił, pogłaskał ją i sądził, że zrobi jej przyjemność, jeśli weźmie na ręce... Wziął, a psa... sparaliżowało!!!!! :( Bała się, że ją gdzieś wyniesie?... Taki to właśnie jest nasz Gapciuś... Przyszły dziś krople Bach'a, które zalecał behawiorysta. Powinniśmy jej podawać 4 razy dziennie, ale jest to organizacyjnie niemożliwe, niestety. Będzie dostawała 3 razy. Zobaczymy czy przyniosą jakikolwiek efekt. Za krople (z przesyłką) zapłaciłam 30,25 zł - wpisałam w rozliczenie.
  15. I znowu samo życie - łzy smutku się ze łzami radości mieszają...
  16. Witaj Leonku! Wielki z Ciebie przystojniak ;)
  17. Żebyście widziały jakie Becia wyczynia wygibasy, żeby się z sukienki wydobyć - skonać ze śmiechu można... Podskakuje z czterech łap, robi koci grzbiet, chodzi bokiem, w końcu... szczeka na sukienkę :)
  18. Kogut nie jamnik z tego Sopla! Ja tam bym go ciachu, ciachu ;)
  19. Z łapą prawie dobrze. Prawie, bo jeszcze jest ciut spuchnięta i wyraźnie teraz widać ślad, że gdzieś tę nożynę wtryniła i nie mogła wyjąć... Dramatu wielkiego nie było, bo w domu był Tomek i gdyby sobie wielki ból sprawiła i bardzo płakała, przecież by usłyszał... Wczoraj wieczorem była nieco osowiała i spała smacznie, ale dziś już wszystko wróciło do normy - pogłębiają rów, który Sławek wczoraj wykopał pod kabel do kanalizacji, biegają, dokazują... Łapkę stawia już bez problemu. Jeszcze dziś zrobię okład i jeśli do jutra opuchlizna całkiem nie zniknie, pojedziemy do Doktora. W każdym razie łapa nie boli, bo wyginałam dziś we wszystkie strony i przyciskała, a Ula obadała fachowo jak końską nogę :)
  20. Adopcje stoją jak zaklęte. U nas od maja sunia młoda, piękna, zdrowa... ech...
  21. Już po wszystkim! :) Były małe problemy z pacyfikacją Beci przed zabiegiem - Doktor nawet poddał w wątpliwość czy Hubert zamiast znieczulenia nie podał... paliwa atomowego :eviltong: I na wszelki wypadek Becinę zaintubował, bo nie mógł się nadziwić, że w tym psie... niczego nie ma w środku jak się maca!!!! :crazyeye: W trakcie zabiegu wyszedł Hubert i na moje pytanie czy Becia jednak coś w środku miała odparł: "no, jeszcze większego jamnika"! :) Cięcie malusieńkie jak u kota - nawet opatrunek nie był potrzebny. Są założone dwa maleńkie węzełki... Dostałyśmy na wynos jakieś inne tabletki p-bólowe niż zwykle, bo Doktor powiedział, że te będą lepsze dla takiego ADHD do kwadratu. A tu miłe zaskoczenie - po powrocie do domu, Becia grzecznie spała na kanapie obok mnie, otulona kocykiem. Potem przeniosłam ją z posłankiem na łóżko, gdy szłam spać. Koło północy zsiusiała się pod siebie, na podkład, po czym przeniosła pod kołdrę, wtulając się we mnie całym ciałkiem. O 2.30 zarządziła zejście z łóżka i wyjście na dwór. Pięknie zrobiła siusiu pod krzaczkiem, trochę pospacerowała i do samego rana spała jak susełek pod kołdrą. Rano nie mogła się doczekać śniadania - wcięła z apetytem całą porcję. Po wczorajszym spokojnym wieczorze BEZ SZCZEKANIA, dziś z każdą chwilą coraz bardziej wraca do formy :razz: Choć dużo poleguje i posypia, gdy tylko zbliża się "wróg" - od razu jest gotowa do ataku :) Szwy zdejmujemy 28go, szczepimy się na wściekłość i sio do domu! :) Od jutra przez 3 dni będziemy jej podawać nifuroksazyd, bo jakoś ostatnio jej "kruczy" w brzuszku i przestała przybierać na wadze. Odrobaczać nie ma co, bo to jednak trutka, a była odrobaczana 2 razy jak trzeba. Nie ma biegunek, kupy w porządku, humor i apetyt też - zobaczymy... Za zabieg zapłaciłam 200 zł plus 10 zł dojazd do lecznicy - wpisane w post rozliczeniowy.
  22. Napisałam PW - milczy :( Trzeba chyba jakiegoś bazarku poszukać... A u nas nie może być spokoju pod oliwkami - szczególnie w święto! Wczoraj było wszystko OK, Tomek był w domu, więc psy nie zmokły i nie narozrabiały zbytnio. Po powrocie zabraliśmy Becię na sterylkę. Reszta została w domu, z wyjątkiem Dumki, która postanowiła się wietrzyć... I rzecz ciekawa - gdy odjeżdżaliśmy, stała spokojnie przy bramie i... nie szczekała! Po powrocie, nikt nas nie powitał przy bramie, więc sądziłam, że wszyscy są w domu (tym bardziej, że padał deszcz). Sławek wysiadł z auta, otworzył bramę, wsiadł z powrotem i w tym momencie nadbiegła Dumka!!! Przeraziłam się, że ucieknie przez otwartą bramę! Nie mogłam szybko wysiąść z auta, bo miałam na kolanach półprzytomną Becię... Ale Dumiśce ani w głowie były ucieczki! Przybiegła do samochodu, sprawdzić czy wróciliśmy w komplecie :) Nie szczekała i nie skakała na nas - czyli zachowuje się SAMA zupełnie inaczej, niż gdy jest w stadzie!!! Wieczorem jeszcze się pobawiłyśmy z Dumcią i z Lili jedną z zabawek od Ellig. O 2.30 Becia postanowiła wyjść na dwór, więc wyszły wszystkie. Dumka poszła na trawę, po czym położyła się na dywanie na tarasie i nie zamierzała wracać do domu. W końcu dała się namówić i poszłyśmy spać z powrotem. A rano zauważyłam, że tylna łapa spuchnięta jak balon!!!! Obmacałam, poruszałam delikatnie - nie jest tkliwa, nigdzie nie boli. Przyłożyłam lód - trochę odpuchła. Dumcia różnie - czasem ją stawia, czasem nosi w górze, trochę kuleje. Oczywiście jest mniej aktywna niż zwykle, ale z apetytem zjadła śniadanie i jak już jest zadyma na 102 przy płocie, to leci, nie zważając na niedysponowaną łapinę. Teraz jej zrobiłam kompres z sody i śpi w posłanku. Zobaczymy co będzie dalej... Uznałam, że nie ma pożaru na tyle, żeby dręczyć Doktora telefonem w święte święto. Jeśli do jutra nie przejdzie - pojedziemy do lecznicy po południu...
  23. Czyli, Roszpunko Droga, nie chart świętokrzyski z Kikuni ale... łowczarek! :)
×
×
  • Create New...