Jump to content
Dogomania

Nutusia

Members
  • Posts

    44210
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    13

Everything posted by Nutusia

  1. Feliksiku, nie znam historii Cyganka, ale poczytam w wolnej chwili. U mnie, niestety tylko przyjęcia niewiast do haremu wchodzą w grę - Lesław nie zniesie męskiej konkurencji :( A domki skąd się biorą - nie wiem! Z nieba spadają... ;) Z tego wszystkiego zapomniałam napisać, że Hopsaśka była wczoraj u Doktorów (w towarzystwie Chmurki i Kreśki). Była baaaaaaaaaardzo grzeczne (w przeciwieństwie do Kreśki!) i w samochodzie i w gabinecie. Została zaszczepiona na wściekłość, choć przy jej superanckim charakterku wcale jej nie grozi :)
  2. Malagosy się chyba plażują w ogrodzie, bo pogoda boska! ;)
  3. No i widzisz, Pokerku, coraz nas więcej, nie martw się ;)
  4. O kurczaki, to ja zaciskam kciuki do białości! Miałam nie zaglądać do kompa przez weekend, ale nie wiem czy wytrzymam ;)
  5. Ma! Cudną Kredeczkę, która wygląda do nas z Pokrekowego banerka ;)
  6. Oj Ewuś, ustaw je w dwuszeregu i daj komendę "w prawo patrz"! :eviltong: No, to ja już oficjalnie INFORMUJĘ, że [B]Hopsasanka sobie wyhopkała domek w Luksemburgu i z tego, co pisze Pani, będzie Księżniczką, jak nic!!!!![/B]:multi: Ale od początku: Pani zadzwoniła w poniedziałek, zapytała czy ogłoszenie aktualne i na wieść, że tak - najpierw się bardzo ucieszyła, a potem nieśmiało dodała, że jest tylko jeden mały problem... mieszka z Rodziną w... Luksemburgu! I w dodatku będzie w Polsce dopiero na Boże Narodzenie, po czym zaraz dodała, że wtedy podda się wszelkim kontrolom, przesłuchaniom i innym inwigilacjom ;) Zaniemówiłam, a jak już mi mowę przywróciło, wyjaśniłam jak działamy, że ogólnie nic nie mamy przeciwko adopcjom naszych psiaków za granicę (szczególnie do polskich rodzin :razz:), że mamy Milkę w Szwecji, gdzie ma jak w raju, ale do grudnia jeszcze sporo czasu, że w tym czasie moglibyśmy przyjąć pod opiekę inną psinę w potrzebie. Pani powiedziała, że rozumie, że Państwo są gotowi pokryć koszty utrzymania i medycznego zabezpieczenia Hopci przez ten czas. Poprosiłam o czas do namysłu i na konsultację z Jolą i miałyśmy się porozumieć mailowo. We wtorek napisałam do Pani maila, z prośbą o kilka szczegółów dotyczących Rodziny, Dzieci, warunków i poprzedniej suni, która szczęśliwie żyła 17 lat! Odpowiedź, jaką otrzymałam przeszła moje najśmielsze oczekiwania! Dostałam piękny, długi i ciepły list, przestawiający całą Rodzinę (ze zdjęciami włącznie! - żebym - jak to się Pani wyraziła "mogła spojrzeć Im w oczy":loveu:), opisujący jak bardzo Państwo czekają na Hopcię, jak bardzo im zależy, żeby to ich dom i Rodzina zostały wybrane, ale z zaznaczeniem, że uszanują każdą decyzję. Za zgodą Pani, cytuję Wam fragment, który totalnie mnie rozwalił, dotyczący Suni (na prośbę Pani, zmieniłam jej imię): "Kropka to cały rozdział w moim życiu. Kupiłam ją za pierwsze zarobione pieniądze, gdy tylko wyprowadziłam się "na swoje" (nie miałam wtedy jeszcze nawet mebli, tylko materac na podłodze). Kropka chodziła ze mną na wykłady na uczelnię, gdzie zwinięta w kłębek spała na moich kolanach. Potem poznałam męża, który "wżenił" mi się w psa i tak ja pokochał, że choć nie mówi po polsku, to do niej mówił. Nauczył się zdań takich jak: chodź Kropka, idziemy na spacer. Kropka przeprowadziła się ze mną za granicę, gdzie urodził się mój syn - miała wtedy 7 lat. Odchorowała trochę utratę pierwszego miejsca, jeśli chodzi o czas i uwagę, ale tylko trochę: potem "zaadoptowała" syna, tak że nawet ze spaniem przeniosła się do jego pokoju. Gdy mały był chory i miał gorączkę, nie musiałam mu mierzyć temperatury. Tak długo jak syn miał gorączkę, pies leżał przy łóżeczku dziecka. Odchodziła, gdy temperatura się obniżała. Kropka była jamnikiem szorstkowłosym, miała typowe dla tej rasy problemy z kręgosłupem, na starość prawie nie widziała. Uśpiliśmy ją gdy miała 17 lat i umierała na raka wątroby. Jest pochowana w ogrodzie naszych przyjaciół. Gdy Kropka umarła, byłam w ciąży z córką i od dwóch lat mieszkaliśmy w Luksemburgu. To był mój najlepszy, najwierniejszy przyjaciel." Ryczycie jeszcze, czy mogę pisać dalej?:eviltong: Omówiłyśmy z Panią wszystko: - zostawanie Hopki w domu - Państwo dużo pracują w domu i jeśli będzie musiała zostawać sama, to nie na długo - podróże - zazwyczaj Państwo podróżują samochodem i wtedy Hopka będzie wszędzie zabierana. Gdyby zdarzyła się podróż, w którą psa zabrać nie można - już jest zorganizowana pomoc i miejsce u psiolubnych ludzi, którzy tylko na to czekają ;) - tereny spacerowe na wyhopkanie Hopki blisko domu - są - rąk do głaskania - zdecydowanie więcej niż u nas, a konkurencji... żadnej:razz: - zdążymy zrobić sterylkę i wyrobić paszport prawdziwej Europejki :) Na koniec bardzo Państwu współczułam, że muszą jeszcze tyle czasu czekać na Hopcinkę, a sama się w duchu cieszę, że tyle czasu będę się nią jeszcze cieszyć. Aha, i przesłałam link do wątku - Pani chciała poczytać co tu się wypisuje o JEJ Hopci:evil_lol:
  7. Myślę, że by poznał. Psy mają niewiarygodnie dobrą pamięć. Nie wiem tylko czy nie udawałby, że jej nie zna. Miałam taki jeden przypadek... Prawdopodobnie matka i córka, obie z jednego psitula. Muszka najpierw poszła do adopcji, a po 4 miesiącach, gdy mój Anioł, p. Danusia, zdecydowała się na adopcję i Pchełki, Muszka udawała, że jej... NIE ZNA! Tak była zazdrosna i się bała czy ona teraz nie będzie musiała odejść, skoro ta druga się w domu pojawiła... I drugi przypadek - nasza podopieczna Emi, po kilku tygodniach od adopcji przyjechała do nas ze swoją Rodziną w odwiedziny. Udała, że nie poznaje podwórka, mnie, moich psów. Chowała się za swoich Ludzi - tak bardzo się bała, że ją zostawią... Ale pamiętają na pewno - gdy jeżdżę w odwiedziny do psich domków - poznają mnie bez pudła, a właściciele twierdzą, że zupełnie inaczej się zachowują w stosunku do mnie, w porównaniu z innymi gośćmi ;)
  8. Ciocia Rita by się nie zgodziła?... No... WOLNE ŻARTY!!!! ;) Pozdrowionka i ściskanki przesyłami Kochanej Cioci. I zazdraszczamy, że spędzi trochę czasu z Bafiątkiem :)
  9. Najlepsze są te nisko zawieszone, gdy usiłują zrobić koci grzbiet, byle tylko brzuszka nie pomoczyć :cool3: A ja niniejszym donoszę uprzejmie, że Chmurka z dnia na dzień normalnienie i już a) cieszy się na widok ruchu przy szykowaniu jedzenia, b) dobrze wie, gdzie stoi jej miseczka i biegnie do niej bez pudła c) zjada wszystko do ostatniego ziarenka, a nawet d) leci sprawdzać czy inni też wszystko zjedli :razz: Wczoraj, zgodnie z planem, byliśmy w lecznicy. Załatwili nas na perłowo, bo zamknęli most i trzeba jechać dookoła, przez Zakroczym, w okropnym korku :( Ale dziewczyny były grzeczne (była też z nami Hopka i Kreska). No, może z wyjątkiem Kreśki, bo ona się strasznie wierci i popiskuje, co mnie przyprawia o rozstrój nerwowy...:mad: Chmurka nie lubi momentu zapinania obroży - ucieka i robi uniki. Po dopięciu smyczy, pobiegła do biblioteki i udawała w posłanku Lesia, że jej... nie ma, licząc, że w tym całym zamieszaniu o niej zapomnę. Ale gdy wzięłam smycz do ręki, grzecznie wyszła, nie ciągnęła, nie szarpała się. W lecznicy - aniołek! Grzecznie weszła na wagę (niestety, praktycznie jeszcze nic nie przytyła :shake:), a potem czekała pod krzesłem. W gabinecie dała się wygłaskać, dzielnie zniosła szczepienie, oglądanie rany, a potem udało się zrobić RTG bez konieczności podawania głupiego jasia!!!:crazyeye: Tak grzecznie leżała bez ruchu. Byłam przy niej, jedną ręką trzymałam, drugą głaskałam;) I tak: - wirusówki zaszczepione, ale za 2 tygodnie doszczepimy, bo organizm mocno osłabiony ciążą, porodem, wielkim stanem zapalnym i silną antybiotykoterapią i nie ma pewności, czy kiedykolwiek w życiu była szczepiona (a p. Doktor mi wczoraj mówiła, że mieli ostatnio kilka przypadków parwo u psów regularnie szczepionych!:-o)\ - rana już prawie całkowicie zamknięta:multi: niestety, brzeg był tak długi, że skóra się podwinęła do wewnątrz i utworzyło się coś na kształt narośli; zobaczymy jak to będzie wyglądać, gdy całkiem się zamknie i ewentualnie pokusimy się o plastykę przy okazji sterylki - sterylka umówiona wstępnie na 2 tygodnie po doszczepieniu wirusówek, czyli za 4 tygodnie - chipa wczoraj jeszcze nie wszczepiliśmy, bo szczepienie było ważniejsze - wszczepimy za 2 tygodnie - po laktacji już ani śladu, więc zaczynamy podawać wysokoenergetyczną karmę od Cioci Ellig - może wreszcie waga drgnie i boczki się wyrównają (bo zaokrąglić się nie mogą, o czym za chwilę) - RTG wykazał, że wzrost się zakończył, chrząstka wzrostowa zalana, czyli... po ptokach :( prawa łapka jest gorsza; zdjęcie zrobiliśmy w podstawowej projekcji, bo nie było sensu robić kilku projekcji - chodziło o spojrzenie na rozmiar "tragedii"; oczywiście, można się pokusić o operację, ale zdaniem Doktora nie ma to teraz sensu, bo a) nie ma pewności czy operacja rozwiąże problem raz na zawsze b) nie ma bólu; i żeby tego bólu nie było jak najdłużej - bo w końcu zrobią się zwyrodnienia, to akurat jest pewne... - Chmurka nie może przytyć po sterylizacji!!! Absolutny reżim w tej sprawie albo cierpienie psa...; ma brać preparat z glukozaminą - kupiliśmy od razu (zapomniałam nazwy, choć rano sprawdzałam, ech...) No i Doktor stwierdził, że takie deformacje u niektórych ras są pożądane, np. u... bassetów!:eviltong: Za wczorajszą wizytę zapłaciliśmy 125 zł (40 zł szczepienie, 35 zł RTG i 50 zł preparat z glukozaminą (30 tabl x 0,5 tabl. dziennie, czyli wystarczy na 2 miesiące). W drodze powrotnej wszystkie trzy padły jak betki, potem się ucieszyły, że wreszcie jesteśmy w domu, a Chmurka zaczęła się drapać, dając mi do zrozumienia, że wyjściową obróżkę można już zdjąć ;)
  10. Biedna Bertusia... Na pewno potrzebuje ruchu, a poza tym chce być z Wami po prostu... A już razem z Atosem i Perełcią tworzą stado, czują się pewnie i nie zamierzają nikogo więcej dopuścić do swego "szczęścia"... Perełka... ojej... nie wiem już co pisać - czy ci Twoi Panowie serca nie mają?... Samochód - współczuję, ale rzeczywiście lepiej, że w garażu odmówił współpracy.
  11. Mają, dlatego trzeba trzymać reżim. No i jest to również kwestia osobnicza. Nasz Lesio mocno przytył, Kreska się trzyma, choć gdyby jej "popuścić", zrobiłby się z niej wałek od tapczana, Gapcia się trzyma pięknie, a Lili chcielibyśmy nawet trochę podtuczyć, ale się nie daje...
  12. Cudny młodzieniaszek z niego :) Skoro na dolnośląskim się na nim nie poznali, dawaj na górnośląskie - może tam mądrzejsze ludziska zamieszkują... ;)
  13. Nio... i ma skrzydła anielskie - widziałam na własne oczy ;) Aha, i aureolę też ma! :)
  14. Dokładnie! I tak będzie miała lepsze "oko" niż to, które wlepiło za mocną narkozę Kajtusiowi...
  15. O ludzie, warto było nagiąć karku, żeby zobaczyć Błotnego Szczęśliwego Atosa :) Też bym marzyła, by Dorcia i Reksio (no nie umiem jeszcze pisać o nim Rex!) trafili do jednego domu... Para... KAUKAZÓW! :)
  16. Gusia, Ty tej kołdry nie przecinaj - nie widzisz, że obecne posłanko ma Ovka za małe?!?!?!?! ;) Taki kumpel, jak powyżej nie rzuca, za to biega i jest absolutnie niezmordowany - wiem z autopsji :)
  17. Kamień z serca, że oprócz terroru są też rozpieszczanki (nawet kosztem j.w.) ;)
  18. Pękaty brzusio pierwsza klasa, a spojrzenie szelmowskie, że aż ciarki po plecach przechodzą ;)
  19. Jakie CUDO! Do Mamy coraz bardziej podobny... ;) My też pozdrawiamy i prosimy o niemarudzenie :)
  20. Trzeba napisać super pozytywny tekst o super pozytywnym Maniusiu. Bo nic już w nim nie zostało z dawnego, podłego życia - jak w Hopce. Tzn. Hopce zostało jedzenie "na zapas", ale co to za... wada? ;)
  21. Nie wiem czy ona w ogóle miskę miała, choćby pustą... A szeleczki są boskie - moja Lili takie ma - super wygodne i mięciusieńkie :)
  22. Fajnie, że w domu czuje się bezpieczna. Mniejsze ryzyko ucieczki...
  23. O matko, jakie piękne psy! Trudno pojąć dlaczego trafiły do schroniska :(
  24. Oj, miewam ten sam problem z moimi podopiecznymi. Proszę, tłumaczę, a potem... odwiedzam nie psiaki, ale... wałki od tapczana ;) I w sumie byłabym szczęśliwa, gdybym tylko takie problemy miała :)
×
×
  • Create New...