Ale się zaroiło u Alusi! ;) Szkoda, że na co dzień tak nie ma :)
Nie Elu, pani się nie odezwała - dałabym Ci znać.
U nas ciężko pracować z Alutką nad tymi słabymi zachowaniami. Wychodząc poza naszą posesję, to jest dramat! Za każdym płotem są psy i "spacer" odbywa się na dwóch łapach przy potwornym jazgocie i Alutki i tych zza płotu - nie do opanowania!!! Gdy wyjdziemy dalej, gdzie nie ma domów - jest OK. Możemy iść tylko na krótkiej smyczy, żeby nie zeszła z asfaltu, bo w trawie aż roi się od kleszczy (Kreska nam zwiała przedwczoraj, nie zdążyła nawet dobiec do końca Poziomki, a już zdążyła złapać "pasażera"!!!!). Nie odwiedza nas też dużo ludzi - zazwyczaj jesteśmy sami ze Sławkiem - więc i z obcymi trudno ją oswajać. Chyba powinnam ją po prostu raz na tydzień zabierać do Nowego Dworu na miejski spacer ;)