Jump to content
Dogomania

Nutusia

Members
  • Posts

    44210
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    13

Everything posted by Nutusia

  1. [quote name='gusia0106']Nam się tak często składa Nutusiu, to fakt ...[/QUOTE] Damy radę! :)
  2. Allegro cegiełkowe daje dobre wyniki - szczególnie w takich "żałosnych" przypadkach. Dopiero co przerobiłam to na naszej Tosi... Bazarków wystawiać nie umiem, ale jeśli ktoś się za to zabierze, dorzucę jakieś fanty.
  3. Co to dokładnie znaczy Warszawa (kierunek na Nasielsk)? Bo wygląda na moje okolice :)
  4. Dziękuję! Tosina zaczęła JEŚĆ! Oczywiście ani trochę się nie cieszymy - wręcz odwrotnie - jeszcze bardziej się martwimy;) Można uznać, że wczorajszy obiad + kolacja i dzisiejsze śniadanie to 2 pełne tośkowe porcje. Renal musiałam odpuścić, bo bym ją głodem zamorzyła:shake: Teraz ma smaczek na gotowane mięsko mielone z ryżem. Jeszcze wczoraj rano miałam załamkę, bo nawet pachnącej "pyzy" nadzianej lekami nie chciała zjeść, a dziś ze smakiem pożarła wszystkie trzy (żeby jej podać wszystkie leki muszę uklecić aż 3 pyzy, tyle tego jest). W nocy się zsiusiała pod siebie. Nie podaję jej teraz Propalinu, bo ostatnio przez ponad 2 tygodnie nie było problemu z popuszczaniem i nie chciałam jej dokładać "chemii". Rano też jej nie podałam, bo doszłam do wniosku, że może po prostu nie wytrzymała, a ja się nie obudziłam jak się wierciła, bo już którąś noc z kolei czuwam śpiąc jak zając na miedzy i jest to możliwe. Wymieniliśmy podkład i prześcieradło, pookładaliśmy ją zrolowanymi kołderkami i poduszkami i mam nadzieję, że dotrwa do naszego powrotu. Teraz najgorsze chodzenie... Przed południem będę dzwonić do Doktora w tej sprawie. Może coś zaradzi. W dużej mierze, podejrzewam, to wynika jednak z braku sił (bo jak już padnie na to posłanie, to dłuższy czas leży jak betka po takim "wysiłku"), no i z braku ruchu. Jak się ją dźwignie łapiąc za obrożę i podtrzymując klatkę - wstaje, ale tylne łapy nie idą tylko tak jakby skakała jak zając. Do tego prawa łapa jest gorsza i czasami idąc stopa jakby zostaje w tyle (Oskar tak miał jak mu wysiadło przewodzenie...) Dam znać co Doktor powiedział - kciuków proszę nie puszczać pod żadnym pozorem!:mad:
  5. Czyli jednak cierpliwość i upór popłacają (oczywiście ludzki w tym przypadku :)) Ale musisz mieć satysfakcję!
  6. Czy ona się boi tylko dużych psów? Rozumiem, że te Wasze mniejsze szczekadła jej nie akceptują, tak? A jak do kotów jest dziewczyna ustosunkowana?
  7. Nerki... coś podobnego! Znów walczymy na tym samym "froncie".
  8. Lorek da się pogłaskać w końcu - jestem o tym... wewnętrznie przekonana! :)
  9. No rozpacz w kratkę, kurczaki, no... :(
  10. Musiałam wyjechać z domu na kilka godzin - Tosia została ze Sławkiem. Podobno sporo zjadła (sześć męskich garści ryżu z mielonym mięsem), sporo wypiła i przeszła się wokół domu. Słabo z tym chodzeniem, niestety, wszystko zastałe i bolące. Oby przynajmniej jeść zaczęła normalnie, to i siły może wrócą... Jutro musimy do pracy - martwię się jak sobie da radę sama. Obłożę ją kocami i poduszkami, żeby się nie zsunęła z posłania. Niestety, chodzę na zabiegi ze swoim przetrąconym biodrem i wracamy dopiero ok. 18-tej :( We wtorek i prawdopodobnie w środę Ula będzie w domu, więc zajrzy.
  11. Amiga, dzięki! Na razie jeszcze mamy czopki. Nie ma co się oszukiwać - dobrze nie jest. Najgorsze, że nie chce jeść, przez co ma jeszcze mniej sił na cokolwiek. Wtryniam do paszczy co chwila coś, ale tak na mnie patrzy i z takim wstrętem, że o matko! Jak już ją zmusimy do wstania i przejścia się po ogrodzie, wraca zmęczona, jakby K2 zdobyła i tak jak jej się uda paść na posłaniu, tak leży do następnej "mobilizacji". Poszły 3 kroplówki z zaplanowanych 10-ciu. Zaczęliśmy próbę w czwartek, dziś mamy niedzielę, więc do zakończenia kuracji zostało jeszcze 7 dni z dzisiejszym (bo kroplówki dostaje wieczorem). Ciągle mam nadzieję, że będzie jakiś przełom. Nie mam już dziś sumienia dzwonić do Doktora, ale jutro zadzwonię z rana i powiem jak sprawa wygląda i co robimy dalej...
  12. Azunia, powodzenia Panienko! Zupełnie jakbyś się drugi raz narodziła w... niedzielę :)
  13. Kurczę, jaka szkoda, że dopiero teraz się to okazało. Tyle badań, leczenie, Wasze starania i wszystko na nic, skoro to się okazała być alergia :(
  14. Sygnalizuje jak chce wyjść, ale sama się nie podniesie. Straszna z niej słabizna, ledwo łazi. Martwię się co będzie jak w poniedziałek wrócimy do pracy :( Najgorsze, że nie chce jeść. Co chwila coś podtykam pod ryjek, ale wyniki całościowe marne... Cały czas czekamy na przełom.
  15. Wczoraj kroplówki, a przede wszystkim zastrzyk domięśniowy poszły gładko (normalnie duma mnie rozpiera jaka jestem zdolna - jak mnie z roboty wleją za siedzenie na dogo, najmę się u Doktora za felczera! :)) Dziś Łoś zarządził pobudkę dopiero przed ósmą. Usiłowała sama wstać i zadek zjechał z posłanka, więc się nie udało... Pomogłam - bez protestów i łapania za ręce wstała i podreptała na dwór. Były otwarte drzwi tarasowe, więc myślałam, że zaliczy tylko pół rundki i skorzysta ze skrótu. Ale nie... karnie pomaszerowała dalej i zaliczyła pełną rundę. Po wejściu do domu nie poszła od razu na posłanko, ale do miski z wodą (przez ostatnie dni tego nie było - czekała aż podstawię miskę pod nosek). No, potem to już na posłanko. Udało się wrazić do dzioba dwie "pyzy" - jedną z pasztetu, drugą z mielonego mięsa, nadziewane renalem. I dałam jej spokój. O 10-tej dopiero podałam leki w pasztecie, ale ten najwyraźniej się znudził... Robimy różne próby - surowe mięso, szynka, ser biały - wszystko jest "atrakcyjne", ale tylko na kilka kęsów. Właśnie gotuję jej indyka. Dam jej samo mięso, bo musi zjeść coś więcej. Renal najwyraźniej jej nie smakuje, ze wstrętem się odwraca nawet gdy jest ukryty w mięsie. Jakąś godzinę temu Sławek ją namówił na kolejne wyjście, bo leżała nie na tym boku i feralna łapa znowu spuchła. Wyszła bez większych protestów i szczerzenia zębów i całkiem długo chodzili. Zrobiła 2 razy siusiu i kupola, a następnie porządnie się napiła świeżej letniej wody (na stojąco!). Na szczęście zdążyli przed deszczem. Teraz leży na właściwym boku, więc nie będę jej ruszać i biorę się za prasowanie :)
  16. Jejciu, jaka ona cudna! I wiesz co, Amigo... jakby tak przymrużyć oczy i czarne na rude zamienić, wypisz-wymaluj Krecha! :) Widocznie już takie są te Twoje tymczasy (szczególnie jeśli chodzi o szybkość w biegach, niszczenie piłek i... emablowanie Państwa!) :)
  17. W obiektyw Ronji i Bartka każdy pies patrzy jakoś tak wyjątkowo... jakby odbijał się tam napis "kocham Cię!" :)
  18. Dudek stanowczo dodaje... kolorytu! :)
  19. Nie smuć się, Mysza! To już za nim, na szczęście! Teraz jest otoczony wianuszkiem kobiet, Wielbicielkami, no i ma swoją różową piłeczkę! :) No i teraz jest Wisienkiem! :)
  20. Kochany Duderko, nawet kołnierz mu nie przeszkadza! Aniołek! :)
  21. O matko! Wyjątkowo cierpliwy ten Wasz kot - gdyby trafiło na naszą Nockę... strach się bać! :)
  22. Ronja naciągaczka - hit dekady! :) A co tam - idź na całość! Jak Elunia sprezentuje psiakom wystarczająco duże posłanie, i Ty będziesz się mogła wciągnąć na listę społeczną! :)
  23. Serce rośnie jak się takie wieści czyta!
  24. [quote name='Ewa Marta']KOCHANA, MAM LOTENSIN!!! To jeszcze zapas Idolkowy, który dostał od Figi33:-) Mam ponad opakowanie, czyli 36 tabletek po 5 mg. Nie kupuj za dużo, znaną nam drogą mogę Ci przekazać te, któe mam. Najważniejsze, że zaczęła chodzić, Że się ruszyła! Oj, Ewuś, nie wiedziałam o tym lotensinie, ale i tak chodziło o to, żeby od razu zacząć podawać leki, jeszcze wczoraj. Sławek pojechał do apteki, żeby wykupić od razu żelazo, bym mogła przejść przyśpieszony kurs podawania zastrzyków domięśniowych i przy okazji wykupił całą resztę. Lotensin podajemy od dziś, bo to trzeba rano. Dawka dla Tosiny to 10 mg - przez pierwsze 2 dni po pół tabletki, potem po jednej. Jeśli będzie się nam kończyć opakowanie, a będzie nadal potrzebny - z pewnością skorzystamy z Twoich zapasów. A propos zapasów... Tak jak pisałam, Tosia przyjmuje pyralginę w czopkach, bo to dla niej najbezpieczniejsza i najmniej obciążająca forma. Okazuje się, że producent zaprzestał produkcji tego leku w formie czopków. Do niedzieli włącznie mamy zapas, który wygrzebał dla nas Doktor. Dzwoniłam do Figi33, popyta w zaprzyjaźnionych aptekach czy nie zostało gdzieś w magazynie choć jedno opakowanie. Gdybyście Ciocie miały może gdzieś nawet kilka szt. czopków, polecamy się. Jeśli nie zdobędziemy czopków, przejdziemy na Apap w tabletkach, bo jest mniej drażniący dla żołądka niż pyralgina w tabletkach. Aha, zapomniałam napisać, że za 2 reklamówki leków i osprzętu medycznego wyniesionego wczoraj od Doktora (na całą kurację) zapłaciłam 163 zł + 53,81 w aptece (Lotensin i żelazo w ampułkach). W nocy obudziła mnie łosiowa szamotanina - zerwałam się na równe nogi, bo śpię jak zając na miedzy, patrzę, a ona już siedzi i usiłuje dźwignąć kuperek. Pomogłam więc jej wstać. Chodziło o wyjście na dwór, na kupencję. Przy okazji obeszłyśmy dom dookoła dla rozprostowania kości. Rano z jedzeniem kiepsko, ale pomogły cukierki od Cioci Ania_to_ja! :) Są tak drobniutkie, że ciężko je wyławiać spomiędzy renalu, więc prawie całą porcję udało się łosiowi przemycić :) Ten proszek weterynaryjny na niewydolność nerek zagniatam zgrabnie w pasztecie lub w twarogu, robiąc zgrabne pyzy i też przechodzi (współczuję właścicielom psich niejadków!!!!). Potem Sławek namówił księżniczkę na spacerek i zrobiła aż dwie rundy! Puchnie jej ta łapa, z którą zawsze były kłopoty - szczególnie jak się tak położy na boku, że ma ją na spodzie. Na szczęście krótki spacerek sprawia, że łapa wraca do normalnych rozmiarów. To pewnie kwestia krążenia jest. Ogólnie rzecz biorąc ja jestem "ta zła", bo gdy tylko zbliżam się do posłania, pies po prostu przywiera całym sobą do podłoża, jakby się chciał stać niewidzialny. "Czego znowu ode mnie chcesz?!?!?!!?" - czytam w jej oczach. Staram się często podchodzić tylko po to, żeby ją pogłaskać, wyprzytulać, żeby mnie nie kojarzyła tylko ze strzykawką, kroplówką, lekami czy jedzeniem na siłę. Pańcio jest "ten dobry" - dlatego łaskawie pozwala się podnieść i nie łapie go zębami za ręce :) Wszystkim dziękujemy za dobre słowo, kciuki, energetyczne myśli i bycie z nami!
  25. Wróciliśmy. Kroplówka podana (wraz z instruktażem dla mnie jak podawać przez kolejne dni). To są kroplówki podskórne, 500 ml płynu + Combivit (zestaw witamin z grupy B). Dalej robię zastrzyki z Introvitu (wit. B12 - krwiotwórcze) + dochodzą iniekcje domięśniowe z żelaza (też przeszłam szkolenie jak to robić, ale mam stracha, że o matko!) Do tego podajemy: Lotensin (na obniżenie ciśnienia krwi), Polprazol, Essentiale, wiesiołek, Urosept oraz Ipakitine (preparat weterynaryjny do wspomagania nerek przy ich chronicznej niewydolności). Na koniec pyralgina w czopkach, jako najbezpieczniejszy lek przeciwbólowy. To, że Tosina nie chce wstawać to: osłabienie z powodu anemii, ból stawów, ale też objaw wysokiego poziomu mocznika (ból mięśni i wpływ na cały system nerwowy). Namówiona przez Sławka i lekko "zmobilizowana" wstała (nie musieliśmy jej wynosić do samochodu). Przeszła się nawet po ogrodzie, zrobiła siusiu. U Doktora tuptała jak najęta po gabinecie (pomimo śliskiej terakoty) i zaglądała do pracowni RTG, gdzie siedział bury kiciuś :) Po wyjściu z gabinetu jeszcze raz zrobiła siusiu i kupencję. Po powrocie do domu zrobiła jeszcze rundkę po ogrodzie i wreszcie, wyraźnie zmęczona położyła się na posłanku. Pożarła wszystkie leki, czopek zamontowany. Na razie nie chce jeść, może jeszcze później spróbuję podetknąć miseczkę. Jeśli nie będzie się działo nic niepokojącego, mamy przyjechać 21go. Zrobimy morfologię i badanie z krwi na poziom mocznika i kreatyniny i wtedy się okaże czy podjęta dziś próba przynosi efekty. Na razie mocno wierzymy, że przyniesie i tego się będziemy trzymać kurczowo pazurami. Kciuki ciotkowe wskazane jak najbardziej :)
×
×
  • Create New...