Jump to content
Dogomania

Nutusia

Members
  • Posts

    44210
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    13

Everything posted by Nutusia

  1. Jestem! :) Moja Lili trafiła do częstochowskiego schronu prawdopodobnie z powodu wady bioderek. Stamtąd została adoptowana, a następnego dnia przyprowadzona z powrotem, gdyż wet orzekł, że potrzebna jest proteza biodra i koszt operacji 6 tys. zł (nie wiem czy wet był niedouczony czy ludzie ściemniali...). W każdym razie częstochowski schron przyjął psinę z powrotem i pani kierowniczka już kombinowała skąd wziąć kasę na operację (uśpienie w ogóle nie wchodziło w grę!!!!). Dodam, że Lili - podobnie jak Dal jest młodziutka, sprawna i... lekka! Gdy szłam po nią do boksu spodziewałam się albo niechodzącego albo mocno kulejącego i skręcającego się z bólu psa, a zobaczyłam... rudą torpedę!!! Po kilku dniach w domu kość wypadła ze stawu i wtedy Lili odczuwała ból - nosiła łapinę w górze. Przy zdjęciu RTG, w znieczuleniu, została porządnie wyciągnięta, kość mniej więcej wróciła na miejsce i z Lili znów była niedościgniona torpeda :) Zdjęcia pokazały całkowite przemieszczenie kości w jednym stawie i sporą anomalię w drugim. Operacji bałam się bardzo, ale nie było tak źle. Za zabieg zapłaciłam 400 zł (fakt, dostałam 100 zł rabatu :)). Nasz Doktor twierdzi, że każdy pies inaczej reaguje na taką interwencję. U Lili spodziewał się wręcz, że niemal następnego dnia zacznie brykać jak nowo narodzona (bo przestanie odczuwać ból) i zachodziliśmy w głowę jak nam się uda ograniczyć jej ruch (tym bardziej, że mamy w domu młodziutką jamnisię, z którą Lili szaleje jak pijany zając w kapuście). A tu niespodzianka - dobre 3 tygodnie po zabiegu łapina wisiała w górze i Lili nie chciała jej stawiać. Doszło do zaniku mięśni, musieliśmy masować udko i podawać leki p/bólowe i p/zapalne, żeby się odważyła stąpać. Do dziś jeszcze (operacja była w połowie marca) stawia stopę, jakby miała bucik na obcasie, ale Doktor mówi, że nie ma w tym nic niepokojącego. Po zabiegu pies musi mieć ograniczony ruch w sensie, że nie może brykać i skakać - musi jak najwięcej [B]chodzić[/B]. W przypadku Lili nie było to trudne, bo w obawie przed stawianiem łapki sama sobie ruch ograniczała. Byliśmy z nią w domu 2 tygodnie. Potem wróciliśmy do pracy i od tej pory zostaje sama na 10 godzin. Na ostatniej kontroli tydzień temu Doktor powiedział, że ma żyć normalnie. Jeśli chce biegać - proszę bardzo. Skakać też. Dobrze by było, gdyby mogła pływać. I będzie - jak tylko wreszcie przyjdzie prawdziwa wiosna!!!! O pełnej regeneracji stawu i podjęciu przez niego pracy można mówić po 3 miesiącach. Pełen okres rehabilitacji to 6 miesięcy. Po tym czasie, jeśli zachodzi taka potrzeba, robi się zabieg na drugim biodrze. W przypadku Lili, jeśli operowany staw podejmie właściwie pracę, Liluch nie przytyje (!!!!) i nie pojawi się wyraźny ból w drugim biodrze, może się uda uniknąć ponownej interwencji. Tak więc reasumując mój przydługi wywód: 2 tygodnie nadzoru nad "ruchliwością" - co najmniej do zdjęcia szwów, do miesiąca bez gonitw za patyczkiem czy szaleństw z koleżkami, a potem... nowe życie, czego z całego serca życzę Dalowi. Tak wyglądały bioderka Lilucha przed operacją: [IMG]http://lh5.ggpht.com/_gQeHCB9fEVY/TSY3Mi58kuI/AAAAAAAAAn8/Zb9KW5ouEBo/s512/rtg_1.JPG[/IMG] A tak pannica miesiąc po zabiegu: [IMG]http://images49.fotosik.pl/830/7e7b87a271d9cf8cmed.jpg[/IMG]
  2. Jakby się jakaś ciastowa uczta szykowała z powodu kolejnego złotego domku, dajcie znać! Wypożyczę Małża i Dziecię - obaj za wypieki są w domu odpowiedzialni. Dodatkowo jeszcze za naleśniki, a Małż za kotlety mielone :)
  3. W takim razie częściej trzeba im fundować wycieczki krajoznawcze - poznawcze, kształcące i.. wyczerpujące! :) No i oczywiście czekam na użycie dokumentacji foto!
  4. No właśnie dlatego pytałam czy wet obejrzał miejsce po "rzezi niewiniątek" :)
  5. Eeee tam, teraz to się tylko trzeba martwić, żeby Pani się spodobała Szancie! :)
  6. A to łobuz, no! Rozumiem, że szwy już ma zdjęte i wet sprawdził, że wszytko w okolicy wspomnienia po "pisankach" ok?... Kurczaki, i co teraz będzie??!?!? Jak będzie wyglądał chłop z potarganymi portkami?!?!?!?!? Donka, zdjęcia możesz wysłać do mnie, bo się naumiałam wstawiać, ale wstawię dopiero w domu, wieczorem. Żadnych telefonów w jego sprawie?... Wczoraj przelałam deklarację zaległą za kwiecień i od razu za maj. Dakotka, potwierdzisz wpłaty z dogo? Uaktualniłabym post rozliczeniowy...
  7. [COLOR=purple]Ewuś - w budzie zmieściliby się wszyscy i jeszcze by trochę miejsca zostało, ale Lesio rzecz jasna nie wchodzi! Miał kiedyś swoją osobistą budkę i też ją olał. Jak na wyjątkowego indywidualistę przystało, kładzie się na podjeździe - najlepiej centralnie w kałuży - wodołaz jeden ;) Do dyspozycji mają też 20-metrowy zadaszony taras, na którym stoi kanapa i fotel, a także zadaszony ganek, gdzie leży posłanie. Jakoś dają radę - wczoraj radośnie nas powitały i choć wpadły do domu jak bomby, to zaraz z niego wypadły i Lesio dalej urzędował na podjeździe, a Lili z Kreską zamordowały na amen piłeczkę od Cioci Ellig :loveu: Frania nie mogła się zdecydować gdzie chce być, co skutkowało tym, że dopóki Sławek się kręcił wokół domu, a ja szykowałam obiad, drzwi wejściowe musiały być otwarte na oścież:mad: Za to wieczorem towarzycho padło jak muchy i uderzyło w potężny chrap :razz: Figa - tracę chęć do życia - słowo! Bo 10 miesięcy czekam na słońce i ciepło, żeby choć przez 2 miesiące się tym móc pocieszyć, a tu taki zawód...:placz: W ogrodzie też straty - owoców nie będzie, róże zmarzły, bzy nie wiem czy się do końca otworzą - żal zadek ściska i tyle :shake: Tatankas - co za miła niespodzianka, że nam tak posag wzrośnie! Jeszcze dziś zakupimy żarełko do głodomorów w takim razie :multi: Dzięki! :loveu: [/COLOR]
  8. O matko - trza kciuki zacisnąć!!!!
  9. [COLOR=purple]U Lilucha już nie ma śladu po tajemniczej kontuzji :razz: Naprawdę zaczynam sądzić, że specjalnie udawała, byle by tylko się do Doktora przejechać i na smaczki załapać :mad: Eloise - cudności zdjątko! Widzę, że cała rodzinka zwierzolubna i kolejne pokolenie tez już "skażone" od małego - super! :loveu: Tatankas - pieniążki w kwocie 229,80 wpłynęły na konto z wczorajszą datą :multi: Jeszcze raz przepięknie dziękujemy, zapisujemy w poście rozliczeniowym i trzymamy "na czarną godzinę" :eviltong: Rozliczymy się oczygwizdek z każdego grosika! Jeśli chcesz, żebym potwierdziła otrzymanie przelewu na bazarkowym wątku, podrzuć mi proszę jeszcze raz link... Wczorajsza pogoda mnie załamała - odechciało mi się wszystkiego, zamknęłam się w sobie, straciłam humor i chęć do życia :placz: Na wieczorne siusiu musiałam Frankę wyprowadzić do ogrodu na smyczy i to zakładając jej obrożę na... kanapie, bo ani myślała się ruszać! Rano biłam się z myślami jak i gdzie zostawić towarzycho, ale ponieważ było słońce, wszyscy zostali na dworze. Mam nadzieję, że im tyłki nie pomarzną... :shake: A jak pomarzną, to że sobie potorpedują po ogrodzie dla rozgrzewki, a potem schowają do ciepłej budki, gdzie włożyłam im dodatkową kołdrę... [/COLOR]
  10. Oby Wasze wspólne życie okazało się jedną wielką, ciekawą, pasjonującą i szczęśliwą podróżą! :) No Duderko, możesz być z siebie baaaaaaardzo dumny! :)
  11. Mój Lesio jest dyskretnym facetem i rzadko brzuchol pokazuje. Ale z tego co wiem, to kastrowane psiaki interesują się suczkami i nawet dochodzi do krycia i zakleszczania - tyle, że szczęśliwie szczeniąt z tych amorów nie ma... Skoro pokazać się na Michale nie da - pokaż wetowi zdjęcie :)
  12. Uwielbiam taką "monarchię"! :) Niech się ta brytyjska schowa!!!!!
  13. Się Panu Bogu starość nie udała, oj nie udała... :( Dobrze przynajmniej, że Kresotwór bezpieczny i w swoim pojęciu szczęśliwy...
  14. Rambo zadymiarz - trzeba było mu "łagodniej" dać na imię :) I uważaj Rambolini, bo boksie są słodkie i cierpliwe... do czasu! :)
  15. Może trzeba zwyczajnie wetowi pokazać :)
  16. Pies świrus i zrównoważony Pan to doskonały tandem :) Panie, ale rodzinka! Że tak powiem... KOMPLETNA! :)
  17. [COLOR=purple]Uprzejmie donoszę, że z dniem dzisiejszym Frania zostaje uznana za... boksię! Przez pół dnia szaleje z Kreśką jak zając w kapuście! :multi: Wywala się do góry kółkami, biega jak torpeda... Zupełnie jakby z dnia na dzień jakaś blokada w niej pękła :multi:[/COLOR]
  18. Gratuluję najwłaściwszej z właściwych decyzji! :)
  19. [COLOR=purple]Witanko! Żeby nie było nudno mamy wieści... Lili doszła do wniosku, że widzenie z Doktorem dopiero za miesiąc to jakieś nieporozumienie i wczoraj... przestała chodzić na przednią łapę!!!!!:crazyeye: Mało tego, gdy wieczorem kładłyśmy się spać, wszystko było w jak najlepszym porządku. Zrobiłyśmy jeszcze rundkę na dworze, Liluch wskoczył na łóżko jak sarenka i zasnął jak kamień. W nocy tak się na mnie wtryniła, że nie mogłam drgnąć, więc ją "przesunęłam". Zapiszczała, ale sądziłam, że po prostu za mocno ją złapałam za skórę. Rano się podniosła, żeby zmienić pozycję i wtedy zauważyłam, że stoi na 3 łapach! Obmacałam łapinę cała w strachu, bo poprzedniego dnia wojowałam z różami i się obawiałam, że może nastąpiła na kolec, ale stopa nie bolała. Bolał nadgarstek tak, że nie mogłam go wyprostować. Na szczęście w ramach uczczenia święta pracy Doktor przymaszerował w pochodzie do... lecznicy :evil_lol: Obadał nożynę i w sumie niczego nie stwierdził oprócz lekkiego zadrapania od spodu i lekkiej opuchlizny. Dał 2 zastrzyki (przeciwbólowy i przeciwzapalny - 40 zł)) i kazał robić okłady z sody. A dziś - gdyby nie przeszło - miałyśmy jechać celem lekkiego znieczulenia, wygolenia rączki, RTG i dochodzenia przyczyny nocnego uszkodzenia łapy (Małż utrzymywał wczoraj, że złamałam jej łapę!!!!). Na szczęście wszystko przeszło i śladu nie ma po bólu, a wizyta u Doktora, buziaki i smaczki... zaliczone! :razz: Podejrzewamy, że albo rzeczywiście zadrapała się o jakiś patyk czy różaną gałązkę albo wpadła w dołek w pełnym biegu i coś tam sobie naciągnęła. Wczoraj jechaliśmy na pół dnia do mojej Mamy. Ponieważ pogoda była, jaka była, wzięliśmy Frankę ze sobą, bo zamknięcie w domu dziewczyn - w tym jednej na 3 łapach było bardzo ryzykowne. Frania była super grzeczna. Zaliczyła spacerek po lesie, a potem puściliśmy ją luzem przy domu. Pięknie się pilnowała, nie oddalała, przychodziła zawołana - mile mnie zaskoczyła. Po powrocie się okazało, że Lili już pomyka na 4 łapkach, więc gonitwom i tańcom radości z powrotu stada do pierwotnej liczebności nie było końca! :) Tatankas - piękne dzięki za pieniążki! :loveu: Ja za chwilę uzupełnię pierwszy post. Jeszcze niewielką sumkę mamy, ale jak widać - u nas jak w kalejdoskopie :eviltong: Skończyła mi się też karma. I nie wiem czy mam kupić czy dostanę "ze zrzutów". Nie ukrywam, że dla mnie wygodniej jest mieć "podręczną rezerwę", ale rób jak uważasz. Jeśli prześlesz do mnie - oczywiście wpiszę w pierwszy post i będę skrupulatnie rozliczać, jak dotąd. Jeśli na SOS - będę pamiętać, że dziewczyny mają tam swoją "pulę" ;) [/COLOR]
  20. Moje zające ganiają, a mi serce staje ze strachu, że jak za daleko pogonią to... nie wrócą...
×
×
  • Create New...