-
Posts
2501 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Sybel
-
Moze pogadam z mym lubym, mózgiem informatycznym, czy coś takiego jest realne. Tylko to by była kupa roboty z bazą danych....
-
Ok, więc tak: po pierwsze zmień weta i to jak najszybciej. Czy u psiaka na powiekach widac rzęsy? Jeśli nie, warto zapytać dobrego, kompetentnego weteryarza, czy to aby nie entropium, czyli zawijanie się powiek do środka. Typowe u tej rasy, jeśli psiak jest z pseudo, to ryzyko choroby jest ogromne. Powoduje podrażnienie oka i wymaga operacji. Po drugie zrób badania kału na robaki. Warto też na wszelki wypadek zrobić badania na parwowirozę. To jest bardzo częsta wśród szczeniąt z takich źródeł i bardzo smiertelna choroba, która zabija psiaka nawet 2 tygodnie. Objawia się rozwolnieniem, krwią w kale, wymiotami, pies się odwadnia, słabnie i umiera. Trudno się leczy, więc dobrze dmuchac na zimne. Po trzecie zbadaj psa na dysplazję stawu biodrowego. Duze rasy mają do tego skłonnośc, a u pseudorasowych psów jest ona bardzo częsta. W młodym wieku można jej zapobiec lub łagodzić, więc warto zainwestowac. Co do kąpieli - nie zaszkodzi. Naprawdę. Psy się kąpie, bo poza tym, ze pachną psem, potrafią też cuchnąć g*wnem, jak się wytarzają. Poza tym wykąpanie brudnego psa jest zdrowe dla was i dla niego - zmyjecie ewentualne bakterie, psu tez będzie przyjemniej, szczególnie w upały. W kwestii wychowania - jak już załatwicie kwestie weterynaryjne, proponuję przedszkole dla szczeniąt. Lepsza porada na żywo, niż gadania via forum, bo tak się wielu problemów nie rozwiąże. Karmienie - może jakas karma sucha, np. josera, hills dla dużych ras, bosch, acana. Nie supermarketowa! No i zapytajcie weta, czy np. dla psa takiej rasy nie powinno się też dodawać do karmy suplementu na stawy typu arthroflex. No i kolejna wazna rzecz - nigdy nawet nie bierzcie pod uwagę karcenia biciem, używania kolczatki. Poczytajcie o szkoleniu pozytywnym, poczytajcie rady Zofii Mrzewińskiej. W ten sposób unikniecie wpadek wychowawczych, które w późniejszym wieku bywają kłopotliwe.
- 79 replies
-
Taaa... Wiem, jak bardzo chore są dalmatyńczyki, doskonale wiem, bo do tej pory się nie pozbierałam po smierci mojego cudaka, a minęły 4 lata i wciąż boli wspomnienie o tym, jak bardzo cierpiał, a wet nie wiedział, w czym rzecz. Do tej pory pamiętam też, jak okropne miał entropium, a w efekcie jak bardzo pocharatany łeb, kiedy uciekał na oslep po ulicy i krzakach. Kiedyś spotkałam się ze stronką, gdzie była taka "sonda" wskazywała właściwą rasę dla danej osoby. Myślę, że gdyby zrobić taką duuuużą bazę danych, zintegrowaną jakoś z dogomanią, gdzie był by formularz dla potencjalnego właściciela psa, to wiele osób by mogło łatwo wybrać idealne zwierzę dla siebie. Co wiecej, gdyby podać region, z którego się jest, to mogły by wyskakiwac wszystkie "atestowane" przez dogomanię hodowle, które faktycznie oferują zdrowe psy. To by fajna opcja była, jakby dopracować i rozreklamowac...
-
Szczerze mówiąc w kwestii charakteru mojego psa nie mam żadnych wymagań, bo lubie psy generalnie. Miałam i psy zaborcze, agresywne i pieszczochy kolanowo-kanapowe. Miałam cichacze i jazgoty, psy aktywne i leniwe. Psy, które wskazałam, nie mają, poza basetem, udziwnień typu krótka kufa, ogromne kątowanie grzbietu. Poza tym zawsze większe szanse będzie miał pies ładny, niż wyjątkowy brzydal, przynajmniej u przeciętnego kupca. Mi się w większosći podobają psy w typie kundla, poza basetem (ale podkreślam, to jest pies wymarzonyw dzieciństwie, zresztą jedna z pierwszych ras, jakie zobaczyłam) Zgadzam się w kwestii uczenia ludzi, jak wybierac psa. Bardzo tego u nas brakuje. Może w szkołach powinno to być na biologii zamiast zagłebiania się w mejozy i mitozy (jakże przydatne np. dla filologa)... Z dalmatyńczykiem miałam na myśli "stara rasa", dawno wykształcona, nie pierwotna, jak np.szpic, ale pieprznęłam błysktoliwie, bo pisałam na szybko :) Nie zamierzam krytykowac hodowców, bo wiem, że to, co robią, robią - przynajmniej w większości - z pasji, miłości. Sama chciała bym kiedyś, za jakies 20 lat, miec dom i hodowlę psów typu corgi czy szpic wizygotów i może czegoś większego, jak dalmatyńczyk właśnie. Chodzi mi głównie o to, by w dążeniu do piękna nie dojśc do poziomu groteski, bo poza tym, ze mamy efekt "ups, nie wyszło", jest jeszcze pies, który musi przezyć życie w zbyt "wadliwym" ciele. Jesli do tego jest typem energicznym, to w efekcie mamy spią tragedię... Tylko o to mi chodzi. Gdzieś kiedyś obiło mi się o uszy, ze np. dązy się do wydłuzenia kufy boksera, żeby lepiej oddychały i generalnie były sprawniejsze. Takie zmiany cenię.
-
Aklimatyzuje się zależnie od tego, jakie miał doświadczenia, a nie w jakim jest wieku. Gdyby psy w wieku powyżej powiedzmy roku miały z tym trudnosci, nie było by adopcji. Moje wszystkie psy trafiły do mnie w wieku minimum roku, a najstarszy jako siedmiolatek. Nie miałam z nimi problemów aklimatyzacyjnych, problemy wynikały z ich leków i złej przeszłosci, ale generalnie były to zwykle otwarte zwierzaki, które bardzo szybko uczyły się, że my to ich ludzie, gdzie jest dom, gdzie w domu żarcie, gdzie spanie itd. Oczywiscie to zawsze trwa chwilę, od godziny do kilku dni zaleznie od tego, jaki pies ma charakter. Psy szybko łapią tez imię, jesli często się go używa. Czas aklimatyzacji w dużym stopniu zależy od nas. Psu trzeba dac troszkę wolnej ręki, ale działac jak rozsądny przewodnik. Pokazać coś, od razu wyznaczyć granice, jeśli są potrzebne.
-
Omg... Chyba zaproponowała bym tym ludziom wolontariat w schronisku, niech popatrzą, za czym tak naprawdę optuja.
-
Bo uwielbiam psy niskopodowoziowe. Obecnie mam szpica wizygotów długowłosego :D co "odkryłam" wczoraj. W basetach po prostu jest cos takiego, że mnie rozbrajają, chyba z dzieciństwa mi to zostało, choć marze też o wilczaku, dalmatyńczyku i kilku innych. Dalmatyńczyka z pseudo miałam, znalezionego. Omg, jaki ten pies był biedny. Miał entropium, oczywiście nieoperowane w wieku roku, więc wyleciał z hukiem na bruk i na nas trafił. W pierwszym tygodniu wydałam na niego chyba z 1000 zł na kropelki do oczu, operację, kropelki do uszu etc. No i po 5 latach w ostatnim tygodniu jego życia znów poszła kupa forsy, bo dostał chyba skrętu kiszek, ale lekarze nie zdołali go uratowac. Jednak ta rasa, w jakimś stopniu pierwotna, jest dla mnie wspaniała. No i corgie, szpic wizygotów i kilka innych. Tyle, ze mi się zawsze coś zdązy przybłąkać... No, albo akurat spotkam ideał do adopcji, baaaardzo wielorasowy.
-
Wiesz, ja miałam 3 psy, które w momencie, gdy do nas trafiły, rzucały się na ludzi. W jednym przypadku rozważalismy nawet uśpienie, bo było tak źle. Nie była to nasza wina, pies był dalmatyńczykiem po pseudo, po cięzkich przejściach. Jednak praca, niekoniecznie w tym stylu, który proponuje Cezar, bez zastraszania, za to z cierpliwością, kastracją i konsekwencją dała doskonały rezultat, bo pies się oswoił, wyluzował, zrozumiał, ze tu, w tym domu jest bezpieczny, ma jedzenie, miłość, opiekę, zabawę, ze można zaufać, że na dworze nikt go już nie pobije, nie pogryzie. Trwało to długo, ale nie oczekiwaliśmy cudów. Pies był szczególnie zafikoswany na tle jedzenia, ale regularne karmienie z ręki,w formie szkolenia, bardzo pomogło. Nie podobało mi się, jak Cezar bardzo lękliwą sukę dobermana wpakował na bieżnię i zaczął ją bombardować balonikami, hałasem itd. Dla mnie to było na granicy sadyzmu. Nie popieram metod wstrząsowych, są lepsze rozwiązania, niż to. To tak samo, jak wrzucić trzylatka bojącego się pływac do wody i kazać dopłynąc do brzegu. Niech się zmierzy ze swoimi lękami. To, ze do końca życia będzie się bał wejsć do wody, to już inna sprawa. Tu i teraz sobie radzi, bo nie ma wyjścia. Poza tym mam wrażenie, że wiele tych psów pod koniec programu jest jakby wypranych z emocji, takich ospałych, oszołomionych. Nie chciała bym takiego rezlutatu.
-
Ostra dyskusja, ja zaraz lecę do pracy, więc tylko wrzucę coś, co mi się nasunęło. Nie ma ideału - to fakt. O gustach się nie dyskutuje - też fakt, zgadzam sie z nim na maksa. Chciała bym tylko, żeby hodowcy, skupiając się na eksterierze nie zapominali o stabilnej równowadze swoich "dzieł" oraz na ich sprawności fizycznej. Fajnie by było, gdyby pojawił się w hodowli trend hodowli harmonijnej, a więc skupionej na rozsądnym wytyczaniu norm rasy. Są owczarki niemieckie długowłose, na moim oseidlu kilka, które wyglądają, jakby chciały zrobić kupę, bo je tak zgina. Problem w tym, że mają za mocno posadzony tyłek, który już nie ułatwia biegania. No i za każdym razem, jak jestem u weta, spotykam psa tej rasy w wieku od 5 lat wzwyż albo z problemami z kręgosłupem, albo z biodrami. Coś nie halo. Ja wiem, pies musi wyglądać, na wystawach to się liczy, ale fajnie by było, gdyby psy wystawowe szły bardziej w kierunku użytkowym. Kurcze, bo dlaczego skracać psu życie, dlaczego go okaleczać dla zgiętego grzbietu, mega krótkiego nosa, albo jak u basetów, tak dziwacznej budowy, że samo patrzenie, jak te psy idą, sprawia mi ból. Mimo, że jest to rasa, którą baaardzo bym chciała mieć - tyle, że nie w obecnej formie. W żywieniu pojawił się tren slow food, bardzo zresztą fajny. Gdyby tak pojawiła się odmiana tej filozofii w hodowli, mająca na celu najwyższą jakość na wszystkie strony, było by fantastycznie. Na razie pozsotaję przy kundlach. Tu też nigdy nie wiem, co mnie spotka :)
-
Tak z ciekawości - słyszął ktoś o hodowli owczarków Ursa Major? Pytam, bo mam ich stosunkowo po sąsiedzku. Nie jestem zainteresowana zakupem. Czysta ciekawość, co za płotem.
- 22 replies
-
- hodowla
- owczarek niemiecki
-
(and 1 more)
Tagged with:
-
No dobra, jak weźmiesz grzywacza nagiego, to sierści nie będzie. Bierzesz psa długowłosego, to czego oczekujesz? Że będzie liniał do woreczka? Nazwa "długowłosy" wskazuje, że pies ma sierść i jest jej dużo. To taka dygresja...
-
Dzięki. Czyli jak zawsze niezawodne i super przejrzyste, życiowe polskie prawo :)
-
Co do Słowenii - [url]http://www.pes.si/[/url] ; [url]http://forum.agility-slo.net/index.php?sid=b3830f32fa4c2e46a9964ccbb00f207d[/url] (jest wersja po angielsku dla niesłoweńców) - tu mozna w zakładce pisite nam wysłać po angielsku mail z pytaniem, czy mogą podpowiedzieć, gdzie, co i jak w Słowenii. Fakt, ze wybrzeże tam skromne, ale na pewno fajnie jest zaczepic się w Lublanie (poza cenami), bo w 2h jest się na pohorju, można sobie zwiedzić Bled i zapierającą dech dolinę Soczy (dość tragiczne miejsce, zginęła tu podczas wojny spora liczba Słoweńców), w 2h dojedzie się nad morze (mam na mysli kolej). No i warto zobaczyć, ile się da, np. Maribor, tam jest winnica (mają świetne wina), najstarsza winorośl w Europie (Stara Trta), poza tym kraina krasowa jest genialna. Można w wyszukiwarkę wrzucić hasło pocitnice s psom - wakcje z psem. Wyskoczą rózne strony, ale część na pewno będzie z wersją angielską.
-
Bestialskie zakatowanie psa husky - aż do urwania mu głowy
Sybel replied to swithart's topic in Okrucieństwo
Myślę, że linka przywiązana do samochodu, jej ślady na psiej szyi, slady na psim ciele, na jezdni pozwoliły poskładać to w całość. Tak się przecież odtwarza wydarzenia. Forma dedukcji i logicznego ciągu wydarzeń ;) -
Talucha, to akurat mi się przypomniało, jak moja siostra co prawda, a nie pies, odstawiła cyrk jako dziecko. Miała 6 lat i wygrała 10.000 starych złotych na wyścigach na brzuchu, ale przy okazji rozerwała sobie lekko brodę. Nie dosć, że mama dostała telefon "Czy może pani przyjechac, bo Bogusia miała wypadek i nie wiemy, czy wzywać pogotowie", to potem młoda urządziła piekiełko u lekarza. Najlepsze było wyjmowanie całego jednego szwu, który miała - młoda siedzi, oczy zamkniete, wielki wdech, zeby wrzasnąć, a w tym momencie "dziękuję, już po wszystkim". I ten zawód, że się nie udało... Bo jak ja szyli, to darła się tak, jakby ją ze skóry obdzierali. Na dodatek szył ją mój sąsiad, lekarz, z tekstem "ona mi do końca życia nie wybaczy..." Forsę przegrała w nastepnym wyścigu :D
-
Martens - tak z ciekawości - ustawa nie obejmuje mieszańców ras agresywnwych? Tylko psy rasowe?
-
Kopalino, Lubiatowo i okolice - nie dosć, ze ładnie, pokoje tanie (30-35 zł), domki, to jeszcze maaaasa lasów, jeziora, plaża piękna, dużo psiarzy. Super miejsce, lekko dzikie, na uboczu. Polecam :)
-
Tak prawdę mówiąc to agresja psa wobec innych psów może być wywołana błędami wychowawczymi, być może trafiliscie na trenera, który nie umiał prowadzić owczarków. Skoro pojawiła się opcja adopcji, to może faktycznie kundelek? Z każdym psem to jest kwestia wychowania, ale zarówno moje dwa psy, jak i pies mojej siostry, są w stanie wytrzymac 8-9 h same. Warunkiem jest solidny spacer przed wyjściem z domu i po powrocie oraz ogromna ilośc miłości wobec psa, kiedy już jest się w domu. Labki generalnie są fajne, chociaż zauwazyłam, ze mają tendencję do tycia, a to szkodzi biodrom i kręgosłupowi - oczywiście odpowiednia dieta i konsekwencja powinna zapobiec problemowi, ale tak tylko sygnalizuję :) Jesli nie macie doświadczenia z psami, stawiała bym właśnie na labka lub jakiegoś fajnego kundelka z DT, owczarka i amstafa bym sobie darowała. Szzczerze mówiąc jestem psiarzem całe życie, od 27 lat zawsze są u nas 2-3 psy, nie zawsze łatwe, ale sama z siebie nie podjęła bym się opieki nad owczarkiem czy amstaffem, bo mi na przykład brakuje konsekwencji, moje psy są rozpuszczone do granic mo zliwości (z premedytacja...). Jesli jednak macie doświadczenie, jesteście konsekwentni, macie zapał do ćwiczenia, to na Waszym miejscu poszukała bym psów wsyztskich trzech ras i wybrała zwierzaka, który absolutnie Was powali swoim wyglądem, spojrzeniem, charakterem. Trzeba pamiętać, że psy poza wzorcem mają też swoje cechy indywidualne, a więc na nich warto się skupić. Warto pojechać do danej hodowli kilka razy, obserwowac miot i rodziców, a z miotu wybrać psa kontaktowego, smiałego, energicznego, ale też nie wariata. Szczeniaki w miocie są różne, widac ich charaktery, więc warto wybrać tego jedynego. W celu uniknięcia problemów wychowaczywch warto też poszukać od razu fajnego psiego przedszkola w swoim rejonie.
-
Trzeba ocenić, jaki w tej chwili jest komfort psa i czy są realne szanse na poprawienie jakości życia. Jeśli nie - nie ma sensu psa męczyć. Wychodzę z założenia, że skoro medycyna pozwala wydłużyć życie, ma też prawo je skrócić, jeśli właśnie jakoś tego życia zaczyna gwałtownie spadać. Po prostu byle nie cierpiał. U nas pies został uśpiony, kiedy zdiagnozowano u niego ogromny, nieoperacyjny guz prostaty. Psa nie bolało, bo leki, chodził, jadł, ale cewnik, bo się nie mógł wypróżnić, pielucha bo cewnik, kołnierz, bo pielucha. No i pies naprawdę się z tym męczył. Był naszym przyjacielem przez 11 lat. Można było próbować z chemią, ale wet nie dawał większych nadziei i sam przyznał, ze pies cierpi. Uznaliśmy, że uczciwsze będzie uśpienie go w domu, wśród bliskich, niż skazywanie na stres szpitali, leczenia, na ból. Bo był naszym przyjacielem.
-
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
Sybel replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
O ludzie... Bez sarkazmu, to jest prywatna sprawa każdego właściciela, czy zostawia psa pod sklepem, czy nie. Można sobie darować ugryźliwe komentarze... Serio. Każdy się na własnej skórze przekona, czy może psa zostawić, czy nie może, są rózne osiedla, jedne bardziej sprzyjajace, inne mniej, sa ludzie, którzy od 30 lat zostawiaja kolejne psy pod sklepem i żandemu nigdy nic się nie stało, a są tacy, którym to przez myśl nie przejdzie. Jednak podkreślam - to jest PRYWATNA sprawa każdego psiarza, co wybierze. -
Jak dla mnie Milan używa masy waty słownej i bełkotu, a wiem coś o tym jako osoba pracująca w korporacji i filolog obcy w jednym, :) Przejmowanie w posiadanie drzwi/podwórka, kierowanie sie do "posiadania zdominowanego i uległego psa", jak często powtarza (przynajmniej w polskim tłumaczeniu), przesyłanie odpowiedniej energii - dla mnie to jest bełkot. Poważnie. To, co on nazywa energią, to są zwykłe emocje, nastawienie, postawa, mowa ciała, ale nie energia. Energię mamy elektryczną, a czujemy ją fizycznie, jak wsadzimy widelec w gniazdko. W każdym razie ja to tak rozumiem. Przejmowanie w posiadanie - ok, fajnie, ale jak dla mnie to jest po prostu pewność siebie, swoboda. On niestety traktuje to jako zastraszenie psa - odsyłam do odcinka z dwoma młodymi skaczącymi goldenami, które na jego widok się po prostu panicznie bały i nie interesowała ich energhia, branie w posiadanie, a ucieczka jak najdalej od tego faceta, który je kopał. Zaskoczyło mnie wykorzystanie obroży elektrycznej i mat wywołujących impuls przy psie z lękiem separacyjnym oraz wtłaczanie suki w sumie na siłę do klatki kenelowej (odcinek, w którym ludzie mieli 3 wyżły, w tym suke, która panikowała zostawiana w domu). Efekt był, na dodatek szybko, ale pies nie pozbył się lęku, po prostu miał zmniejszone pole manewru. No i kolczatki, również wiszące jak korale u psiej szyi. Zakaz wchodzenia do pokoju noworodka, zakaz zbliżania się na mniej niż 2 metry do noworodka itd. Jak dla mnie to troszkę nie tędy droga w wychowaniu psa, szczególnie via TV. No i sytuacja z bardzo agresywnym psem trzymanym w piwnicy. Wchodzi obcy facet i od razu blokuje psu wszystkie drogi ucieczki nogą, ręką. Pies wpada ze strachu w totalny amok, a ten zupełnie dla niego obcy gość łapie psa za kark i bęc na ziemię - relaksuje go. Psu oczy wyąłziły z orbit. Rozumiem, że w Meksyku tak macho rozwiązują problem, ale to naprawdę było chore. Gdyby ktoś taki podszedł do mojego psa i zrobił by mu coś takiego, dostał by w pysk tak, że by się kopytami naktył, bo własnie wzięła bym w posiadanie jego przestrzeń życiową. Ciekawe, jak by sobie z tą energią poradził :P Dodam, ze 3 z 6 moich psów miałyu powazne problemy z agresją wobec wszystkoego co się rusza, a kolczatka (znaleziona 20 lat temu) szła w ruch jako obroża awaryjna od momentu znalezienia psa do chwili dojścia do sklepu zoologicznego i kupienia odpowiednich szelek i obroży.
-
Nie mam żadnego doświadczenia w opiece nad kotami. Zawsze miałam psy, a na koty połowa mojej rodziny jest uczulona. Od jakiegoś czasu na terenie mojej firmy pojawia się, a w zasadzie koczuje, rudy kot. Nie wiem, czy to chłopak, czy dziewczyna, zawsze mam do czynienia z jego górną częscią, więc nie miałam wglądu w podwozie :) Kot jest chudy, dostaje jeść, ale wystaje mu miednia, czuć żebra. Łasi się do wszystkich, kiedy go głasakałam, siedział i lizał mnie po ręce. Dziś leżał na wycieraczce pod drzwaimi do firmy i usiłował wejść do biura. Mam wrażenie, że to jest kot, który mieszkał w domu, ale z bliżej nieznanych powodów został wywalony lub się zgubił. Jest baaardzo miły, towarzyski, jak widzi ludzi, natychimast do nich biegnie z ogonem w górze. Lubię go, nawte bardzo, gdybym nie miała dwóch psów i TZ z mocną alergią na koty, pewnie bym go wzięła. Jednak nie mam możliwości nawet go przechować. Czy ktoś może ma pomysł, co z nim zrobić? Teraz jest fajnie, ciepło, ale zimą może być problem. Co prawda ochrona zawsze siedzi w swoim biurze i kot tam wchodzi, ale jednak boję się, ze stanie mu się krzywda. Poza tym niepokoją mnie małe brunatne kropki na czubkach jego uszu. No i w tej okolicy jest masa kotów z kocim katarem. To jest Textorial Park, Fabryczna 17, obok Księzego Młyna. Tu jest masa kotów, wiele chorych. Powoli się oswajają, wiele zaczyna krążyć przy ludziach, więc może ktoś od kotów by chciał zerknąć na nie, moze jakieś dało by się wyadoptowac... [IMG]http://img842.imageshack.us/img842/7580/kot1.png[/IMG] [IMG]http://img685.imageshack.us/img685/734/kot6.png[/IMG] [IMG]http://img26.imageshack.us/img26/7527/kot9.png[/IMG] [IMG]http://img856.imageshack.us/img856/9731/kot8.png[/IMG]
-
Przynajmniej je oddadzą po tych 7 tygodniach... Suka ma chyba kleszcza na łapie, widać chyba na 3 zdjęciu.
-
Pamiętam taką scenę, jak jechałam podczas wakacji SKM w obrębie Trójmiasta (już nie pamiętam gdzie dokładnie) z mamą, siostrą i moimi psami - Fifi, która wtedy miała jakies 7-8 lat i Felkiem, który miał chyba ze dwa lata. Generalnie tak wyszło, że w przedziale było chyba siedmioro dzieci, w tym chłopiec z zespołem Dwona. Dzieciaki zaczęły koło nas delikatnie krązyć pytając, czy mogą Fiśkę pogłasakać. Zanim cokoliwek odowpiedziałyśmy, Fiśka wepchnęła się między dzieciaki, uwaliła na boczku i wystawiła podwozie do miziania, a Felicjan wpakował się zaraz chłopcu z Downem na kolana. Wszyscy byli szczęsliwi - rodzice, bo dzieciaki z głowy, my, bo psy z głowy, psy, bo miziane na wszystkie strony, a dzieciaki, bo mogły miziać dwa miękkie, miłe, przytulasne psy :D Tylko kontroler był średnio zadowolony, bo musiał skakać nad tą watahą, ale też pomiział Fiskę. Niestety latem ona pomimo codziennego wyczesywania działała jak dmuchawiec - jak się dotknęło, to sierść latała wszędzie. Zreszta ona by się nadawała na dogoterapeutę - była serdeczna, baaardzo cierpliwa, pozwalała się dzieciakom przy sobie kłaść, tulić się. Jak miała dosć, delikatnie się odsuwała. Felek natomiast z wiekiem stracił cierpliwosć. Tzn lubi się bawić z małymi dziećmi, turlać z nimi po ziemi, a najbardziej ubóstwia ich plastikowe i gumowe zabawki, ale np. na ulicy nie lubi być nagabywany, bo kładzie się na brzuchu, ale pokazuje zęby (generalnie panikuje). No, a Filipa nie puszczamy do dzieci, bo nie mamy takich zaprzyjaźnionych cywilizowanych dzieci - jak już, to takie, które sama mam ochotę udusić :|
-
Jest coś takiego w Łodzi?