Jump to content
Dogomania

Sybel

Members
  • Posts

    2501
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Sybel

  1. Moje na hasło buuuziiii dają buziaczka :D Zresztą nawet nie wiem, jak się tego nauczyły, po prostu się zrobiły całusne nagle i nie można się od nich opędzić. Filip na przykład lubi dawać buziaczka w nos, jak sie pochylam, żeby np. buty rozwiązać.
  2. Z tą panią od wystroju to w ogóle dobre teksty były... Ona pianistka, więc pytała, czy pies nie wyje przy fortepianie (co naturalnie sprawdzam za każdym razem, jak chcę psa oddać...), a te uszy to brudne, że takie czarne (wyobrażacie sobie dalmatyńczyka z kropkami na uszach?! no szok...). Co do sterylki - też miałam takie teksty, że "jak pani może tak psa okaleczać?! a człowieka też by pani wykastrowała?!" na co ja ze stoickim spokojem "niektórych - owszem, z przyjemnością...". Oczywiście mama podsumowała potem pięknie "powiedziałaś to takim tonem, że mi włosy się na karku zjeżyły". Co do mamy, dziś rano mnie zastrzeliła: wnuczek przychodzi! Ja biedna, nieuświadomiona zapytałam bystrze: cooo przychodzi? A mama z oburzeniem: no Tyfusek malutki... Tyfusek to pies mojej siostry tak dla jasnosci, w książeczce wpisany Kaktus, a obecnie nazywany Kiisiel...
  3. Z tym strzyżeniem to jest różnie. Tzn. z zostawaniem z psem. Ja mam swira w domu, u fryzjera sam zostaje zawsze na jakieś półtorej godziny, bo jak pierwszy raz z nim byłam, to wył, piszczał i histeryzował. Jak wyszłam, był spokój. Owszem, za pierwszym razem był przestraszony, a teraz to uwieeelbia. Biegiem leci do salonu i bęc na kanapę... Jak go ostrzyżecie, to może wdzianko po prostu mu strzelić?
  4. Rozumiem, że na dzieci też dużo nie wydaje, bo tez mogą wpaść pod samochód czy gdzieś sobie zwiać? Kiedyś miałam dalmatyńczyka do wydania (w końcu został u mnie na stałe). Ludzie... To, co po niego przychodziło... Napisane było w ogłoszeniu jak wół NIE DO DZIECI. Przyszła taka gwiazda, najpierw mówiła, że nie ma dzieci. Dopiero na wizycie u nas się przyznała, że ma dwulatka i czterolatka i 101 dalmatyńczyków im sie podoba i chcą takiego psa. Jak wytłumaczyłam łopatologicznie, że nie wiem, co z dzieci by zostało, to dopiero dała sobie spokój. Druga chciała tego psa, bo do mebli by jej pasował - miała biało-czarny wystrój i zero pojęcia o psach. Wcześniej, jak mieliśmy wydac sunię (też u nas została, to był pierwszy raz, kiedy mama świadomie zdecydowała się na 2 psy w domu), przyszła taka gwiazda, że świetnie, że sunia, bo ona ma juz dwie takie ładne, jedna ma już szczeniaczki, druga szczenna, więc Fifi też by miała szybciutko szczeniaczki. Jak usłyszała, że Fiśka wysterylizowana, to nas od najgorszych wyzwała, że głowę zawracamy :|
  5. Podnosimy pieknego :) Zasłużył na szansę
  6. Wiesz, mi to wygląda tak, że Twoja mama po prostu nie chce znowu czuć bólu po stracie psa. Może się mylę, ale to odpychanie jej ma chyba posłużyć samej mamie jako sposób na nieangażowanie się uczuciowe w sunię.
  7. Mój ojciec całe moje zycie pracował za granicą, w domu w sumie spędził 6 lat (ja mam 26), za każdym razem, jak wracał, były minimum 2 psy. Ostatnio 3, a do 4 mama się przez telefon przyznała dopiero, jak dwa poszły do nowych domów... Tata zawsze marudzi, że nas z domu powywala, narzeka, że psy chore, smierdzą, szczekają itd. A jak przychodzi do wyjazdu, kombinuje, jakby je tu wpakować do torby i zabrac ze sobą. Moja ciotka za to uwielbia psy, opiekuje się dwoma psami swojego partnera, jednym jego córki i jednym narzeczonego tej córki (ma 59 lat...), psy są cuuudneee, a ona w kółko powtarza, ze są brzydkie jak noc, koszmarne, niezgrabne i mało bystre. Jak zobaczyła Amika mojego faceta, stwierdziła "jakie brzydactwo!" - inni twierdzą, że pies wygląda jak mikro haszczak... Cierpliwości, psica pokaże wdzięki, to mama peknie. Zawsze w końcu pekają, tylko nie zawsze chcą sie przyznać :P
  8. Mam do przewożenia od 2 do 5 psów, które generalnie bardzo ładnie jeżdżą w samochodzie. Problem w tym, że martwie się o ich bezpieczeństwo - kręcą się, łażą, a na zakrętach turlają się po fotelu. Jeździmy w tej chwili Fiatem Uno, jeden z psów zwykle jest wożony Fordem Focusem. Znalazłam kilka ofert, ale nie umiem wybrać. W razie potrzeby moge wydać 200 zł na jedne, choć wiadomo - wolała bym zapłacic mniej, ale na pierwszym miejscu stawiam funkcjonalność, komfort i bezpieczeństwo moich potworów. Psy są nieduże, najcięższy waży 17 kg (będę oczywiście dobierała według obwodu klatki). Znalazłam nastepujące oferty: [url]http://www.krakvet.pl/trixie-szelki-samochodowe-1290-p-2174.html[/url] [url]http://www.zooplus.pl/shop/psy/transporter_klatka_dla_psa/pasy_bezpieczenstwa/30599[/url] (te dwa to chyba to samo) [url]http://www.zooplus.pl/shop/psy/transporter_klatka_dla_psa/pasy_bezpieczenstwa/32647[/url] [url]http://www.zooplus.pl/shop/psy/transporter_klatka_dla_psa/pasy_bezpieczenstwa/62457[/url] No i pytanie teraz brzmi: co wybrać? Z czym mieliście styczność, co sie sprawdza, a co nie? Nie ukrywam, najchętniej bym kupiła w krakvecie, bo tam i tak niedługo robię zamówienie na karmę, to za jednym zamachem bym też szelki wzięła, ale jesli są najsłabsze, to wezmę inne.
  9. Jak dla mnie nalezy rozgraniczyć ubieranie uzasadnione warunkami pogodowymi i odloty pańci, która chce mieć księżniczkę. Księżniczkę sie kupuje w sklepie z lalkami,a psy zostawia się w świętym spokoju. Jeśli chodzi o sesje zdjęciowe, najpierw się wzburzyłam, a po chwili przypomniało mi się, jak moja siostra przebrała naszą Fifi (duża blondynka, nieco mniejsza wersja collie skrzyżowanego z goldenem) w różówy jednoczęsciowy kostium kąpielowy i fioletowy czepek. I jak jako maluchy przebierałyśmy Dziekana (czarny, kudłaty niskpodłogowiec) w czapeczkę naszej lalki - falbanki, kwiatki i kokardka pod brodą. Oba psy dzielnie to znosiły, a potem szalały po domu - znaczy po zdjęciu wdzianek :] Tyle, ze to były jednorazowe odloty, a nie ciągłe ubieranie tak psów i chodzenie tak z nimi na codzień. Miałam też dalmatyńczyka, który zimą nosił wdzianko, bo bardzo marzł. Psy moejgo faceta też mają takie paltotka na zimę i mój Filip na stare lata też dostanie, bo już zdrowie nie to.
  10. Karolina, no własnie takie na przykład wycieczki do hodowli, czy też wycieczki hodowców do szkół z wybranymi psami, prelekcja o rozsądnym wyborze, potem to wszystko połączone z wizytą w schronisku, a dla licealistów i ludzi z techników i zawodówek (są jeszcze? bo się pogubiłam) zajecia praktyczne - jeden dzień w miesiącu czy na dwa - trzy miesiące poświęcony na wizytę w schronisku, może nawet naukę poprawnej opieki nad psem. Wszystko poprowadzone przez np. psiego behawiorystę i weterynarza mówiących, jak odczytać zachowanie psa, jak dbać o jego zdrowię itd. W ten sposób uwrażliwienie młodzieży na problem psiej bezdomności i cierpienia mogło by wpłynąć na większą ilość sterylizacji i kastracji kundelków, na rozsądniejsze traktowanie ziwerząt domowych. W ramach zajęć z biologii by były zajęcia najpierw o najpopularniejszych pupilach domowych - kupno, wychowanie, karmienie, pielęgnacja, zdrowie, potem to samo o mniej popularnych zwierzakach (rybki, jaszczurki, węże, ptaki etc.). Do tego prelekcje również w zoo... Komu by to zaszkodziło? Może z pieniędzy unijnych sie da taki projekt edukacyjny zrobić?
  11. A to wiem, ale stwierdzenie, że [U] [I]psa tej rasy raczej ciężko znaleźć[/I][/U].Naprawdę są aż tak rzadkie? No bo o tych wszystkich sarenkach to wiem, od cholery tego się kręci, moja babcia miała takie, niebywale paskudne z charakteru psisko - sterroryzowała wszystkich, włącznie z ogromnym wilczurem. Jeden z kilku psów, których w życiu się bałam regularnie.
  12. W efekcie zaczęłam tego ratlerka sprawdzać i wszędzie wyskakuje pod hasłem pinczer miniaturowy: Inne nazwy Miniature Pinscher, Ratler, Reh Pinscher, Zwergpinscher Nie wiedziałam, że tej rasy nie ma w Polsce... :>
  13. Wiecie, mam koleżanke, która na moje stwierdzenie, że ma przecież yorkshire terriera oburzyła się, że ma yorka... Od 10 lat! Jak jej podesłałam historię rasy, to troszkę zdębiała. I te "labladory", kokel spaniele itd... Naprawdę ktoś powinien się zająć solidną edukacją ludzi. Może stronka pod nazwą "chcę kupić psa" czy "kupic psa" by pomogła...
  14. [QUOTE]Sybel, ja od dzieciństwa myślałam i nadal myślę, że moim ideałem jest facet o długich włosach, odziany w stylu rockowym i słuchający takowej muzyki (i takowego mniej więcej mam aktualnie), podczas gdy przed laty moją pierwszą wielką miłością został człowiek o powierzchowności i guście muzycznym dresa [IMG]http://www.dogomania.../images/smilies/icon_razz.gif[/IMG][/QUOTE] Tez zawsze o takim z długimi kłakami marzyłam, rockowym itd. Ten mój taki był (ale wyłysiał). Nawet jego kitkę znalazłam kiedyś, jak sprzątaliśmy w pokoju i swkitowałam "a co to za lis?!". Obraził się... :D I na mzuyce się zna... Niebywałe. Nawet myśli (!) :P Malgossska, naprawdę, dystans. Psy są rózne, nabijamy się z nich, ale ich to nie rani bezpośrednio, czy (no, chyba, ze pies najpierw usiłuje zranić mojego psa), ale jak bida jakaś się wala po ulicy, to przecież nie oceniam "łe, brzydki, zęba nie ma, nogi krzywe, sierść zaniedbana i z pyska mu jedzie, a poza tym wolę psy o 3 kg cięższe", tylko biorę do domu, myję, karmię, szukam zgubionego właściciela, a potem wydaję do adopcji. Wygląd nie ma znaczenia, chartakter zaś warunkuje, komu psiaka wydam. Po jednym znalezisku, które znalazło u mnie DS mam hopla na punkcie dalmatyńczyków, a mój facet ich niecierpi. Jeszcze się łudzi, że taki pies nigdy do nas nie trafi - naiwniak :>
  15. Na razie sobie zapisuję. Czasem pomagają uzdy dla psa (w każdym razie u mojego pomogło, a ciągnął jak diabli). Szelki jak najbardziej, poszukaj takich, z których psiak nie wylezie - bo są te, co wkładasz łapy i zapinasz na grzbiecie, a nad zapięciem są kółka do karabińczyka od smyczy i te, gdzie nakładasz na szyję najpierw, potem na jedną łapę, a zapinasz na boku - i te polecam, bo lepiej opasują szyję i klatkę i trochę trudniej psu się z nich wysunąć. Poza tym najlepiej rozkładają się na psie, kiedy ciągnie.
  16. Karm psa dwa razy dziennie, jeśli karmą kupną, to zobacz, jaki jest dobowy limt dla wagi Twojego psa, podziel na pół i tak dawaj. Można np. dawać zawsze po spacerze porannym i popołudniowym, o stałych porach. W ten sposób wyrabiasz pewien rytuał, co stabilizuje psu życie. Może opiszę, jak to u mnie wygląda. Moje psy lubia spać tak do 9, wcześniej to lecą przez ręce. Pierwszy spacer zwykle jest więc koło 9.30, trwa od 15 minut (jak leje, albo czasu brak) do godziny. Po spacerze my się rozbieramy z kurtek, psy dostają polecenie siad i mają czekać. Potem są wycierane (jeśli jest brzydko) i rozbierane z szelek. Po tym zabiegu śniadanko. Powtórka (Z d łuższym spacerem) koło 15. Ostatni spacer koło 21-22, bez posiłku na noc, co by kupska nie było rano pod telewizorem. Jeśli w odwiedziny wpada Tyfus - szczenior mojej siostry, to dostaje 4 posiłki, a w trakcie tych dwóch nadprogramowych moje chłopaki mają sesję ciasteczkową (oczywiście najpierw muszą wykonac jakies proste polecenie typu siad, łapa, przestań sie drzeć :P ). Lecą 2-3 małe ciacha psie. Jeśli idzie o wprowadzenie szczeniaka, to u nas był z tym związany spory stres. Po pierwsze szczeniak był totalnie nieplanowany (Zabrany awaryjnie z działek na DT, ale facet mojej siostry pękł i Tyfus został). Po drugie Filip ma 11 lat i absolutnie był dotychczas nietolerancyjny. Samo wprowadzenie odbyło się na dworze, a moje chłopaki tak się cieszyły, że siostra przyszła, że aż zignorowały malucha. Potem po prostu pilnowalismy, żeby Filip go nie przetrącił. Jeśli powstawały (i powstają) sytuacje pełne napięcia, staramy się natychmiast delikatnie skupić Filipa na czymś innym, odsuwamy jego pysk, podkładamu ukochaną zabawkę. Co prawda Tyfus ma taki instynkt samozachowawczy, jak ptaki dodo czy lemingi, bo się non stop Filipowi podkłada, ale duzych strat jak na razie nie było. Młody musi parę razy oberwać, zeby skumać, gdzie jego miejsce. W ten sposób nauczy się też, że czasem nalezy przyhamować, a włażenie na cudzy łeb bywa samobójczą rozrywką. Psy się z czasem dotrą, u mnie ostatnio były 4 na raz i świetnie się bawiły (Filip marudził, jak młodzież po nim biegała, ale starał się dzieciaszki chronić).
  17. Wiesz, właśnie z tego lubienia - nielubienia wywodzą się miłośnicy danych ras. Hodowca haszczaków raczej rzadko decyduje się rónolegle na hodowlę bassetów czy buldożków, bo ma takie, a nie inne preferencje. Hodowca pinczerków czy innych miniaturek zaś stawia własnie na małe wrzaskliwe i ma swój wkład w kształt rasy. Równie dobrze mogę powiedzieć, że całe życie nie mogłam patrzeć na facetów, którzy są brodaci i łysi na raz. I co? Właśnie z takim jednym sobie życie układam, choć całe życie się zapierałam, że mowy nie ma. Dystans i rozsądna ocena danej jednostki robią swoje. Przy okazji - dziś rano miałam fajny widok. Z jednej strony mój Filip(pudlosznaucer chyba) - na smyczy, szarpiący się na widok psa w amoku, a z drugiej bardzo wyluzowana amstaffka luzem, grzecznie wykonująca polecenia właściciela. Taki obrazek dla wszystkich, którzy uważają ttb za morderców :)
  18. A ja się zastanawiałam, skąd tyle bezdomniaków znajduje na przystankach :| Nie zdążył wsiąść, to jego strata. Ludzie są beznadziejni.
  19. Time to say, a co do facetów - puszczałaś swoich udomowionych panów z Fiśką na spacer? I kazałaś im ja karmić, np. zostawiać ją pod ich opieką tak często, jak się da? U mojego chłopofoba podziałało, efekt był taki, że jak Maks się czegoś bał, pakował sie tacie na kolana (40 kg ważył maleńki...). Na początku, jak do nas trafił, dosłownie się na mężczyzn rzucał (podobno zanim go wzięłyśmy, był katowany, np. zamknięty na dobę w garażu, bity i polewany jakims syfem przez mężczyzn właśnie). Poza tym ucz małą pewności siebiem nie lituj się nad nią, jak panikuje, tylko wołaj dość konkretnie, stanowczo. Oczywiście zawsze nagradzaj, ale jak sie boi, pokazuj swoją postawą, że nie ma czego.
  20. Taaaa... Mleka nie daje, jaj nie niesie, to niech na żarcie stróżowaniem na metrowym łańcuchu zarobi... I się kręci szaleństwo :(
  21. To tym lepiej i tym bardziej się cieszę :D
  22. Troszkę dystansu. Temat miał być pół żartem.... Ja nie cierpię pinczerów (tych najmniejszych) bo wielokrotnie spotkałam się z tym, że były nieobliczalne, agresywne, dwa wisiały mi u nogawki (przeciez nie kopnę psa, nie było łatwo się tego breloczka pozbyć), jeden usiłował pogryźć mojego dalmatyńczyka (ale po drodze spotkał mnie i miał problem), a pinczerzyca mojej babci wszystkich usiłowała ugryźć w nos. Dotychczas mnie pies nie ugryzł, chapnął - owszem, nie raz, nie dwa, po własnym psie miałam giga siniaka na udzie, jak miał raz odlot, ze nas pies zje (Chyba chciał mnie ratować, ale wyszło, jak zwykle). Nie znoszę tych psów, ale gdybym jakiegoś w kłopotach znalazła, to pewnie wieczorem by spał w moim łóżku (nie wiem, o co chodzi, ale wszystkie nasze tymczasy pakują się zawsze do mnie, za miękka jestem i ostatnio obudziłam się wepchnięta w ścianę z czterema psami w łózku). To, ze tego typu psów nie lubię, są dla mnie agresywne, nieobliczalne, a do tego zdecydowanie zbyt kruche i boję się, że się połamią, nie znaczy, ze bym je wytłukła. Nie to piękne, co piękne, a co się komu podoba, co kraj to obyczaj i tak dalej. Moja tolerancja nie wyklucza tego, że jednego psa bym chciała mieć, a innego nie, bo mam prawo - jak każdy - do własnych upodobań.
  23. No, tylko to właśnie smutne, że zbieg okoliczności, że musiałaś się w locie uczyć, czy też na przypadek liczyć, żeby mieć faktycznie rasowe psiaki. Pewnie gdybyś wiedziała, jak ta machina działa, w ogóle nie musiała byś mieć kontaktu z przypadkiami... Poza tym gratuluję psiaków :) Miałam zawsze wielkie psy, a jakoś po ostatnim czterokilogramowym tymczasie tęsknię za kurdupelkami... :) Sa takie poręczne :D
  24. Marzy mi się porządna edukacja ludzi na temat psów rasowych, ich kupna, rozpoznania oszustwa... Tak by było fajnie, jakby na przykład Związek Kynologiczny zainwestował w jakiś program edukacyjny, np. wycieczkę po związku czy jakiejś hodowli dla uczniów szkół podstawowych, gimnazjów itd czy COKOLWIEK, co by uświadomiło, że pies rasowy MUSI mieć rodowód, bo bez rodowodu to jest kundel, chocby miał bogowie wiedzą jaki wygląd. Może seria programów edukacyjnych w TV publicznej (wiem, naiwna...) Toto, albo przeciwdziałasz pseudo, albo rozmnażasz swoją suczkę, bo "Twoją rodzinę stać". Miałam suczki w domu i moim największym koszmarem była ewentualność szczeniąt - co z nimi zrobić, a co, gdyby miot liczył 11 piesków, jak im znaleźć domy itd. Dlatego pierwsze kroki po cieczce prowadziły na sterylkę i problem z głowy. Nie rozumiem rozmnażania na zasadzie "bo pieski tak fajnie się na tej kanapie kochają, a szczeniaczki są taaakieee słitaśne". Tylko te słitasne szczeniorki są takie przez kilka miesięcy, a potem nawet 18 lat są psami wymagającymi opieki, pielęgnacji, karmienia, leczenia - ilu ludzi poświęci na to tyle lat zycia? Sa tacy, co się zdecydują, a potem zmienią zdanie i klops. Il;e jest psów rasowych wyciaganych spod igły z morbitalem, ile znajdowanych w lasach, na uilicach? Na moim osiedlu ja znalazłam yorkowatą sunię, a znajomi dwa pieski - yorki. I nikt się po psy nie zgłosił... Jak stoi jesionka? Strona jak widzę działa nadal, reproduktorzy dostępni. Jakaś kontrola TOZ lub wterynarza jest możliwa w takim miejscu? Czy - bo ja wiem - sanepid pod kątem chorób zakaźnych?
  25. Pies rodowód ma?
×
×
  • Create New...