-
Posts
29331 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
31
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Ewa Marta
-
Rozmawiałam chwilkę z Basią. Zostawiają ją w szpitalu na kilka dni. Jest poobijana od poduszki i nie wiadomo, czy coś jeszcze nie wyjdzie w najbliższych dniach. W sumie to cud, że żyje, bo osoba, z która jechała nie zatrzymała się na znaku stop i wbiła się w duży samochód:( Sekundy wcześńiej to ten samochod wbiłby się w bok od strony Basi:( Samochód tej Pani do kasacji, Pani na szczęście nic się nie stało. Wracały ze schroniska, gdzie Pani wybrała psa i o 16 miał do niej jechać. W sumie drugi cud, że nie wzięły go samochodem ze sobą, bo nie przeżyłby tego:( Nagadałam Basi mocno, że musi zadbać o siebie, nie może wsiadać z nieznanymi kierowcami do samochodu i jechać, nie może non stop być w drodze ratując kolejne psy. Ma Pączka, któremu musi poświęcic teraz czas, ma rodzinę i inne psiaki... Mam dostać zdjęcia psiaczka, bo Pani najpewniej nie adoptuje go, bo ma duży problem z samochodem i z załatwianiem spraw powypadkowych. Obiecałam, że postaramy się poszukać mu domu...
-
Boże Drogi, oby to nie było nic poważnego!
-
Dokładnie to chciałam napisać. Jakby to źle nie wyglądało, to jest częsta sytuacja przy pogryzieniach. Szyte rany otwierają się, jest stan zapalny i dochodzi do martwicy. W bardzo dobrej klinice weterynaryjnej, gdzie moja Przyjaciółka ratowała swojego psa tak naprawdę robili to samo. Mimo, że czekali z szyciem 3 dni, żeby nie doszło do zakażenia, po zszyciu zrobiła się przetoka, stan zapalny i trzeba było wyciągać ropę. W tej chwili jamniś ma co drugi dzień czyszczenie rany w lecznicy, a w międzyczasie Anecik przelewa te rany octeniseptem. Psiak dostaje antybiotyk. Tu niewiele więcej można zrobić. Nie ma chyba sensu wozić go dalej, bo jemu potrzebny jest spokój. Dzisiaj jest już w lepszej kondycji, bo nie boli tak bardzo. Trzeba uzbroić się w cierpliwość, cieszyć się, że Anecik zabrała go do siebie i czekać aż się wszystko zagoi i będzie można wyciąć martwą tkankę. To się zdarza, moja Peruszka kilka lat temu byla pogryziona przez dzika i również rany się otworzyły, doszło do zakażenia mimo, że kilka razy dziennie ją opatrywaliśmy i również miała wycinaną martwą tkankę. To brzmi okropnie, ale jest to dosyć częsta sytuacja po dużym pogryzieniu.
-
Ile on musial cierpieć:( najważniejsze, że ma ściągniętą ropę. Pies mojej przyjaciółki po pogryzieniu dzika też miał podobną sytuację. Lekarz po nacięciu i wyciśnieciu ropy kazał wlewać dwa razy dziennie w ten otwór octenisept lub zamiennie płyn ringera( to zwykla kroplówka do kupienia u weta). Chodziło o to, żeby to się nie zamknęło i żeby ropa mogla dalej wyciekać.
-
Jaka dobroć w tych oczach.... Cudowna jest!
-
Dzwoniłam do Pani i szybko doszłyśmy do wniosku, że zbyt wiele jest niewiadomych, żeby narażać maleńka na taką podróż. To ponad 500 kilometrów. Trudno przewidzieć jak Pani pies zareaguje na Kami. Poza tym Pani jest alergikiem i z tego powodu może adoptować tylko (?) pudelka (Kami pudlem nie jest). Kami też mogłaby niezaaceptować psa rezydenta. Definitywnie maleńka nie pojedzie tak daleko.
-
Trudno mi wyobrazić sobie spotkanie zapoznawcze, bo odległość miedzy Kami i Panią to ponad 500 km:) Zadzwonię do Pani po pracy dzisiaj, ale czarno to widzę. Maleńka może znaleźć dom dużo bliżej. Dla niej to też byłaby ciężka wyprawa. Długie godziny w trasie... Kami jest bezpieczna, nie szuka domu na już, tylko domu na zawsze. Nie wyobrażam sobie wysłania jej tak daleko bez wcześniejszego zapoznania z psem. Ona zaczyna być bardzo towarzyska, ale nadal jest płochliwa. Bardzo lgnie do ludzi, może powinna być ukochana jedynaczką, która będzie dla kogoś najważniejsza?
-
Mnie też chodziło o to, żebyśmy znały aktualny stan finansów suni.
-
Wpłaciłam przed chwilą 100 zł dla suni.
-
Ja deklaruję 100 zł na weta. W zależności od sytuacji, od tego, gdzie sunia będzie będę myśleć co dalej.