No kobiety!!
Jade sobie samochodem, a tu patrzę idzie jakby Ryjec chodnikiem :crazyeye: :crazyeye: Wprawdzie pies nie wygląda na porzuconego, ale zatrzymuję się od razu, wyskakuję z samochodu i wołam "Ryjcu". I pies do mnie leci :-( Im był bliżej, tym miałam większe wątpliwości, ale po zbadaniu jajków... uffff to jednak nie Ryjec, pies miał dzwonki na miejscu. I sobie myślę albo tam się dodzwonię, albo tam jadę już teraz...
No i udało się. Wieści są naprawdę optymistyczne, mam nawet mms'a. Chyba można odetchnąć, tfu, tfu, tfu!