Jump to content
Dogomania

zmierzchnica

Members
  • Posts

    5174
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by zmierzchnica

  1. Cudny! :) Biedny dzieciak, pewnie komuś przeszkadzał i został wyrzucony :shake: Super, że trafił na was :)
  2. Nie mam, może ktoś z Twoich znajomych z Opola ma? Albo fundacja "Fioletowy pies"? A nie można by go zaszczepić? Moje mają aktualne szczepienia tylko na wściekliznę. Wpuszczą je do ZK?
  3. [B]moni12[/B] doskonale przypasowała się do tego wątku :evil_lol:
  4. [quote name='NatiiMar']Nikt jeszcze nie dzwonił. Do kogo kontakt podałaś? Łapek to świetny pies. Idealny dla ludzi pracujących - zostaje sam, nie załatwia się w domu. Idealny dla dzieci - cierpliwy i łagodny, garnie się do dzieci. Idealny do domu z innymi zwierzętami - psy i koty bardzo lubi. Ideany do miasta - nie boi się ruchu ulicznego i tłumu ludzi. Dlaczego więc nikt go nie chce? BO NIE MA ŁAPY...:( przykre...[/QUOTE] Do kotylandii, bo u niej był pies. Ale chyba by napisała jakby ktoś dzwonił. Ech, nie wiem, może trzeba by go wziąć do Opola, założyć chustkę "szukam domu" i się przejść z nim po mieście?
  5. Zuza zamknęła się od środka w domu :diabloti: Ale wszystko ok, tylko zalała podłogę ;) Możesz zmienić nazwę wątku na "JUŻ W DOMU" ;)
  6. No to super :) Z ogłoszeń nikt się nie zgłasza?
  7. Przepiękny! To dopiero metamorfoza, cudnie, że Rino na was trafił :) A wiadomo coś o jego życiu zanim trafił do schroniska?
  8. [quote name='evel']Zmierzchnica, w sumie masz rację. I to nie jest tak, że ja już Zu nie kocham, bo jest głupia :evil_lol: tylko wczoraj, w danej chwili, myślałam, że jej łeb ukręcę, a mój ładunek emocjonalny wtedy był tak silny, że po pierwsze nie zauważyłam, jak sobie ułamałam paznokcia do zera, pyrgając rowerem w łan kukurydzy :lol:, a po drugie jak już dobiegłam do psa i go złapałam za szelki to spojrzał na mnie i sam się wyglebował. To jest trzecia taka akcja, odkąd ona jest u mnie. Jak tak dalej pójdzie to wprowadzimy środki przymusu pośredniego ;) I tak sobie myślę, że jak mi się stadko powiększy to pewnie z większą ostrożnością zacznę używać słów "nigdy" i "zawsze" ;) A co z Herciatą? :glaszcze:[/QUOTE] Jasne, wiem, że kochasz i że głupie wybryki na uczucia nie mają wpływu, ale na emocje ;) Mnie nieraz szlag trafia i mam ochotę psy zamknąć do piwnicy o chlebie i wodzie :diabloti: (zwykle Frotka :siara:). Pamiętam, jak mi Fro kiedyś zwiał za sarną, która wyskoczyła w miejscu praktycznie niemożliwym dla takiego zwierzęcia do ukrycia się. No ale jakoś się ukryła i potem wyleciała, a Fro za nią - przez teren jakiejś opuszczonej firmy, głęboki wąwóz,drogę, pole, las... Czekałam na niego, darłam się - nic. Zaczęłam biec za nim, otarłam sobie nogi jeżynami, mało nogi nie skręciłam na kamienistej ścieżce... A ten se wrócił zadowolony. To był pierwszy taki jego wybryk, nie było go długo. Trzęsłam się jak galareta, nie zauważyłam nawet, że przebiegłam z półtora kilometra za nim :cool3: Dostał taką wiązankę piękną, że do dziś się dziwię, że w tym stresie dobierałam słowa wręcz poetycko :evil_lol: Teraz takie rzeczy jakoś mi się nie zdarzają, jestem bardziej uważna i wiem, gdzie mogę go spuścić. Ale emocje były silne, miałam ochotę psa z domu wyrzucić na zbity pyszczek. Zresztą, on był kiedyś bardzo do psów agresywny, więc nieraz miałam o nim okrutne myśli :diabloti: Ale tak jak piszesz, im więcej psów, tym więcej pokory i zrozumienia (także dla innych właścicieli) ;) Ja już nie pieklę się, jak jakiś labradorek się napatoczy i Fro go pogoni zębami, jakiś namolny szczyl podbiegnie i dostanie zębami od Chibi. Bardziej ufam swoim psom i mniej mnie to rusza. Zdarza się, że przez jednego czy drugiego kretyna muszę odkręcać znowu "nienawiść do X typu psów" (aktualnie do yorków), ale jakoś nie chce mi się pluć i denerwować ani na moje psy ani na debili, którzy nie wiedzą co to smycz. Staram się robić swoje, a takie akcje (nawet jeśli to moje psy są tu prowokatorami) po prostu uznawać za wpadki. Odkąd podchodzę do tego luźniej, mam też mniej spiny - a to naprawdę daje wielki sukces wychowawczy. Jeśli zdarzy się, że mi pies do drugiego podbiegnie (chyba dwa tygodnie temu coś takiego Fro odwalił) to się nie pieklę i nie denerwuję, co pozwala mi bardziej panować nad głosem, nie wrzasnąć, tylko zawołać niższym głosem - i pies prędzej przyjdzie. Jak się wścieknę to niekoniecznie, bo po co podłazić do ujadającej pańci :evil_lol: Zwróć uwagę raczej nie na pojedyncze takie akcje, ale na ich nasilenie, zwiększenie częstotliwości. To, że raz wykorzystała szansę, żeby podbiec do Wroga, to nic - udało się, miała bojowy nastrój, no zdarzyło się. Ale jeżeli zacznie takie próby coraz częściej robić, spinać się jeszcze bardziej na widok takiego psa itd to faktycznie jest niepokojące. Fro (a któż by inny) ma takie właśnie nasilenia - nie ucieka w ogóle, 100% odwoływalny. Raz mu się zdarzy zwiać - tak se, dla siebie, szukać szczęścia w polu, bo pańcia nudna. I wtedy zaczynają się takie akcje non stop. Wtedy ma bana na bieganie luzem przez dwa tygodnie do miesiąca i znowu jest normalnie... No ale on w ogóle pokręcony jest. Hera coś musiała wsunąć na spacerze, bo z jelitami coś nie tak... Byliśmy dziś u weta (6 godzin :mdleje:), miała badania krwi i biochemię, dostała kroplówkę, antybiotyk, leki przeciwskurczowe i na biegunkę... No i zobaczymy. Wyglądało to tak, jakby dysk jej wypadł - zarzucała tyłem, nie umiała chodzić na tylne łapki, kulała i panicznie piszczała (a ona nigdy nie piszczy, nie jest panikarą). Ale badania nic nie potwierdziły. Chodzić normalnie zaczęła dopiero jak się załatwiła. Prawdopodobnie zatrucie, potworny ból brzucha, biegunka. Jest już lepiej. Ani ja ani ona nie spałyśmy w nocy, patrzyła tylko na mnie lub na mamę błagalnie :roll: Potem trochę spała, a rano do weta... Prawdopodobnie nic poważnego, ale na razie wolę nie zapeszać. Unbelievable - ja też Frotka nienawidziłam strasznie za te jego odwalanie do psów, robił cyrk straszny. Ale wypracowaliśmy to i jest teraz (w miarę skromnych możliwości durnego kudłacza) naprawdę świetnym i wychowanym psem i dlatego mam do niego ogromny sentyment ;) Ogrom pracy, czasu, szkolenia, nerwów... Trudno go nie kochać właśnie za to, że na naszą relację musieliśmy oboje dłuugo i ciężko pracować. Też tak masz? :) Miałam teraz na DT sunię przyjazną do każdego i jakoś nie przywiązałam się do niej zupełnie. Słodka, ok, ale jakoś.. To nie to. Za prosto poszło :evil_lol:
  9. [QUOTE=makot'a;19739207]Hehe, dla mnie 3 psy to dosyć niewygodna liczba... taka nieparzysta :diabloti: I każdy kolejny pies to masa radości, fajnie mieć takie stadko... ale kiedyś chciałabym chwilkę odpocząć i mieć tylko dwa - jeden to zdecydowanie za mało. Jak się ma jednego psa, to łatwo można popaść w taką chorobliwą miłość, a jak potem taki pies odejdzie to strasznie trudno sie pozbierać. Jak jest ich więcej to na pewno jest łatwiej - i tak wszystkie kocha się tak samo mocno, ale jednak nie ma już możliwości zrobienia z każdego psa "tego jedynego", więc i żyje się moim zdaniem łatwiej, gdyby któryś odszedł. Dlatego ja już nigdy na pewno nie dopuszczę do sytuacji, żeby mieć "jedynaka".[/QUOTE] Na pewno masz rację.. Ale teraz mi coś z Herą mocno nie halo, nie umie na tylne łapy chodzić, płacze przy próbach (to normalnie jej się nie zdarza, piszczy bardzo, ale to bardzo rzadko). Fakt, kocham wszystkie psy tak samo, ale Hera to moja "jedynaczka", nie umiem już spać, siedzę na dogo i czuję, że zaraz pęknę z tej niepewności :( Może dlatego, że jest silna, spokojna i nigdy nie panikuje. A teraz obolała i bezbronna - a ja nawet nie wiem jak jej ulżyć o tej pieprzonej 1 w nocy. evel - ja mam zasadę, że się takimi rzeczami nie przejmuję :) Kiedyś bardzo przeżywałam każdą wpadkę wychowawczą - że pies podbiegł, że obszczekał, że warknął. Nauczyło mnie tego dogo, które nie zostawia suchej nitki na psie, który choćby podbiegł i szczeknął :cool3: Dopiero przy większej ilości psów nabywam... pokory. Dogomaniacy lubią rozprawiać, jak to ich pies jest w 100% odwoływalny, wychowany i posłuszny. Albo jak to zawsze i wszędzie chodzi tylko na lince, bo mu się zdarza uciec czy krzywo spojrzeć. Ale nie dawałabym wiary takim stwierdzeniom, bo łatwo się zapomina o drobnych wpadkach, które dla kogoś mogły być sporym kłopotem. Poza tym, kurka wodna, nie traktujmy psa jak tępej istoty, która musi koniecznie robić to, co my chcemy. Złe zachowanie, każdy taki wybryk - to oczywiście coś bardzo niefajnego. Ale to część zachowania naszego psa, część jego osobowości, rzecz do wypracowania i do wyuczenia - a nie "akt przeciwko nam". RACJONALNIE wiemy, że pies to robi dlatego, że jest psem, a nie złośliwie. Ale prawda jest taka, że ma się ten żal do psa - tyle z Tobą pracuję, spaceruję, ćwiczę, a Ty mi tutaj takie coś! Ale nie warto się tym zadręczać, zdarza się, ważne, że szybko zareagowałaś i będziecie pracować nadal. Przecież nic się nie stało. Nie wiem, czy dobrze się wypowiadam :) Nie uważam wybryków psów, szczególnie takich, które sprawiły komuś kłopot(!) za normalne czy prawidłowe. Należy korygować zachowania, należy pracować i wychowywać zwierzaki, bo żyją w społeczeństwie i muszą się dostosować. Tylko trzeba dać margines błędu i sobie i zwierzęciu. Uznać, że zdarza się, że pies popełni głupstwo, że człowiek jako właściciel źle oceni sytuację. I zamiast bić głową o mur, chodzić na klęczkach wokół rynku i prosić o wybaczenie i denerwować się na psa, uznać - no cóż, to też jest element wychowawczy. I nie przejmować się, ale być ostrożniejszym na przyszłość. Mówię Ci to jako przyszłej właścicielce dwóch psów, które będą Ci przysparzać takich kłopotów - jedna Zu coś głupiego zrobi raz na dwa tygodnie, ale przy dwóch psach może Ci się wydawać, że one non stop robią wszystko źle i są niewychowane. Trzeba mieć na to poprawkę, starać się je wychować i szkolić, ale nie spinać się aż tak. Wtedy jest łatwiej :) Jak moje psy coś odwalą, a zdarza się to któremuś zwykle tak raz na tydzień (nie KAŻDY raz na tydzień, ale ogólnie, JEDEN z czwórki coś raz na tydzień odwali) i krew mnie zalewa, wściekam się i irytuję, to mama mnie studzi, że ma za dużo problemów na głowie, żeby się taką pierdołą przejmować. I jest w tym jakaś mądrość. Denerwowanie się nic nie zmienia, trzeba pozwolić psu być psem, przecież wiadomo, że specjalnie problemów innym nie stwarzasz..
  10. Nie wiem czy to dobry dział. Nie wiem co robić, trochę panikuję. Moja suka, 2 letnia średniej wielkości, miała po południu i wieczorem biegunkę. Poza tym nic. Uznałam, że mógł jej kurczak zaszkodzić, szczególnie, że apetyt miała jak zawsze. Bawiła się też z innymi psami. Późnym wieczorem chciała pójść do mnie do pokoju i szła po schodach sztywno, jakby była obolała. Zauważyłam to, ale uznałam, że cóż - może zaspana. Potem jednak zeszłam na dół, a suczka na górze piszczała strasznie. Teraz stawia tylne łapy na ziemi i od razu się rozjeżdża, wyraźnie ją boli, kładzie się. Nie wiem, czy wiązać to z biegunką, czy to ból łap czy brzucha. Macałam brzuch (miękki), łapy i kręgosłup (nie piszczy przy dotyku i nacisku). Ale nadal nie umie wstać, od razu się rozjeżdża, widzę, że to postępuje. Kołacze mi się w głowie wypadnięcie dysku, naderwanie czegoś w łapie albo właśnie ostra bolesność brzucha.. Jest 1 w nocy, a jutro niedziela. Nie wiem co robić zupełnie, jeśli jutro będzie źle to pojedziemy do kliniki całodobowej. Pewnie Wasze odpowiedzi przeczytam dopiero rano, ale może macie jakieś pomysły? Jak jej ulżyć? Boję się o nią strasznie. Nie zasnę dziś chyba
  11. Fajnie, że Zu taka ciekawska jest, łatwo ją pewnie nakręcić na różne rzeczy ;) Moje suki (w sensie Lu i Chibi) nowe zabawki, rzeczy traktują z ogromną rezerwą, wręcz niepokojem. Chyba to moje błędy w wychowaniu :roll: Fro każdą nową rzecz chce rozwalić. A Hera różnie, ale jest najbardziej kumata, ostatnio mi szafki ładnie nauczyła się otwierać :loveu: Fajnie mieć dwa psy! :) Ostatnio mi TZ tłukł do głowy, że dwa to absolutne maksimum i on się nie zgodzi nawet na pół psa więcej. Ja tam uważam, że dwa to absolutne minimum :diabloti:
  12. [quote name='omry']I tu się bardzo mylisz. Ludzie ich nie lubią i uważają za szkodniki, ale akurat inteligencji nie można im odmówić :) Jak na ptaka, oczywiście :evil_lol: Ja to jak znajdę kiedyś rannego czy młodego gołębia, to go sobie wezmę do domu, o. Jak stanie na nogi to sobie poleci dalej, jak będzie chciał. Znam dziewczynę, która właśnie takiego młodego wzięła do domu i już nie chciał wracać na wolność, żył u niej do końca swoich dni. Dogadywał się z jej psem, miał swoją klatkę, przylatywał na wołanie i bardzo lubił być głaskany :)[/QUOTE] Zgodzę się, są bardzo mądre :) Jakiś czas temu szłam sobie pod drzewem i widzę, że gołąb na gniazdku siedzi. Fascynują mnie ich gniazda, bo są tak totalnie niedbale zrobione, że nie wiem, jakim cudem one są w stanie się rozmnażać :diabloti: Więc patrzę na tą marną kupkę gałęzi.. A gołąb zaczął gruchać, i hop na inną gałązkę. Potem znowu na inną i grucha. Wyraźnie się zaniepokoił, że gapię mu się na gniazdo :) Oczywiście, to instynkt samozachowawczy, ale świadczy o dość rozwiniętym mózgu - musiał zorientować się, że go widzę, patrzę na niego, stanowię zagrożenie, więc trzeba odwrócić moją uwagę. Nie robi tak z każdym człowiekiem, musiał wiedzieć, że konkretnie "wgapianie się = zagrożenie". Zgadzam się, ze obfajdane chodniki są paskudne i chmary gołębi są irytujące. Ale stwierdzanie, że są durne czy głupie brzmi jak oświadczenie 5-latka. Potrafiły się do nas dostosować, żyją wśród nas, mają system złożonych zachowań i odniosły sukces ewolucyjny (w końcu jest ich pełno). Trudno nazwać to głupotą. Nie są psami czy ludźmi i mają inne zachowania, ale to nie znaczy, że są durne...
  13. To naprawdę dziwne, że aż tyle czasu czeka na dom :(
  14. Nie ma sprawy! Dziękujemy bardzo za wsparcie, pomoc i obecność na wątkach :) Dziś będę miała Zuzię, jutro pojedzie do nowego domu :) Muszę poszukać ładnych zdjęć Tosi z wątku Łatka, jej też się przyda komplet ogłoszeń, ale też trochę ich porobię, muszę ładny tekst sklecić :)
  15. Na razie nic. Z ogłoszeń nikt się nie zgłasza. Ostatnio moja mama była u psów, żeby zobaczyć, czy rana się goi u Tosi (zagoiła się). Biedny Łaciu wlazł jej na kolana i wtulił się w jej szyję :( Płakać się chce. Ale nie damy rady ciągle się nimi zajmować.. Zasmakowały wolności i już im nie odpowiada życie tam, Tosia zaczęła kopać dziury, czego nigdy nie robiła. Szukamy im domu, pytamy gdzie się da, ale na razie widzę to czarno. Tosia miała na 90% dom w pobliskiej wsi (ale w domu, u starszej pani). Wszystko było załatwione, ale nagle odezwała się córka pani z Niemiec, że mamy kategorycznie nie dawać pani psa, bo ona jest starsza i sobie nie da rady. Pani niedawno straciła psa i bardzo chciała zwierzaka, no ale ugięła się pod presją córki. A też nie chcemy dać psa i potem go odbierać przez konflikty w rodzinie. Więc na razie to wygląda źle. Szukamy też psiakom bud, bo mieszkają w starych pralkach...
  16. Ja niestety w roku akademickim odpadam z przetrzymywaniem jakichkolwiek psów nawet na chwilę. Także trzeba uwzględnić, gdzie pies mógłby się podziać w te dni..
  17. Rozumiem, że zero telefonów? Może jakby go wziąć w miasto w tłoczny dzień, z bandanką "Szukam domu", opowiadać o jego historii? Jest taki zalew ogłoszeń o psach po przejściach, że ciężko się wybić z jedną bidą. A jak ktoś zobaczy na żywo to jest zupełnie inaczej. Szkoda go do schronu strasznie, może zgłoś się do różnych fundacji z prośbą o DT?
  18. No nie miałoby to sensu, ogłoszenia już wiszą :) Dajcie znać, czy ktoś się odzywa.
  19. Łapek ma ogłoszenia wszędzie, gdzie podała pietrucha204 :p Oprócz naszemiasto, bo nie działa, i małopolska - bo pewnie i tak nie byłoby transportu. Oby coś dały!:p
  20. Jakbym czytała książkę "Filozof i wilk" o Breninie, po tym jak go Rowlands wziął do siebie ;) Widziały gały co brały :evil_lol: Przed wami mnóstwo pracy, chyba więcej niż z normalnym szczeniakiem. Ale myślę, że warto :) Macie powiew dzikości, życzę duuużo cierpliwości i siły! :p
  21. [quote name='banitka']ooo albo psa wyglądającego na groźnego ;) ale do psów ze schroniska nie mam zaufania po tym jak koleżanka przygarnęła ze schroniska psa "rodzinnego,spokojnego i łagodnego" szybko się przekonała że tak nie jest i jej dziecko zostało ugryzione więc mam zły obraz schroniskowego psa w głowie...dlatego wolę sama wychować psa,psa już miałam rasy akita inu[/QUOTE] Może pomyśl nad psem z domu tymczasowego? Taki pies jest trzymany w rodzinie, z dziećmi i innymi psami czy kotami i jest sprawdzony. Tutaj na dogo jest pełno psów na DT, które np. żyją już ok 3-4 miesiące w danym domu i się zachowują super, więc wiadomo, że są łagodne czy miłe. Nie ma czegoś takiego jak "pies schroniskowy", to tak jakby mówić, że są "ludzie blokowi", "ludzie domkowi", "ludzie szkolni"... Każdy pies jest inny, ma inne predyspozycje i doświadczenia. Często psy ze schronisk mają problemy z zachowaniem w wyniku traumy - to fakt. Ale to nie znaczy, że wszystkie są takie same. Dlatego polecam domy tymczasowe, rozejrzyj się po psach do adopcji na dogo. Bo tak szczerze psy do 30 kg to zwykle średniaki, a rasy średnie są bardziej aktywne i wymagające. Sznaucer olbrzym, o wiele większy, raczej będzie się nadawał - ale średniaki są już postrzelone. Mi akurat ciężko wymyślić rasę, która odstrasza wyglądem, nie jest wymagająca w szkoleniu i w dodatku będzie raczej spokojna i miła dla dzieci. Ale może ktoś na coś wpadnie? :)
  22. [quote name='Poker']Ponawiam pytanie !![/QUOTE] Możecie odpowiedzieć? Dla ludzi to ważne..
  23. tablica, gumtree i alegratka się powtórzą. Wykorzystam te linki i jeszcze kilka ogłoszeń Łapkowi strzelę.
  24. Na razie Łapek jest na tablicy, gumtree i alegratce :)
  25. Brawo, walczyliście dzielnie ze zwariowanym psem! ;) Zuzka niejedno ma za uszami... Pisałam Ci, w razie czego ją na te dwa dni wezmę, przeżyjemy to :) Jeśli znajdzie się ktoś inny to super, ale jeśli nie to możesz nasz uwzględniać :) Mam nadzieję, że mała sobie w nowym domku poradzi.
×
×
  • Create New...