Jump to content
Dogomania

Poker

Members
  • Posts

    84853
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    153

Everything posted by Poker

  1. Ojej , fatalna wiadomość. Jedna z milszych istotek na dogo. Wyobrażam sobie co przeżywacie. Ile przeżyła latek ?
  2. Nie , tylko w razie gdybym zauważyła ,że ma bóle. Nic takiego się nie dzieje. Doktor uważał , że jak nie dostanie przeciw bólowych , to będzie chronić łapkę.
  3. Sunia ( bo tak ma na imię ) , sunia córki , która jest u nas od 7 miesięcy. prawie 2 x cięższa od Tyci.
  4. Nie ma ograniczeń. 3 razy pytałam doktora. Nie biegała tez non stop. Więcej leżała na trawce i się opalała.
  5. W końcu sama weszła do domu. Kilka razy robiła podchody , aż weszła na tyle głęboko , że wnuk zamknął drzwi na taras. Sporo popiła z czego bardzo się cieszyłam , bo na tarasie nie piła. Zjadła ciut , ale tym się nie martwię, bo może później zje mi z ręki. Dziś oczki na zdjęciach ma raz przestraszone , raz spokojne albo senne od słońca. Na kotkę w ogóle nie reaguje , nawet dziś ładnie się ponoskały. Obserwuje Sunię i czasem ją naśladuje tzn. biegała za nią na ogródku,.
  6. W końcu mogę napisać, bo dopiero mogłam wejść do kompa na górę, a wszystko przez Tyćkę. Tyćka wieczorem biegała po pokoju jakby nigdy nic. Ok 1 w nocy nakarmiłam ja z ręki za każdym razem mówiąc dobrze , tak jak radzi Sowa. Jadła ładnie , nawet wylizała mi rękę. Noc przespaliśmy spokojnie. Rano zauważyłam , że mała zajrzała do holu , ale szybko się wycofała mnie widząc. Zalała woda posłanko , więc zmieniłam na suche , na które za chwilę nalał Dolar , więc poszło do prania. Położyłam trzecie spanko , a wnuk zrobił zaporę , żeby Dolar nie miał dostępu. Jeść nie chciała , za to w salonie były 2 prezenty. Otworzyłam drzwi na taras i mała od razu pomknęła . Początkowo uciekała na nasz widok , ale potem gdy pracowaliśmy z wnukiem na ogródku, spokojnie leżała i nas obserwowała. Chciałam ją ciut przegłodzić , żeby skusić jedzeniem do powrotu do domu, ale mąż mi wyciął numer i oswajał ją kiełbaską , a potem wnuk. Początkowo nie chciała brać z ręki , ale potem ośmieliła się i nawet polizała ich po palcach. Ja z kolei sprzątałam obok niej liście coraz bliżej niej , aż zaczęłam ja głaskać. Najpierw po boczku , potem za uszkami , aż w końcu pod bródką. Może nie była zachwycona , ale też nie panikowała. Tycia od godziny 11 jest cały czas na ogródku i uziemiła mnie przez to na dole. Zrobiłam obiad, zjedliśmy go , a ona nadal nie ma zamiaru wracać. Wygrzewa się na słonku. Ciekawe co zrobi jak się ściemni. nie chcemy jej zaganiać w kozi róg i łapać. Sunia nie boi się odkurzania , miotły , ani mopa.
  7. Tak, pani Babcia jest konkretna. Ja bardzo dużo mówiłam na wizycie co i jak. Ale więcej informacji będzie tylko z korzyścią dla piesa.
  8. Tycia już nie ucieka w.poplochu przed nami. Najwyżej lekko się cofa. Zjadła z ręki męża kiełbaskę i nawet polizala palce. Teraz wnuk usiadł blisko niej i też nie uciekła.
  9. Tyćka wyszła sobie na ogródek i teraz leży na trawce pod krzakiem. Nie wiem jak ją zagonimy do odmu. Jest mała szansa , że sama wejdzie , bo już weszła na próg , ale się cofnęła. Ona jest wielkim strachulcem. Na widok spokojnego , 10. letniego wnuka skupciała się i zsiusiała. Skąd się bierze w niej tyle koo to naprawdę nie wiem,.
  10. Oj tak , ja też bym chciała przytulić , ale na razie nie jest mi to dane. I tak dobrze , że mogę posmyrać ją pod bródką i po boczku. Ale jest bardzo nieufna, trudno się dziwić. Tyle przykrych zdarzeń w tak krótkim czasie. Kupiłam szelki na próbę. Mieli albo na chomika albo dla średniaków i ani jednej pary guardów. Kupiłam też karmę Ontario jagnięcinę z ryżem .
  11. Wysyłam fanty z obszarów PP i nie ma problemu. Wysłałam paki kurierem i też ok. Korzystałam z platformy Send it. Wybiera najtańszą ofertę.
  12. Już mam małą w aucie. Gwoździe założone. Reszta potem. Jesteśmy w domu. Tycia ma założone gwoździe i syntetyczny , lekki gips. Operacja była technicznie trudno , bo kosteczki małe i niestety uszkodzone powierzchnie , które muszą się stykać , żeby się zrosły. Doktor zrobił co mógł. Czas pokaże jak będzie łapka wyglądała i w jakim stopniu będzie sprawna . Doktor bardzo żałował , że nie była operowana od razu po znalezieniu. Ma nadzieję ,że dzięki młodemu wiekowi suni kości się zrosną. W czwartek lub piątek mam się umawiać do kontroli. Tycia może się poruszać. Przeciw bólowe tylko gdybym widziała , że bardzo ją boli. Jeszcze w domu przy wkładaniu jej do kontenerka strzeliła koo i siurnęła z czego się cieszyłam. Co prawda po nocy znalazłam jej koo na podłodze i zasiusiane legowisko naszych psów, więc nie było źle. Niestety po powrocie do domu ucieka przed nami. Daliśmy jej spokój i przemieściła się na swoje legowisko. Zaraz pojadę kupić szelki dla niej , bo nawet najmniejsze jakie mam w domu są na nią za duże. Wklejam opis operacji i potwierdzenie kosztu . Nie dopilnowałam doktora i wpisał potwierdzenie niezręcznie dla mnie. Mam nadzieję , że mi uwierzycie , że zapłaciłam na razie ze swoich.
  13. Malutka już usnęła. Mam ją odebrać ok.11.30. Przy wkladaniu do kontenera strzeliła koo i się polala, ale daliśmy radę. W drodze była spokojna. Trzymajcie bardzo mocno kciuki za powodzenie operacji, bo sytuacja jest poważna.
  14. Freya się uśmiecha. Może rezydent jest zmęczony . Ile on ma lat ?
  15. Freya się uśmiecha. Może rezydent jest zmęczony . Ile on ma lat ?
  16. Bardzo mocno trzymam kciuki za Żuczka. Oby w końcu to był TEN dom. Brzmi bardzo obiecująco.
  17. Otworzyłam drzwi na taras i wszystkie moje futrzaki w liczbie 4 wyszły , tzn. Dolara wyprowadzam. Tycia patrzyła z zainteresowaniem , robiła podchody do drzwi , aż w końcu wyszła do połowy tarasu. Ja udawałam, że jej nie widzę. Wąchała ślady po siuśkach Dolarka. Miałam nadzieję , że zachęci ją to do załatwienia się , ale nic z tego. Wróciła na swoje miejsce koło kanap. Położyłam więc jej tam legowisko i niedługo weszła ne nie i spała nawet na boczku. szafirka przywiozła ręcznik z zapachem Tyci. Próbowałam ja obłaskawić i nawet 2 razy wzięła kurczaka z mojej ręki i udało mi się ją smyrnąć po łapce i pod bródką. Niestety potem się wycofała , więc dałam jej spokój. Cieszę się , że ładnie zjadał, słyszałam jak piła. Naszykowałam kontenerek dla kotów, podkłady i ręcznik na jutro. Martwię się trochę jak ją jutro wpakujemy do kontenerka. Za mało czasu , by ją zachęcić smaczkami do wchodzenia. Musimy dać radę. szafirka mówiła , że ze strachu potrafi dziabnąć. Mąż chyba nałoży hutnicze rękawice i najdelikatniej jak się da wsadzi ją do kontenerka. U weta jakoś trzeba będzie ja wyjąć. Serce mi ściska , że ona kolejny raz przeżyje stres. Ale co zrobić. Trzeba jej pomóc. Tu jeszcze na pierwotnym miejscu A tu na miejscu które sobie wybrała
×
×
  • Create New...