-
Posts
11174 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
4
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Martens
-
[quote name='Buster']Myślałam o zakupie obroży uzdowej - jaką macie opinię? Dla mnie to przerażający widok a i skuteczność podobno różna :roll: [/QUOTE] Spróbuj po prostu. Dla bezpieczeństwa zapnij smycz jednocześnie do zwykłej obroży. U mnie pomogło przy dość wiekowym już psie, który niby umial chodzić przy nodze na polecenie, ale wiecznie był problem z bardziej swobodnym chodzeniem na smyczy - wtedy co i rusz "niechcący" mu się pociągało :roll: Pierwszy spacer obraza wielka i dyskomfort psa, potem ogromna poprawa ktora pozostala nawet po zaprzestaniu używania kantarka. Blizn na psychice nie stwierdziłam ;) btw na widok kantarka pies się cieszył - w przeciwieństwie do kagańca, więc chyba nie jest to aż takie straszne, przynajmniej nie dla każdego psa.
-
[quote name='Niebieska713']Ja tez mam podobne zdanie i jestem przeciwniczka zostawiania psow przed sklepami. REAL w Gdyni zdaje sie wprowadzil zakaz uwiazywania psow przed sklepem. Chyba jako jedyny lub jeden z pierwszych...[/QUOTE] U mnie od paru lat jest taki zakaz przed Biedronką - dał tyle, że teraz psy są uwiązywane do bramy za rogiem :mdleje: A ostatnio na nk babka z mojego miasta wstawiła fotkę pekińczyka z podpisem, że go szuka, bo zginął jej spod Lidla... Nie wiem, czy płakać nad psem, czy śmiać się z głupoty baby. Cóż, jest jakaś nadzieja że trafi do kogoś mądrzejszego.
-
No i to jest problem - stawy rodziców A nie gwarantują zdrowia szczeniąt, bo dysplazja prawdopodobnie dziedziczy się poligenicznie; do tego wpływać może na nią mnóstwo czynników zewnętrznych; no i jak piszesz, jeden lekarz potrafi zobaczyć na rtg dysplazję, inny ocenić je jako 100% zdrowe, a i czasem na dwóch zdjęciach wychodzi w ogóle co innego... Mnie tylko przeraża i dziwi, że zapada na nią coraz więcej psów, że dotyka coraz więcej ras, w tym "moje" staffiki, które wydawały się być wolne od tego schorzenia... Skąd to się u licha bierze w rasach u których w populacji do tej pory nie było do tego predyspozcyji? :(
-
Bardzo fajne, życiowe przepisy. Szczegolnie podoba mi się zapis o zakazie pozostawiania psa z osobą nie umiejącą nad nim zapanować czy nieletnią (choć tu powinno być to doprecyzowane, bo wychodzi na to, że 17-latka nie może wyjść na psacer z pekińczykiem ;))... Bo niestety w większości miast jest tylko suchy zapis o smyczy albo smyczy i kagańcu, z czego wynika, że rottweilera może prowadzic 10-letnie dziecko czy schorowana staruszka...
-
To szczegół techniczny, dla psa bez znaczenia :p I naprawdę radziłabym się skupić na zajęciu psa i popracowaniu nad posłuszeństwem, niż stosowaniu jakichś dziwnych przepisów na "alfowanie" ;) bo czasami więcej z nich szkody i pożytku.
-
W sumie podchodzi pod to trochę moja wczorajsza przygoda - wychodzę z suczem z klatki, widzę kawałek dalej pana z panią i ciągnącego się za nimi czarnego pekińczyka. Poszłam w drugą stronę, bo psa nie znałam. Piesek pobiegł za nami po czym wsadził mojej suce głowę w krok, kiedy sikała. Zachwycona nie była, oburczała go solidnie, ja popatrzyłam na domniemanego pana - stal tam gdzie go widziałam wcześniej, na moje natarczywe spojrzenie zareagował odwróceniem głowy. Idę dalej, pies za nami, facet zero reakcji. Pomyślałam, że może to nie jego zwierzak? Poszłam w trasę spacerową za osiedle, mini-amant za nami, i o dziwo odkryłam, że kilkanaście metrów za nim ciągnie się ów facet. Nadal nie byłam pewna czy to jego pies, nie wołał go, ani nic, tylko szedł zajęty swoimi sprawami. W końcu nas minął, wyciągnął komórkę i pogrążył się w rozmowie idąc kilka metrów przed nami. Pies poszedł do niego, a ten go pogłaskał i idą dalej. Postanowiłam zawrócić, bo w sumie spacer miał być tylko fizjologiczny przed moim wyjściem, a z podjaranym pieskiem motającym się dookoła Baryłowi nie w głowie pewne czynności :lol: Zawróciłam, piesek, oczywiście nadal bez smyczy, poszedł za nami :evil_lol: A facet co? Też zawrócił i za nami podreptał rzucając mi zniesmaczone spojrzenie i mamrocząc coś, jakby wkurzało go, że tak się motam i on też za swoim psem musi... No witki mi opadły. Przez cały czas nawet psa nie zawołał, smyczy też nie miał, tylko tak plątał się za nami jak cień, przypatrując się, jak moja sucz zamiast załatwić się przed zostaniem na dłużej w domu, nakręca się na pieska. Ciekawe co by było, gdyby piesek był kamikadze i poleciał z jazgotem albo w ogole ją zaczepial i skończyłoby się przykro. Pewnie nagle by się okazało, że piesek jest jego, on go och ach pilnuje, a mój potwór chciał mu krzywdę zrobić... :roll: Moje najgorsze wspomnienie to chyba paniusia z labkiem, która rzucał nią jak worem kartofli ciągnąc najpierw do mojego tymczasa, a później do Baryły. Kiedy przywlókł ją do psiaka, który swoją drogą się wystraszył, był raptem kilka dni wcześniej zgarnięty z ulicy, zwróciłam pani uwagę, że nie powinna wychodzić z psem sama na spacer, jeśli nie umie nad nim zapanować. Oburzenie bylo ogromne, i usłyszałam coś o mądrzeniu się :roll: Ok. pół godziny później idę z Baryłem, pańcia z labem wraca ze sklepu. Przeszłam na drugą stronę ulicy, żeby nie było cyrku - a ku mojemu zdumieniu pies przewlókł ją jak chorągiewkę przez ulicę i patataj na Baryła. Barył z zębami, zrobiło się nieprzyjemnie, ja zabiłam babsko wzrokiem, bo po poprzednim spotkaniu chyba nie miałam już nic do dodania, a ona, śmiertelnie obrażona, z marnym skutkiem próbowała odciągnąć swoje "bydlątko", mówiąc do niego, żeby szedł, bo z tym psem coś jest nie tak, i z tą panią (w domyśle mną) chyba też... Po prostu ludzka bezczelność mnie czasami powala, szkoda, że jeszcze nie miała pretensji, że tam idę i jej pies ją przeze mnie ciągnie - bo i tacy się zdarzają, co potrafią z ryjem wyskoczyć, dlaczego idę dalej, skoro ich Pimpuś za nami biegnie :roll:
-
Ja i głowę pryskałam suni, bo tam ją właśnie tną, ale zawsze osłaniam przy tym dłonią na dłuższą chwilę pysk i oczy; co najmniej kilkanaście sekund żeby cały spray zdążył opaść.
-
[quote name='hecia13']Eh... teoria dominacji działa na mnie jak płachta na byka... Co za różnica, kto pierwszy wchodzi czy wychodzi. A w misce nie grzebię, bo sama nie chciałabym żeby mi ktoś w talerzu grzebał i nie widzę żadnego powodu, żeby to robić...[/QUOTE] Dokładnie ;) Jak się z psem popracuje, poskupia jego uwagę, pouczy nowych rzeczy i ponagradza za współpracę, pies sam "fabrycznie" będzie w nas wpatrzony i podporządkowany. Zamiast grzebać psu w misce, co zawsze może mieć różne skutki, lepiej nauczyć go zostawiania jedzenia na polecenie - nie trzeba się siłować, narażać, budować złych skojarzeń z zabieraniem, a cel osiągnięty. Jeszcze przyczepiłabym się do tego "zimnego wychowu"... Psu wrażliwemu, ze skłonnością do lęków i dość niestabilnym przewodnikiem, nagłe odcięcie czułości i wszystkich przywilejów może odbić się bardzo niekorzystnie na zachowaniu. Wszystko z głową - nie ciućkac i nie niuniać psa cały dzień, ale jeśli do tej pory spała w łózku, byla pieszczona, glaskana, to... czemu nie? Można po prostu wprowadzić więcej zadań do codziennego życia, przed glaskaniem, karmieniem, zrobieniem czegokolwiek co pies lubi, wydawac polecenie - wtedy ta czynność jest nagrodą, a psy wchodzi w krew, że posłuszeństwo się opłaca, jest też pewniejszy siebie, bo robi coś dobrze, bo przewodnik jest zadowolony ;) I moja rada do Weroniki przede wszystkim - masz wrażliwego psa, który doskonale czuje Twoje huśtawki nastrojów, niechęć, to kiedy obawiasz się jak się teraz zachowa. Jej zachowanie w ogromnym stopniu zależy od Ciebie. Pisałaś, że kiedy coś odwala, chwilowo jej nienawidzisz - pies to wyczuwa, czuje, że nie ma oparcia w przewodniku - jak ma się czuć bezpiecznie, nie bać? To tak, jakbyś Ty miała problemy, bała sie czegoś, i za każdym razem kiedy byś to okazała, Twoja mama trzaskałaby drzwiami mówiąc, że z Tobą nie wytrzyma i Cię odda, zamiast być dla Ciebie oparciem. To samo jest z Twoim psem. Jak jesteś wściekła na psa, wyjdź z pokoju albo z mieszkania, słuchawki na uszy, jak palisz to papierosek w dłoń :evil_lol: wycisz się i wróć. Nie dawaj psu odczuć, że go nie lubisz, jesteś zła. Podobnie na spacerach - więcej optymizmu. Jeśli patrząc na nadchodzącego psa czy cokolwiek, mówisz "o boże, zaraz znowu się zacznie" czy nawet tylko tak myślisz, ale nieświadomie przekazujesz psu niepokój zachowaniem, gestami, ściąganiem smyczy - to niestety pies nie będzie zachowywał się normalnie. Olej to co się zbliża, zajmij czymś psa i już. Co z tego jak będzie, jak raz się zlęknie, to świat się nie zawali, a ludzie na ulicy naprawdę mają ciekawsze zajęcia niż gapienie się, że Twój pies jest jakiś tam dziwny.
-
Ja od biedy kumam, że ktoś kto pierwszy raz ma psa, może nie przewidzieć takiej sytuacji ;) tylko trochę nie rozumiem tych pretensji do mnie.
-
Wiem, że można pryskać Brosem, jest info na opakowaniu, ale psikalam też Offem (skuteczniejszy od Brosa) i pies przeżył. Z tym, że te środki działają kilka godzin, potem wietrzeją z sierści - stosuję w sumie tylko na wycieczki do lasu czy inne mocno komarze miejsca. Co do pytania tytułowego - Baryła komary nie tną, czasem coś ją ugryzlo w okolicach głowy, gdzie ma krótszą sierść - ale staffika na wycieczce w lesie raz tak zrąbały, że wyglądał jak dalmat z wypukłościami zamiast kropek :razz:
-
Ok, ale mówimy o staffiku z rodowodem, akurat w tej rasie jest stosunkowo mało pseudo i raczej odpowiedzialni hodowcy, przynajmniej w porównaniu z tak modnymi rasami jak amstaff czy york. I z drugiej strony jak czytam o podłożu dysplazji, o tym jak niewiele tak naprawdę daje praca hodowlana pod kątem badania psów i doboru par, zastanawiam się czy na pewno przyczyna jest tylko w genach i czy w ogóle coś da się z tym zrobić.
-
Ostatnio kleszcze kompletnie zniknęły, przynajmniej u mnie. Łażę po lasach, łąkach, działce, i jak na wiosnę, znajdowałam kilkanaście na spodniach, plus łażące na psach, tak od czerwca nie widziałam ani jednego. Chyba upały nie poszły im na zdrowie :diabloti:
-
[quote name='misia93']Chyba jest różnica jak się puszcza niegroźnego psa, który nie mógł by nikomu coś zrobić[/QUOTE] Różnica jest taka, że taki pies nic nikomu nie zrobi, ale jemu może się coś stać... I niebezpieczeństwa jak widać nie kończą się na samochodach, pies może zjeść coś trującego albo otrute zwierzę, może zostać pogryziony przez obcego psa, ktoś może mu zrobić krzywdę - choćby bachory lubiące sobie porzucać w zwierzęta petardami. No ale teraz to już wiecie. Nie masz możliwości dowiedzieć się skąd jest pies? Może ktoś znajomy by zapytał tego faceta, ktoś kogo on nie powiąże z wami, wkręci coś, że chciałby podobnego i gdzie kupił? Bo jeśli pies jest tak źle traktowany jak piszesz, a pochodzi z hodowli, to mogą być podstawy do tego, żeby pies został odebrany - i skończy się jego udręka, i Wasz strach.
-
Na dzień dobry, wracam od babci i dochodzę z Baryłą do rogu budynku. Zza owego rogu nagle wyłania się cocker spaniel, na oko 3-4 miesięczny, a za nim ciągnie się smycz. Pierwsze co robi cocker, to włazi pod ryj mojej suce, liże ją i zadziera łapami. Ona jako że "kocha" namolne szczeniaki, szczypie go boleśnie w pysk - nawet nie miałam jak temu zapobiec, to były sekundy, ona była przy nodze, a pies dosłownie na nią wlazł... Maluch w pisk, w tym samym momencie zza rogu wylania się ciągnąca się za rozwiniętą niemal na maxa flexi mała dziewczynka z mamusią... Rozczulają się nad pieskiem, i komentują mnie i mojego psa nieżyczliwie :evil_lol: Nawet odzywać mi się nie chciało, bo moje uwagi i tak nie pomogą jak ktoś jest idiotą bez wyobraźni...
-
u mnie jest podobnie; ostatnio labka z którą zręszta miałam już przykre przejścia (przeciągnęła panią przez ulicę, żeby poskakać po mojej suce + dostalam pretensje od właścicielki, że moja zaczęła się bronić), ganiała luzem po boisku koło bloku, pod "opieką" może 13-letniej dziewczynki - zaczęła podbiegac i zaczepiać pitbulla na smyczy, znajomego zresztą - pies na smyczy, w kagańcu, to suka zaczęła sobie na nim używać, on nawet szczególnie się nie bronił, a jego własiciciel krzyczał, do dziewuchy żeby psa zabrała - gówniara speszona stala na środku boiska i anemicznie wołała pieska, nawet smyczy chyba ze sobą nie miała - bo przecież to takie łagodne 40-kilowe cielę :roll: Co by się stało, gdyby pit nie wytrzymał i się odwinął - łatwo się domyślić. Zły pitbull napadł na biednego labradorka z dzieckiem :(
-
Poszerzona lista ras psów uznawanych za agresywne
Martens replied to Dina2's topic in Rasy 'agresywne'
[quote name='Gabryjella']A swoją drogą to mniejsze opory miałabym przed podejściem do amstaffa czy bulla niż do azjaty lub jużaka.[/QUOTE] Calkowicie normalne odruchy biorąc pod uwagę predyspozycje i przeznaczenie obu ras... Ja mam zresztą podobnie, ani razu nie bałam się podejść i pogłaskać asta, pita, oczywiście za zgodą właściciela - o ONki nawet nie pytałam, bo większość zaczynała fikać nawet czując mój wzrok albo kiedy rozmawiałam z właścicielem :p No ale dla niektórych widać jużak to puchaty biały miś, taka jaśniejsza wersja nowofundlanda, a te gładkie z wielką głową to jakieś krokodyle w kamuflażu :evil_lol: -
[quote name='marra']Martens, mój pies przyznam nie miał operacji usunięcia tego jajka w jamie brzusznej, ma już 9 lat, jak myślisz czy należy ją zrobić ? [/QUOTE] Ja bym zrobiła, i to teraz póki czas, bo im pies starszy tym gorzej zniesie narkozę i tym większe ryzyko raka. Takie ryzyko jest dlatego, że jądro nie jest przystosowane do przebywania w tak wysokiej temperaturze jak w jamie brzusznej (w mosznie jest o kilka stopni chłodniej) - i to prowadzi u bardzo wielu psów z tą wadą do zmian nowotworowych. Jest spore ryzyko, że po tylu latach już się one zaczęły tylko pies nie ma jeszcze objawów. Dlatego bym nie zwlekała; jądro nawet z początkami nowotworu po usunięciu nie będzie sprawialo kłopotów - za to jeśli będziecie czekać a tam coś już się dzieje albo zacznie dziać, będą przerzuty i... wiadomo. Najczęściej przy takim zabiegu usuwa się i drugie jądro czy praktycznie rzecz biorąc psa kastruje - żeby przypadkiem się nie rozmnażał, bo to wada dziedziczna - psów po których rodzą się wnętry też nie powinno się więcej rozmnażać, nawet jeśli same są zdrowe.
-
[quote name='leluchow'] Po drugim szczepieniu - zacznę z nim wychodzić np 1-2 x na mało obsikany trawnik[/QUOTE] Jak już zaczniesz wychodzić 1-2 razy to równie dobrze możesz i 10-12 - z punktu widzenia ryzyka zarażenia nie ma różnicy. Po drugim szczepieniu poczekaj z tym wychodzeniem kilka dni, bo zaraz po podaniu szczepionki nastepuje chwilowy spadek odporności. Powinno być ok.
-
Skąd bierzesz psa? Będzie po pierwszym szczepieniu? Jeśli pies będzie brany z dobrych warunków, po podstawowym szczepieniu na parwowirozę i nosówkę 1-2 tyg. przed przybyciem do Ciebie, to nie przesadzałabym z tą kwarantanną... Poczekaj z tydzień po kolejnym szczepieniu i śmiało możesz psa zabierać na swoją posesję czy działkę jeśli masz takową, lub miejsca mało uczęszczane przez inne psy. Ważne, żeby szczeniaka zabierać do miasta, we wszelkie miejsca, ktore ma znać w przyszłości, nawet na rękach. Ryzyko zarażenia szczeniaka dobrze odchowanego, które piło siarę i mleko od zadbanej zaszczepionej matki, po pierwszym szczepieniu, jest znikome - za to ryzyko problemów socjalizacyjnych czy z czystością, przy trzymaniu psa w izolacji x tygodni jest jak najbardziej realne. Żeby kwarantanna miala sens, pies nie powinien stykać się z żadnymi zwierzętami wychodzącymi na dwór, z naszymi butami, kóre powinny być zdejmowane przed wejściem do domu i chowane, trzeba by myć ręce przed dotknięciem szczeniaka po przebywaniu na zewnątrz... Inaczej kwarantanna to tylko pic na wodę i utrudnianie sobie życia bez potrzeby - ja osobiście nigdy takowej nie stosowałam (pomijając normalne zdroworozsądkowe odruchy tzn. nie pozwalanie szczeniakowi na stykanie się na psacerze z bezpańskimi psami czy nie wyprowadzanie go na najbardziej obesrany trawnik w okolicy) i nigdy żaden pies nie zachorował. Jest to zreszta norma wśród właścicieli psów sportowych, pracujących, należących do pobudliwych ras - gdyby Ci ludzie trzymali te psy do12-16 tygodni w mieszkaniu, nie nadawałyby się one do jakiejkolwiek pracy, sportu - a jakoś nie umierają mimo wychodzenia właściwie wszędzie od 7-8 tygodnia życia. Ścisła kwarantanna ma sens przy szczeniaku o osłabionej odporności, za wcześnie zabranym od matki, pozbawionym dobrej opieki podczas odchowu, ogólnie zaniedbanym - taki pies jest bardzo wrażliwy na zachorowanie - ale nie ma to porównania do szczeniaka dobrze odchowanego, zadbanego. Podkład możesz trzymać na balkonie, a potem po prostu zabierać go wychodząc z psem na dwór i kłaść na trawniku, żeby się "przestawił". Ważne - w momencie kiedy decydujesz się już na naukę czystości na zewnątrz, z domu ma zniknąć podkład.
-
Gaz pieprzowy to jakieś pół godziny do kilku godzin szczypania oczu, nosa. Trwałe urazy to rzadkość. Lepiej kupić w żelu - zwykłym sprayem może przypadkowo oberwać i twój pies. Ale to chyba trochę nie ten temat?
-
Kraków - Owczarek pogryzł buzię pięcioletniego chłopca
Martens replied to Kinya's topic in Owczarek niemiecki
No bo przecież ona by dziecka nie powstrzymała, nie zawołała :lol: za to piesek na pewno by kagańcem kuku nie zrobił :roll: Ja nie rozumiem - jak dziecko wleci pod samochód na ruchliwej ulicy, jak wypije domestos, jak wypadnie z balkonu i złamie nogę - jest wielki krzyk, że wina rodziców; nikt nie zakazuje jeździć samochodami, odkażać sedesu czy budowac balkonów. Ale w momencie kiedy dochodzi do wypadku z udziałem psa, choćby najlepiej pilnowanego - rodzice są totalnie oczyszczani z odpowiedzialności, wszystko wina psiarzy... Jakoś nie dociera do nikogo, że pies to pies, może stwarzać zagrożenie takie samo jak samochód, śliskie schody czy zapałki; że trzeba po prostu pilnowac, by dziecko sobie nie zrobiło krzywdy podchodząc do obcego psa - tak samo jak wyłażąc a ulicę czy wypijając domestos. -
Jak piesek się rzuca z zębami, to go z kopa i telefon do SM/na policję, skargado administracji osiedla, jeśli to było na jego terenie... Innej rady nie ma, albo będziesz miała pogryzione kostki i zszarpane nerwy, albo Twój pies nie wytrzyma i ugryzie/zagryzie - i Ty i on będziecie mieć przesrane, bo masz "mordercę" :roll: Czasem wystarcza nawet kilka zgłoszeń na taką osobę - nawet jeżeli kiedyś zdarzy się przykra sytuacja i Twój pies prowokowany w końcu ugryzie, dowodem w sądzie i dla policji będzie to, że wielokrotnie składałaś skargi, że tamten pies jest niedopilnowany. Nie bój się używać telefonu, donosić - bo potem jak przyjdzie co do czego, Ty będziesz ta winna, niestety, bo wobec właścicieli TTB ludzie raczej nie mają skrupułów.
-
Kraków - Owczarek pogryzł buzię pięcioletniego chłopca
Martens replied to Kinya's topic in Owczarek niemiecki
Dla mnie to w ogóle paranoja - dziecko 5 lat samo na dworze. Przecież mogło mu się stac cokolwiek. U mnie na osiedlu jest pełno dzieci, które aż się palą, żeby podejść do psa - raz jeden chłopiec podbiegł mi do staffika i zaczął go obmacywać, zero pytania - kilkanaście m dalej stał tatuś i zero reakcji :roll: Opierniczyłam dziecko, że tak się nie robi, jak się psa nie zna, bo może pogryźć; speszył się i powiedział, że nie wiedział, a na oko miał już z 9-10 lat. Po prostu załamka. Gdybym szła z Zuchem [*] dzieciak pewnie miałby szytą rękę, bo żeby było śmieszniej, podbiegł po cichu z tyłu, tak, że nawet go nie zauważyłam i nie zdążyłam w ogóle zareagować. Współczuję dziecku, współczuję też właścicielce owczarka - ale rodzice dziecka... K***a dobrze im tak, jeszcze powinni dostać porządną karę, bo to przede wszystkim przez nich dziecko jest w takim stanie. Bo co jeszcze miała zrobić właścicielka psa? Nawet gdyby miał kaganiec, dziecko w najlepszym razie miałoby złamany nos. -
Najlepsza jest sąsiadka "przyjechali o 8 rano jak do złodziei!" - padłam. A kto to jest, jeśli nie złodzieje? Chore psy z takich warunków po 1000 złotych? Tyle bierze dobry hodowca za peta, wycackanego, wychuchanego, przy którym nieraz zarywa wiele nocy. Tłumaczenie - brudna woda by było rano... Nie wiedziałam, że o psa trzeba dbać tylko w ciągu dnia, jak się ma taką ilość psów, to się zap***dala dzień i noc a nie głupio tłumaczy...
-
Znajomi mieli też ONka totalnie niezainteresowanego sukami - kiedyś podobno ktoś nawet przyprowadził mu sukę do krycia i nic... Za to cała energia samcza weszła mu w pilnowanie posesji i rozstawianie słabszych członków rodziny po kątach :roll: Tzn. macie wnętra, pewnie jądro nie zeszło. A usuwaliście te drugie z jamy brzusznej? Przy tej wadzie właściwie zawsze się to robi, bo w niezstąpionym jądrze bardzo często rozwija się rak...