Przedstawiłam dzisiaj Aksamitkowi po kolei moje koty. Napuszył się, wygiął w pałąk, ogon pod siebie, stał nieruchomo i patrzył. I nic nie powiedział, nie zasyczał, nie uciekł. Po prostu zastygł w takiej pozycji. Moje koty też nie zasyczały, Kastorek tylko, jak to Kastorek, gadał cały czas. Gdybym puściła je z rąk to pewnie by się zrobił jakiś ruch, ale wolałam przy pierwszym spotkaniu zachować jedynie kontakt wzrokowy. Niech się napatrzą na siebie, poznają najpierw w ten sposób. A obwą****ą się przez dość dużą szparę pod drzwiami, tak dużą, że kocia łapka przejdzie na drugą stronę. Gdyby nie psy, to wypuściłabym go z pokoju, bo mi go naprawdę żal jak siedzi tam w samotności. A jest taki grzeczny.