Jaaga
Members-
Posts
19247 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Jaaga
-
Dziękuję bardzo. Wydaje mi się, że na poprzednim leku było lepiej. Jest aż biały i jak dla mnie wymaga transfuzji krwi. Niestety, opłaciłam ten drogi lek, więc nie stać mnie ani na zakup poprzedniego ani na przetoczenie krwi. Kwota zw zbiórki wystarczy na pokrycie długu leczenia w kierunku bialaczki w przychodni, zanim wyszło, że to fip. Wieczorem wymiotował, prawie nie je , dziubie lub liże jedzenie. I tak id zmiany leku.
-
Nic nie powiedziała, bo to bardzo rzadki objaw uboczny po podaniu tego leku. Nie ma wiecej infrnacji na ten temat. Po prostu sprawdziła krew. Ból odczuwa pewnie od dłuższego czasu przy takich zwyrodnieniach, ale pije I sika od kilku dni. Do tego chudnie. Tego nie da się przeoczyć. Stale jest albo przy wodzie, albo leży zalana. Raczej bardziej niż Luna w najgorszym etapie cukrzycy.
-
Niestety, koszty tych akurat leków idą dosłownie w tysiące. Zbiórka stoi. Wiem, że jak się popatrzy na zdjęcia, to brak krwi, wypadających narządów, rozerwanych ran, ale wirus zabija i to szybko, choc nie spektakularnie. Od wczoraj zmieniliśmy lek, bo poprzedni dostawca był trudny w kontakcie, oddalony o ok 90 km w jedną stronę i za cene leku na 7 dni, dostaliśmy na 6.
-
Problem nie zniknął. Andżela pije i wylewa litry. Badanie było robione od razu, ale wątpię czy za kilka dni wyniki byłyby równie dobre. Jest cała mokra z moczu. Chudnie mimo dokarmiania z ręki. I te koszmarne upały. Dziś rano podloga na kilka metrów wkolo była zalana. Na razie do przychodni i tak nie potrafię się dodzwonić.
-
Chciałam tu oficjalnie bardzo podziękować Toli za nieocenioną pomoc i ogromne zaangażowania w zbiórkach na dwa koty, które u nas są i szukałam dla nich ratunku. Jedynie Tola, czyli fundacja Zea zgodziła się bezinteresownie pomóc. Mimo, że koty nie są pod ich opieką ani w jakikolwiek sposób z nimi związane. Moja córka po przeczytaniu treści zbiórek powiedziała, że ta Pani, czyli Tola potrafi przepięknie wszystko opisać. Dzięki temu koty będą żyły Zbiórka znalezionej połamanej Basi idzie jak burza, dzięki Toli i również Rozi. Rozi, bardzo dziękuję za udostępnianie Baśki i pomoc dla niej od Twoich znajomych Dziękuję również wszystkim, którzy udostępnili oraz wsparli kocie zbiórki. Po raz kolejny więc bardzo dziękuję dogomaniaczkom za pomoc i wsparcie w sytuacji, kiedy myślałam że zostanę sama z problemem. Basia jest zabezpieczona.
-
Dzieki rozi. Teraz już już chyba nie można dokonywać zmian. Tylko przez pierwsze 24 godziny. Bardzo mnie martwi stan zbiórki, bo mam już dług u nas w przychodni za jego Interferon. Raczej nic nie zostanie na kolejne badania kontrolne, nie mówiąc o leku ratującym życie, który musi dostawać 84 dni, czyli do połowy września. Wczoraj skontaktowałam się z lokalną fundacją i mam od nich namiary do osoby, która może sprzedac mi lek ratujący Wafelka życie. Koszt 2100 zł. Mogę go jechać kupić choćby dziś, tylko za co? Niestety na to nie ma faktury no i Wafelek to kot, a nie pies, wiec temat nie bardzo na dogo. W obecnej sytuacji zastanawiam się więc nad kredytem, bo nie poślę do piachu kociaka, który w pierwszym tygodniu leczenia zdrowieje. I zarzekam się, żadnego zwierza więcej. Tylko co z mojego zarzekania się, jak ciągle coś do nas trafia, a te, które już są, chorują?
-
Na razie nie mam wyników badań. Mają dojść wieczorem na maila. Prosilismy o odpowiednie do objawów i wieku, moze więc podstawowe parametry trzustkowe bedą. Głównie to chodzilo nam o nerki, wątrobe, białko i cukier. Ilości moczu są ogromne, a mocz bardzo rozwodniony. Dziś znowu głównie leży. Słabo mi sie robi przed spodziewaną falą upałów. Każda taka ekstremalna pogoda dla starych i słabych to wyzwanie.
-
Niestety, doczytałam: Organy nadzorujące (np. europejska EMA, brytyjska VMD czy amerykańska FDA) odnotowały rzadkie przypadki poważniejszych powikłań w tym: Skrajne zmęczenie, niepokój, nietrzymanie moczu lub wzmożone pragnienie I to zgadzałoby się. krew pobrana, mocz pobrany, ale od razu było widać że nie naturalnie rozwodniony.
-
Na pewno bywają różne. Andżela robi kupę mimowolnie prawie zawsze w czasie snu i nawet nie budzi się. Już o tym pisalam i mówiłam neurolog. Ma ogromne zwyrodnienia i uciski na całej dlugosci kręgosłupa. Linda tak samo załatwia się i obie nie potrafią utrzymać dłużej moczu. Drybedy mają zmieniane na bieżąco. Są o tyle wygodne, że jeśli są sikniete, to widać po gumie od dołu. Jednak po Libreli jest poprawa. Sztywny chód został, ale często chce wychodzić i nie trzeba jej całej dźwigać. rano zdążyła z obiema potrzebami. Już po staremu wszystkim plącze sie coraz częściej pod nogami. Ona ma taki dziwny zwyczaj, że musi zastawiać drogę w poprzednim nóg, więc nie da się Andżeli przeoczyć Dziś jak widziała, że szykujemy spacerówkę, to była pierwsza, bo wózek Lalicji to sygnał do wyprawy. Może za kilka dni da rade z nami iść.
-
Zbiórka Wafelka idzie fatalnie. Bardzo proszę, reklamujcie komu możecie. Przyszedł dodatkowy wynik. Jestem w kontakcie z Sue, która ma w tym temacie bardzo duże doświadczenie. Wafelek od wczoraj ma wprowadzony nowy lek. Koszt jego zakupu to 2650 zł. Tylko to może uratować mu życie. Do tego dochodzą koszty badań kontrolnych. Ostatnie dwa dni jadł po troszkę ze strzykawki i za kazdym razem to było rodeo, aż ziajał ze stresu. Wczoraj było z nim tragicznie, ale dziś po drugiej dawce nawet poszedł skubnąć ciut jedzenia. Prawdopodobnie jego brat ma tą samą chorobę, choć testy zaszalały i pokazały dwie różne. Jako że jest ponad dwa razy cięższy, to kuracja dla niego kosztowałaby ok 6000 zł. Do tego jeszcze najpierw musi mieć pełne badania krwi. Na razie ratujemy Wafelka. No i połamaną Basię. Nie wiem tylko jak tego dokonać. O ile Basia z oddzielonymi kośćmi w łapie przeżyłaby, to Wafelek bez leku umarłby w kilka kolejnych dni. Wafelkiem zaopiekowala się nasza Baby i są nierozłączni. Połączyłam z nim brata, ale Michałek jest silny i szalony i Wafelek go unika. Zdecydowanie woli leżeć z Baby. W nocy śpi ze mną. Wczoraj nie zszedł cały dzień z piętra, a dziś nawet wyszedł sobie do ogródka i córka siedziała z nimi chyba 40 min., żeby sobie pooddychal świeżym powietrzem i złapał słonko, które akurat pojawiło się między ulewami.
-
własciciele rasowych chwala sobie i polecają. Teraz większość nabywców deklaruje chęć ubezpieczenia psa. Mamy pod opieka też młode, zdrowe psy, więc tak temat przyszedł mi do głowy. Duzo poleceń ubezpieczyciela jest na grupach cavalierowych, gdzie ludzie leczenie realizują za każdym razem co najmniej tysiącami. I prawie każdy poleca, stwierdzając że składka się opłaca.
-
Siku i kupe robi mimowolnie. Nawet najczęściej nie orientuje się , ze zrobiła, a dzieje się to zazwyczaj w czasie snu. Dlatego wczesnym rankiem lecę, zeby zdażyć przed i ją ponieść. Czasem jak w ciągu dnia robi kupę w trakcie snu, a akurat widzę, to czekam po prostu z szufelka i zbieram spod ogona nawet jej nie budząc. Z legowisk świadomie przesuwa się. Myśle, że instynktownie chce iść na chłodne, żeby zmniejszyć stan zapalny. Bo innego wytłumaczenia nie widze, że zamiast miękkiego i ciepłego wybiera zime i twarde.
-
Mam w głowie kwestię, która mnie ostatnio nurtuje. Wszyscy chyba widzą, jak szaleńczo wzrosły ostatnio koszty wet, szczególnie operacji. Przy rasowych psach większość nabywców szczeniaków wykupuje juz od razu ubezpieczenia. I stąd moje pytanie, czy opiekunowie bezdomniaków szukających domów też je ubezpieczaja, czy jakiś hotelik to robi? Wiekszość włascicieli rasowych psów poleca Generali. I na grupach ras już reklamuja się agenci z ofertami. Tak zastanawiam się, czy nie warto podpytac agentów, jak to wyglada w przypadku psów do adopcji? Dajcie proszę znać, jesli ktoś interesował się tematem lub sam ubezpiecza.
-
Chciałam dać znać, co słychać po Libreli. Jakiś efektu wow nie ma. Jest bardziej bystra, zainteresowana otoczeniem, więc może mniej ją boli, ale samodzielnie wstawać nadal nie potrafi. Trzeba ją objąć w biodrach i dźwignąć, wtedy dalej daje rade iść. W ciągu dnia wychodziła chętniej, ale rano niezmiennie znalazłam ją leżącą w siuśkach i z kupą pod ogonem. Tego chyba już nie poprawimy.