Jaaga
Members-
Posts
19285 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Jaaga
-
Szara sunia już u nas. Ma wszystkie mleczki jeszcze, więc jest co najwyżej w wieku Mattiego. Kupa z ogromną ilością śluzu i dodatkowo krwistym śluzem. W sikach glut ropny. Ma apetyt i jest żywiolowa. Mała bedzie tutaj na wątku, skoro są razem i jest ostatnio tyle nowych wątków. Nie ma za bardzo sensu zakładac osobnego. Nad dzieciakami czuwa kolejna dobra dusza i dzięki kontaktowi z Tolą podarowała im opakowanie Canivitonu na chrzastki i stawy oraz dwa worki po 10 kg Gastro Intestinal Puppy. Maluchy wiec są zabezpieczone.
-
Dla mnie pierwsza jest naprawdę fajna. Lubię taki typ średnio/większego kundelka gładkowłosego, z klapniętymi uszami. Jednak po Borysie widze, ze wygląd oczka chyba jednak ma dla ludzi znaczenie. Ludzie chyba się wzdrygają, zamiast współczuć. Psy i tak maja tak doskonałe pozostałe zmysły, że nawet bez oczu świetnie funkcjonują. Mam przykład mojej Goplany, której z powodu jasky musielismy amputowac gałki oczne. Na co dzień zapominam, że nie ma oczu. Natomiat ta biała sunieczka z bura główką dla mnie jest bardzo adopcyjna. Gdyby w domu zszedł z jej białego futerka zażółcający je mocz, to byłaby pięknością.
-
Wydaje mi sie, że wtedy to ten pies miał przyjechac do mnie. Chodziło nam o zabranie labradorowatego czarnego z krawtką, który długo był w schronisku, a przyjechał Solar z chyba 2 mies stażem schroniskowym. Pamiętasz Tolu, jak mówiłaś, że kiedy solar juz był zabrany z boksu, to był w nim jeszcze całkiem podobny pies? Po tym, jaki był odzew o Solara wnioskuję, ze gdyby ten psiak został zabrany do DT czy hoteliku, to byłoby od razu wielu zainteresowanych. Ze Solarem było trudniej, bo to był bardzo męczący, młody, aktywny psiak, szczypiący po rękach, co znacznie zawęziło grono chętnych do adopcji. Ten na zdjeciach spokojnie stoi i nie wygląda na trudnego czy super aktywnego.
-
Mówiłam Ci o tym. Wiek trzeba okreslac po zębach. Jak coś, to pytajcie na PW. Z tego, co mama sprawdzała czytnikiem, to chip Kenii nie pasuje do podanego przez Marinę. Pan Arek identyfikował ją po zdjeciu i wygolonej łapie. Marina w tym chaosie i zamieszaniu przysłała smsem zdjecia suczek, ich nowe imiona i chipy, ale niestety nie zgadzają się przynajmniej u niektórych. Sunia Toli, czyli ta u mojej mamy wg wyglądu własciwa, ma całkiem inne imie i nr chip, niż w paszporcie, który dostała. Kenia też. Nie wiem, jak sunie Agaty.
-
Były na wątku Barytona wszystkie maluchy, a ostatnie juz na szczeniakowym.
-
Dziś mąż odebrał telefon i pan z tych jego domowych zdjeć pytał o małego owczarka ;) Smiałam się, bo na tamtych zdjeciach nie przypomina onka. Matti bardzo ładnie rośnie. To pies nie tylko o wielu twarzach, ale i uszach żyjących swoim życiem. Teraz prawe kładzie mu się bokiem na środku głowy i wygląda cudacznie.
-
Tak, i dlatego ja zazwyczaj zostawiam te imiona. Pamiętam, jak zastanawiałam się, dlaczego Baryton nazywa się własnie tak ;) Szybko przekonałam sie, że imię zostało doskonale dobrane. Nie wiem tylko, czemu Amely została z takim imieniem przekazana. Ona z kolei jak trafiła do schroniska, to została przedstawiona na filmiku jako Violet.
-
Mruczko,Twoja jedzie ta owczareczka - Kenia. Wczoraj powiedziała mi to Ola, bo rozmawiała z Mariną. Nie poznałabym jej. To było bardzo popularne na FB maleństwo. Żyła bez matki na stacji benzynowej, aż znalazła się na torach kolejowych, o ile pamietam ranna. Wtedy to był taki buro-podpalany parotygodniowy wypłoszek i nigdy nie przypuściłabym, że tak bedzie wygladać. Byłam pewna, że popularność juz dawno dała jej dom, ale jak widać nawet tak medialne psiaczki zostają w schronisku. Na szczęście teraz dostała swoją szansę.
-
Mój Ciapciak jest przewodnikiem stada, a Borys od początku nie miał przywódczych skłonności. Dlatego zresztą był tak gryziony w schronisku. Po Ciapciaku jeszcze jest Fly. Raczej nigdy nie mam problemów przy wprowadzeniu psa do stada. Teraz Ciapciak ustawia Margo, bo mała diablica daje już wszystkim popalić i nie zna granic. On wychowuje wszystkie szczeniaki. Ogromny, on stale najchętniej byłby przy cżłowieku. Jak zawołam to od razu reaguje. Naprawdę super pies. Nie, to Margo, na zdjeciu wyżej tez Matti, czyli ukraińskie szczeniaki. Amely trzeba wynosic w kocu i chodzi swoimi ściezkami. Tylko w pokoju podbiega do człowieka.
-
-
Chodzi mi o to, że nie chciałabym na siłę czy lekami bez zbadania jej. Wiem, że tu wszyscy czekaja na postęp. chciałabym, żeby coś ruszyło do przodu, ale chyba nie kosztem ryzykowania jej życiem czy stresem związanym z wyciaganiem jej przez odzianego w ochronną odzież szkoleniowca. Bo potem w domu niekoniecznie musi być lepiej. No to chyba tylko pozostaje nam czekac. Ze smakowitym jedzeniem i psami to już u niej bywam co dzień. zabiorę miskę z suchą karmą.
-
Chciałam zrobić rozliczenie. Mruczka dopłaciła brakujące do transportu czterech psów 37 euro. Bank wypłaca tylko po 50 euro jako najmniejszy nominał. Mąż wypłacił więc 650 euro. Za całość w kantorze ( czyli za 600 euro) zapłacił 2758,80. Jeden psiak jest opłacany przez Olę ( 250 euro- 1149,50 zł ) Czyli od zapłaconych w katorze 2758,80 zł odejmujemy psa zapłaconego przez Olę - 1149,50 zł. Zostaje 1609.30. Od tego odejmuję 170,12 zł wpłacone przez Mruczkę. Czyli mąż w kanotrze zapłacił 1439.10 zł za transport 4 psów. zakładałam 1430 zł, ale kurs euro w kantorze dziś to 4,598 zł. I tak mamie nie udało się u niej wymienić euro, bo okoliczne kantory są pozamykane. Dopiero znajomy pożyczył jej euro i my mu zwrócimy, jak mąż pojedzie po sunię Toli. wszystko idzie jak po grudzie, niby małe problemy, ale stale coś. Na razie nie mam od Ameli czy przewoźnika żadnej wiadomości. siedze jak na szpilkach. przy oli wiedziałam co parę godzin, jak przebiega podróż, na jakim są etapie. Wstawię rachunek z kantoru, tylko go musze przenieść z aparatu, bo mi tu skany nie wchodzą.
-
Nic nie robi, siedzi , patrzy i nie reaguje. Też mysle, że trzeba czasu. Wiem, ze każdy chciałby szybko efekt, ale jakims siłowym działaniem możemy pogorszyć jeszcze jej podejście do człowieka, a ona przeciez jest do adopcji. Zobaczcie, ile czasu potrzebowała Amely. przyjechała na początku grudnia, uciekała ode mnie, nie dała się dotknąć. Gdyby miała budę, to pewnie w niej chowałaby się, jak Suvi. Teraz podchodzi, podbiega i merda nawet ogonkiem. Daje się trochę posmyrać za uchem czy podrapać po grzbiecie. Po tak koszmarnych przejściach, a są zdecydowane postepy. Tak myśle, ze nawet gdyby na jakimś środku zleconym przez weta udało się Suvi przyspaną zabrac do domu, to mogłoby sytuacji nie poprawić wiele. Pokój dla niej jest na piętrze. Na pewno sama nie chciałaby poruszac się po domu. Gdyby była warcząca i wycofana, to też siedziałaby w tym pokoju, bo bałaby się przejsć schodami na parter. Pamiętacie zamojską Tanię. Ona też długo nie potrafiła zaufać. jednak stopniowo zaczeła poruszac się sama i wychodzić. Na nasz widok początkowo czmychała do transportera i wychodziła jeść tylko nocą. Suvi zjada posiłki, kiedy tylko odwrócę się do niej plecami. Siadam z nią co dzień w kojcu z psami. Może po kilku dniach tez bedzie jednak chciała wyjść. Pamiętajmy, że znała tylko jedno miejsce i swoje psie towarzyszki od lat. Nasze psy też są dla niej obce.
-
Pomyliłam wątki ;) przenosze wpis na wątek Suvi.
-
Własnie o to chodzi. Mojego sparaliżowanego Emila leczyła nam neurolog bez MRI. Miał miec wirusowe zapalenie stawów. wydaliśmy majatek, niby diagnoza była, ale było coraz gorzej i nowe objawy (np. padaczka przy dotykaniu go) . Dopiero po godzinach analizowania obrazów z MRI prof Wrzosek znalazł powód. były to dwa wirusy wywołujące zapalenie w móżdżku. Emil był bez szans. Jednak nie dałam rady go słuchać, bo traktowałam Emila jak dziecko. Dałam go uśpić dopiero kiedy poraziło mu przełyk i nie mógł juz pić i jeść. Prof Wrzosek potraktował nas ulgowo finansowo. takie zachowawcze leczenie na oko pożarło w sumie kilka tysiecy, on odkrył przyczynę po jednej wizycie.
-
To starsza min. 10 letnia sunia. Żaden lekarz bez osłuchania serca nie poda niczego. Jedynym środkiem nie w zastrzyku jest Sedalin, a on ma różne skutki uboczne i niestety, przy źle działajacym sercu może spowodować zgon psa. Dla mnie to ostateczność, bo nie chciałabym mieć na sumieniu suni, która byc może tylko potrzebowała czasu. Własnie chodziło mi o obrożę i smycz, o których piszesz. Tak miały inne nieufne psiaki, które u nas były i to było bardzo pomocne. teraz jest sytuacja patowa - spora, warczaca sunia leżąca w tyle dużej budy, bez jakiejkolwiek opcji założenia jej czegoś. Może rzeczywiście jakimś sposobem byłoby ograniczenie jej posiłków? Ma podawane gotowane, suchą stale w misce. Nie ma motywacji, żeby chcieć relacji z człowiekiem. Tylko nie wiem, jak to miałoby wyglądać. Raz w zyciu musiałam przegłodzić moją pierwszą yorkę, bo doszłyśmy do etapu, ze chodziłam na kolanach wokół łóżka, gdzie ona była i udawałam, jakie pyszne jest jedzenie, które powinna zjesć. jadła tylko raz jeden rodzaj posiłku. Nastepny musiał byc całkiem inny. Dostała juz krzywicy, ale nie jadła. dzięki pomocy fachowca jakoś wytrzymałam te pięć dni fochów i siłowania się i jak w końcu zaczeła jeść, to jadła już przez całe życie. podałam jej juz Stress Out, bo to bezpieczny środek. Jednak ponoć na efekt trzeba dłużej czekać. Zastanawiam się ew. nad konsultacją z neurologiem i podaniem leków. Buda nie otwiera się. Nie wiem, czy szkoleniowiec ze sprzetem jest dobrym pomysłem. ona własnie w schronisku była łapana na petlę. Kolejny tak duży stres może spowodowac jej wycofanie się i dodatkową utratę zaufania do człowieka. W schronisku była już traktowana jak dzikuska i pracownicy zaznaczali, że warczała przy próbach zbliżenia się. Gdyby udało się ją jakoś wstawić do domu, to mozna by jej kupić feromony do kontaktu. Dzięki nim przetrwała i znormalniała zamojksa kotka dzikuska, która jest u nas.
-
Jasne, ale to chyba do Anety mam dać znać, czy do Ciebie? Piąta, nie czwarta. Jadą dwie sunie do Agaty hoteliku, jedna od Toli do nas i Wasze dwie do DT od Poker. Nie wiem, którą marina wybrała. po dwóch dniach namysleń, zdecydowałam się, że sprowadziłabym druga z tych dwóch proponowanych, ale niestety przepisy pozwalają tylko na 5 psów w aucie i ona nie może już jechać. Jest tez inny transport, ale ponoc tez nie ma miejsca. Amelia mówi, że może jadą jakieś psy od hodowców, bo nna pewno nie tyle ze schroniska.Bez Oli jako pośredniczącej, jest o wiele trudniej i przeplyw informacji tez mam utrudniony.
-
Sowo, możesz cos doradzić w kwestii suni? Nadal nie ma większego postepu. Wychodzi z budy, siedzi przy przedniej ściance kojca, ale jak podchodzi człowiek, to wchodzi do budy. Wczoraj weszłam do kojca, miała tam miskę z jedzeniem, otworzyłam drzwi i weszły tez inne psy. Borys zaczął jeść jej karmę z miski, Mati siedział mi na kolanach, chlopaki wchodzili i wychodzili. Ona siedziała w budzie, patrzyła na wszystko i nie reagowała na nic. Nie warczała na mnie i na psy, ale nie podjeła żadnej aktywności. Nie wyszła, nie zainteresowała się. Nie wyglądała też na wystraszoną, nie uciekała nawet ze wzrokiem, nie odwracała się. Po prostu lezała w głębi budy na jej szerokosć, obserwowała nas i tyle. Nie bardzo wiem, jak ją nakłonić do jakiejś aktywnosci/reakcji? Wielka szkoda, że przy wyjeździe ze schroniska nie załozono jej obroży czy szelek ze smyczą. Siedzi w głębi dużej budy, nie jestem w stanie nakłonić jej na wyjście. Przy zblizeniu się do budy warczy na nas. Nie mam więc jak jej cokolwiek założyć. Sama nie wykazuje chęci kontaktu. jednak na pewno chce wyjść z kojca, bo nocami szczeka. Tylko nie ma opcji, żebym ją puściła luzem, bo pewnie do kojca nie wróciłaby, a mogłaby zrobić podkop pod ogrodzeniem i po psie. Nawet gdyby nie uciekła, to na tak dużym terenie, nie dalibysmy jej rady złapać. Zjada posiłki, załatwia się. Sowo, może masz jakiś pomysł?
-
Umawiaj się u prof. Wrzoska. Domyslam się, że to u niego bedzie we Wrocławiu robiony MRI? To jedyny taki specjalista i ostatnio uratował pieska kolezanki, gdzie jej "neurolog" zalecił eutanazję, bo pies niby nie miał szans. Po wizycie u prof. Wrzoska nie dość, że dostała nadzieję na jego życie, to po lekach cofnęły się objawy. Dziękowała mi, że ją tam skierowałam. bo juz nie miałaby ukochanego pupila. Jesli prof. Wrzosek uzna, że nie ma szans, to tak jest. Nie naciaga i nie mami ludzi. Ja z problemami neurologicznymi nauczyłam się, że tylko tam mam się kierować. Życzę Tosi zdrówka.
-
Zazwyczaj mam obszerne ogłoszenia, żeby zawrzeć w nich większosć informacji dla oszczędności czasu mojego i potencjalnych zainteresowanych adopcją. Jednak większosć ludzi nie czyta ich nawet. Tak, jest info o małych zwierzetach w ogłoszeniu. Jakoś powoli uodparniam się na coraz bardziej powszechny wtórny analfabetyzm. Przy ogłaszaniu ukraińskiej Margo napisałam, że prosze o kontakt wyłącznie telefoniczny, bo nie wydam psa na podstawie smsów i że sunia dopiero uczy się życia z człowiekiem, a dostałam sms o to, czy lubi aportować. Miałam ochote odpisać, że tak, ale tylko kiedy nie czyta poezji. Myśle, że niektórzy powinni się rozpedzić i nieźle puknąć głową o ściane. Nawet kupując szczeniaka z renomowanej hodowli nie bedą miec aportujacego malucha.
-
Moje ogłoszenie na wzór z informacjami: Nowego kochającego domu poszukuje 4 miesięczna suczka MARGO. Będzie średniej wielkości psiakiem, jest maluchem po przejściach, przyjechała ze schroniska na Ukrainie. Musiała pokonać niesamowicie długą drogę, żeby dostać szansę na nowe życie. Aktualnie przebywa w Domu Tymczasowym. jest zadbana, wykąpana. Margo jest żywiołową, wszędobylską, ciekawą świata suczką. Szuka aktywnej rodziny. Jest bardzo pogodnym, kontaktowym maluchem. Dopiero poznaje życie w domu i z człowiekiem. Ze względu na jej komfort nie zostanie wyadoptowana do domu z małymi dziećmi. Może zamieszkać z innym psem lub kotem. Wymaga treningu czystości. Jest zaszczepiona, zachipowana, odrobaczona, posiada paszport. Osoby zainteresowane adopcją Margo prosze o kontakt WYŁĄCZNIE tel.: 660124623. Jesli nie moge odebrać telefonu, oddzwonię. Nie odpowiadam na komentarze. Ogłoszenie ma na celu znalezienie dla sunijak najlepszej rodziny, nie obowiązuje więc zasada "kto pierwszy, ten lepszy". Osobom zainteresowanym adopcją zostanie przesłana ankieta przedadopcyjna. Później ewentualnie nastapi spotkanie w potencjalnym nowym miejscu zamieszkania. Dom ma być dla Margo, a nie odwrotnie, prosze wiec o wyrozumiałość, bo na wyadoptowującym spoczywa odpowiedzialność za całe jej przyszłe życie i pod tym właśnie kątem zostanie wybrany nowy dom. Margo zostanie przekazana po podpisaniu umowy adopcyjnej z fundacją i zobowiązaniu sie do wykonania w przyszłości sterylizacji suni. Suczka przebywa w Jarząbkowicach, woj. śląskie. Za okazane serce Margo odwdzięczy się tym, co ma najcenniejsze - swoją miłością i bezgranicznym oddaniem