Jaaga
Members-
Posts
19196 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Jaaga
-
Na transport od Amelii do nas są pieniadze z bazarku, zagladnij na pierwszą stronę. Zapytałam męża i będzie jechac inną drogą. My mieszkamy prawie pod czeską granicą. Mała do odbioru bedzie u nas, w Jarząbkowicach woj. ślaskie. Odbiór w Katowicach ( od mojej mamy) jest tylko przy płatnym przewoźniku, bo on już zna to miejsce i może tam zostawić psa. Ogłosiłam Matusia na OLX na Warszawę. Koszt - 12,72 zł. Paragon z nip za antybiotyk na ZEA - 50 zł
-
Amelia napisała sms, że Marina jedzie, czyli możemy odetchnąć; naprawiła widocznie auto. Poproś może Amelię, żeby Ci dała znac sms-em z drogi. Z tego samego powodu po obie Wasze sunie do Bochni musi jechac mój mąż, bo raczej nikt nie zgodziłby się czekać przez weekend na info i jechać, kiedy dostanie info, że przekroczyli granicę. My tez musieliśmy na wszelki wypadek zmienić nasze plany.
-
Daje się pogłaskać, ale na ręce nadal bierzemy ją w kocu i bez zmian zawodzi wtedy w drodze do ogrodu. Poza tym świetnie sobie radzi. Podbiega do miski, kiedy jest głodna i patrzy na mnie wtedy. ostatnio nawet pokazała zęby na królika, bo uznała że zawartosć miski jest jej. Wcześniej jadły jednoczesnie ona, kot i królik. Niekiedy "zawiesza się". wchodzi głową w kąt i tak potrafiłaby przestać lub przeleżeć nieruchomo wiele godzin, gdybyśmy jej nie wyjęli. nie bardzo daje się czesać, a już coraz bardziej tego potrzebuje przy wiosennej zmianie sierści. Na konto wpłynęła wpłata dla Amely od Limonki80 - 50 zł. Slicznie dziekuję za pomoc suni. Zapisuję na pierwszej.
-
Największą przeszkodą jest to, że nie ma 250 euro na transport. Musze usunąć z tytułu. Mieliśmy tam w końcu jechać sami, bo nikogo nie znalazłam, jednak na razie i tak się wstrzymujemy. Matti jest bardzo wrazliwym szczeniaczkiem, wielkim przytulaskiem. On spacery spedza w większosci u mnie na rękach. pokręci się, zrobi siku i już stoi przede mną stekając i mrucząc, żeby go wziac na ręce. I tak przytuleni spacerujemy. Potrzebuje uwagi, spokojnej rodziny, tego żeby ktoś był częściej w domu. Niestety, mimo wyróznień ogłoszeń na OLX i udostepnien, nawet na grupach Oli, jakoś nikomu się nie podoba. A jeśli już, to go nie widzę w takich warunkach. Nie trafiłam na dom taki, jak dla Armanda czy Gugu, że byłam pewna. Margo nie dałam rady jeszcze obfocić, bo w ostatnich dniach tez mnie dopadła choroba. Ona za to jest bezproblemowa. Potrafi się dostosowac do warunków i u nas świetnie radzi sobie z innymi psami. Nawet Borysa wczoraj na spacerze porwała do gonienia. Szczeniaki Toli i Poker miały przyjechac w niedzielę, jednak Marinie wczoraj zepsuło sie auto w Kijowie. Mam nadzieję, że uda się je naprawić, bo inaczej maluchy nie dojadą i wrócą do schroniska. Amelia przez nie musi jechać i tak dwa razy na Ukrainę - raz po swoje koty w sobotę i drugi raz po nie w niedzielę. Nie da rady jechac do Kijowa, może je odebrac tylko z Lwowa. I tak musi wczesniej robić test i czekac min. 5 godz. jesli uda się jej zrobić ten szybki. Oby tylko przyjechały. Czekam na jakąś informację.
-
Ja tez jeden posiłek dziennie gotuję i nawet staruszki mają dobre wyniki. Na samych suchych karmach miałam psy chudze, jadły bo musiały. Przy bezbozowych rybnych (z górnej półki) suni przestały mieć regularnie cieczki, a jak rodziły to po 1-2 szczeniaki. Jak przygotuję posiłek, to wiem co w nim mają. Całe rozliczenie jest na pierwszej stronie plus chyba - 50 zł za antybiotyki. Teraz Andrzej zapłaci za nie i przywiezie paragon z nipem, bo nie wiedziałam czy bedzie konieczne dalsze leczenie, więc nie płaciliśmy. Nie doleczyłam się po anginie i dopadł mnie paskudny kaszel, dlatego wysłałam Andrzeja do przychodni.
-
Też to pamiętam. Mój mózg nie był w stanie ogarnać, że to działo się naprawdę. Co prawda nie szczeniak, ale Ola wstawiła wczoraj post. Do adopcji jest taki 4 letni piesek w typie chihuaha. Ona go ogłasza, alenie ma chetnych. Co mnie dziwi, bo za pseudostowarzyszeniowe pseudochiłki ludzie teraz płacą po kilka tysiecy złotych. Kupują 5-6 tyg, zarobaczone, bez szczepień, z "rodowodem", ale nie oznakowane chipem, często chore. Tu za 1100 zł pokrycia kosztu transportu mają zaopiekowanego, slicznego pieska.
-
U nich praktycznie wcale nie ma adopcji. jesli ktoś chce nowego psa, to wywala na ulicę starego (wersja mniej drastyczna) i z ulicy wybiera sobie nastepnego szczeniaka. Marina cały czas prosi o wsparcie finansowe, wiec na bieżąco robi sterylizacje i kastracje. To podstawa. Tam nie żadnej empatii w społeczeństwie. wczoraj z Olą rozmawiałam i mówiła, ze tam są na ulicach całe mioty z nosówką, szczeniaki umierają, są trute, zabijane. Dostaje filmiki, zdjecia i mówi, że tego nie da się oglądać. Belsi ma drutowaną żuchwę, ale Alesya cały czas wręcz żebrze na FB o pieniadze na pokrycie jej leczenia. Te bardziej skomplikowane przypadki mogą być leczone dopiero za granica. Przykładem jest Baryton. Siedział tam w bólu 4 lata cierpiąc przy każdym ruchu, bo nie był konsultowany neurologicznie. Linda czołgała się z obiema tylnymi łapami wyrwanymi ze stawów, gdzie główki kości przy poruszaniu wg ortopedy sprawiały jej ciągły ból, ocierając o miednice, bo znajdowały się w zupełnie nienaturalnym miejscu. Normalnie transport nie kosztował tyle, to cena "covidowa". Jednak lepiej zabrać teraz ile się da, bo jest zastój w adopcjach, a Marina choć może zgarnąć i zabezpieczyć kolejne na ich miejsce.
-
Cudniasta sunia, jak pomieszanie wilczka z jeżem ;) I widac jaka ufna do człowieka. Jest w patrzona w pracownika, nie ucieka.
-
Nie chciałam lasu, tylko zadrzewić pole. Aż tyle, go nie mam, żeby był las ;) Po prostu kupiliśmy teren z dwoma polami po obu bokach działki. Na razie uprawia je sobie chlopak z sąsiedniej wsi, bo szkoda żeby leżały odłogiem i tylko zarastały pokrzywami. Z jednego pola marzyłoby mi się dorobić taki ogrodzony teren dla większych mało adopcyjnych psiaków. Oczywiście to tylko marzenia, bo jeszcze trzeba je miec za co utrzymać. Jednak to takie moje nawiązanie do totolotkowego gdybania.